Płocki Teatr rusza z niezwykłymi spektaklami. Oryle zaśpiewają na Wiśle…

Historyczne wydarzenia i legendy, jak opowieść o przeprawie przez rzekę na płaszczu św. Jacka Odrowąża, posłużyły do scenariusza spektaklu, który Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku wystawi z okazji Roku Rzeki Wisły w 14 miejscowościach Mazowsza.

Tytuł plenerowego widowiska „Na Wiśle śpiewają oryle” nawiązuje do pieśni flisaków zajmujących się dawniej rzecznym spławem towarów. Premiera spektaklu odbędzie się 17 czerwca w nadwiślańskim amfiteatrze w Wyszogrodzie.

– To widowisko, które przede wszystkim mówi poetycko o Wiśle, z pewną nostalgią opowiadając o historii tej rzeki, która na przestrzeni wieków była szlakiem żeglownym, aortą Polski, dzięki której rosła ona w potęgę. To także opowieść poświęcona ludziom, którzy od wieków byli związani z Wisłą – powiedział podczas wtorkowej konferencji prasowej Marek Mokrowiecki, dyrektor płockiego Teatru Dramatycznego, a zarazem reżyser spektaklu.

Jak wyjaśnił, scenariusz widowiska został oparty m.in. na dokumentach archiwalnych oraz wydawnictwach, w tym książkach kapitanów żeglugi śródlądowej: Stanisława Fidelisa „Wisła, rzeka mojego życia” i Adama Reszki „Wiślane statki i techniki nawigacyjne od XVI do XX wieku”.

– Pisząc scenariusz korzystaliśmy także z legend pochodzących z poszczególnych miejscowości, gdzie spektakl będzie prezentowany. Jedną z nich jest przepiękna opowieść o tym, jak św. Jacek Odrowąż przepłynął Wisłę w Wyszogrodzie na płaszczu, po czym na przeciwległym brzegu rzeki, w Kamionie, zostawił odcisk stopy na kamieniu. Inna legenda głosi, że ślady wyryte w kamiennym portalu kościoła w Czerwińsku nad Wisłą pozostawili rycerze króla Władysława Jagiełły, którzy po przeprawieniu się przez rzekę, właśnie tam ostrzyli miecze w drodze pod Grunwald – opowiadał dziennikarzom Mokrowiecki.

Wśród historii, o których wspominał dyrektor teatru znalazły się m.in. ogłoszenie przez króla Jana Olbrachta z końcem XV w. zawartego w przywilejach piotrkowskich postanowienia „aby żegluga na rzekach Królestwa w górę i w dół z wszelkiego rodzaju towarami była wolna dla wszystkich ludzi jakiegokolwiek stanu, zakazując wszelkie przeszkody i cła”, a także współczesna opowieść, spisana przez Jolantę Michalską o życiu i pracy nad Wisłą w Płocku w połowie XX w., która została nagrodzona w konkursie tamtejszego Teatru Dramatycznego „Opowiedz nam o Wiśle”.

Plenerowe widowisko „Na Wiśle śpiewają oryle”, w którym znajdą się też tradycyjne pieśni flisaków, będzie wystawiane do września, zwykle nad brzegiem rzeki. Po premierze w Wyszogrodzie spektakl zagości kolejno w Wiączeminie Polskim, Brwilnie, Płocku, a następnie w Modlinie, Czerwińsku, Nowym Duninowie, Dobrzykowie, Murzynowie, Kępie Polskiej, Małej Wsi, a także w Zakroczymiu i Koszelówce.

Przedsięwzięciu, które objął honorowym patronatem marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik, towarzyszyć będzie okolicznościowe wydawnictwo – gazeta w nakładzie 7 tys. egzemplarzy, w której, oprócz artykułów o tym, jak powstawał spektakl, znajdą się również prezentacje 14 gmin, gdzie widowisko zostanie pokazane.

Poniżej plakat wydarzenia gdzie zamieszczone są daty i godziny spektakli w poszczególnych miejscowościach




Jubileusz ze łzami w tle. Bank Żywności w Płocku obchodził swoje 10 urodziny [FOTO]

Podczas uroczystości było wiele wzruszających chwil. Padło mnóstwo ciepłych słów i życzeń. Kilka razy Aldona Cybulska ocierała łzy. – Bardzo, bardzo wszystkim dziękuję. Trudno mi mówić, bo gdyby nie wy wszyscy, którzy tu dziś z nami jesteście, nie byłoby nas. To wam należy się Pro Mazovia, prezenty i kwiaty, to wy wszyscy pomagacie – mówiła łamiący się głosem wiceprezes Banku Żywności w Płocku.

W sobotni wieczór, 29 kwietnia, widownia Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego wypełniona była po brzegi. Na uroczystość jubileuszu Dziesięciolecia Działalności Banku Żywności w Płocku goście przybyli z kilku powiatów i miast. Nie zabrakło przedstawicieli władz województwa z marszałkiem Adamem Struzikiem na czele, a także posła na Sejm – Piotra Zgorzelskiego, który sam jest wolontariuszem. Obecne były władze kilku powiatów oraz gmin z powiatów – płockiego, gostynińskiego oraz sierpeckiego. Byli także przedstawiciele organizacji, szkół, przedszkoli czy świetlic środowiskowych, z którymi Bank na co dzień współpracuje. Wśród publiczność zasiadło także bardzo wielu przyjaciół, których – jak się okazuje – ma ta prężnie działająca organizacja pozarządowa.

Bank Żywności na naszym terenie swoją działalność rozpoczął równo 10 lat temu w małym magazynku w Nowym Duninowie. Tam przyjęli pierwsze kontenery z żywnością, którą zaczęli dzielić pomiędzy wszystkich, którzy potrzebowali pomocy i wsparcia. Potem siedzibę przenieśli do Staroźreb. Znacznie poszerzyli swoje działania w tym czasie, wchodząc w realizację programów unijnych. Przybywało pracy i obowiązków. W końcu swoją siedzibę przenieśli do Płocka. Przy ulicy 3 Maja mają swoje biuro, a przy ulicy Targowej magazyn z żywnością. W nim też spędzają większość czasu, wydając setki ton jedzenia.

Oprócz tego prowadzą działania towarzyszące. Między innymi, od czterech lat, Klub Integracji Międzypokoleniowej. – Cieszymy się, że udało nam się zorganizować Klub, dzięki temu poznajemy naszych podopiecznych. Spotykamy się, a potem wspólnie prowadzimy różne działania – gotujemy, wymieniamy się przepisami, rozmawiamy, bawimy – opowiadała ze sceny Cybulska. Kolejnym działaniem, które udaje się z sukcesem realizować, jest uroczysty Dzień Wolontariusza. – Jest to dzień szczególny. Wtedy dziękujemy naszym wolontariuszom, zapraszając ich do wspólnej zabawy – mówił ze sceny Marek Kuczyński, prezes Banku Żywności w Płocku.

Na pewno dużym sukcesem i rozrywką w ciężkiej wolontariackiej pracy jest organizowanie od dwóch lat wyborów Miss i Mistera Wolontariatu. Jest to pierwsza impreza o zasięgu ogólnopolskim, którą w tym roku Bank Żywności z Płocka będzie organizował po raz trzeci. To duże przedsięwzięcie nabiera coraz większego rozmachu. – Zgłaszają się do nas wolontariusze z całej Polski, w 2016 roku wpłynęło 381 zgłoszeń – tłumaczyła wiceprezes Banku.

Warto dodać, że w ciągu 10 lat udało się organizacji ściągnąć w swoje szeregi ponad 700 wolontariuszy, którzy działają na rzecz osób najbardziej potrzebujących. – Korzystamy z każdej okazji, aby dziękować naszym wolontariuszom – gdyby nie oni – nie moglibyśmy działać na taką skalę – podkreślał Kuczyński.

W sobotni wieczór zarząd Banku na scenie płockiego teatru przyjął setki bukietów kwiatów, tysiące gorących słów podziękowania, całe mnóstwo całusów i uścisków, bardzo dużo prezentów – w tym przepięknego anioła, który w zasadzie wyraził wszystko, co można by powiedzieć o ludziach, którzy w świetle reflektorów czuli się lekko skrępowani i jakby zawstydzeni, stremowani. A kiedy cała widownia wstała i zaśpiewała wspólnie „Sto lat” dla Zarządu Banku Żywności – tak Aldona Cybulska jak i Marek Kuczyński ocierali łzy, które płynęły im po policzkach.

Najbardziej wzruszającą chwilą była ta, kiedy na scenie, zupełnie nieoczekiwanie, zjawiła się nauczycielka, która dawno temu uczyła Aldonę Cybulską. – To moja wychowanka. Jestem dziś z niej bardzo dumna, bo dawno przerosła mistrza. Zawsze była wspaniałą osobą, ale dziś widzę, że tak jej już zostało. Dziękuję Aldonko – mówiła wzruszona. W tym momencie wiele osób zgromadzonych na widowni ocierało łzy, a dojrzała uczennica – rozpłakała się na dobre.

Wspaniałe chwile uświetniono we foyer teatru. Na gości czekał urodzinowy tort oraz poczęstunek, któremu towarzyszyła muzyka w wykonaniu orkiestry dętej. Wielu gości podchodziło również do Cybulskiej i Kuczyńskiego, aby pogratulować, uścisnąć rękę czy zrobić sobie z nimi wspólne zdjęcie. Na stronach księgi pamiątkowej przybyło bardzo dużo wpisów. „Anioły istnieją. Na co Wy jesteście dowodem” – brzmiał jeden z nich.

Fot. Lena Rowicka




Płocki spektakl triumfował. Aż trzy nagrody!

Aż trzy nagrody zdobył płocki Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego na V Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów „Sztuka plus Komercja” w Siedlcach. Na Scenie Teatralnej Centrum Kultury i Sztuki im. Andrzeja Meżeryckiego w Siedlcach, w grudniu 2016 roku, odbyła się gala finałowa Festiwalu.

Płocki Teatr zajął II miejsce w kategorii najlepszy spektakl oraz nagrodę dziennikarzy za spektakl „Poskromienie złośnicy” Williama Szekspira w reżyserii Marka Mokrowieckiego oraz nagrodę dla najlepszego aktora lub aktorki, która powędrowała do Sylwii Krawiec, odtwórczyni roli Katarzyny w spektaklu.

Festiwal „Sztuka plus komercja” trwał od września do grudnia 2016 roku. „Poskromienie złośnicy” siedlecka publiczność obejrzała 22 października. Podczas gali pierwsze miejsce i tytuł najlepszego spektaklu otrzymała sztuka Krzysztofa Jaślara „Zdobyć, utrzymać, porzucić 2, rozstania i powroty” Teatru Capitol, a trzecie miejsce „Miłość i polityka” Pierre’a Sauvilla w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza z Teatru Kamienica. Swoją nagrodę przyznała również publiczność, która doceniła spektakl „Ślub doskonały” Robina Hawdona w reżyserii Marcina Sławińskiego.

Uroczystą galę wręczenia nagród uświetnił spektakl „Dziadek do orzechów” – znanej baśni autorstwa E.T.A. Hoffmanna z muzyką Piotra Czajkowskiego w popisowym wykonaniu artystów Teatru Tańca Caro Dance, w reżyserii i choreografii Iwony Marii Orzełowskiej.

Tuż po wręczeniu nagród z płocką aktorką Sylwią Krawiec o wrażeniach rozmawiał Leszek Skierski, dziennikarz oraz autor wielu książek.

Leszek Skierski: Temperamentna, emocjonalna, charyzmatyczna… – takie komentarze słychać było o Tobie w kuluarach. Byłaś zaskoczona werdyktem Jury?
Sylwia Krawiec: Tak! I przyznam szczerze, że dalej nie dowierzam w to, co się stało. I to nie dlatego, że wątpię w pracę, którą wykonałam. Tak zdecydowanie nie jest, ponieważ w rolę Złośnicy włożyłam całe swoje serducho i zaangażowanie. Radość z docenienia tego, co stworzyłam jest ogromna. Moja niewiara bierze się jednak stąd, że na festiwalowej scenie obok mnie stały takie rozpoznawalne osobowości aktorskie jak: Emilian Kamiński, Ewa Kasprzyk, Olga Bończyk, Katarzyna Zielińska, Paweł Małaszyński czy Marta Żmuda-Trzebiatowska, a jedyna festiwalowa nagroda aktorska przyznana zostaje młodej, nieznanej nikomu z nazwiska – Sylwii Krawiec! Jeszcze długo będę musiała się szczypać po rękach, aby uwierzyć, że mi się to nie śni!

LS: Co było najtrudniejsze w roli Katarzyny?
SK: Na pewno presja, którą sama sobie wytworzyłam. Szekspirowska Kasia to dla aktorki rola marzenie, to jedna z tych bohaterek, o których się śni kiedy jest się w szkole aktorskiej. Ja ledwo z tej szkoły wychodzę i od razu dostaję od dyrektora płockiego Teatru, pana Marka Mokrowieckiego, szansę właśnie takiego debiutu zawodowego. Szczęście moje nie zna granic i oczywistym jest to, że chcę to zrobić najlepiej, jak tylko potrafię. Nie chcę zawieść oczekiwań reżysera, zespołu, swoich. Takie myślenie jest bardzo zgubne na scenie, ponieważ kradnie swobodę myślenia i spontaniczność.

Najtrudniejsza więc była walka z samą sobą, aby wyzbyć się tego mojego przesadnego perfekcjonizmu i lęku, który mu towarzyszył, zapomnieć o nim na chwilę, dać się ponieść reżyserowi, zespołowi, zaufać nowej przestrzeni, cudownym ludziom, pójść za nimi i w efekcie – z nimi! Rzuciłam się więc w to wszystko i wspólnie, odważnie stworzyliśmy coś nowego, coś naszego.

LS: Kto kogo prowadził w tym spektaklu, ty Katarzynę-Złośnicę, czy odwrotnie?
SK: Na początku zdecydowanie musiałam pójść pokornie za Kaśką. Uczyłam się od niej charyzmy, bycia stanowczą, bardziej konkretną. W życiu jestem dużo bardziej uległa, potulna, nie potrafię się kłócić, uciekam od krzyku i agresji. Nie ma we mnie też takiej dużej przekory i szyderstwa. Ja natomiast chciałam jej dać od siebie sporą dawkę dojrzałości i kobiecości. Bardzo odpowiadało mi to, że pan Mokrowiecki nie chciał, aby Kaśka była jedynie rozkapryszoną, krnąbrną, młodą dziewczynką, z zasady niezadowoloną z wszystkiego naokoło, ale świadomą siebie, silną kobietą, której złośliwość i gniew wynika z niezgody na otaczającą ją rzeczywistość. Przekazałam Kasi również moją wielką miłość do tańca. Kiedy tylko cudna choreografka Katarzyna Anna Małachowska zaproponowała wspólnie z reżyserem, aby temperament Złośnicy pulsował w rytmie tanga – poszłam za tym pomysłem całym sercem i zaangażowaniem. Byłam od początku zachwycona tą inspiracją i cieszy mnie to, że w efekcie taniec jest nieodłącznym elementem tego spektaklu.

LS: Możesz odsłonić kulisy swojej pracy z reżyserem?
SK: Za dużo pewnie zdradzić nie mogę, ale praca z panem dyrektorem Markiem Mokrowieckim była bardzo inspirująca i miejscami bardzo zabawna. Pan dyrektor jest człowiekiem o tak dużym poczuciu humoru i dystansu, że moje obawy i lęki początkującej aktorki szybko topniały. Próby to były nieustanne rozmowy, poszukiwania, dyskusje o tym, czym ma być to nasze płockie poskromienie. Wszyscy mieliśmy świadomość, że nie można pójść w pełni za Szekspirem, ponieważ wyszłaby wówczas dramatyczna historia o kobiecie, która poddała się mężczyźnie. Szukaliśmy w tym wszystkim siły, a zarazem pasji, namiętności wynikającej ze spotkania dwóch mocnych, ukształtowanych charakterów. To co się dzieje między Katarzyną a Petruchiem (Szymon Cempura) to walka o dominację, o pozycję, o niezależność, ale przede wszystkim walka o wartość najwyższą – o miłość!

A wszystko jeszcze połączone komediową żarliwością. Praca więc – jak można się domyślić – również była bardzo gwałtowna, emocjonalna i przede wszystkim – zespołowa. Myślę, że to jest dużą siłą tego spektaklu. Próby to była nieustanna wymiana energii, zdań, różnorodnych emocji, doświadczeń. I ja tak właśnie pojmuję teatr – jako dialog i partnerstwo. Mądry, słuchający się zespół jest do tego niezbędny. I to również zostało docenione na Festiwalu i niejednokrotnie wspominane podczas gali. Spektakl otrzymał nagrodę dziennikarzy i II miejsce od Jury. To jest wielki sukces dla całego płockiego zespołu! Radość nasza jest ogromna!

LS: Czy tak wielkie wyróżnienie na początku kariery aktorskiej niesie za sobą jakieś niebezpieczeństwo?
SK: Tak, będzie jeszcze większa presja! Ja jestem obsesyjną perfekcjonistką, takim książkowym przykładem pracoholika. Wiem, że tak znaczące wyróżnienie spowoduje u mnie jeszcze większą potrzebę rozwoju, silniejszy przymus pracy nad sobą. Teraz tym bardziej nie mogę i nie chcę się zatrzymać! Co jest również bardzo dla mnie ważne to fakt, że taka nagroda uświadamia, że warto walczyć! Daje mi potwierdzenie, że ciężka praca się opłaca i wówczas marzenia się spełniają. Ja wiem, że odpowiadam sloganami, hasłami, ale tak w tej chwili czuję. Bardzo długo walczyłam o swoje marzenia i bywały bardzo ciężkie chwile. A w takiej chwili po prostu wiem, że warto. Biegnę więc dalej! Do utraty tchu! Lepiej uważajcie!

LS: Jaka jest Twoja wizja siebie w aktorstwie?
SK: Aktorstwo pojmuję jako nieustanny rozwój, ciągłą zmianę, ruch. Tak bardzo chciałabym, żeby nigdy mi się to myślenie nie zmieniło. Jestem świadoma swoich braków, niedoskonałości, więc jest jeszcze tak wiele kroków, które chciałabym wykonać, tak wiele drzwi które chciałabym otworzyć, tak wielu ludzi spotkać, że boję się, że mi życia na to nie starczy!
Owszem, nie będę ukrywała, że jest w tym również odrobina strachu, coraz częściej uświadamiam sobie jak wiele trzeba poświęcić dla tego zawodu, jak dużo może on zabrać, jak łatwo jest się pogubić, zatracić, pomylić. Tak bardzo chcę być czujna na te niebezpieczeństwa i tak bardzo wierzę, że najważniejszą zasadą w teatrze jest to, że aktor przede wszystkim powinien być człowiekiem.

Fot. Janusz Mazurek.