Odpowiedziały na homofobiczną instalację w kościele. Aktywistki oskarżone o obrazę uczuć religijnych. Ruszył proces

image_pdfimage_print

W Sądzie Rejonowym w Płocku w minioną środę, 13 stycznia, odbyła się pierwsza rozprawa trzech aktywistek, które oskarżone są o obrazę uczuć religijnych. Dokładnie chodzi o rozklejanie nalepek z Matką Boską w tęczowej aureoli.

Cała sprawa ma swój początek w 2019 roku. Wówczas w kościele św. Dominika w Płocku pojawił się Grób Pański z wypisanymi „grzechami”. Wśród nich znalazł się skrót LGBT. Do akcji wkroczyli aktywiści broniący mniejszości. Sprawa ma swój finał na sali sądowej w Płocku.

Oskarżonymi w procesie są Elżbieta Podleśna oraz dwie aktywistki Anna i Joanna. Kobietom zarzuca się naruszenie art. 196 kodeksu karnego: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Aktywistki nie przyznają się do winy.

„Akt oskarżenia dotyczy „rozklejenia na toalecie, koszu na śmieci, transformatorze, znakach drogowych i ścianach budynków wydruków przedstawiających przerobiony obraz Matki Bożej Częstochowskiej z widoczną aureolą w kolorach tęczy, będącej symbolem społeczności LGBT”. Zdarzenie miało miejsce w nocy z 26 na 27 kwietnia 2019 roku. Akcja z rozklejaniem „tęczowych Maryjek” była odpowiedzią na działania w kościele św. Dominika, gdzie wystawiono z okazji Wielkanocy Grób Pański z homofobicznym przekazem” – informuje portal OKO.press.

Jak czytamy w portalu podczas procesu Podleśna potwierdziła, że tęczowe tło zostało wykorzystane jako symbol ludzi LGBTQA+. Podkreśliła przy tym, że na naklejce nie przedstawiono aktów seksualnych. Zaprzeczała, że wlepki z „tęczową Maryją” były naklejane na śmietnikach i toalecie. Zaznaczyła raz jeszcze, że akcja była reakcją na doniesienia o „nienawistnej” instalacji grobie pańskim w jednym z płockich kościołów. Tęczowe wlepki miały wskazywać do niego drogę.

Druga z oskarżonych aktywistek, Anna, wystąpiła przed sądem w tęczowym swetrze. „Można było wnioskować, że na kartonach znajdują się czyny i akty, które twórca tego grobu uważa za grzechy” – powiedziała, pokazując zdjęcie z kościelnej instalacji. – To co widzę, to jest właśnie nienawiść, pogarda, agresja. To właśnie im chciałam się sprzeciwić, ponieważ nie chciałam tracić kolejnych przyjaciół i znajomych. Nie chcę, żeby oni i osoby mi nieznane, całkowicie bezbronne, nie czuły się w pełni ludźmi. Milczenia oznacza zgodę, brak sprzeciwu to przyzwolenie. Dlatego zwróciłam się do moich przyjaciół z prośbą: słuchajcie, trzeba coś z tym zrobić” – cytuje wypowiedź z sali sądowej OKO.press.

Portal donosi, że sąd wysłuchał również świadków w sprawie. Jednym z nich była 67-letnia kobieta, parafianka, która przyznała, że widziała nalepki i o zajściu powiadomiła księdza. Podczas zeznań powiedziała, że „osobiście nie czuję nie urażona”. Za to według kolejnego zeznającego w sprawie, czyli ks. Tadeusza Łebkowskiego, proboszcza parafii św. Maksymiliana Kolbe, jego „uczucia zostały mocno zranione”.

Czytaj także: Jest „LGBT”, „hejt”, „gender”. Zabrakło miejsca na „pedofilię”? Płocka kuria milczy

Pod oknem sądu cały czas protestowało kilkanaście osób z tęczowymi flagami i transparentami. Jak informuje portal na miejscu pojawili się też prawnicy z Kampanii Przeciwko Homofobii.

Termin kolejnej rozprawy sędzia prowadząca sprawę wyznaczyła termin na 17 lutego.

Policja w akcji

Po zakończeniu rozprawy uczestnicy pikiety solidarnościowej rozeszli się do samochodów, większość osób przyjechała z innych miast. Chwilę po tym, jak odjechali z parkingu, zatrzymała ich policja. „Byliśmy w drodze, ledwie kilka ulic od sądu, za nami jechała policja. Po chwili włączyli sygnał. Zatrzymali nas i zaczęli wszystkich spisywać. Był tam na pewno jeden tajniak. Nie miał munduru, nie chciał się wylegitymować. Policjanci powiedzieli, że skierują do sądu wnioski o ukaranie nas za zakłócanie porządku i udział w nielegalnym zgromadzeniu. Chociaż pokazałem im moją legitymację dziennikarską, także zostałem spisany” – mówił OKO.press fotograf Mikołaj Kiembłowski. Jak twierdzi, w tym samym czasie zostały zatrzymane także inne samochody z uczestnikami pikiety.

Dlaczego policjanci nie legitymowali protestujących, kiedy ci byli pod sądem? Zdaniem Kiembłowskiego miało to bardziej zastraszyć demonstrantów, a policjanci chcieli uniknąć obecności mediów.

Czytaj także: Diecezja Płocka broni księdza. Zamiatanie skandalicznej sprawy pod dywan?

Źródło: OKO.press

Fot. Dziennik Płocki/Arek Gmurczyk.