Artystyczny Płock poniósł ogromną stratę. Przyjaciele żegnają Piotra Augustyniaka. Słowa i zdjęcia poruszają do łez… [FOTO]

Piotrek Augustyniak, przez wielu nazywany po prostu „Augustem”. Napisać, że zmarł, to jakby nic nie napisać. Wraz z Piotrkiem w Płocku zniknęła część wyjątkowej nadwrażliwości, którą ten 'wiecznie młody chłopak’ miał w sobie. Czytam w mediach społecznościowych wpisy i komentarze setek osób. Gdyby On to wszystko widział, gdyby mógł to przeczytać… Niestety. W sobotę 2 maja 2026 roku zmarł. Miał 47 lat. Dziś odbędzie się pogrzeb. Przyjaciele żegnają Piotra w poruszających słowach. 

Informacja gruchnęła 11 maja. Osobiście nie uwierzyłam. Dlaczego? Piotrek miał osobliwe poczucie humoru i świadomość tego właśnie nie pozwalała uwierzyć. Potrafiłby sam napisać, że „nie żyje” i puścić to w eter. Serio. Każdy komu August dał się poznać lepiej, doskonale o tym wie. Zanim zobaczyłam klepsydrę, odezwało się do mnie kilkanaście osób, aby potwierdzić, aby dopytać, czy to prawda, co się stało? Sama też dzwoniłam do różnych osób, szukając potwierdzenia, mając nadzieję, że to jeden z zaskakujących pomysłów Piotrka. Nie wiem co się stało. Nie znam przyczyny. Wiem natomiast, że 11 maja smutna wiadomość okazała się prawdą.

Artystyczny Płock poniósł ogromną stratę – pomyślałam. Bo Piotrek był właśnie przede wszystkim artystą. Niepokorny, nieokiełznany, zbuntowany, a przy tym niewyobrażalnie wrażliwy. Kiedyś usłyszałam zdanie, że „nadwrażliwcy żyją dwa razy”. I Piotrek tak żył. Pierwsze z żyć, to ta zwykła, szara codzienność. W drugim zajmował się dostrzeganiem tego, co można zatrzymać w kadrze. Dostrzegał nieoczywistość. August żył szybko, łapczywie. Był kimś kogo się nie da włożyć do jakiejś przegródki w szufladzie pamięci. Lubiłam Piotra za jego inność i za konsekwentne wręcz pielęgnowanie tej odmienności. Był oryginalny. Niepowtarzalny. Stale, ale to stale niósł go jakiś bunt, marzenia i wizje. 

„Posłałby nas wszystkich do diabła”

„Gdyby Piotrek przeczytał dzisiaj te wszystkie wspomnienia, ciepłe słowa, dowody uznania dla jego niezaprzeczalnego artyzmu, to – znając jego ekspresję – posłałby nas wszystkich do diabła. Od dłuższego czasu samotny. Wyalienowany. Niezrozumiany. Pogubiony. Rozżalony. Szukający dawnej atencji. Walczący z tym, co Go gryzło od środka. Mówił, że zazdrości mi rodziny. Że cieszy się naszym szczęściem. Łaknął bliskości, uwagi, podziwu dla sztuki, którą bez wątpienia tworzył.

Dlatego jestem przekonana, że po początkowej frustracji, ucieszyłby się z tego, że znowu jest na ustach i w sercach tylu ludzi. Że tyle osób pamięta, że był artystą przez duże „A”. Że na zawsze pozostanie częścią tego miasta, a Jego zdjęcia będą budziły emocje. Tak, jak i On sam je wzbudzał. Śpij spokojnie, Piotruś, niespokojna duszo.” – żegna Piotra Aleksandra Małachowska, koleżanka z „Gazety Wyborczej”. 

„Z aparatem w ręku i szerokim uśmiechem”

„(…) Zapamiętajcie Piotra, prosimy, przede wszystkim jako wybitnie uzdolnionego fotografa. Samouka, pasjonata, spod którego ręki wychodziły zdjęcia takie jak jego wnętrze – pełne nieoczywistego, zaskakującego piękna, takie, obok których trudno przejść obojętnie. Bo był w naszej gazetowej rodzinie fotografem, fotoreporterem, ale przede wszystkim – artystą. A do tego osobą niezwykle wrażliwą, czułą na każdy przejaw niesprawiedliwości, zaangażowaną.

Kochał Piotrek fotografię, kochał las, swoją działkę, lubił się fajnie ubrać, miał zawsze najciekawszą ze wszystkich fryzurę. Takim zapamiętamy Cię my, drużyna z Królewieckiej 12e, gdy ponad dwie dekady temu po raz pierwszy zjawiłeś się w redakcyjnym progu, z zafarbowanymi na blond włosami postawionymi jak u Billy’ego Idola, z aparatem w ręku i szerokim uśmiechem. Taki będziesz dla nas już na zawsze – czytamy wzruszające słowa w „Gazecie Płockiej”, ➡ Trudno nam, gazetowej rodzinie, znaleźć słowa, by oddać bezmiar żalu, szoku, braku zgody na to, co się stało…

„Nie godził się z ubogą treścią”

Przyjaźniłem się z Augustem, płockim Witkacym. Czasem nazywał mnie „guru”. Żeby było więcej treści w naszej przyjaźni, kłóciliśmy się często, obrażaliśmy i uwielbialiśmy.

Piotrek był niepokornym płockim fotografem. Przekorny wobec sztuki i pojmowania jej roli. Poznałem go jako niespokojnego w swoich twórczych poszukiwaniach, młodego fotografa; wyróżniającego się swoimi pracami z płockiej socjety fotografów. Poprzez fotografię próbował demaskować fotografowane motywy, toczył z nimi ciągłe zwady, nie godził się z ubogą treścią w kadrze – był przeciwnikiem kolorowanek z foto szopa i „sprzęciarstwa”.

Dał się poznać jako antagonista sztampy, landszaftu i savoir-vivre’u kompozycyjnego. Odnosił się z estymą i pokorą do fotografów z określonym dorobkiem artystycznym. Piotrek był niezłomnym eksploratorem wyższej formy wypowiedzi artystycznej, treści w obrazie, fabuły w reportażu, artyzmu w kompozycji i dramatu w motywie. Nie tolerował fotografii wynikającej z faktu posiadania sprzętu fotograficznego. Fotografował ludzi z ich kontekstem życiowym, prowokował, fabularyzował fotografowaną rzeczywistość. Odszedł, jakby nie podołał własnym wymaganiom, poddał się. Smutno jest – mówi o przyjacielu Jan Drzewiecki, znany płocki fotograf, również artysta, którego z Piotrem łączyła ogromna i piękna przyjaźń. 

„Mam to szczęście, że fotografuję i mogę światu wyrwać choćby obrazki”

Piotrek prowadził bloga fotograficznego oraz stronę internetową. I to nam zostawił, aby przekonać nas, że nadal żyje w swoich fotografiach. To właśnie On – Piotr Augustyniak

Moje fotografie bywają przypadkami, które stanęły mi na drodze. To fragmenty mimowolnie ignorowanej codzienności, ukryte obrazy wyjęte ze strumienia zdarzeń. Oczywiste, ale postrzegane subiektywnie.

A strumień zdarzeń – to życie codzienne, sceny i chwile, które trwają bezwiednie. Jakby bez żadnej kontroli, dzieją się wokół nas. Co dzień, co godzinę, co sekundę świat trwa i pisze scenariusze. A ja – a ja mam to szczęście, że fotografuję i mogę światu wyrwać choćby obrazki. Mogę zatrzymać te chwile i podzielić się nimi . Mogę je złapać, jakby udowodnić, że istniały. Przyjrzeć się im, obejrzeć z bliska. A obserwacja – sama przyjemność choć często przypadek. I to mi się najbardziej podoba. Znajdować się w odpowiednim miejscu o sprzyjającej porze” – Piotr Augustyniak o sobie. 

Dziś, 14 maja o godz. 13:00 będę towarzyszyć Piotrkowi w jego ostatniej ziemskiej podróży. I chyba słów pożegnania nie ujmę inaczej, jak zrobiła to Maria Bieniek: – Zawsze potrafiłeś zaskakiwać, lecz tym razem przesadziłeś!!!

Wiele zdjęć Piotra w kolekcji ma jego przyjaciel Jan Drzewicki. Oto kilka z nich…