Mój pierwszy raz. Jacek Jasion: Było to zaraz po zgrupowaniu [FOTO]

image_pdfimage_print

Jeżeli przyjaźń zdarza się w życiu człowieka, ma wartość nieocenioną. Czy w życiu bohatera dzisiejszej rozmowy miała ona miejsce? Co takiego się wydarzyło, że zdecydował o swojej życiowej drodze, którą do dziś jest kickboxing? Na te tematy i kilka innych rozmawiam z Jackiem Jasionem, znanym, bardzo lubianym płocczaninie, w którego życiu pierwsze skrzypce gra sport.

Kiedy wiele lat temu ktoś, przepraszam, już dziś nie pamiętam kto, przedstawił mi Jacka Jasiona, powiedział – “wiesz to ten słynny sportowiec”. Ponieważ jestem sportowym analfabetą, spojrzałam na kickboxera trochę inaczej. Na Starym Rynku trwała jakaś impreza, stanęliśmy przy Domu Darmstadt, tak trochę na uboczu. I stało się coś zadziwiającego. W ciągu zaledwie kilkunastu minut do Jasiona podeszło około pięćdziesięciu osób, które chciały się z nim przywitać, zagadać. Jacek cierpliwie podawał rękę podchodzącym osobom, pytał o zdrowie, dzieci, rodzinę, szkołę. Każdego pamiętał – to nie byli dla niego anonimowi fani. Oczywiście z naszej rozmowy wyszły nici, ale tego dnia o Jasionie dowiedziałam się dużo więcej, patrząc, niż pewnie dowiedziałabym się z rozmowy.

Stres z przyjacielem u boku

Tradycyjnie cofamy się do czasów dzieciństwa. Jak znany sportowiec zapamiętał swój pierwszy dzień w szkole? – To było bardzo emocjonalnie przeżycie – odpowiada bez chwili zastanowienia. – Było to, jak u wielu dzieci starcie ze sporym stresem, aczkolwiek był to pozytywny czas i wejście w zupełnie nowy etap życia – przyznaje. Jak już wcześniej wspomniałam Jacek ma mnóstwo znajomych, ale czy miał prawdziwego przyjaciela i czy ta przyjaźń przetrwała do dziś? Po tym pytaniu na twarzy bohatera rozmowy pojawił się smutny uśmiech. – Moim największym i najwierniejszym życiowym przyjacielem był mój świętej pamięci tata i mój starszy brat – mówi. Okazuje się, że były to osoby, w których Jacek zawsze miał oparcie. Na najbliższe osoby mógł liczyć bez względu na wszystko. Każdego dnia czuł ich wsparcie, dawali  mu poczucie bezpieczeństwa i wpajali ważne w życiu wartości. – Ta przyjaźń była wyjątkowa. Nakręcała mnie. – Patrząc chociażby w kontekście sportu i mojej przyszłej kariery. Oczywiście przyjaźń z moim bratem – ba! – rewelacyjny kontakt został do dziś – uśmiecha się, nie ukrywając wzruszenia.

Decyzja przy pełnych trybunach

Właściwie na drugie imię Jacek powinien mieć… Sport. Potrafi mówić o nim godzinami. Dyscyplina, która pochłonęła go bez reszty to kickboxing. Kto był pierwszym idolem mojego rozmówcy w tej dziedzinie? – Od samego początku był to Marek Piotrowski, wybitny sportowiec, żywa legenda sportu i dyscypliny, którą uprawiam i zawsze mnie pasjonowała – przyznaje.

Przyszedł moment w życiu sportowca na sukcesy. Kiedy pierwszy raz otrzymywałeś pas mistrza co pomyślałeś? – Oj pamiętam to jak dziś – oczy mojego rozmówcy nabierają niebywałego blasku. – Było to zaraz po zgrupowaniu kadry. Z moim, już nieżyjącym, przyjacielem Józefem Warchołem wzięliśmy udział w zawodach amatorskiego kickboxingu w Piasecznie. Dokładna data to 18 październik 1992 roku. Moja wygrana w narożniku. Sam Prezes Polskiego Związku Andrzej Palacz i cała rodzina kibicująca mi na trybunach – z bardzo denerwującym się kochanym tatą na czele. Pomyślałem sobie, że to jest właśnie to… – opowiada. – W tamtej chwili wiedziałem, że będzie to moja życiowa droga – podkreśla.

Polityka przekuta na sport

Jacek Jasion jest także radnym zasiadającym w Radzie Miasta Płocka. Kiedy się dowiedziałeś, że zostałeś wybrany na radnego. Co w pierwszej kolejności chciałeś zmienić w Płocku? – Moja myśl przewodnia, która w dalszym ciągu jest ze mną to wsparcie płockiego sportu i rekreacji. Co za tym idzie, wsparcie dla młodzieży czy budowy obiektów sportowych, niezbędnych to rozwijania się młodych adeptów wszelkich dyscyplin sportowych – wymienia bez namysłu. Sportu też dotyczyło jego pierwsze wystąpienie przed miejskimi rajcami. Dotyczyło budowy hali sportowej nr. 16, która jak widać została wybudowana i służy płockiej młodzieży i nie tylko.

Nie mogę pominąć pytania o marzenie, niespełnione, pierwsze… – Moim największym marzeniem było zdobyć Mistrzostwo Europy oraz Świata w Kickboxingu. Ale zawsze marzyłem o tym, aby miało to miejsce w moim rodzinnym mieście… Jak widać marzenia się spełniają bo zarówno ME jak i MŚ osiągnąłem, a walka w rodzinnym mieście odbędzie się już wkrótce bo 29 września. Będę bronił mojego Mistrzowskiego pasa w płockiej Orlen Arenie, przed płocką publicznością – mówi zadowolony.

Jackowi Jasionowi życzymy oczywiście spełnienia tego marzenia i wielu, wielu innych. Będziemy także siedzieć na trybunach, aby dopingować mistrza.

Fot. Archiwum prywatne Jacka Jasiona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.