Zenit z drugą porażką. Wielki comeback Cucine Lube Civitanovy [FOTO]

image_pdfimage_print

Pierwsze wtorkowe starcie podczas klubowych Mistrzostw Świata to rewanż za 2017 rok, gdy w finale spotkały się rosyjski Zenit Kazań z włoskim Cucine Lube Civitanova. Można było zatem spodziewać się siatkarskich fajerwerków i takowe były. To był znakomity początek dnia meczowego w Płocku.

Zenit mając na koncie porażkę z Fakiełem dziś po prostu przegrać nie mógł, jeśli chciał zachować szanse na awans do półfinału. Początek spotkania to gra punkt za punkt, z lekkim wskazaniem na Zenit. Po ataku, a właściwie kiwce Earvina Ngapetha Rosjanie wyszli na prowadzenie 3:4, a po błędzie serwisowym Yoandego Hidalgo Leala na 4:5. Skuteczny atak Tsvetana Sokolova dał remis po sześć. Bułgarski atakujący mógł wyprowadzić swoją drużynę na prowadzenie 7:6. Zamiast tego, zrobiło się 6:8 bowiem dwukrotnie został zatrzymany blokiem. Przebił się jednak w trzeciej swojej próbie, ale Ngapeth był w kolejnej akcji nie do zatrzymania.

As serwisowy Maxima Mikhaylova dał Zenitowi prowadzenie 8:11 i po kolejnych dwóch akcjach różnica nie zmalała ani na trochę. Wzrosła wtedy, gdy na zagrywkę wszedł Ngapeth i posłał dwa piorunujące asy serwisowe – 9:14. O drugi czas musiał poprosić Giampaolo Meder, trener Lube. Czas nic nie pomógł, bo Ngapeth atakiem z drugiej dołożył kolejny punkt. Dziesiąty punkt Lube nic nie dał, Mikhailov pięknym atakiem dał znów sześciopunktową przewagę swojej drużynie. Osmany Juantorena piekielną bombą zmniejszył straty do minus czterech punktów, wynik jednak nie drgnął ani na chwilę, bo każdy z ataków czy to Rosjan czy Włochów był skuteczny. Dopiero błąd w przyjęciu Leala sprawił, że Artem Volvich z łatwej piłki zdobył dwudziesty punkt dla Zenitu. Kolejny punkt to również jego zasługa – 15:21. Lube dwiema zmianami (weszli Stijn D’Hulst i Enrico Diamantini) próbowało odwrócić losy tej partii, ale ostatecznie Zenit Kazań wygrał 25:20 po ataku Maxima Mikhaylova.

Drugi set rozpoczął się od atomowych ataków Mikhaylova i Juantoreny. Ten pierwszy dołożył też punkt na wagę remisu w ważnej akcji, bowiem Lube mogło wyjść na prowadzenie 4:2. Stan meczu na 4:4 wyrównał Ngapeth. Kolejne dwie akcje to znów remis na tablicy wyników – 5:5. Alexey Samoylenko blokiem dał prowadzenie Zenitowi 6:7, a kolejne dwie czapy wysunęły Rosjan na 6:9. As serwisowy Robertlandego Simona zmniejszył straty do jednego punktu, ale Mikhailov, zdobywca siedmiu punktów w pierwszej partii ręki zwalniać nie zamierzał. Lube wzmocnilo zagrywkę, co przełożyło się na kolejny punkt bezpośrednio z zagrywki – Juantorena i zrobiło się po 11. Ngapeth pokazał w kolejnej akcji, dlaczego jest topowym zawodnikiem.

Pięknie na siatce oszukał Dragana Stankovica i zdobył dwunasty punkt dla swojej drużyny. Kolejne trzy akcje nie zmieniły w zasadzie wyniku, cały czas był remis – 13:13. Akcja na 16:15 dla Lube rozgrzała kibiców i zgotowali oni Lealowi owację, bo pięknym atakiem z drugiej linii zakończył dość długą wymianę. Sokolov utrzymał te jednopunktowe prowadzenie, dwukrotnie kończąc akcje swojego zespołu – 18:17. Matthiew Anderson pomylił się w ataku i przy stanie 20:18 trener Vladimir Alekno poprosił o czas. Niewiele to pomogło bo po błędzie w przyjęciu i punkcie Sokolova zrobiło się 22:19! Dwudziesty trzeci punkt dla Lube to też zasługa Bułgara. Ostatecznie włoska drużyna wygrała drugiego seta 25:22 po ataku Simona.

Trzeci set rozpoczął się od dwóch bloków Lube, w tym jeden to zasługa Leala, który powstrzymał Maxima Mikhaylova. Samoylenko też nie chciał być chyba gorszy od zawodnika pochodzenia kubańskiego, bo również postawił ścianę i zdobył punkt. 4:3 dla Lube to ciąg dalszy kapitalnej dyspozycji Leala, ale Mikhaylov również trafił w boisko – 4:4. Przy kolejnej akcji, która dała remis po pięć, kontuzji ręki doznał Bruno Rezende i musiał zejść z parkietu. Nie wpłynęło to jednak na dyspozycję jego kolegów, bo po autowym ataku Ngapetha zrobiło się 7:5. Dobrze rozgrywał D’Hulst i wynik cały czas oscylował w okolicach jedno – dwu punktowej przewagi – 11:9 dla Lube bo świetnej kiwce Stankovica na siatce. Zenit się nie poddawał i dążył do remisu. Udało im się po zablokowaniu Sokolova przy ataku z drugiej linii 13:13.

Błąd w zagrywce Juantoreny to kolejny remis, po 16. Anderson przypomniał sobie w najlepszy możliwy sposób, bowiem posłał asa i Zenit wyszedł na prowadzenie 16:17. Autowy atak Leala jeszcze ją tylko zwiększył – 16:18. Nie na długo, bo sprytem na siatce wykazał się Simon i mieliśmy kolejny remis – po 18, a Enrico Chester przywrócił prowadzenie Lube Civitanova – 19:18. Mikhaylov w aut i znów dwa punkty na korzyść Lube. Earvin Ngapeth atakiem i asem serwisowym wyrównał jednak stan trzeciego seta – 22:22. Pół godziny walki w tej partii i nikt nie było ani o krok przed rywalem, zapowiadała się znakomita końcówka. Seta mógł zakończyć Anderson, ale posłał piłkę daleko w aut. Wcześniej kapitalnym blokiem popisał się gracz Zenitu, mierzący aż 215 cm wzrostu Vadym Likhosherstov. Seta na przewagi zakończył blok na Sokolovie i czekała kibiców w Orlen Arenie czwarta partia. Do tej pory można było oglądać kapitalne widowisko.

Na czwartego seta do składu wrócił Bruno Rezende na rozegranie. Standardowo, jak to w Płocku, remis gonił remis. 1:1, 2:2, ale do czasu. Mikhaylov i Anderson wysunęli na prowadzenie 2:5. Lube nie mogło odebrać zagrywki rosyjskiego klubu, liczyło na błąd rywali i taki w końcu się pojawił. Zabrakło też trochę szczęścia bo piłka po bloku Lube wracała na stronę Zenitu, ale o włos minęła linię końcową. W końcu jednak udało się zmniejszyć straty do jednego punktu po błędzie Artema Volvicha. Siatkówka to jednak dyscyplina zmienna i nieprzewidywalna, więc po ataku Ngapetha było 5:8, a po kolejnym 6:9. Dragan Stankovic wspólnie z Lealem trzykrotnie stworzyli ze swoich rąk tak potężną ścianę, że remis – po 11, pojawił się bardzo szybko na tablicy wyników, akcja na 12:12 to popis gry defensywnej obydwu drużyn, gdzie Ngapeth był m.in trzykrotnie blokowany. Zenit jednak o punkt był, jak na przykład po błędzie serwisowym Leala.

Zenit zdołał uciec na dwa punkty po ataku w taśmę Tsvetana Sokolova, ale nie na długo. Stankovic znów blokiem i remis po 17, a Juantorena przywraca prowadzenie Lube i to Włosi byli teraz z przodu. Ich w tym secie interesowała tylko wygrana i można było się spodziewać emocji takich, jak w poprzednich setach. Kolejne akcje tylko to wszystko zdawały się potwierdzać, Skokolov skutecznie w ataku i ciągle to Lube prowadziło. Po asie Andersona Zenit prowadził, ale niedługo. Wyrównał na 21:21 świetnie dziś grający Stankovic. Leal w kontrze zdobył 22 punkt, a Simon zablokował Ngapetha i zrobiło się 23:21! Po chwili Francuz nadział się na blok kolejny i wygranie seta numer cztery było na wyciągnięcie ręki. Ale tą pomocną, przynajmniej chwilowo podali rywalom, bo Osmany Juantorena nie odebrał serwisu Andreya Surmachevskiego i zrobiło się tylko 24:23. Sokolov jednak skończył atak i euforia zapanowała wśród kibiców Lube oraz włoskich dziennikarzy.

Tie-break miał zdecydować o wszystkim. Wiadomo było, że ktoś zyska dwa punkty, a ktoś tylko jeden. ten drugi wariant w ogóle nie interesował Zenitu Kazań, bo porażka mogłaby postawić ich w bardzo trudnej sytuacji. Obie drużyny dość ostrożnie zaczęły ostatnią część gry, ponieważ mylili się głównie w polu serwisowym, stąd wynik 3:3. Zenit jednak uciekł na 3:5, ale szósty punkt dołożył Anderson punktem z ataku – 4:6. Mogło być równie dobrze 3:7, jednak piłka po bloku Ngapetha odbiła się miletry za linią boiska. Zamiast tego, Lube po świetnej akcji i ataku Leala doszło na 5:6, a po chwili dzięki Simonowi na 6:7. Przed obowiązkową zmianą stron Zenit objął prowadzenie 6:8, a po wznowieniu gry 6:9. Asa serwisowego posłał Alexander Butko.

Lube się w końcu ocknęło, siódmy punkt zdobył Sokolov, ale od czego Zenit ma Andersona – 7:10 i tylko pięć punktów dzieliło Rosjan od wygranej za dwa, niezwykle ważne punkty. Ngapeth w kontrze powiększył przewagę do czterech punktów – 8:12, a Mikhaylov z Samoylenką postawili skuteczny blok i tego meczu nie mieli prawa już przegrać. Czy aby na pewno? Robertlandy Simon dał sygnał do odrabiania strat i z 9:14 zrobiło się tylko 12:14! Za chwilę dołożył też piekielny atak na siatce, Mikhaylov walnął w aut i remis, po 14! Parę akcji później kolejny, po 16! Emocje udzieliły się kibicom, którzy zachwyceni gonitwą Lube w piątym secie zaczęli ich gorąco wspierać. 17:17 to błędy serwisowe Simona i Butki. Ostatecznie Włosi wygrywając 19:17 w tie-breaku sięgnęli po dwa punkty, stawiając obrońcę tytułu w bardzo trudnej sytuacji. Sami mają na koncie punktów aż pięć i jedną nogą są w turnieju finałowym w Rzeszowie!

Cucine Lube Civitanova – Zenit Kazań 3:2 (20:25, 25:22, 24:26, 25:23, 19:17)

Cucine: Sokolov (20), Juantorena (11), Stankovic (8), Leal (15), Simon (18), Rezende oraz Balaso (libero), D’Hulst, Massari, Diamantini, Cester (1)
Zenit: Anderson (16), Volvich (4), Ngapeth (22), Butko (3), Samoylenko (7), Mikhaylov (21) oraz Verbov (libero), Surmachervskiy (1), Likhosherstov (4), Alekseev, Krotkov (libero)
Sędziowali: Rogerio Espicalsky (Brazylia) oraz Bernaola Sanchez (Hiszpania)

Łukasz Zieliński
Fot.DR.