Uchwała do zmiany? – Musimy zweryfikować tę uchwałę, która uderza w dużej mierze w naszych lokalnych przedsiębiorców

image_pdfimage_print

Radna Wioletta Kulpa podczas dzisiejszej sesji poruszyła temat opłat za handel owocami w miejscach, których nie wskazano w uchwale Rady Miasta Płocka. – Musimy zweryfikować tę uchwałę, która uderza w dużej mierze w naszych lokalnych przedsiębiorców prowadzących działalność niekoniecznie mocno dochodową.

– Przyjęliśmy uchwałę, która dotyczy wniesienia opłat za sprzedaż 150 zł za dzień w miejscach do tego niewyznaczonych. Są targowiska, tereny do handlu pod zarządem spółki Rynex, natomiast nie ma uwzględnienia targowiska na osiedlu Międzytorze przy siedzibie Mazowieckiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Dodała, że w minioną sobotę była świadkiem sytuacji, kiedy strażnicy miejscy podeszli do pani z pytaniem, czy ma pozwolenie na handel. – Otóż teren należy do Mazowieckiej Spółdzielni Mieszkaniowej, do członków tej spółdzielni. I ta pani uiszcza miesięczną opłatę z tytułu dzierżawy tego terenu. Czy zasadne jest, że obciążamy takie osoby jeszcze dodatkową kwotą, dzienną stawką 150 zł? To ma miejsce w różnych miejscach, przy markecie w Radziwiu albo na Zielonym Jarze. Są to osoby, które chcą indywidualnie sprzedać produkty rolne i nie sądzę, aby to były takie kwoty, by jeszcze dodatkowo te osoby obciążać kwotą 150 zł. Musimy zweryfikować tę uchwałę, która uderza w dużej mierze w naszych lokalnych przedsiębiorców prowadzących działalność niekoniecznie mocno dochodową. Po prostu chcą zarobić na swoje życie i rodziny – podsumowała radna.

Poinformowała, że oprócz poruszenia sprawy na sesji, zamierza napisać w tej sprawie interpelację. Do poruszonej kwestii odniósł się prezydent, tłumacząc, że stawka 150 zł nie została wprowadzona po to, aby w kogokolwiek, kto handluje na ulicach, “uderzać”.

– Ograniczamy tzw. dziki handel, ponieważ inni kupcy, którzy handlują w wyznaczonych miejscach, płacą stale opłaty, ponoszą określone koszty funkcjonowania na targowiskach i był to zresztą postulat zgłaszany przez samych kupców. Jest to kwestia analizy uchwały Rady Miasta Płocka, która – przypomnę – państwo podjęliście.

Dopowiadał, że nie stało się to teraz, tylko opłata funkcjonowała już o wiele wcześniej. – Możemy pochylić się nad sprawą, jeśli państwo zaproponują i przyjmą inną. Jeszcze raz powtórzę, nie jest to opłata, która miałaby w kogokolwiek uderzać. Natomiast bez wątpienia rozwiązania wymaga kwestia, kiedy ktoś handluje na terenie spółdzielni. To również można uregulować. 

Wioletta Kulpa przypomniała włodarzowi miasta, że targowisko na Międzytorzy funkcjonuje od wielu lat. – Jeśli popełniliśmy błąd, jeśli nie dopisaliśmy pewnych miejsc, które są na terenach spółdzielni mieszkaniowych, to spróbujmy tę kwestię zweryfikować. Chciałabym znaleźć jakieś rozwiązanie dla osób, które handlują płodami rolnymi. To nie jest wyłącznie uwarunkowane tym, że one chcą tam handlować, tylko zapotrzebowaniem mieszkańców. Np. duże osiedle Podolszyce, cały czas mówimy o stworzeniu miejsca do handlu warzywami i owocami, i cały czas nie możemy znaleźć lokalizacji. Ale zapotrzebowanie mieszkańców jest.

Proponowała, aby spróbować wypracować takie lokalizacje przynajmniej w okresie sezonowym na warzywa i owoce.

– Funkcjonowanie targowisk reguluje ustawa o targowiskach, która liczy sobie blisko 30 lat, a samorządy działają w oparciu o tę właśnie ustawę – mówił z kolei przewodniczący Rady Miasta Płocka, Artur Jaroszewski. – To nie jest tak, że ktokolwiek zechce, to może w najbardziej dogodnym dla siebie miejscu wystawić stragan i handlować. Często spotykamy takie sytuacje, kiedy ktoś z płodami rolnymi staje np. przy sklepie, a w sklepie ktoś handluje tym samym towarem, opłacając podatki i czynsz. Nie powinna obowiązywać jakaś wolna amerykanka. Od tego jest prawo w formie ustawy, a samorząd porusza się w jej ramach. Opłata handlowa w miejscu do tego niewyznaczonym ma troszeczkę wyższą stawkę. Do utworzenia targowiska potrzebna jest zgoda właściciela terenu. Nawet, jeśli jest to teren prywatny, również obowiązuje tam opłata targowa. Na Podolszycach Północ, jeszcze za prezydenta Milewskiego, przez kilka lat targowisko funkcjonowało. Ale że nie było bezpośrednio przy blokach, tylko kilkaset metrów dalej, upadło. Rynek jest tu trochę bezwzględny.

Fot. Pixabay