Czego można pozazdrościć płocczanom? Czyli o budżecie i zadłużeniu

W Płocku mieszka 122 tysiące osób. Każdy z płocczan ma swoje potrzeby i pomysły na swój blok, ulicę, osiedle bądź miasto. Dorośli chcieliby pracować, do pracy jeździć wygodnymi autobusami i samochodami po coraz lepszych ulicach. Uczniowie chcieliby chodzić do szkół, w których będą sale gimnastyczne, boiska i wszystko co pozwoli im rozwinąć skrzydła. Maluchy z kolei chciałyby mieć ładne i przestronne sale w przedszkolach. Także każdy – bez wyjątku – czegoś oczekuje.

W Radzie Miasta Płocka zasiada 25 radnych. Ci z kolei jako przedstawiciele swoich wyborców starają się, aby każda ich interpelacja, każdy wniosek, każdy zgłaszany problem, był jak najszybciej rozwiązany. Wsłuchują się w głosy mieszkańców swoich osiedli i starają się pomóc. Miasto ma jednego prezydenta, który chciałby, aby każdy płocczanin był zadowolony. Czy to z ulicy Górnej, Kobylińskiego, Jana Pawła II czy Maszewskiej. Jest jeden problem – prezydent Płocka nie ma czarodziejskiej różdżki, za pomocą której wszystko może zadziać się od razu i natychmiast. Tu potrzebny jest sztab ludzi, wykwalifikowanych fachowców, którzy pozyskają środki, rozpiszą przetargi i zrealizują ambitne plany krok po kroku.

Za chwilę koniec 2017 roku. I jak to od wielu, wielu lat bywa na koniec roku miejscy radni uchwalają budżet miasta na następny rok. I w czwartek, 28 grudnia, tak właśnie się stało. – W przyszłym roku po raz pierwszy budżet Płocka przekroczy miliard złotych. Sięgnie miliarda stu milionów złotych. Nie było jeszcze w tym mieście tak ambitnego planu – napisał po sesji na swoim blogu Andrzej Nowakowski, prezydent Płocka. W blogu czytamy o szeregu inwestycji zaplanowanych na 2018 rok, wiele z nich już jest rozpoczęte, bardzo dużo się zacznie. Warto poświęcić chwilę i przeczytać. A po lekturze…

W tym miejscu spokojnie napisać, że na oczach płocczan dokonuje się akt historyczny. Są obserwatorami milowego kroku w rozwoju miasta. Nie wszystkim się to jednak podoba, bo na przykład radni klubu Prawa i Sprawiedliwości oraz dwójka radnych z Platformy Obywatelskiej nie zagłosowali za przyjęciem budżetu. Ktoś może zapytać: czy to z czystej przekory – jeżeli tak – to wszystko w porządku z naszymi radnymi. Bo czy ktoś w tej sytuacji nie chciałby konsekwentnego rozwoju miasta? Ktoś powie, że może chodzi o zadłużenie, które miasto posiada. Czego podczas konferencji prasowej, która odbyła się przed sesją, nie wypierał się ani prezydent Płocka, ani skarbnik. Obydwaj przyznali także, że systematycznie ono się zmniejsza. Co więcej, widzą to też analitycy z Fitch Rating, którzy mają dobre wieści dla naszego miasta – jest coraz lepiej i Płock ma coraz lepsze perspektywy finansowe.

Czy jednak brak zadłużenia płocczanie wymieniliby na: brak remontów ulic, brak kanalizacji ogólnospławnej, brak mieszkań na start, brak parkingów, brak imprez miejskich, które organizuje Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki, brak ścieżek rowerowych, brak oświetlenia, brak boisk, brak przedszkoli, brak żłobków, brak obwodnicy, brak nowych i wygodnych autobusów, brak wiat przystankowych, brak rewitalizacji starych budynków, brak miejsc do rekreacji dla mieszkańców i wielu, wielu innych braków. Takiego Płocka chcą płocczanie? Jeżeli zatem wczoraj ktoś nie zagłosował za przyjęciem budżetu Miasta na 2018 rok, to znaczy że tak właśnie wyobraża sobie to piękne miasto.

Nie mieszkam w tym mieście, mieszkam w niedalekiej gminie. I praktycznie każdy mój sąsiad i sąsiadka dałabym wszystko, aby nasza wieś, która liczy w tej chwili około 500 mieszkańców, miała takie perspektywy jak oddalony o 13 km. od nas Płock. Gmina, w której żyjemy ma zadłużenie – jak każda w kraju. Natomiast na wsi nie dzieje się nic. Nikt nie dba tu o chodniki, dziurawy asfalt, bajoro, które powstało po opadach na terenie szkoły podstawowej. Włodarz gminy zabrał mieszkańcom 80 proc. kursów autobusów Komunikacji Miejskiej. Ludzie sypiają u kolegów, koleżanek lub kątem w miejscach pracy, bo nie mają czym w weekend dojechać do miejsca zatrudnienia. W sobotę i niedzielę nie ma ani jednego kursu jakiegokolwiek środka komunikacji – ani KM ani PKS. Mieszkańcy zatem muszą iść na przystanek oddalony od „nas” o około 5 kilometrów. O kanalizacji wsi możemy jedynie pomarzyć. O zalewanych piwnicach nie wspomnę, bo gmina „nie posiada” środków na wykopanie 1 kilometra rowu melioracyjnego. Radnego ostatni raz widziałam przed wyborami w 2014 roku, wójta podobnie.

Może zatem mieszkańcy Płocka zamienią się z mieszkańcami naszej gminy na swojego gospodarza? Naszego oddamy w promocji z nowo wybudowaną Biedronką i dorzucimy jeszcze Milę, bo i tak mieszkańcy wiosek nie mają czym dojechać do tych sklepów, które powstały w miejscowości gminnej. Dodamy, że nie każdy mieszkaniec wioski posiada auto czy chociażby prawo jazdy, a PKS jedzie dwa razy dziennie w dni robocze.

Czy można zazdrościć płocczanom? Zdecydujcie sami.




W barwach Wisły Płock będą walczyć bokserzy. Reaktywacja sekcji bokserskiej [FOTO]

Na przestrzeni lat w Wiśle Płock działało kilkanaście sekcji sportowych. Przez ostatnie kilka lat klub był jednosekcyjny. Rok 2017 okazał się jednak pod tym względem dla rodzimego klubu przełomowym. Oprócz sekcji piłki nożnej Wisła Płock wzbogaciła się o eSport oraz bokserską. 

Dokładnie w czwartek, 28 grudnia, wiceprezes Wisły Płock Tomasz Marzec oraz Konrad Kowal – trener II klasy boksu olimpijskiego podpisali bezterminową umowę o powstaniu sekcji bokserskiej. – Po 55 latach reaktywujemy sekcję bokserską, która działała w latach 1947-1962, czyli na początku funkcjonowania klubu – mówił podczas konferencji prasowej Tomasz Marzec.

Reaktywacja to nic innego jak mecenat powołanego 21 stycznia 2011 roku Uczniowskiego Klubu Sportowego Gedeon Płock. Od teraz zawodnicy „Gedeona” będą występować w barwach Wisły Płock. Rok 2017 Wisła Płock zakończyła jako klub trójsekcyjny.

– Trzeba pamiętać, że Wisła Płock nie powinna kojarzyć się jedynie z dwoma wiodącymi dyscyplinami, jakimi przez laty była piłka ręczna i piłka nożna. To także kilkanaście innych dyscyplin, które działały w klubie w przeszłości. Cieszymy się, że w roku 70-lecia klubu udało nam się powołać sekcję e-Sport oraz reaktywować jedną z pierwszych wiślackich sekcji – tłumaczył dziennikarzom Tomasz Marzec.

Za rozwój nowo utworzonej sekcji w barwach niebiesko-biało-niebieskich odpowiedzialny będzie Konrad Kowal – trener II klasy boksu olimpijskiego. Pomagać mu będzie instruktor boksu olimpijskiego i jego były podopieczny Filip Koper. Na treningi bokserskie uczęszcza około 40-50 i tyle też liczyć będzie sekcja, która nie zamyka się na żadnego chętnego w wieku od 10 do 23 lat. Zajęcia dla dzieci i młodzieży z boksu olimpijskiego będą bezpłatne. – Zabiegamy o sponsorów zewnętrznych nie po to, aby dzieci i młodzież płacili za zajęcia – podkreślał Konrad Kowal. 

– Cieszę się, że od nowego roku moi podopieczni będą występować w barwach Wisły. To wielki zaszczyt, ponieważ właśnie w ten sposób stajemy się częścią największego płockiego klubu, w którym niegdyś istniała sekcja bokserska. Od teraz możemy pisać jej dalszą historię – mówił, nie ukrywając zadowolenia trener młodych bokserów. 

Szczegóły na temat nowo utworzonej sekcji, czyli przesłaniu, strategii szkolenia dzieci i młodzieży ze szkół podstawowych, kadrze trenerskiej oraz planie działania sekcji bokserskiej „Wisła Płock” na 2018 rok znajdziecie tutaj.

Fot. Michał Łada – Wisła Płock




Zaskakujące zmiany, zwycięstwa i sporo porażek. Co dalej w Orlen Wiśle Płock?

Grudzień to czas podsumowań, refleksji i zadawania pytań – co przyniesie przyszłość?  Postaram się przeanalizować zatem dokonania piłkarzy ręcznych Orlen Wisły Płock w rundzie jesiennej oraz zastanowić się, jak może wyglądać przyszłość płockiego klubu?

Przed rozpoczęciem sezonu 2017/2018 w płockiej drużynie doszło do kilku znaczących zmian. Zresztą nie tylko wśród zawodników, bo prezesem klubu został Adam Wiśniewski, zastępując na tym stanowisku Artura Zielińskiego. Ta nominacja niektórych kibiców bardzo zdziwiła, ale pojawiały się też głosy, że to zagrywka polityczna prezydenta Andrzeja Nowakowskiego. Dyrektorem sportowym został Michał Zołoteńko. I ci dwaj, wielce zasłużeni zawodnicy dla Wisły, mają przywrócić Wiśle tytuł Mistrza Polski.

Jeżeli chodzi o kadrę zawodniczą to najbardziej szkoda odejścia Dimy Zhytnikova. Gracz, który w tym sezonie gra w Pick Szeged, był przez dwa lata rozgrywającym w sposób niekonwencjonalny. Potrafił zagrać do partnerów tak, że wielu kibiców i zawodników drużyny przeciwnej zadawało sobie pytanie: jak ta piłka dotarła? Poza tym, kiedy trzeba było, to po prostu rzucał. Oprócz tego zawodnika odeszli także Rodrigo Corrales – PSG, Miljan Pusica – TSV GWD Minden, Zbigniew Kwiatkowski – MKS Kalisz, Tiago Rocha – Sporting Lizbona, no i wspomniany już wcześniej Adam Wiśniewski.

Nie obyło się oczywiście od transferów do klubu. Nie usatysfakcjonowały one jednak praktycznie nikogo, głównie z powodu braku pozyskania środkowego rozgrywającego w miejsce Dimy. Marko Tarabochia został na tej pozycji praktycznie sam. Dopiero tuż przed początkiem sezonu został potwierdzony oficjalnie transfer Nemanji Obradovica z Metalurga Skopje, po wielkich perypetiach stworzonych głównie przez macedoński klub. Do Płocka trafili również, bramkarz Ádám Borbély z węgierskiego Vesprem, skrzydłowy Przemysław Krajewski z Puław i obrotowy ze Sportingu Lizbona Igor Źabić.

Rozgrywki w sezonie ’17/18 można w zasadzie podzielić na ligę polską i Ligę Mistrzów. W rodzimej PGNiG Superlidze Orlen Wisła trafiła do grupy pomarańczowej z Puławami, Stalą Mielec, Piotrkowianinem, MKS Kalisz, Gwardią Opole, Wybrzeżem Gdańsk i szczecińską Pogonią. Faworyt oczywiście tej grupy był i jest tylko jeden. Nie mniej strata punktów na wyjeździe we wrześniu z Azotami pokazała, że płocka drużyna nie funkcjonuje jeszcze tak jak trzeba. W trakcie tego meczu Wisła prowadziła nawet trzema bramkami w drugiej połowie (doskonale grał Sime Ivić – zdobywca 9 goli), a jednak puławianom udało się doprowadzić do remisu i rzutów karnych. W tych już lepsza była płocka drużyna, ale ten mecz pokazał ile jeszcze pracy przed nimi.

Poza tym wspomnianym remisem, Wisła generalnie kroczyła od zwycięstwa do zwycięstwa i jedynie w październiku uległa – po pasjonującym meczu – odwiecznemu rywalowi z Kielc 30:31 – prowadząc dwoma bramkami na kilka minut przed końcem. Być może o porażce świadczyła krótsza ławka rezerwowych bo kilku zawodników było kontuzjowanych i zmęczenie po prostu musiało dać znać o sobie. Nie zagrali przecież leczący urazy Lovro Mihić, Dan – Emil Racotea czy Marko Tarabochia. Nie mniej, za ten mecz należał się Wiśle szacunek, a klasą samą w sobie był Valentin Ghionea, który rzucił aż 11 bramek.

Praktycznie na koniec roku do Płocka przyjechał Górnik Zabrze. Przez wielu kibiców w Polsce drużyna wskazywana jako ewentualny kandydat do drugiego miejsca. Takie przedsezonowe głosy należy jednak traktować z przymrużeniem oka, bo Górnik wyjechał w drogę powrotną z bagażem ośmiu straconych bramek. O ile do przerwy jakoś ten wynik jeszcze wyglądał, to w drugiej połowie dominacja Nafciarzy była bezwzględna. Można by rzec, z dużej chmury mały deszcz. Wisła rundę jesienną zakończyła na 1 miejscu w tabeli i jest mało prawdopodobną rzeczą, żeby je straciła na koniec rundy zasadniczej.

Dużo więcej emocji było w trakcie rozgrywek Velux EHF Champion’s League. Płocka drużyna trafiła do grupy z obrońcą tytułu Vardarem Skopje, Rhein-Neckar Löwen, FC Barceloną, Pickiem Seged, HC PPD Zagrzeb, HBC Nantes i IFK Kristianstad. Grupa trudna, ciekawa, ale zdecydowanie do zapewnienia sobie awansu z minimum szóstego miejsca. Optymiści liczyli na coś odrobinę więcej.

Rozgrywki w Europie zaczęliśmy z wysokiego C. Rywalami Wisły byli bowiem Vardar (Płock, 22 – 26), Rhein – Neckar (Manheim, 31 – 27) i FC Barcelona (Płock, 30 – 37). Ciężko było liczyć na jakiekolwiek punkty w tych spotkaniach, ale Nafciarze starali się jak mogli i momentami pokazywali, że nie wolno ich absolutnie lekceważyć. W każdym z tych trzech spotkań były momenty gry, za które trzeba było Wiślakom bić brawa. Ostatecznie trzeba było szukać tych punktów gdzie indziej.

Kolejnym rywalem był chorwacki Zagrzeb. Mecz rozegrany na wyjeździe, arcyważny, bo dwa punkty ustawiłyby w jakiś sposób tabelę i dawały minimalny ale jednak margines błędu. Niestety. Tylko remis! Albo aż remis, bo w jaki sposób Adam Morawski odbił rzut Mandalinica z rzutu wolnego po zakończonych już 60 minutach gry, to wie tylko on sam. Wisła mogła ten mecz jednak wygrać, bo prowadziła 23 – 20, miała rzut karny, a mimo to zremisowała.

Następne spotkania to mecze z Pick Szeged i francuskim Nantes. Obydwa spotkania rozegrane zostały w Płocku. Analizując terminarz pewnie wielu kibiców liczyło właśnie na to, że przynajmniej dwa z czterech punktów zostaną w Płocku. Niestety… Pick już w pierwszej połowie pokazał swoją moc, prowadząc bodajże siedmioma bramkami w pierwszej połowie. I mimo ambitnej postawy gospodarzy, dojścia na remis, goście ten mecz wygrali pewnie i zasłużenie (33:27). Z kolei mecz z Nantes był zdecydowanie bardziej wyrównany, walka o dwa punkty trwała niemal do ostatniej minuty. Ostatecznie to goście wygrali 32:30 i Nafciarze musieli szukać szans w kolejnych spotkaniach. A przed nimi był dwumecz z IFK…

To co się działo w tych dwóch meczach to było wręcz niepojęte! Dramaturgii i zwrotów akcji było mnóstwo. W Szwecji, gospodarze od początku meczu konsekwentnie budowali swoja przewagę, w pewnym momencie było już nawet 14:7 i wszyscy przecierali oczy ze zdumienia. A zaczęli jeszcze bardziej z powodu gry Wisły w drugiej połowie, bo goście dogonili IFK i wyszli na prowadzenie 19:17! To był koncert, to była ta drużyna, którą znamy z tej najlepszej strony. Niestety, porażka (25:24) strasznie zabolała.

No ale był jeszcze rewanż w Płocku. Obie drużyny szły łeb w łeb, Wisła w końcu prowadziła (17:15) i wydawało się, że dwa punkty trafią na konto Nafciarzy. Po kolejnych paru minutach gry nastąpiła konsternacja na trybunach – Szwedzi prowadzili 23:18! Szok! Wtedy jednak chyba dotarło do zawodników Wisły jaka szansa im ucieka, zmienili defensywę i doprowadzili do remisu (25:25). Po końcowym gwizdku był jeszcze rzut wolny z 9 metra, piłka wpadła nawet do bramki, ale sędziowie słusznie uznali, że Jose de Toledo przekroczył przerywaną linię. Minimalnie ale jednak.

Ostatnie dwa mecze w tym roku miały zostać rozegrane w Nantes i Szeged. Biorąc pod uwagę z kim i gdzie, to nikt nie myślał o jakichkolwiek punktach. We Francji, gospodarze szybko pokazali kto tu rządzi i nawet dojście Wisły w drugiej połowie na dwie bramki nie zmieniło tak naprawdę obrazu gry i mecz zakończył się identycznym wynikiem jak w Płocku – 32:30. Tak więc ostatnią szansą na punkty w tym roku w Lidze Mistrzów był mecz w Szeged. I udało się. Po kapitalnym meczu, pełnym zwrotów akcji, Wisła wygrała (25:24) i tym samym przedłuża niejako swoje szanse na awans do TOP16.

Sporo się działo na parkietach, ale wielu kibiców czeka na kształt drużyny już w nowym sezonie. Pojawiły się też pierwsze potwierdzone informacje. Nowym Nafciarzem zostanie Ziga Mlakar, prawy rozgrywający zawodnik przychodzi do Płocka z Celje. W tym sezonie to najlepszy strzelec słoweńskiej drużyny w LM. Jego przyjście oznacza, że z drużyną pożegna się ktoś z dwójki Sime Ivic/Jose de Toledo lub nawet obydwaj gracze. W ostatnim czasie dało się jednak zauważyć wzrost formy de Toledo, który być może dobrą dyspozycją pracuje na nowy kontrakt. Odejdą za to na pewno Mateusz Piechowski – BM Logrono La Rioja, Igor Źabić i… Valentin Ghionea. Rumun bez wątpienia zasłużył na status klubowej legendy, przez 6 lat gry rzucił prawie 1100 bramek. Zastąpić może go podobno Mateusz Góralski. Odejdzie także Dan – Emil Racotea do Veszprem, ale dopiero w 2019 roku.

Nie wiadomo także, kto dołączy do drużyny jako środkowy rozgrywający. Marzeniem wielu jest Miha Zarabec z THW Kiel, który gra tam niewiele i podobno chce odejść. Wisła interesowała się także Aidenasem Malasinskasem z Motoru Zaporoże, jednak ten odmówił. Na koło przymierzany jest Alexis Borges z FC Barcelony, słyszy się też o Marku Daćce z Górnika Zabrze.

Prezes Adam Wiśniewski jakiś czas temu mówił, że chciałby do końca grudnia mieć podpisanych zawodników, którzy wzmocnią płocki klub. Chciałby również podać ich nazwiska. Dzisiaj jednak okazało się, że to nie nastąpi, a optymalnym terminem na dziś jest połowa stycznia 2018. Tylko, że wtedy są ME… Osobiście stawiam na luty!

Łukasz Zieliński

Fot. Zdjęcia poglądowe Dziennik Płocki.




Chciał się zabić, skacząc z budynku. Uratowali go policjanci

Mężczyzna chciał skoczyć z dachu jednego z budynków. Jednak profesjonalne działanie płockich policjantów odwiodło 35-latka od samobójstwa. Dzięki szybkiej i właściwej interwencji policjantów kolejne życie zostało uratowane.

Wczoraj przed godziną 22.00 płoccy policjanci otrzymali zgłoszenie, że na dachu jednego z budynków przy ul. Jodłowej stoi mężczyzna, który chce popełnić samobójstwo. Na miejsce natychmiast pojechał patrol. Policjanci dojeżdżając do budynku widzieli stojącego na dachu mężczyznę. Gdy mundurowi wysiedli z radiowozu desperat zaczął krzyczeć do nich aby nie podchodzili, bo w przeciwnym razie skoczy. Mężczyzna był bardzo zdenerwowany, funkcjonariusze rozpoczęli z nim rozmowę, aby w ten sposób go zająć i uspokoić. Zrezygnowany człowiek oświadczył, że jednym z powodów jego decyzji o samobójstwie jest śmierć ojca. W wyniku dalszej rozmowy prowadzonej przez policjantów, mężczyzna uspokoił się i zszedł z dachu.

Gdy był już bezpieczny, pod opieką policjantów, okazało się, że jest on w stanie nietrzeźwym. Policjanci wezwali na miejsce karetkępogotowia, która przewiozła mężczyznę do szpitala. Następnie po konsultacji z lekarzem, który wystawił stosowne zaświadczenie mężczyzna ze względu na jego stan nietrzeźwości został przewieziony do izby wytrzeźwień, gdzie pozostał do wytrzeźwienia i dyspozycji Policji, ponieważ posiadał przy sobie dowód osobisty wydany na inne nazwisko. Po sprawdzeniu dokumentu okazało się, że figuruje on jako utracony.

Dzięki profesjonalnej postawie interweniujących policjantów z Wydziału Patrolowo-Interwencyjnego, nie doszło do tragedii, która mogła zakończyć się śmiercią 35-letniego mieszkańca Płocka.

Info: KMP Płock




Przedszkole na miarę XXI wieku. Przestronne, nowoczesne, otoczone zielenią [FOTO]

Wewnątrz pachnie nowością i świeżością. Sale dla przedszkolaków są jasne, przestronne i duże. Przewidziano też gabinety dla logopedy, psychologa czy rehabilitanta. Są też windy, nowoczesny blok kuchenny i sala gimnastyczna. Jednym zdaniem – w Płocku mamy przedszkole na miarę naszych czasów – XXI wieku.

– Po zimowych feriach dzieci wrócą do swojego przedszkola – zapowiedział podczas konferencji prasowej Andrzej Nowakowski, prezydent naszego miasta. – Miejskie Przedszkole nr 3 to placówka z oddziałami integracyjnymi – podkreślał.

Płockie media dziś zobaczyły placówkę po gruntownym remoncie. Jeszcze kilka miesięcy temu widoczny był tylko szkielet budynku, dziś w tym miejscu stoi nowoczesne i kolorowe przedszkole. Otoczone zielenią, czterema placami zabaw wygląda imponująco.

Miejskie Przedszkole nr 3 znajduje się przy ulicy Gałczyńskiego. Budynek ma dwa piętra i ponad 2,1 tys. metrów powierzchni użytkowej. Koszt gruntownego remontu sięgnął 6,5 mln zł. Placówka jest bardzo duża: liczy dziewięć oddziałów, z których siedem jest oddziałami integracyjnymi. Budynek ma dziewięć sal dla maluchów: pięć na parterze, cztery na piętrze. Przy każdej sali działa węzeł sanitarny plus schowek na pomoce dydaktyczne. Stara – nowa placówka może przyjąć pod swój dach nawet 180 maluchów.

– Oprócz sal dydaktycznych budynek ma salę do rehabilitacji i gabinety m.in. logopedy, psychologa, pedagoga-terapeuty, tyflopedagoda, czy rehabilitanta, pomieszczenia dla nauczycieli oraz pracowników administracji i salę gimnastyczną. Obiekt został podzielony na trzy strefy funkcjonalne: część dydaktyczną, żywieniową oraz administracyjną – tłumaczył nam Hubert Woźniak, z biura prasowego płockiego ratusza. Warto dodać, że placówka wzbogaciła się również o miejsca parkingowe.

Prace  remontowe w obiekcie rozpoczęły się w październiku ubiegłego roku. Obecnie trwają odbiory, prowadzone przez strażaków oraz pracowników Sanepidu. Potem już tylko wstawić mebelki dla maluchów, przygotować zabawki i przedszkole będzie gotowe na przyjęcie najmłodszych płocczan.

Fot. Lena Rowicka




Nowy Rok już za kilka dni. Przywitajcie go przy płockim Ratuszu

Nie macie pomysłu na spędzenie Sylwestra? Wybierzcie się pod płocki Ratusz. Wyśmienita zabawa zapewniona.

Wspólna zabawa przed ratuszem rozpocznie się w niedzielę, 31 grudnia, o godzinie 20. Na żywo grać będzie zespół znany płocczanom z wakacyjnych potańcówek. Na zmianę z nim na scenie pojawi się DJ, prezentujący zabawowe hity i ponadczasowe szlagiery. Niektóre z prezentowanych utworów będzie można zobaczyć, ponieważ na wielkim ekranie wyświetlane będą teledyski. Specjalnie dla najmłodszych mieszkańców, w noc sylwestrową funkcjonować będzie lodowisko na Starówce. O północy odbędzie się pokaz fajerwerków. Zabawa zakończy się już w 2018 roku o godzinie 1. 

Organizatorzy przygotowali mnóstwo atrakcji i niespodzianek, które uczestnicy Sylwestra przed Ratuszu poznają 31 grudnia. 

Fot. Archiwum Dziennika Płockiego

 




Kolejne, stacjonarne biletomaty na płockich ulicach

Komunikacja Miejska w Płocku tuż przed świętami ogłosiła, że jest w trakcie instalacji dwóch nowych biletomatów. Pierwszy z nich stanął przy przystanku Kwiatka, drugi przy przystanku Armii Krajowej (przy stacji paliw).

– Nowe biletomaty nie różnią się dużo od swoich poprzedników poza tym, że już niedługo będziemy mogli płacić w nich przy pomocy systemu BLIK – informuje komunikacja miejska. Tak jak w pozostałych  automatach stacjonarnych pasażerowie kupią w nich bilety jednorazowe,  60- i 90-minutowee,  24-godzinne, a także okresowe – zapisywane na karcie komunikacji miejskiej, będzie można też sprawdzić ważności swojej karty.

Transakcji zakupu biletu będzie można dokonać bilonem oraz banknotami (biletomaty wydadzą resztę), bezgotówkowo kartą płatniczą: stykowo, zbliżeniowo, lub potwierdzając zakup pinem. A już niedługo także BLIKiem. 

BLIK to polski system płatności mobilnych, uruchomiony z inicjatywy kilku banków. W praktyce BLIK to sześciocyfrowy kod wyświetlany przez aplikację mobilną banku, który może służyć do zaakceptowania transakcji, dokładnie tak, gdybyśmy płacili kartą.

Płatności BLIK są  szybkie i proste w obsłudze. Co zrobić, żeby zapłacić BLIKIEM za zakupy?

– wygeneruj kod BLIK w aplikacji mobilnej swojego banku.
– przepisz wykorzystywany kod do terminala płatniczego w biletomacie (pamiętaj: kod BLIK ważny jest tylko dwie minuty).
– potwierdź transakcję w aplikacji mobilnej, w której przed chwilą wygenerowałeś kod.
– zapłacone. Cała operacja trwa chwilę, jest w pełni bezpieczna i wymaga tylko smartfonu z aktywnym dostępem do internetu.

Bilety zakupione w biletomatach stacjonarnych należy skasować w autobusie. 

Gdzie w Płocku znajdują się biletomaty stacjonarne? 

  • Przystanek Skarpa przy ulicy Dobrzyńskiej
  • Galeria „Wisła” wyjście od strony skrzyżowania ulic Wyszogrodzkiej i Jana Pawła II
  • Przystanek Jachowicza (teatr) w kierunku Borowiczek
  • Przystanek Armii Krajowej przy stacji pali
  • Przystanek Kwiatka

Fot. KM Płock




Tragedia na drodze w Słubicach. Nie żyje 45-latek

W poniedziałek, 25 grudnia, około 20.15 w miejscowości Słubice na ulicy Płockiej doszło do potrącenia pieszego.

– Policjanci na miejscu wstępnie ustalili, że kierujący samochodem peugeot, 43 – letni mieszkaniec powiatu sochaczewskiego potrącił idącego jezdnią 45 – letniego mieszkańca Słubic. Pieszy w wyniku doznanych obrażeń poniósł śmierć na miejscu – relacjonuje Krzysztof Piasek, rzecznik prasowy płockiej policji. – Dokładne przyczyny i okoliczności wypadku zostaną zbadane w toku prowadzonego postępowania – dodaje.

Policjanci apelują do wszystkich użytkowniku dróg o rozwagę. Przypominają pieszym o noszeniu elementów odblaskowych. Natomiast kierowcom o prowadzeniu pojazdu z prędkością umożliwiającą im panowanie nad pojazdem w przypadku wystąpienia na drodze nagłych sytuacji  niebezpiecznych.




Marcin „Różal” Różalski: Zmierzę się w ringu z prawdziwą legendą kickboxingu

– W końcu ziści się jedno z moich wielkich sportowych marzeń. Już w 2012 roku dwa razy miało dojść do mojej walki z Le Bannerem w formule MMA, ale z powodów ode mnie niezależnych musiałem obejść się smakiem – wspomina „Różal”

Najważniejsze starcie w historii kickboxingu w Polsce będzie miało miejsce 13 kwietnia 2018 roku na DSF Kickboxing Challenge 14, w walce wieczoru zmierzą się dwie legendy sportów walki. Na warszawskim Torwarze przeciwnikiem Marcina „Różala” Różalskiego będzie Francuz Jerome Le Banner.

Gdy 9 grudnia na DSF Kickboxing Challenge 12 w Restauracji Champions Sports Bar ogłoszono datę wyczekiwanego debiutu „Różala” w federacji, w mediach od razu zaczęły się spekulacje na temat nazwiska jego rywala. Żaden fan K-1 nie może czuć się zawiedziony! 13 kwietnia 2018 roku w Warszawie dojdzie do wielkiej ringowej wojny z legendarnym Francuzem. Walka roku?!

Mierzący 190 cm wzrostu i ważący około 120 kilogramów „Geronimo” to prawdziwa legenda sportów walki. Od początku kariery 44-letni Francuz nieprzerwanie utrzymuje się w ścisłej czołówce w formułach K-1, Muay Thai oraz Oriental Rules. Walczył na całym świecie, wygrywał z najlepszymi i wielokrotnie zdobywał tytuły mistrza świata ISKA oraz WKN. Do dziś Le Banner prezentuje kapitalną formę. Wygrał 9 z ostatnich 10 walk, a jego zawodowy rekord to 81 zwycięstw – w tym 65 przed czasem. Na walkę z Różalskim przyjedzie w pełni sił i zapowiada wielkie zwycięstwo.

Wiążąc się z DSF Kickboxing Challenge, Marcin Różalski zaznaczył bardzo wyraźnie, że interesują go wyłącznie walki na wysokim poziomie sportowym – z międzynarodowymi gwiazdami K-1. Pojedynek ze słynnym „Geronimo” jest więc dla płockiego „Barbarzyńcy” spełnieniem dwóch marzeń: o powrocie do kickboxingu oraz o starciu z prawdziwą legendą.

– W końcu ziści się jedno z moich wielkich sportowych marzeń. Już w 2012 roku dwa razy miało dojść do mojej walki z Le Bannerem w formule MMA, ale z powodów ode mnie niezależnych musiałem obejść się smakiem – wspomina „Różal”. – Teraz jesteśmy zabezpieczeni i nic nie stanie nam na przeszkodzie. Zmierzę się w ringu z prawdziwą legendą kickboxingu i nie mam wątpliwości, że damy świetny pojedynek pełen ekscytujących wymian ciosów i kopnięć. Dziękuję federacji DSF Kickboxing Challenge za tę możliwość i 13 kwietnia zapraszam wszystkich kibiców do Warszawy. Nie wiem, jak Torwar to wytrzyma! – kończy podekscytowany Różalski.

– Negocjacje nie trwały długo. Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości w jakiej formie jest „Geronimo” to zapewniam, że nie jeden mężczyzna w wieku 44 lat marzyłby o tym by tak się ruszać i walczyć. Jerome zapowiada zwycięstwo. Powiedział mi, że ma nadzieję, że nie będzie to jego pierwsza i ostatnia walka na DSF kickboxing Challenge. Co jest ważne podkreślenia to jego zaangażowanie w promocję – będzie naszym gościem na gali we Wrocławiu, która odbędzie się 3 lutego w hali „Orbita”. Jeśli chodzi o „Różala” to cieszę się, że możemy spełnić jedno z jego sportowych marzeń. Jestem pewien, że ten pojedynek przejdzie do historii polskiego K-1 i odbije się szerokim echem na całym świecie  – powiedział Sławomir Duba, Prezes DSF Kickboxing Challenge.

Gala DSF Kickboxing Challenge 14 odbędzie się 13 kwietnia w hali Torwar w Warszawie. Zobaczcie na żywo wielki powrót Marcina Różalskiego do K-1. 

Źródło: DSF Kickboxing Challenge
Fot. Materiały prasowe.




Właśnie skończyła 100 lat. Pani Stasia podaje przepis, jak dożyć takiego wieku [FOTO]

Przepis na długie życie? Wydaje się, że odkryła go pani Stanisława ze Słupna. Na dzień przed wigilią Bożego Narodzenia obchodziła swoje setne urodziny.

Z prezentami do ozdobionego świątecznie domu przybyło mnóstwo gości. Były kwiaty, upominki, gratulacje od premiera RP, wójta gminy Słupno, Marcina Zawadki czy księdza tamtejszej parafii. Wszyscy życzyli seniorce … 200 lat życia! Nie wypadało inaczej, skoro pani Stasia zdmuchnęła z tortu… sto świeczek. Podczas urodzinowych uroczystości uśmiechnięta jubilatka każdemu dziękowała, całowała i życzyła zdrowia. Przy pani Stasi w dniu jej urodzin nie zabrakło córki, wnuczki, prawnucząt, które co chwila podchodziły, tłumaczyły, a na prośbę babci śpiewały, pięknie śpiewały. Jubilatka usłyszała „śpiewające” życzenia zdrowia, szczęścia i błogosławieństwa przez ręce Maryi. Wzruszeni goście i sędziwa pani Stanisława śpiewali wspólnie z prawnuczętami sędziwej mieszkanki podpłockiej gminy.

Stanisława Latecka urodziła się w Kowalewie, równo 100 lat temu. W Słupnie mieszka wraz z córką Haliną i jej rodziną od końca lat 90. ubiegłego stulecia. Dochowała się dwójki dzieci, 4 wnuków, 6 prawnucząt i jednego praprawnuczka. Uwielbia gorzką czekoladę, ciasto drożdżowe, czarna herbatę z cytryną i tłusto zjeść.

Jak podkreśla prawnuczka Lukrecja, prababcia o wszystkich się troszczy, dopytuje czy aby nie są głodni, jak się czują. Uwielbia rozmowy z rodziną, a dzieciaki chętnie słuchają opowiadań. – Prababcia dużo wie, dużo przeżyła, jest kochana, i częstuje swoją gorzką czekoladą – tłumaczył z kolei prawnuczek Igor.

Cała rodzina bardzo lubi spotkania przy długim stole, wspólne rozmowy i cieszą się z każdego wspólnie spędzonego dnia. Pani Stanisławie życzymy długich lat w zdrowiu, bo gdy ma się obok tak kochającą rodzinę cała reszta się ułoży.

Autor i fot. RK.