1

Haczyk dla inwestycji samorządowych w Polskim Ładzie. Płock złożył trzy wnioski o dofinansowanie

Władze Płocka wystąpiły z wnioskami do Rządowego Funduszu Polski Ład o dofinansowanie trzech projektów. Pierwszy opiewa na kwotę nieco ponad 90 mln zł dofinansowania, drugi na 30 mln zł, a trzeci 5 mln zł. – Gdy trwał nabór wniosków do Rządowego Funduszu Inwestycji lokalnych płockie projekty zostały całkowicie pominięte. Nie poddajemy się jednak – podkreślił prezydent Płocka, Andrzej Nowakowski na konferencji prasowej.

– Do końca lipca można było zawnioskować o dofinansowanie trzech przedsięwzięć z „Rządowego Funduszu Polski Ład: Program Inwestycji Strategicznych”. W czwartek złożyliśmy takie wnioski – mówił prezydent. W programie samorządy mogą ubiegać się o dofinansowanie różnych inwestycji. Priorytetem są przedsięwzięcia drogowe. Można się starać o dofinansowanie bez limitu kwotowego dużej inwestycji, oraz dofinansowanie inwestycji do 30 mln i do 5 mln zł.

Pierwszy wniosek Płocka w kategorii „Bez limitu” dotyczy budowy tzw. nowej ul. Przemysłowej. Jest to przedłużenie istniejącej ulicy do drogi powiatowej z Trzepowa w kierunku Bronowa (0,5 km już za granicą miasta). Projekt zakłada również budowę sieci dróg poprzecznych, które zapewnią dojazd do różnych nieruchomości potencjalnych inwestorów. Główna ulica ma mieć ok. 5,6 km długości, dojazdy do niej – 3,5 km. W projekcie przewidziano budowę kanalizacji deszczowej, sanitarnej oraz infrastruktury wodociągowej i gazowej, a w przypadku głównej ulicy również infrastruktury teletechnicznej i elektroenergetycznej oraz drogi rowerowej, chodnika i oświetlenia.

Realizacja tej ulicy oznacza udostępnienie nowych terenów inwestycyjnych zlokalizowanych w pobliżu handlowo-dystrybucyjnej części Płocka oraz w bezpośrednim otoczeniu PKN, co zwiększy też jego dostępność komunikacyjną. Co ważne, Urząd Miasta Płocka posiada już projekt przedsięwzięcia oraz pozwolenie na budowę. Szacunkowy koszt inwestycji wynosi 95 mln zł. – Zawnioskowaliśmy o dofinansowanie w wysokości 90,25 mln zł – poinformował Andrzej Nowakowski.

Drugi wniosek opiewający na dofinansowanie w wysokości 30 mln zł, dotyczy przebudowy dwóch fragmentów ul. Łukasiewicza. Jeden znajduje się między ul. Nowowiejskiego, a Tysiąclecia, drugi – od skrzyżowania z ul. Długą do ul. Zglenickiego. W tym przypadku, oprócz nowej nawierzchni, zaplanowano rozdzielenie kanalizacji na sanitarną i deszczową, przebudowanie sieci wodociągowej, wymienię oświetlenia, przebudowanie zatok postojowych i autobusowych, zjazdów, zbudowanie i przebudowanie drogi rowerowej oraz chodników. W tym przypadku miasto także posiada gotowy projekt i pozwolenie na budowę. Szacunkowy koszt inwestycji to 50 mln zł.

Trzeci wniosek w kategorii dofinansowania do 5 mln zł. dotyczy przebudowy ul. Kościuszki. Plany zakładają przede wszystkim rozdział kolektorów ściekowych i budowę kanalizacji deszczowej wraz z odtworzeniem nawierzchni na odcinku od ul. Warszawskiej po skrzyżowanie z pl. Narutowicza. Szacunkowy koszt inwestycji to 10 mln zł, płocki ratusz wnioskuje o połowę dofinansowania.

Należy jednak podkreślić, że „Rządowy Fundusz Polski Ład: Program Inwestycji Strategicznych” póki co ma sporo niewiadomych. Na przykład nie wiadomo kiedy nastąpi ocena złożonych wniosków. Hubert Woźniak z biura prasowego tłumaczy, że są też elementy, które mogą spowodować trudności w znalezieniu wykonawcy. – Konstrukcja dofinansowania zakłada np., że Bank Gospodarstwa Krajowego przyznaje wnioskodawcy w pierwszym etapie jedynie promesę wypłaty. A inwestor może wypłacić wykonawcy tylko swój udział w finansowaniu inwestycji. Wykonawca zatem będzie musiał skredytować przedsięwzięcie z własnych środków.

Fot. UMP.




Nowoczesny stadion w Płocku 'rośnie’ jak na drożdżach. Efekty budowy widoczne są z dnia na dzień [WIZUALIZACJA]

Budowa stadionu przy ul. Łukasiewicza 34 trwa od 18 miesięcy. Inwestycja dotychczas kosztowała 30 mln zł. Na zrealizowanie przedsięwzięcia wykonawca ma trzy lata. Wartość kontraktu wynosi 166,5 mln zł. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, kibice jeszcze w tym roku zasiądą na trybunach nowoczesnego obiektu.

Za nami już 18 miesięcy ciężkiej pracy przy tej inwestycji. Z dnia na dzień coraz bardziej widać efekty tego wysiłku – mówił na środowej konferencji prasowej, poświęconej m.in. budowie stadionu prezydent Płocka Andrzej Nowakowski.

Inwestycja podzielona została na dwa etapy. W pierwszym powstaną dwie nowe trybuny – wschodnia i północna. Stara wschodnia trybuna została zdemontowana, podobnie jak obiekty po północnej stronie. W ich miejscu wyrosły żelbetonowe konstrukcje nowych trybun i zaczął się montaż konstrukcji ich zadaszenia. To ostatnie zostało już w przypadku obiektu wschodniego wykonane w 90 proc. W pierwszym etapie prac powstanie jeszcze tymczasowe miasteczko kontenerowe. – Znajdą się w nim m.in. pomieszczenia dla zawodników pierwszej drużyny i gości, pomieszczenia dla mediów wraz z salą konferencyjną, pokoje trenerów, sędziów – wymieniał prezydent miasta.

W drugim etapie rozebrana zostanie część zachodnia i południowa obecnego stadionu, a następnie – w ich miejscu – wykonawca zbuduje nową trybunę zachodnią i południową wraz z zadaszeniem oraz czterokondygnacyjny budynek, w którym będą m.in. szatnie dla zawodników, pokoje dla widzów i gości VIP, pomieszczenia administracyjne, punkt pierwszej pomocy, punkty gastronomiczne, pomieszczenia dla dziennikarzy oraz służb odpowiadających za bezpieczeństwo. Na koniec przyjdzie czas na wykonanie infrastruktury technicznej oraz ciągów pieszych, placów i parkingów po zachodniej i południowej części stadionu.

Artur Zieliński wiceprezydent ds. rozwoju i inwestycji przy Urzędzie Miasta Płocka również obecny na konferencji podkreślił, że współpraca z wykonawcą inwestycji jest bardzo dobra. A jej realizacja przebiega zgodnie z harmonogramem.

Nowy stadion będzie miał cztery zadaszone trybuny i dokładnie 15004 miejsca siedzące. Jego otoczenie zostanie zorganizowane w taki sposób, że ruch pieszych będzie odbywał się bezkolizyjnie, rozdzielając się na poszczególne sektory. Powstaną trzy bramy wjazdowe na boisko stadionu – dla przewietrzania i obsługi murawy oraz aby umożliwić organizację imprez plenerowych.

Umowa na modernizację stadionu została podpisana przez władze Płocka 29 listopada 2019 roku. Na zrealizowanie tego przedsięwzięcia – zaprojektowanie i zbudowanie – wykonawca dostał trzy lata. Wartość kontraktu wynosi 166,5 mln zł, z czego projekt kosztował 8,2 mln zł, prace budowlane pochłoną ponad 158 mln. Dotychczas na nowy obiekt ratusz wydał blisko 30 mln zł.

Na zakończenie konferencji prasowej oficjalnie zaprezentowana została makieta nowego stadionu, który powstaje w Płocku.

Fot. UMP oraz Wisła Płock.




Trwa usuwanie skutków nocnej nawałnicy, która przeszła nad Płockiem. To był istny Armagedon! [FOTO]

W Płocku trwa usuwanie szkód po nawałnicy, która przeszła w nocy nad miastem. Burzom towarzyszył silny wiatr i ulewny deszcz. Ulice zamieniały się w potoki, powalone drzewa i oberwane konary drzew uszkadzały samochody, wybijały studzienki deszczowe i kanalizacyjne, zerwane linie energetyczne spowodowały, że w regionie 89 tys. gospodarstw pozostawało bez zasilania. Służby odnotowały ponad 400 zgłoszeń. Na szczęście w wyniku niebezpiecznego zjawiska atmosferycznego nikt nie został poszkodowany.

W środę, 14 lipca, od godz. 23 służby miejskie i ratunkowe otrzymywały liczne zgłoszenia o powalonych drzewach, zerwanych liniach telekomunikacyjnych, energetycznych, zalanych ulicach, wybitych deklach studzienek deszczowych i kanalizacyjnych, awariach oświetlenia ulicznego, przeciekających i zerwanych dachach. Zastępca Komendanta PSP w Płocku poinformował, że do działań na terenie miasta skierowano wszystkie możliwe do dyspozycji jednostki państwowej straży pożarnej z terenu miasta i powiatu a także Ochotnicze Straże Pożarne.

– Dyspozytor Wodociągów Płockich zgłosił brak zasilania na ujęciu wody przy ul. Grabówka oraz na pompach w studniach głębinowych. Podłączono agregaty prądotwórcze, aby miasto nie straciło zasilania w wodę. Sprawę priorytetowo do pilnej realizacji zgłoszono dyspozytorowi Energa Operator. Około godz. 3.00 uzyskano informację, że linie zasilające zostały przerwane przez powalone duże drzewa. Od godzin porannych zostaną ściągnięte większe siły, w celu usuwania wywrotów i naprawy linii energetycznych. Około godz. 9.15 przywrócono zasilanie z sieci energetycznej – relacjonuje Konrad Kozłowski z biura prasowego ratusza.

Z Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego otrzymano informacje o wystąpieniu awarii masowych na terenie działania Energa Operator S.A. Odział w Płocku. – Na skutek nawałnicy wyłączonych było 123 linii średniego napięcia, 4300 stacji transformatorowych, bez zasilania w energię elektryczną było ok. 89 000 odbiorców na terenie działania Energa Operator Oddział Płock.

– Silny wiatr zerwał dach na magazynie DPD przy ul. Kutnowskiej, budynek jest zabezpieczony plandeką. W wyniku powalenia drzew ucierpiały ogrodzenia na terenie przedszkola 34 i 11 oraz budynek Odwachu. W nocy występowały czasowe ograniczenia w ruchu na skutek zablokowania ul. Grabówka w rejonie Mostu Solidarności (udrożniona po około 45 min.) oraz Słonecznej przy ul. Wiatraki – wymienia Kozłowski.

Fot. Kuba Pankowski, Piotr Dyl, Łukasz Pawłowski, Damian Cybulski.




Niszczą samochody i parking. Radni od lat piszą interpelacje w tej sprawie. Zarządca obiektu nie robi z tym nic

Problem nie jest nowy. Wiedzą o tym władze miasta, a codziennie przekonują się o nim mieszkańcy osiedla Łukasiewicza oraz osiedli ościennych. Chodzi o parking wielopoziomowy przy Orlen Arenie. Właściciele samochodów, którzy decydują się na parkowanie w tym miejscu, doskonale zdają sobie sprawę, że nie rządzi tam nikt i nic, oprócz osób, które z tego miejsca zrobiły sobie nieźle funkcjonującą imprezownię. 

Mieszkańcy zgłaszają problem od kilku lat. – W podziemnym parkingu przy Orlen Arenie odbywają się regularne imprezy. Młodzi ludzie schodzą się tam z całego osiedla, piją alkohol, a przy okazji uszkadzają samochody mieszkańców – opowiadał nam mieszkaniec osiedla w… 2018 roku. W tym samym roku do Urzędu Miasta Płocka w tej sprawie wpłynęła interpelacja od radnej Darii Domosławskiej, która prosiła o monitoring w tym miejscu.

We wrześniu 2018 roku wiceprezydent Płocka Piotr Dyśkiewicz odpowiedział radnej, że „od 8 sierpnia 2018 roku teren parkingu wielopoziomowego przy Orlen Arenie jest pod wzmożoną kontrolą służb patrolowych Straży Miejskiej oraz strażnika rejonowego, gdyż wpisany jest do rejestru miejsc zagrożonych w w związku z grupowaniem się osób, które spożywają alkohol i zakłócają porządek publiczny”. Dalej wiceprezydent wyjaśniał, że zamontowanie monitoringu na tym parkingu będzie możliwe po konsultacji ze wszystkimi służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo w mieście. Zapewnił również, że montaż kamer zostanie rozpatrzony przy kolejnym etapie rozwoju monitoringu. W dalszej części odpowiedzi Piotr Dyśkiewicz stwierdził, że MOSiR, jako dzierżawca obiektu, udzielił informacji, z której wynikało, że „ochrona tego terenu uczulona jest na wszelkie zdarzenia, każdy incydent odnośnie spożywania alkoholu i zakłócania ciszy nocnej jest zgłaszany na Policję bądź Straż Miejską”.

 – Nie jest to parking strzeżony, zatem nie możemy postawić tam człowieka, który bez przerwy tam będzie przebywał. Co jakiś czas idzie tam ochroniarz, przejdzie i skontroluje ale niewiele to pomaga, bo młodzież wraca – tłumaczył nam wówczas zarządca obiektu. – Rozważamy możliwość pod kątem formalnym i finansowym czy jest opcja wprowadzenia tam płatnego parkingu – stwierdzono w odpowiedzi.

I tak minęło… trzy lata

Jak się okazuje, to za mało, aby się coś zmieniło. Imprezy na parkingu mają się świetnie, a ich uczestnicy czują się bezkarni. Skontaktowaliśmy się z naszym czytelnikiem, rozmówcą sprzed trzech lat, i zapytaliśmy o sytuację. – Oczywiście strażnicy miejscy przyjeżdżają w to miejsce, ale chyba tylko po to, aby przejechać się między wjazdem i wyjazdem – tłumaczy. Osoby spożywające alkohol w tym miejscu i świetnie się bawiące, czują się bezkarnie.  – Już tam nie parkuję – podkreśla płocczanin. – Codziennie, aby wyjechać z garażu, najpierw musiałem sprzątać butelki. Wielokrotnie miałem oberwane lusterko – dodaje. – Zabrałem stamtąd samochód. Szkoda, że tak duży parking się marnuje – mówi na koniec.

20 czerwca 2021 roku do płockiego ratusza wpłynęła kolejna interpelacja w tej sprawie. Tym razem od radnego Tomasza Korgi, który napisał: – Na prośbę mieszkańców parkujących na parkingu podziemnym „Parking Poziom – 1” Orlen Arena proszę o zamontowanie dla bezpieczeństwa kierowców i samochodów odpowiedniej liczby kamer. Bardzo w ostatnim czasie na tym parkingu zwiększyła się ilość uszkodzeń samochodów tam parkujących.

Tym razem na interpelację odpowiedział skarbnik miasta Wojciech Ostrowski: „Z informacji przekazanych przez Zarząd Spółki Miejski Ośrodek Rekreacji i Sportu Płock Sp. z o.o wynika, iż aktualnie prowadzone są rozmowy z potencjalnym kontrahentem w celu wydzierżawienia przedmiotowego parkingu (poziom-1). Docelowo parking będzie płatny, dozorowany 24/7. W związku z powyższym w chwili obecnej spółka nie planuje montażu monitorującego na tym terenie”. 

Imprezowicze mogą spać zatem spokojnie. Co do właścicieli samochodów, odradzamy im złudne nadzieje lub po prostu zabranie aut z tego miejsca. Bo jak nic, miną kolejne lata, zanim w ogóle cokolwiek zmieni się na tym parkingu. Póki co działa tam całkiem nieźle „pub”, czasami z dyskoteką. 

Polecamy: Piją, palą, niszczą samochody i podziemny parking. Co na to zarządca obiektu?

Fot. Pixabay.




Wakacje to dobry czas na inwestycje oświatowe. W płockich placówkach praca wre [FOTO]

W tym roku miasto Płock na inwestycje w bazę oświatową przeznaczyło łącznie 18 mln zł. W przedsięwzięcia zainwestuje 15 mln zł, a 3 mln zł przeznaczone jest na remonty, z których większość będzie wykonana w czasie wakacji. Największą inwestycją, które jest właśnie realizowana, to budowa nowej siedziby Miejskiego Przedszkola nr 17.

Inwestycję podzielono na dwa etapy. W pierwszym powstanie nowy, parterowy budynek MP 17 o powierzchni 2 tys. mkw, który zmieści sześć oddziałów i 150 maluchów. Placówkę będzie przystosowana do potrzeb dzieci z niepełnosprawnością. Przy placówce powstanie parking na 10 aut oraz dojazd gospodarczy do kuchni i 12 miejsc parkingowych dla pracowników przedszkola. Planowane zakończenie inwestycji to początek 2022 roku. Wszystko wskazuje na to, że od września przyszłego roku dzieci zaczną naukę w nowej siedzibie.

To jednak nie wszystko. Wówczas bowiem rozpocznie się rozbiórka starej siedziby przedszkola. Na jego miejsce powstaną cztery place zabaw. Koniec wszystkich prac związanych z budową nowego MP nr 17 i rozbiórką starego obiektu zaplanowano na listopad 2022.

Lista inwestycji oświatowych, które miasto Płock zrealizuje w tym roku, oprócz budowy nowego przedszkola, jest długa. Do końca października powstanie, za blisko 1,2 mln zł, łącznik przy Szkole Podstawowej nr 22. W tym roku wybudowany będzie również kompleks boisk przy Zespole Szkół Usług i Przedsiębiorczości.  Przedsięwzięcie to jest projektem zgłoszonym w ramach Budżetu Obywatelskiego Płocka. Koszt inwestycji to prawie 2 mln zł. Ważna inwestycja planowana jest również w Specjalnym Ośrodku Szkolno – Wychowawczym nr 1. Wybudowane zostanie tam ogrodzenie, wymienione będą drzwi na pierwszym piętrze, wyremontowane toalety.

– Zmodernizujemy blok żywieniowy w Szkole Podstawowej nr 21 oraz zaprojektujemy modernizację bloku w SP nr 16 – zapowiedział podczas konferencji prasowej prezydent Płocka Andrzej Nowakowski. – Powstanie też nowe ogrodzenie Miejskiego Przedszkola nr 14, zmodernizujemy salę gimnastyczną przy SP 17 oraz wykonamy termomodernizację dachu nad blokiem sportowym – wymieniał. Dodał, że miasto nie tylko buduje, czy remontujemy, ale również projektuje nowe przedsięwzięcia, jak np. nowy plac zabaw przy MP nr 12, czy boiska przy Zespole Szkół Ekonomiczno-Kupieckich.

Wakacyjne remonty w płockich placówkach oświatowych trwają w najlepsze. Niektóre z nich to drobne prace jak np. malowanie sal, naprawy ogrodzeń czy schodów. Są jednak poważniejsze kwotowo przedsięwzięcia. – Ktoś mógłby się dziwić, że chwalimy się wyremontowaniem łazienek w Szkole Podstawowej nr 18 – mówił prezydent Andrzej Nowakowski. – Tymczasem ten remont będzie kosztować blisko 400 tys. zł.

 

Fot. UMP.




Pracuje ręką, a nie… myszką. Jubileuszowa wystawa Mirosława Łakomskiego [FOTO]

– Jeśli w Ameryce tak, a nie inaczej, wyglądał dany plakat do filmu, to np. w Japonii wykorzystywali identyczny. Za to w Polsce to była ręczna robota. Dlatego tak bardzo ceniono polski plakat na świecie. Kiedy wysłałem do Hollywood plakaty na konkurs, dostałem wyróżnienie. Oczywiście nikt mi nie uwierzył. To był 1986 r. – mówił Mirosław Łakomski o wyróżnieniu na 15 Key Awards – The Hollywood Reporter.

Płocka Galeria Sztuki w miniony piątek zaprosiła na wernisaż płockiego artysty plastyka, Mirosława Łakomskiego – „Artchiwum. Plakat teatralny – filmowy – reklamowy”. Wystawa jest swoistych podsumowaniem 50-lecia pracy twórcy. Spod jego ręki wyszły plakaty do wielu filmów i sztuk teatralnych. Wyjątkowy styl artysty i tzw. „kreska” stała się rozpoznawalna, nie tylko w środowisku. Można podziwiać jego twórczość na afiszach do filmów, które zna cały świat. Są to m. in. „Imperium kontratakuje”, „E.T.” czy „Poszukiwacze zaginionej Arki”. Oczywiście jest tego dużo, dużo więcej, o czym można się przekonać w PGS. Plakaty można oglądać do 25 lipca.

Jak się zaczęła jego przygoda z plakatem? Podczas otwarcia wystawy Łakomski wspominał Ognisko Plastyczne u Wacława Polakowskiego, który w latach 60. i 70. ubiegłego wieku prowadził je przy Płockim Domu Kultury. – Miałem 14 lat. Poszedłem na pierwsze zajęcia i zobaczyłem na sztaludze dyktę wielkości o wymiarach 1 metr na 70 cm, czyli bardzo bliską formatowi plakatu – mówił. – Najczęściej rysowaliśmy węglem martwą naturę. Wacław Polakowski zawsze na końcu robił przegląd. Swoim kawałkiem węgla rysował tak, jak powinno być. Patrząc na efekty, nigdy nie wiedziałem, ile w tej pracy pochodziło ode mnie. Najczęściej 10 proc., reszta to było dzieło profesora Polakowskiego – opowiadał.

Od 1969 r. Mirosław Łakomski był dekoratorem witryn sklepowych w PSS Zgoda. W latach 1974-1991 pracował w płockim teatrze jako specjalista rzemiosł teatralnych i kierownik pracowni malarsko-modelatorskiej. W 1975 r. wykonał pierwszy plakat do sztuki w reż. Jana Skotnickiego pt. „Kolędnicy”. – Niestety nie został wydrukowany, zabrakło funduszy – przyznał. Później praca w teatrze pozwoliła rozwinąć jego pasje. Nadal zresztą współpracuje z instytucją, chociaż już nie jako pracownik.

W latach 80. artysta zaczął tworzyć pierwsze plakaty do filmów. Tak zapamiętał tamten czas: – Aby zrobić taki plakat, należało wpierw ten film obejrzeć. Niestety, trafiały mi się wyjątkowo nudne. Nie dość, że nie sposób było wysiedzieć na projekcji, to jeszcze trudno było znaleźć motyw nadający się do przelania na papier.

Po 50 latach pracy twórczej wciąż tworzy i projektuje. – Z bólem serca przyznaję, że odłożyłem pędzel, aerograf i nożyczki, a były to moje najważniejsze narzędzia twórcze. Oparłem twórczość na fotografii i na jej przetworzeniu w Adobe Photoshop. Chociaż synowie zabraniają, mówiąc, że mam ręką pracować, a nie myszką – żartował artysta.

Mirosław Łakomski był członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków – Polska Sztuka Użytkowa. Jest malarzem, grafikiem i fotografem, autorem plakatów filmowych, teatralnych i muzycznych, okładek oraz znaków graficznych. Jest laureatem wielu nagród. Ma za sobą kilkadziesiąt wystaw. Jednak plakat nie jest jedyną pasją artysty. Dotychczas opublikował 19 książek i albumów poświęconych historii i ikonografii Płocka. Pierwsza z nich – „W 80 stron dookoła Płocka” – ukazała się na przełomie 2006 i 2007 roku, później były takie tytuły jak: „Album Tumski, „Płockie déjà vu”, „Rejs po Płockim Peerelu” czy „Schröttersburg w Płocku”.

Fot. Jacek Czuryło.




Przedsiębiorca z Płocka o komornikach sądowych: Są gorsi niż pandemia, tylko nie ma na nich szczepionki

Pandemia koronawirusa trochę odpuściła, daje ludziom nabrać tzw. drugiego oddechu. Jednak w tej chwili wiele osób, jak się okazuje, przeżywa gorsze dramaty niż COVID-19. Są nimi… komornicy. Ktoś powie, że to niemożliwe, żeby byli gorsi niż jakakolwiek choroba. Okazuje się, że są, bo skazują dłużników wraz z ich rodzinami na jeszcze większe długi. Urzędnicy sądowi stali się niejako siłą napędową do nakręcania spirali bezrobocia i biedy.

Zgłosił się do nas przedsiębiorca – mieszkaniec Płocka, który opowiedział nam bardzo smutną historię. Co ważne, nasz rozmówca prowadzi działalność gospodarczą i zatrudniał trzy osoby.

Otóż, komornik zajął panu Jarosławowi dwa konta bankowe – firmowe i prywatne. Kiedy dłużnik się zorientował, od razu zgłosił się do urzędnika sądowego i poprosił o rozłożenie zadłużenia na raty. Jednocześnie wpłacił na konto komornika 1000 zł. Z zajętą wcześniej kwotą na jednym z kont bankowych, komornik otrzymał 1.600 zł. – 600 zł miałem na koncie firmowym, poszła zatem na konto komornika cała kwota. Na prywatnym nie miałem nic – wyjaśnia nam pan Jarosław. – Takie mam oszczędności z czasów pandemii – dodaje. 

Po otrzymaniu wpłaty tysiąca złotych, komornik przystał na propozycję dłużnika, aby spłacić dług w ratach. – Po trzech dniach od ustaleń z komornikiem i zaksięgowaniu pieniędzy na jego koncie, otrzymałem informację, że ten zajął mi wynagrodzenie za fakturę, którą wystawiłem innej firmie – opowiada nam czytelnik. Pan Jarosław natychmiast skontaktował się z komornikiem. Chciał stawić się w kancelarii osobiście. –  Bo może jakieś dokumenty trzeba podpisać – opowiada. – Komornik nie zgodził się na spotkanie, ponieważ… „ze względu na panującą epidemię nie przyjmuje interesantów osobiście, tylko mejle lub rozmowy telefoniczne” – zacytował słowa urzędnika.

Pan Jarosław dowiedział się zatem przez telefon, że „wierzyciel domaga się, aby zajął dłużnikowi wynagrodzenie za pracę”.  – Dowiedziałem się również, że jeżeli na koncie komornika pojawi się nadpłata, to ma 30 dni na jej zwrot. Prosiłem go, aby zajęcia wierzytelności dokonał z wypłaty, albo z konta, bo inaczej podwójnie pieniądze do niego wpłyną, a moi pracownicy i ja zostaniemy na te 30 dni bez grosza. Prowadzę firmę, zatem w banku nie obowiązuje tzw. kwota od zajęć komorniczych – wyjaśnia nam pan Jarosław.

– Zajęciu na firmowym rachunku bankowym podlegają środki w wysokości egzekwowanej należności wraz z odsetkami oraz kosztami egzekucyjnymi. W trakcie trwania blokady bank nie może dokonywać wypłat z konta do wysokości zajęcia – czytamy na stronie bankier.pl.

Tym sposobem komornik otrzyma pieniądze z firmy, której pan Jarosław był podwykonawcą, a trochę później z banku, bo ten ma kilkanaście dni, aby je wysłać. Komornik dłużnikowi zajął 50 proc. wynagrodzenia. – Zostanie niewiele, które firma przeleje mi na firmowe konto bankowe, ale i tak nic nie wypłacę, bo mam na nim zajęcie – nasz rozmówca nie ukrywa zdenerwowania. – Tak niszczy się ludzi w Polsce – mówi z goryczą w głosie.

Pan Jarosław z dniem 1 lipca wszystkich swoich pracowników, czyli trzy osoby, zwolnił z pracy i zamknął działalność. – Poprosiłem pracowników, aby zaczekali na wypłatę, dopóki nie załatwię jakichś pieniędzy, powiedziałem, jak jest. Zrozumieli sytuację. Tu już nie chodzi o mnie, ci ludzie mają dzieci – podkreśla. – Nie mam skąd pożyczyć, bo w czasie pandemii każdy dokładał do swoich biznesów, ludzie żyli z kredytów, ja zresztą też. Pożyczyłem również te 1000 zł dla tego komornika. Myślałem, że załatwimy to po ludzku, mówiłem o pracownikach i mojej sytuacji. Prosiłem. Okazuje się, że to nie są ludzie, nie mają sumień. Są gorsi niż pandemia, tylko nie ma na nich szczepionki – mówi smutnym głosem.

Dodamy jedynie, że dług pana Jarosława jest z 2013 roku. Nie są to długi alimentacyjne, a jakieś zobowiązanie do sieci komórkowej, które egzekwuje komornik na zlecenie firmy windykacyjnej. 

Polecamy: Jak żyje się płockim komornikom? Przejrzeliśmy ich majątki i dochody. Niektórzy to krezusi




Pyszny chleb, alpakoterapia, zwiedzanie katedry, posiłki… Centrum Integracji Społecznej u Mariawitów już działa [FOTO]

Co prawda w budynkach, które są siedzibą Centrum Integracji Społecznej im. Św. Marii Franciszki Kozłowskiej trwa jeszcze remont, to organizacja ruszyła ze swoją działalnością pełną parą. Do udziału w warsztatach już przyjęto 21 osób, które do CIS skierował płocki MOPS. Teraz czas na działania, a pomysłów jest całe mnóstwo.

Oficjalne otwarcie CIS, które powstało przy Kościele Starokatolickim Mariawitów w Płocku, odbyło 1 lipca. Jego siedziba znajduje się w kompleksie klasztornym przy Świątyni Miłosierdzia i Miłości. Na bazę lokalową przeznaczono dwa budynki należące do Kościoła, znajdujące się przy ul. Kazimierza Wielkiego 27.

Obecnie w budynkach trwa ogromny remont, którego zakończenie przewidywane jest na koniec grudnia 2021 roku. W jednym z obiektów znajdą się m. in. sale do prowadzenia zajęć i warsztatów gastronomicznych, restauracja czy taras z pięknym widokiem na Wisłę. – Będzie to miejsce przyjazne dla każdego – podkreślał biskup Kościoła Karol Maria Marek Babi, który oprowadzał płockich dziennikarzy po budowie. Dodawał, że to pozwoli jeszcze bardziej rozwinąć akcję „Ciepły posiłek u Mariawitów”, którą Kościół prowadzi od kwietnia ubiegłego roku. W drugim budynku znajdą się sale do różnego rodzaju terapii.

– Siedziba Centrum znajduje się w dworku, który zakupiła św. Maria Franciszka Kozłowska na potrzeby Zgromadzenia Sióstr Mariawitek Nieustającej Adoracji Ubłagania, w którym w 1907 r. była odprawiona pierwsza msza św. w języku polskim, a była to dokładnie Pasterka – wyjaśnia nam biskup.

W działalności CIS wpisanych jest szereg działań, które skierowane są do osób potrzebujący wsparcia, bezdomnych, wykluczonych społecznie, długotrwale bezrobotnych oraz uzależnionych od alkoholu. – Chcemy dać tym osobom pracę – mówił bp. Karol Babi. Na początek pracę i możliwość terapii uzyskało już tu 21 osób, które do Centrum skierował Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Płocku.

Działalność CIS podzielono na sekcje – ogrodniczo-porządkowo-hodowlaną oraz gastronomiczno-usługowo-handlową. – Z pierwszej sekcji działa już alpakoterapia. To jest branża, która rozpoczęła u nas swoją działalność najwcześniej. Przywieźliśmy alpaki, które miały się najpierw oswoić, ale zainteresowanie było tak duże, że postanowiliśmy otworzyć się dla wszystkich, którzy chcą odwiedzić nasze alpaki i ogrody – mówiła Edyta Wróbel, kierownik Centrum. – Kolejną sekcją, która już działa, ale chcemy ją rozwinąć, jest branża gastronomiczna, która pozwoli nam kontynuować akcję „Ciepły Posiłek u Mariawitów” oraz gotować dla większej liczby osób – kontynuowała.

Oprócz przygotowywania posiłków dla osób potrzebujących, przewidziana jest produkcja własnych wyrobów w tym słynnych wśród płocczan wypieków. – Chcemy chociaż trochę wrócić do dawnych czasów, kiedy to siostry Mariawitki sprzedawały pieczywo – wyjaśniła kierownik CIS. – Nie dorównamy siostrom, ale mamy w planach wypiek kilku rodzajów pieczywa i ciast – dodała.

Na terenie ogrodów będzie również pasieka. Ciekawostką jest, że niebawem będzie można posmakować miodu własnej produkcji oraz skorzystać z terapii… miodowej. Kolejnym pomysłem jest rozwinięcie sekcji turystycznej, która umożliwi zwiedzanie i poznawanie katedry Mariawitów w Płocku. – Chcemy zapraszać w nasze progi gości, chcemy współpracować z Płocką Lokalną Organizacją Turystyczną, chcemy mieć w ofercie zwiedzanie świątyni, ogrodów – wymieniała Wróbel. 

Podstawowym celem nowo powstałego i działającego na terenie Płocka CIS jest kompleksowa walka ze zjawiskiem wykluczenia społecznego i zawodowego. Będzie ona realizowana poprzez: warsztaty terapeutyczne dla podopiecznych, zajęcia edukacyjne, grupy wsparcia, przekwalifikowanie zawodowe i nabywanie nowych kwalifikacji zawodowych, warsztaty i praktyki, kształtowanie umiejętności skutecznego poszukiwania pracy, zajęcia w zakresie rozpoczynania i prowadzenia działalności gospodarczej, a także przygotowanie do podjęcia zatrudnienia.

Fot. Dziennik Płocki.




Nadzieja i oczekiwanie. Z czym muszą się zmierzyć pary, które chcą adoptować dziecko w płockim ośrodku?

Dla wielu bezdzietnych par adopcja jest jedyną szansą na założenie pełnej rodziny. Takiej, o której marzą, czyli dwoje rodziców i dziecko albo dwoje. Działa to również w drugą stronę. Tysiące dzieci przebywających w domach dziecka, ma również marzenie – mieć mamę, tatę i dom pełen miłości. Niestety, adopcja w Polsce to proces ciągnący się latami i niezwykle złożony.

Temat adopcji to temat trudny i bardzo wrażliwy. Z jednej strony stoją bowiem pełne determinacji pary, które w wielu przypadkach przeszły długotrwały, bolesny proces leczenia bezpłodności lub śmierć dziecka. Z drugiej zaś strony są dzieci – najważniejsze w tym całym procesie – maluchy spragnione ciepła i rodzinnego domu. A tymczasem procedury ciągną się przez długie miesiące, które przechodzą w lata. W ośrodkach adopcyjnych czas oczekiwania na dziecko przez pary adopcyjne, nazywany jest „ciążą”. Tylko, że która kobieta chodzi w ciąży od 2 do 3 lat, albo i dłużej? 

– Nam lat nie ubywa, a przybywa – mówi nam para z Płocka, która chce adoptować dziecko. – Przeszliśmy przez proces serii szkoleń i teraz czekamy – nie ukrywają nadziei w głosie. 

– Przeciętny czas trwania procesu adopcyjnego, od momentu zarejestrowania kandydata na rodzica do orzeczenia przez sąd adopcji dziecka, wynosi dwa lata – czytamy w raporcie Najwyższej Izby Kontroli z 2017 roku. – Liczba potencjalnych rodziców znacznie przewyższa liczbę dzieci z uregulowaną sytuacją prawną, umożliwiającą ich adopcję – stwierdzono.

Według NIK, problemem jest brak jednolitych, dla całego kraju, wymogów i kryteriów stosowanych podczas adopcji, dlatego praktyka różni się w poszczególnych ośrodkach. – Ustalają one własne zasady np. w kwestii dokumentacji wymaganej od kandydatów – napisano w pokontrolnym raporcie. Ponadto NIK podkreśla, że liczba adopcji w Polsce od lat utrzymuje się na stałym poziomie. – W okresie objętym kontrolą (2015 – I półrocze 2017) ośrodki adopcyjne rocznie kwalifikowały do przysposobienia krajowego ok. 2,5 tys. dzieci, a dodatkowo ok. 300 dzieci kierowano do adopcji zagranicznej – czytamy. 

Jak sprawa adopcji wygląda w Płocku? Ilu rodzinom udało się adoptować dzieci w ostatnim czasie? Czy pandemia miała wpływ na czas oczekiwania przez pary na dzieci? W naszej rozmowie z Elżbietą Smykowską, kierownikiem Wojewódzkiego Ośrodka Adopcyjnego w Warszawie Oddział w Płocku, zapytaliśmy o nurtujące przyszłych i zniecierpliwionych rodziców tematy.

Ile czasu trwają procedury kwalifikacji par do momentu kiedy mogą się stać rodziną adopcyjną?
– Czas ten jest zależny od wielu czynników, np. od tego jak szybko rodzina zgromadzi wymagane dokumenty i w jakim to zrobi okresie. W roku 2019 średni czas od złożenia dokumentów do uzyskania kwalifikacji na rodzinę wyniósł 9 – 10 miesięcy.

Od chwili złożenia do Ośrodka kompletu wymaganych dokumentów rodzina jest już w naszym rejestrze. Rozpoczynamy pracę z rodziną od części diagnostycznej, po której następuje etap szkolenia. Po ukończeniu szkolenia, po posiedzeniu komisji kwalifikacyjnej, rodzina uzyskuje pozytywną lub negatywną opinię kwalifikacyjną na kandydatów na rodzinę adopcyjną. Przy uzyskaniu pozytywnej opinii rozpoczyna się okres oczekiwania na propozycje dziecka.

Czas oczekiwania na dziecko nie zależy od nas. Sąd Rodzinny decyduje kiedy pozbawi władzy rodzicielskiej rodziców i wobec jakich dzieci. Ośrodek adopcyjny nie ma na to wpływu. Natomiast rodzina adopcyjna określa jakie dziecko chce przysposobić, w jakim wieku i czy jest to jedno dziecko czy też rodzeństwo. Ważne aby rodzina była otwarta na propozycję dziecka. Istotne jest tutaj, że to do dziecka, jego potrzeb dobieramy rodzinę, a nie odwrotnie.

Ile par w chwili obecnej ubiega się o pełną adopcję dzieci w Państwa Ośrodku?
– Ośrodek nasz w swoim zakresie ma powiat płocki, sochaczewski, sierpecki i gostyniński. Nie ma rejonizacji. Istotna jest odległość od ośrodka adopcyjnego i miejsca zamieszkania kandydatów – wiąże się to z przyjazdami rodziny do siedziby OA na czas diagnozy, szkolenia (10 spotkań) oraz wyjazdy nas – pracowników do rodziny. Średnio w roku organizujemy dwa szkolenia dla rodzin. Maksymalnie po 10 par na szkolenie. Okres pandemii zmusił nas do prowadzenia szkolenia online, ale już w tej chwili pracujemy pełną para i czekamy na nowe rodziny. Obecnie przygotowujemy rodziny do szkolenia, które zaczniemy jesienią.

Ile dzieci, dzięki Państwa Ośrodkowi, trafiło do rodzin adopcyjnych od 2019 roku?
– Mimo, że nasz ośrodek jest niewielki bo w chwili obecnej pracują 4 osoby, możemy się pochwalić dużą ilością przeprowadzonych adopcji. W roku 2019 dla 34 dzieci znalazłyśmy nowych rodziców, a w 2020 dla 30 dzieci. Po zakończonym procesie przysposobienia jesteśmy nadal do dyspozycji naszych rodzin. Organizujemy grupy wsparcia. Raz w roku spotykamy się na pikniku rodzinnym, gdzie możemy wszyscy spotkać się, nacieszyć serca, naładować baterie. „Nasza rodzina” systematycznie się powiększa.

W jakim wieku były dzieci, które trafiły do nowych rodzin?
– Wszystkie dzieci (wiek od urodzenia do uzyskanie pełnoletności), które maja uregulowaną sytuacje prawną tzn. rodzice są pozbawieni władzy rodzicielskiej, dzieci są sierotami lub jest zrzeczenie się praw rodzicielskich do dziecka, czyli matka pozostawia dziecko w szpitalu i wyraża zgodę na przysposobienie go przez obce osoby, zostają zgłoszone do Ośrodka Adopcyjnego. Nie wszystkie jednak są kwalifikowane do przysposobienia. Najstarsze dziecko jakie zostało adoptowane była to nastoletnia dziewczynka.

Cieszy nas, że rodziny adopcyjne otwarte są na przysposobienie rodzeństw – np. 3 dzieci. Częściej akceptują dzieci z FAS, FAS parcjalnym oraz innymi poważniejszymi deficytami, starsze dzieci (10, 11, 12 lat). Staramy się, aby rodzina adopcyjna w chwili propozycji dziecka otrzymała jego pełny obraz. Współpracując z organizatorami pieczy zastępczej, dążymy do jak najdokładniejszej diagnozy dziecka, tak aby rodzina podejmując decyzje o kontakcie z nim, miała jak najwięcej informacji. Świadoma decyzja rodziny daje większą szansę na pełną akceptację dziecka (jego stanu zdrowia, rodziny biologicznej jak i osobistej historii dziecka) co wpływa na udaną adopcję.

Ile czasu upływa od, potocznie rzecz ujmując, pierwszej rozmowy z przyszłymi rodzicami do momentu kiedy mogą oni się cieszyć dzieckiem, któremu chcą podarować miłość i dom?
– To wszystko jest zależne od wielu czynników. Od tego jakie dzieci zostały zgłoszone do przysposobienia, od tego jakie rodzina adopcyjna ma oczekiwania co do dziecka, które chce przysposobić i od tego czy jest już w ogóle gotowa na przysposobienie.

W naszym społeczeństwie jest wiele par, które nie mogą doczekać się własnego potomstwa. Poświęcają dużo czasu, energii często pieniędzy na diagnozę i leczenie niepłodności. Nie wspomnę, już o ogromnym ciężarze emocjonalnym. Na swojej drodze napotykają wiele strat – strata nienarodzonego dziecka (bo dla tych par nie jest to płód/zlep komórek tylko konkretne DZIECKO), strata dziecka nowonarodzonego, strata posiadania biologicznego dziecka. Rodzina, która przychodzi do ośrodka adopcyjnego, aby wejść „zdrowo” w proces adopcji musi te straty przepracować, co nie jest łatwe, a często pozostaje sama z tym ciężarem. Zdarza się, że po pierwszej rozmowie z rodziną, potrzebuje ona czasu na przemyślenie własnej sytuacji, analizę własnych potrzeb, czasem nawet naprawę relacji między sobą.

Rodzina adopcyjna musi mieć siłę aby pomóc swojemu dziecku adopcyjnemu przepracować jego własne straty, dać mu odpowiednie wsparcie, wysłuchać jego trudnej historii, pomóc uporządkować świat, emocje, wspomnienia. Dlatego nie da się oszacować tego czasu. Każda rodzina jest inna, ma inne doświadczenia, a pamiętajmy, że dostaje w swoje ręce zranione, zaniedbane dziecko. Naszym sukcesem jest dokonanie właściwego doboru rodziny do dziecka i danie obu stronom szczęścia. To jest najważniejsze.

Ile dzieci w chwili obecnej oczekuje na pełną adopcję poprzez Państwa Ośrodek?
– Kandydatów na rodziny adopcyjne jest więcej niż dzieci, które można przysposobić. W pieczy zastępczej przebywa bardzo dużo dzieci, ale nie wszystkie maja uregulowana sytuację prawną. Dla każdego dziecka, rodzeństwa szukamy nowej rodziny i w ogromnym procencie nam się to udaje.

Czy pandemia przedłużyła procedury adopcyjne?
– Początkowo rzeczywiście wszystko zwolniło. Wszystkie instytucje ograniczyły swoja pracę. Powoli system ruszył i w tej chwili mamy ręce pełne roboty – co nas bardzo cieszy. Oczywiście w okresie tym były zgłaszane dzieci do przysposobienia, prowadziłyśmy szkolenie (online) dla kandydatów na rodziców adopcyjnych, odbywały się sprawy o powierzenie opieki i przysposobienie. Wszystkie zadania wykonywałyśmy na bieżąco. Wszyscy musieliśmy przeorganizować swoją pracę.

Fot. Pixabay.




„Rak dla Płocka. Pieniądze do Krakowa”. Płocczanie podziękowali Orlenowi na płótnie. Spółka odpowiada

„Rak dla Płocka. Pieniądze do Krakowa” – taki napis mogli zobaczyć kierowcy na wiadukcie, który przebiega nad małą obwodnicą Płocka. W tak osobliwy sposób „podziękowali” mieszkańcy PKN Orlen na wieść o sponsoringu piłkarskiego klubu z Krakowa – Wisły Kraków. Chociaż oficjalnie nie padły żadne kwoty, to z informacji które przekazała Wirtualna Polska wynika, że będzie to więcej niż 2,5 mln zł, które płacił dotychczasowy sponsor.

Wiadomość oburzyła mieszkańców Płocka. Posypały się komentarze i posty w mediach społecznościowych. Po przeczytaniu kilkuset wpisów, wniosek jest taki, że komentujący na Orlenie i jego prezesie Danielu Obajtku nie zostawili suchej nitki. – Gdyby to był news z okazji prima aprilis, to uznałbym to za kiepski żart – napisał Wojciech Hetkowski, były prezydent Płocka oraz były miejski radny. W swoim wpisie podkreśla, że „tu w Płocku smród z kombinatu i zagrożenia dla zdrowia mieszkańców”. – W Krakowie jedynie biuro jednej ze spółek [Orlen Oil – przyp. red.]. Tu dumnie ogłoszony Program Dla Płocka i smętne ochłapy oraz parę obietnic – w tym program onkologiczny, który umarł, nim się na potrzeby wyborcze urodził. Tam w Krakowie z wielką pompą gruba kasa – puentuje wpis.

Krótko skomentował całą sprawę były płocki radny Michał Sosnowski (PSL): – Płockie media (poza wyjątkami) milczą. Płoccy politycy nie widzą problemu. Płocki PiS nadal dumny z prezesa z Pcimia. Płockie społeczeństwo przemówiło na płótnie.

Dzięki posłowi z Płocka Arkadiuszowi Iwaniakowi (Lewica) sprawa transparentu, który wisiał kilkadziesiąt godzin na wiadukcie, zyskała rozgłos w całej Polsce. – Nie ma tutaj prezesa Obajtka, ale jako płocczanin chciałem mu powiedzieć, że płocczanie wywiesili taki duży, ładny transparent „Rak dla Płocka. Pieniądze dla Krakowa” – mówił z mównicy sejmowej. – Zapomniał pan o czymś takim, co jest odpowiedzialnością społeczną biznesu, budowaniem relacji ze społecznością lokalną. Zamiast pomagać nam w Płocku za to, że mamy taki zakład, który jest dla nas uciążliwy, który powoduje i zwiększa zachorowalność na raka, głównie kobiet, pan daje pieniądze do Krakowa – podsumował.

Pod postami płocczanie nie kryją słów krytyki, rozgoryczenia i pretensji do paliwowego giganta, którego główny zakład produkcyjny znajduje się właśnie w Płocku. Nie brakuje też zaproszeń do współpracy od innych klubów piłkarskich.

Zadaliśmy Orlenowi pytania w sprawie sponsoringu. Dopytywaliśmy o kwoty, które spółka przeznacza na sponsoring płockiego klubu, czyli Wisły Płock oraz Wisły Kraków.

– Kontrakty sponsorskie na całym świecie objęte są tajemnicą handlową, co oznacza, że ani sponsorzy ani kluby nie ujawniają ich wysokości. Takie same reguły dotyczą PKN Orlen i Wisły Płock, czy Orlen Oil i Wisły Kraków – tłumaczy Joanna Zakrzewska, dyrektor Biura Komunikacji Zewnętrznej PKN Orlen. Dodaje, że koncern w ubiegłym roku po raz kolejny został sponsorem strategicznym Wisły Płock, a umowa na sezon 2020/2021 gwarantowała korzystne świadczenia dla obu stron. – W tym roku rozmowy z Klubem były prowadzone w dobrej atmosferze i zakończyły się osiągnięciem porozumienia, o którym już wkrótce będziemy informować – napisała o rozmowach z Wisłą Płock.

Oprócz Wisły Płock oraz SPR Wisły Płock w odpowiedzi czytamy o wspieraniu przez spółkę: Międzyszkolnego Uczniowskiego Klubu Sportowego „21 Płock”, ORLEN Handball Mini Ligi, MMKS Jutrzenki Płock, klubu Sportowego Królewscy Płock, klubu Szachowy Hetman Płock, MUKS Volley Płock czy Płockiego Towarzystwa Wioślarskiego. Joanna Zakrzewska przypomina o półkoloniach „Wakacje z Orlenem”, przeznaczonych dla dzieci, a organizowanych na obiektach sportowych Wisły Płock, „Bezpiecznych wakacjach nad wodą” organizowanych wspólnie z płockim WOPR, bezpłatnych lekcjach pływania oraz utytułowanym zawodniku polskiego sportu motoparalotniowego Wojciechu Bógdale, który dołączył do Orlen Team.

Zakrzewska w odpowiedzi załączyła również raport sponsoringu sportowego PKN Orlen. Wynika z niego, że spółka w 2020 roku zainwestowała prawie 800 mln zł. w „ekwiwalent reklamowy związany ze sponsoringiem kultury i sportu”.

Fot. Wiadomości Płock.