Klasyka jest fajna. I bywa hardrockowa

image_pdfimage_print

Nicolo Paganini to najbardziej hardrockowy kompozytor w historii muzyki – powiedział Michał Jelonek podczas swojego koncertu na Płock Cover Festival 2010. O tym, że tak faktycznie jest, przekonać się mogli widzowie drugiego koncertu z cyklu Classic is cool.

Dobrego gitarzystę hardrockowego poznać można między innymi po łatwości, z jaką wykonuje solówki. Nawet te o niezwykle złożonej fakturze muzycznej, wymagającej bardzo wysokich umiejętności technicznych. Nicolo Paganini tymczasem słynął z tego, że praktycznie każda jego kompozycja zawiera solowe partie skrzypiec, z którymi poradzić sobie mogą jedynie najwięksi wirtuozi. Do nich właśnie należy Mariusz Patyra, zwycięzca prestiżowego Premio Nicolo Paganini. Genialny skrzypek zaprezentował się płockim melomanom, wykonując I Koncert skrzypcowy D-dur Nicoli Paganiniego.

Utwór pełen rozmaitych ozdobników i zawiłości technicznych to wielkie wyzwanie dla solisty. Mariusz Patyra poradził sobie ze wszystkim w sposób zapierający dech w piersiach. Jego występ z uwagą śledził Wiktor Mieczykowski, młody i niezwykle utalentowany płocki skrzypek, mający na swoim koncie wiele nagród zdobywanych w kraju i za granicą. – To było coś wspaniałego – komentował Wiktor. Zawsze wygadany młody człowiek był pod tak wielkim wrażeniem wirtuozerii Mariusza Patyry, że nie był w stanie powiedzieć nic więcej.

Publiczność doceniła wielką klasę mistrza skrzypiec, nagradzając go wielominutową owacją na stojąco. Artysta podziękował za zgotowane mu przyjęcie, grając na bis słynne „Libertango” Astora Piazzolli. Kiedy skończył, pożegnała go burza braw.

Po raz trzeci tego niezwykłego wieczoru publiczność poderwała się z miejsc, aby nagrodzić wykonawców gromkimi brawami, kiedy Płocka Orkiestra Symfoniczna pod batutą Anny Duczmal-Mróz skończyła brawurowe wykonanie II Symfonii D-dur „Pastoralnej”. Johannes Brahms po skomponowaniu tego dzieła stawiany był – w pełni zasłużenie – na równi z największymi twórcami muzyki symfonicznej.

Pierwsza część tego arcydzieła brzmi tak, że mogłaby być wykorzystana jako ścieżka dźwiękowa w jakiejś wielkiej amerykańskiej produkcji. Czwarta została skonstruowana w taki sposób, że słuchacze wielokrotnie mają wrażenie, że słyszą finałowe takty, po czym okazuje się, że utwór trwa nadal. I tak kilka razy…

Dla porządku warto dodać, że pierwszym utworem, który płoccy melomani usłyszeli w piątkowy wieczór, była uwertura do „Cyrulika Sewilskiego” Gioacchino Rossiniego. Dzieło uwielbiane przez publiczność na całym świecie, tym razem nie skupiło tak wielkiej uwagi, jak muzyka Nicoli Paganiniego i Johannesa Brahmsa.

Płockich symfoników poprowadziła tym razem Anna Duczmal-Mróz, genialna dyrygentka młodego pokolenia, o której można powiedzieć, że swoje podejście do muzyki wyssała z mlekiem matki. Jest bowiem córką doskonale znanej i cenionej Agnieszki Duczmal. Anna Duczmal-Mróz entuzjazmem, jaki emanuje od niej, gdy staje za dyrygenckim pulpitem, zaraża nie tylko muzyków, ale i widownię.