Widzialne emocje…

image_pdfimage_print

Renata Nych – prezes Mazowieckiego Stowarzyszenia Pracy dla Niepełnosprawnych De Facto, od sześciu lat organizator Festiwalu Kultury i Sztuki dla Niewidomych w Płocku. W 2010 roku odebrała nagrodę Płocczanina Roku.

Nie odmawiają jej m.in. takie nazwiska jak Małgośka Szumowska, Andrzej Seweryn, Kinga Preis czy Janusz Majewski. Stworzyła wyjątkowy festiwal dla wyjątkowych ludzi, podczas którego przenikają się dwa światy, ten widzialny z niewidzialnym. Renata Nych wie, że kultura i sztuka mają te właściwości, które czynią nasze wyobraźnie bardziej bogatszymi i wrażliwymi na piękno. Pomimo licznych obowiązków, których prezes Stowarzyszenia nie brakuje, znalazła dla nas chwilkę czasu, aby opowiedzieć o Festiwalu Kultury i Sztuki dla Niewidomych i nie tylko…

Dziennik Płocki: Płock to miasto audiodeskrypcji. Ciężko będzie komukolwiek nie zgodzić się z tą tezą.
Renata Nych: Zdecydowanie tak. Największą bolączką i barierą dla osób niewidomych jest dostęp do bieżącej informacji. Żyjemy w bardzo dynamicznym świecie. Nie ma dnia bez tak zwanych niusów. Pierwszym projektem jaki zrealizowaliśmy w Stowarzyszeniu De Facto było usunięcie barier w dostępie do informacji. Dopóki nie założyliśmy jedynego w Polsce, ale też w Europie internetowego kiosku z prasą, dostęp osób niewidomych do informacji prasowej był ograniczony. To był nasz pierwszy istotny projekt, wyjście na przeciw potrzebom osób niewidomych.

Ważne jest, by osoby te mogły swobodnie czytać, powiem więcej, by mogły czytać to, na co mają ochotę. Prowadzimy również Niewidzialną Galerię Sztuki stworzoną w internecie. Można podróżować między dziełami malarstwa, rzeźby i architektury. Dzięki opracowanej audiodeskrypcji wyobraźnia osób niewidomych maluje dzieła sztuki na ich wyłączność. Festiwal Kultury i Sztuki jest naprawdę jedyną imprezą w Polsce, nawet w Europie, gdzie jednorazowo przyjeżdża około 80 osób, by oglądać filmy, sztuki teatralne, słuchać muzyki. W Płocku opracowujemy 14 audiodeskrypcji do filmów na potrzeby samego festiwalu, 12 do internetowego klubu filmowego „Pociąg”, kolejne 6 do Klubu konesera. Korzysta z nich ponad 400 osób niewidomych w Polsce. Do tych działań angażujemy liczną grupę aktorów z Płocka, którzy opracowują i czytają audiodeskrypcję na wysokim poziomie merytorycznym.

DP: Audiodeskrypcja nie jest wszechobecna na dużych festiwalach filmowych. Przykładem jest chociażby Festiwal Filmowy w Gdyni. W tym roku tylko „Ostatnia rodzina” była opatrzona audiodeskrypcją. Trochę mało…
RN: To jedynie ukłon w stronę osób niewidomych. Nie pozostawia złudzeń, że nowości nie są na wyciągnięcie ręki. Trudno osobom niewidomym być na tzw. czasie. W tym roku członkowie naszego klubu filmowego wyjechali na festiwal do Łagowa i na Festiwal Dwa Brzegi do Kazimierza Dolnego. Na ten ostatni, co roku, przyjeżdża małżeństwo, ona niewidoma. Wielokrotnie zwracali się do organizatora o filmy z audiodeskrypcją, która umożliwi swobodne uczestniczenie w wydarzeniu. Okazało się , że jest to niemożliwe. Zwykle takiej audiodeskrypcji dokonywał dla niej mąż, co było dość uciążliwe. Wielka była jej radość, kiedy dowiedziała się, że na tegoroczny festiwal przyjedzie grupa osób niewidomych, do której będzie mogła dołączyć. Opracowaliśmy w Płocku audiodeskrypcję, zabraliśmy własny sprzęt i lektora, który nam to przeczytał. Obejrzeliśmy „Szczególny dzień” w reż. Ettore Scola z Sophią Loren i Marcello Mastroiannim oraz Teatr Telewizji „Nad” w reż. Mariusza Bielińskiego.

DP: Skąd zjawisko tak dużego deficytu audiodeskrypcji w kinematografii?
RN: Zdaję sobie sprawę, że ciężko jest filmowcom wyobrazić sobie, że sztukę wizualną, jaką jest film mogłyby podziwiać i doceniać osoby niewidome. Potrzeba tworzenia jej musi zaistnieć w świadomości filmowców. Warto wiedzieć, że audiodeskrypcja jest już na tak zaawansowanym etapie, że nie umknie jej precyzyjny opis, tego co dzieje się na ekranie, ale także praca kamery. Potrzeba obejrzenia tych filmów jest tak duża wśród osób niewidzących, że warto może zastanowić się nad przygotowaniem audiodeskrypcji już na etapie tworzenia filmu. To byłoby najlepsze rozwiązanie. Reżyser miałby wpływ na pracę nad opisem – co warto zaznaczyć, które sceny uwypuklić, bo mają znaczący wpływ na kolejne.

DP: Można mówić o idealnej audiodeskrypcji?
RN: Profesjonalna audiodeskrypcja daje możliwość przekazania obrazu najdokładniej jak to możliwe. Opiera się na ogromnym zaufaniu między publicznością a „tłumaczem”. Publiczność oczekuje emocji, nienachalnych sugestii. Ciekawi ją, na co zwraca szczególną uwagę autor audiodeskrypcji, dając jednocześnie pole i swobodę do interpretacji. Później dużo rozmawiamy, poprawiamy błędy, dokonujemy korekty w audiodeskrypcjach. My nie uzurpujemy sobie prawa, by mówić, że robimy ją najlepiej na świecie. Bo ile osób tyle opinii…

DP: Czym jest audiodeskrypcja dla osób niewidomych?
RN: Przepustką do świata. Audiodeskrypcja daje poczucie wolności, usamodzielnia. Osoby niewidome oglądają filmy, czytają, mają dostęp do informacji… A to czyni ich równoważnymi partnerami do rozmowy z osobami widzącymi. Nie czują się gorsi. Audiodeskrypcja motywuje tych ludzi, prowokuje do myślenia. Dzięki niej ćwiczą wyobraźnię, pielęgnują obrazy w pamięci, by całkowicie ich nie stracić.

DP: Fakt, że festiwal filmowy skierowany jest do osób niewidomych czyni go trudniejszym już na etapie organizacji?
RN: Nie wiem, bo nie przygotowywałam innych festiwali. Stowarzyszenie jako organizator bierze pełną odpowiedzialność za swoich uczestników. Opiekujemy się 80 osobami. Każda z nich ma prawo przyjechać z opiekunem. Wiemy, że jesteśmy w stanie podjąć taką grupę i zająć się nią najlepiej, jak potrafimy. Zależy nam, by zapewnić im komfort i poczucie bezpieczeństwa. Skrupulatnie planujemy ich podróże, przesiadki, zapewniamy wolontariuszy. Dbamy o atmosferę. Podczas trwania festiwalu jesteśmy cały czas ze sobą, wspólnie jemy, wspólnie oglądamy, zwiedzamy, uczestniczymy w pokazach, warsztatach, koncertach. Obcujemy z tymi samymi bodźcami, by potem móc o nich rozmawiać. Szczególnie ważne są osobiste spotkania z twórcami, reżyserami, aktorami.

DP: Zaskoczyła mnie odwaga, z jaką festiwalowicze opowiadają o swoich emocjach.
RN: Publiczność bardzo wnikliwie słucha, zadaje kulturalne, przemyślane pytania. Nie ma żadnych obaw, by się dzielić własnymi przeżyciami. Osoby widzące mają opory wyrażać siebie. Ja nauczyłam się tego właśnie przy tej publiczności. To jest cudowne. Przykładem jest film „Lobster” [reż: Yorgos Lanthimos, przyp. red.], który zaproponował nam krytyk Artur Zaborski. Film trudny, wielowarstwowy i wymagający dla wszystkich. Ten film traktuje między innymi o świecie pozbawionym emocji i empatii, ale zgodnie z intencjami reżysera także o kryzysie finansowo – gospodarczym w Grecji. Zastanawiałam się, co zrozumieją z niego osoby niewidome? Okazało się, że odczucia mieliśmy podobne. Widzenie i niewidzenie nie miało znaczenia. Pomoc krytyka w zrozumieniu filmu, który otwierał kolejne, niezrozumiałe warstwy filmu jeszcze bardziej zbliżała rozmówców do siebie. Nikogo nie zniechęciła trudna tematyka. Dyskusja stała się ogromną przyjemnością, cennym doświadczeniem.

DP: Można odnieść wrażenie, że głos w dyskusji zabierają wytrawni koneserzy kina.
RN: Uczestnikami festiwalu są członkowie internetowego klubu filmowego „Pociąg”. Zależy nam, by na festiwal przyjechali, ci którzy byli aktywni przez cały rok. W tym czasie dużo „oglądają” i piszą recenzje. Festiwal jest nagrodą za tę aktywność. Dbamy o to, by była to publiczność, która ma coś do powiedzenia, publiczność która wzajemnie uczy się od siebie.

DP: Program tworzą bardzo dobre filmy.
RN: Założeniem festiwalu jest pokazanie osobom niewidomym tych filmów, które zostały docenione na największych festiwalach filmowych, bądź otrzymały do nich nominacje. Mamy bardzo dobrą opiekę merytoryczną. Pracują z nami czterej krytycy filmowi. Oglądamy filmy, spotykamy się i z dwudziestu kilku wybieramy te, które możemy obejrzeć już na festiwalu. Zdania są różne. Dyskutujemy, słuchamy siebie nawzajem, pamiętając kto jest docelowym odbiorcą. Zależy nam, by to były różne kinematografie, różne gatunki, mniej lub bardziej ambitne, ale na pewno nie słabe i nijakie.

DP: Czy płocczanie świadomi są, ile się dzieje na rzecz osób niewidomych?
RN: Z roku na rok coraz bardziej. To widać po publiczności na festiwalu. Przychodzą na pokazy filmowe, spotkania z artystami, są obecni na wydarzeniach muzycznych – czy tak jak w tym roku – uczestniczyli w spektaklu „Laska” w reżyserii Mariusza Pogonowskiego. Festiwal wrósł w przestrzeń płockich wydarzeń kulturalnych.

DP: Spektakl to pretekst do opowiedzenia swoich historii, dotąd nikomu nieznanych, gdzie kluczem do zrozumienia się są proste gesty?
RN: Czy to jest pretekst? Nie wiem. W spektaklu zagrały osoby, które mają duży dystans do swojej niepełnosprawności, do siebie. Świadomie podjęły decyzję, że chcą mówić o sobie, o intymnych, osobistych momentach w swoim życiu. Obnażają się przed publicznością, opowiadają, co czuli kiedy tracili wzrok. Scena okazała się miejscem konfrontacji, gdzie padają mocne słowa: „Kaleka nie kocha się”, „Kaleka jest bezkształtnym ciałem”, „Jak nie widzą, to o siebie mniej dbają, nie malują się”. Spektakl pokazuje jak szufladkujemy osoby niewidome. Jest manifestem, silnym zaznaczeniem swojej obecności w społeczeństwie. Komunikacja poprzez sztukę teatralną ma większe oddziaływanie niż wykład naukowy. Żywa reakcja publiczności na pewno pomogła aktorom. To dało im okazję sprawdzania swoich możliwości, przekraczania granic i szansę rozwoju. Przed nimi kolejne wyzwania aktorskie. Okaże się, czy są aktorami jednej roli, czy to coś więcej, czy potrafią popracować też nad innym tekstem, nad inną rolą. Ja wierzę, że tak.

DP: Czy osoby niewidome uczestniczą w innych ogólnodostępnych festiwalach?
RN: Mają taką potrzebę, ale rzeczywistość te potrzeby dość okrutnie weryfikuje. Przeświadczenie, że coś jest niedostosowane do ich niepełnosprawności automatycznie gasi u niewidomych potrzebę obcowania. To po pierwsze. Po drugie, jeśli nie pojawiają się na tych imprezach, nie dopytują, nie przypominają o sobie, to organizator nie bierze pod uwagę skierowania oferty również do osób niewidomych. Tworzy się błędne koło. Trzeba spotkać się w połowie drogi. Najmniej przeszkód jest podczas imprez muzycznych. Te festiwale, na których są projekcje filmowe, spektakle teatralne powinny być opatrzone audiodeskrypcją. Marzy mi się, by w Płocku, przynajmniej jeden spektakl teatralny w roku został opracowany audiodeskrypcją. To byłby duży postęp. Wielkim szczęściem dla osób niewidomych byłoby móc też odwiedzać muzea. To jest wyzwanie, tak dla nich, jak i dla pracowników muzeów. Samo opowiedzenie, jak wygląda eksponat, z wszystkimi jego detalami, to mało. Idealnie byłoby dotknąć tych eksponatów. Oczywiście nie mam na myśli tu oryginałów. Należałoby przygotować makiety, kopie eksponatów, na których pracowałby przewodnik. W tym roku w ramach festiwalu otworzyło się przed nami Muzeum Żydów Mazowieckich. Obecność w muzeum daje możliwość poczucia klimatu tego miejsca. Przyjazne osobom niewidomym jest również Muzeum Diecezjalne.

DP: Zapytam o dzieci niewidome.
RN: Na szczęście w Płocku niewidomych dzieci jest kilkoro. Jednak nie zapominamy o nich. Z dziećmi wyjeżdżamy w góry, najczęściej latem, organizujemy wędrówki. Współpracujemy z gimnazjalistami. Tego typu przedsięwzięcia sprzyjają integracji, uwrażliwiają. Aktywnie spędzają czas, ale też oglądają filmy. Ostatnio był to „Carte Blanche” [reż: Jacek Lusiński przyp. red.] i spotkanie z głównym bohaterem, z Maciejem Białkiem, który stał się inspiracją do scenariusza filmowego. Wolontariusze tworzą również audiodeskrypcje do czasopism młodzieżowych, przygotowali album roślin i zwierząt. Edukacja i integracja odgrywa dużą rolę w rozbudzaniu ciekawości, chęci uczestniczenia w kulturze, budzi potrzeby na przyszłość.

 

Rozmawiała Renata Jaskulska

Fot. Anna Chyła