Andrzej Nowakowski: Gdyby pan przyszedł porozmawiać o Płocku, a pan pyta o listę obecności

– Pan kłamie, albo ktoś wprowadził pana w błąd i kłamstwo pan powiela – w tak ostry sposób zaczął czwartkowe spotkanie z senatorem Markiem Martynowskim prezydent Płocka Andrzej Nowakowski.

Spotkanie senatora i prezydenta miasta spowodowane było wydarzeniami ze środy, kiedy to politycy Prawa i Sprawiedliwości – senator Marek Martynowski oraz radni Wioletta Kulpa i Tomasz Korga – przyszli do Urzędu Miasta, by skontrolować, jak ratusz pracuje. Senator miał przygotowaną listę pytań do prezydenta o wysokość nagród i premii urzędników, o ryczałty samochodowe pracowników samorządowych na wysokich stanowiskach, chciał również wykazu wyjazdów zagranicznych. Politycy PiS domagali się tego wykazu, twierdząc, że jest on niedostępny publicznie.

W środę w towarzystwie zaproszonych wcześniej dziennikarzy politycy przyszli do gabinetu prezydenta Andrzeja Nowakowskiego, ale tego ostatniego nie zastali, był na urlopie. Nowakowski – przez sekretarza miasta Krzysztofa Krakowskiego – zaprosił polityków na czwartek na spotkanie do ratusza. Ale zjawił się na nim już tylko senator Marek Martynowski.

– Przed kamerami TVP 3 mówił pan, że radni nie mieli możliwości zapoznania się z wykazem wyjazdów. Tymczasem radni zajmowali się tym na specjalnym posiedzeniu komisji i ten materiał otrzymali. Żałuję, że mnie nie było, bo bym wiele od razu wyjaśnił – mówił Andrzej Nowakowski. – Dość zabawna sytuacja. Gdyby pan przyszedł porozmawiać o Płocku, o pracach na obwodnicy, albo dlaczego nie jest pogłębiana Wisła, to bym zrozumiał. Są to poważne przedsięwzięcia. Tymczasem pan pyta o to, czy podpisuje listę obecności

Nowakowski przypomniał sytuację z Radomia, którym zarządza prezydent Radosław Witkowski z PO, i który otrzymał 93 mln zł na przebudowę ul. Wojska Polskiego i Żółkiewskiego dzięki lobbingowi wicemarszałka senatu z PiS Adama Bielana. – Może trzeba pogratulować zaradności prezydentowi Radomia? – bronił się Marek Martynowski. – Ale pogratulowałem prezydentowi. I dowiedziałem się, że otrzymał te pieniądze dzięki wicemarszałkowi Bielanowi – natychmiast odpowiedział włodarz Płocka. – Ale nie skarżę się, radzimy sobie. W tym roku w Płocku pozyskaliśmy już 220 mln zł unijnych dotacji, Radom pozyskał 60 mln zł – podkreślił Nowakowski.

Prezydent Płocka wręczył senatorowi Martynowskiemu kilka pism. Jedno dotyczyło wystąpienia do PKN o wyjaśnienie tego, dlaczego we wtorek Płock zalany został odorem dwutlenku siarki, który wydostał się z Orlenu. Przypomniał przy okazji, że do tej pory nie poznał treści raportu, który koncern musiał sporządzić po podobnym wydarzeniu w 2016 roku. – Może panu się uda otrzymać go choćby do wglądu, by móc uspokoić płocczan, że nic im nie grozi – powiedział prezydent.

Inne pismo mówiło m.in. o tym, że Płock po raz pierwszy – mimo olbrzymiego doświadczenia w tej kwestii – nie otrzymał dotacji z programu wsparcia dróg lokalnych, czyli kiedyś tzw. schetynówek. Szukał finansowego wsparcia dla przebudowy ul. Maszewskiej (koszt – 5 mln zł, wnioskowane dofinansowanie – 2,9 mln zł) oraz ulicy Granicznej i ulicy Wesołej (koszt – 13 mln zł, wnioskowane dofinansowanie – 5 mln zł). W piśmie tym prezydent Płocka pytał też o budowę linii kolejowej z Płocka do Modlina. Na spotkaniu Andrzej Nowakowski również zapytał Martynowskiego: – Pamięta pan swoją pierwszą obietnicę wyborczą? – Linia kolejowa Płock-Modlin, okazało się, że nie jest to takie proste – przyznał szczerze senator.

Polityk PiS podczas czwartkowego spotkania bronił się, że lobbował za inwestycjami, które w sektor petrochemiczny zapowiedział PKN Orlen. I że będą to inwestycje za 8 mld zł w ciągu pięciu lat. – Wie pan, ile PKN inwestował w czasie ośmiu lat rządów Platformy Obywatelskiej? Pięć mld zł rocznie. A pan teraz mówi, że sukcesem jest inwestowanie przez Orlen 1,5 mld rocznie? – odpowiadał Andrzej Nowakowski.

Już po konferencji senator Martynowski skomentował w kierunku dziennikarzy dyskusję z prezydentem Płocka jako „odbijanie piłeczki” po tym, jakie pytania zadał Andrzejowi Nowakowskiemu dzień wcześniej. Prezydent natomiast przypomniał jeszcze, że kiedy Płockiem zarządzał poprzednik z PiS, a Nowakowski był posłem PO, zdobył 5 mln zł dofinansowania z Totalizatora Sportowego na budowę Orlen Areny.




Monika Jaruzelska porozmawia z płocczanami o Polsce. Spotkanie już jutro

O wejściu w życie polityczne naszego kraju zdecydowała zaledwie dwa miesiące temu. Dotychczas wszyscy ją znali jako świetną dziennikarkę, autorkę kilku książek czy projektantkę mody. – Pod sztandarami Sojuszu Lewicy Demokratycznej zdecydowałam się wkroczyć na drogę polityczną – mówiła Monika Jaruzelska w marcu w telewizji Polsat News.

W najbliższą środę, 16 maja, o godz. 17:30 Monika Jaruzelska spotka się w Płocku z mieszkańcami oraz dziennikarzami. Spotkanie będzie miało charakter otwarty, a odbędzie się w domu Władysława Broniewskiego przy ulicy Kościuszki 24 – obecnie siedziba Związku Nauczycielstwa Polskiego oddział w Płocku.

Z Moniką Jaruzelską będzie można porozmawiać o książkach, modzie, roli kobiet w polityce, ale przede wszystkim o Polsce. Oprócz rozmowy z dziennikarką będzie można nabyć jej książki, dzięki uprzejmości płockiej ksiągarnio-kawiarni Czerwony Atrament. I oczywiście zdobyć dedykację autorki. Dotychczas córka generała Wojciecha Jaruzelskiego ma na swoim koncie cztery wydane woluminy: autobiografię “Towarzyszka panienka” wydaną w kwietniu 2013, następnie jej kontynuację zatytułowaną „Rodzina” – kwiecień 2014 roku, “Oddech” – maj 2015 roku oraz “Zmiana”, która ukazała się w 2016 roku. Projektantka ma też na swoim koncie kilka autorskich pokazów mody.

Dlaczego zdecydowała o wejściu do polityki, co skłoniło dziennikarkę do tak radykalnego kroku? Co chciałaby zmienić w naszym kraju? Jak widzi swoją przyszłość w polityce? Te i wiele innych pytań będą mogli zadać mieszkańcy Monice Jaruzelskiej podczas spotkania w Domu Broniewskiego.

Fot. Archiwum prywatne Moniki Jaruzelskiej.




Najlepszy prezes Petrochemii spotka się z płocczanami. Już dziś…

W naszym mieście jest to nazwisko szczególne. I tylko bardzo młodzi płocczanie mogą go nie kojarzyć. Z tym, że też pod jednym warunkiem – nie interesują się historią Płocka. Wystarczy chociaż trochę poznać dzieje grodu nad Wisłą, aby wiedzieć kim był Konrad Jaskóła. 

W 2014 roku „Gazeta Wyborcza Płock” ogłosiła plebiscyt na „Płocczanina 25-lecia” wolnej Polski, sami czytelnicy tak rekomendowali Konrada Jaskółę: „Symbol Petrochemii. Wielki szacunek zdobył dzięki pracowitości, uczciwości i kompetencji. W kombinacie zaczął pracę w 1974 r., 18 lat później został prezesem zarządu i dyrektorem generalnym. Zapoczątkował program rozwoju firmy, wprowadził ją na warszawską giełdę. Jeden z twórców sukcesu dzisiejszego Orlenu, a jednocześnie osoba bardzo mocno związana z naszym miastem, niejednokrotnie dająca wyraz swojemu lokalnemu patriotyzmowi”. [źródło: “Gazeta Wyborcza Płock”] 

I w zasadzie wszystko już zostało w tym uzasadnieniu powiedziane. Konrad Jaskóła to człowiek, który swoją karierę zawodową w Płocku rozpoczął w 1974 roku jako inżynier produkcji w ówczesnych Mazowieckich Zakładach Rafineryjnych i Petrochemicznych (MZRiP) obecnie PKN Orlen. Zajmował kierownicze stanowiska do 1982 roku – wtedy został dyrektorem produkcji petrochemicznej płockiej Petrochemii. Funkcję tę pełnił przez 10 lat, aby w 1992 roku zostać prezesem zarządu i dyrektorem generalnym płockiej firmy. I chociaż w 1999 roku odszedł z Petrochemii, to jednak wpływ Konrada Jaskóły na rozwój firmy oraz naszego miasta jest niepodważalny. Do dziś Płock to szczególne miejsce na mapie serca byłego prezesa Petrochemii. 

A zresztą sami możecie się o tym przekonać jeszcze dziś. Bowiem w piątek 27 kwietnia o godzinie 18, w księgarniokawiarni Czerwony Atrament Konrad Jaskóła spotka się z płocczanami i na pewno dużo opowie… w “Akademii Opowieści”. Przypominamy. Czerwony Atrament znajduje się przy ulicy Synagogalnej 4. Wstęp na spotkanie jest bezpłatny.  

Foto: GG Parkiet.

 




Tęczowa środa, czyli „Przez żołądek do serca – o związkach partnerskich ze smakiem”

Tęczowe przekąski rozdawane na ulicy w czasie dnia, rozmowy o związkach partnerskich wczesnym wieczorem. W środę 25 kwietnia w Płocku odbędzie się akcja „Przez żołądek do serca – o związkach partnerskich ze smakiem” organizowana przez Kampanię Przeciw Homofobii, w której udział weźmie m.in. perkusista zespołu Lao Che, Michał Dimon Jastrzębski.

Ostatnia środa kwietnia w Płocku będzie tęczowa. A wszystko za sprawą akcji „Przez żołądek do serca – o związkach partnerskich ze smakiem” organizowanej przez Kampanię Przeciw Homofobii – organizację działającą na rzecz osób LGBT (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych), ich rodzin i bliskich. W czasie dnia aktywistów z KPH będzie można spotkać w centrum miasta, gdzie będą rozdawać tęczowe przekąski oraz pocztówki o związkach partnerskich. Następnie przeniosą się do Domu Darmstadt, gdzie między 17:00 a 19:00 odbędzie się spotkanie na temat związków partnerskich. W spotkaniu uczestniczyć będą: mama geja, nauczycielka, aktywistka LGBT oraz para gejów.

Perkusista Lao Che razem KPH

Udział w akcji KPH w Płocku weźmie również Michał Dimon Jastrzębski – perkusista zespołu Lao Che, który o tym, że jest gejem powiedział przy okazji udziału w kampanii społecznej Kampanii Przeciw Homofobii „Ramię w ramię po równość” -Ujawniając swoją orientację poczułem się jakbym zdjął mocno za ciasne buty, które nosiłem przez wiele lat.  Miało to kolosalne znaczenie dla naszego związku – mówił w wywiadzie Michał Dimon Jastrzębski.

Nie wstydzimy się tego, że jesteśmy ze sobą, że się kochamy, że prowadzimy wspólne gospodarstwo domowe. To nie jest powód do wstydu czy ukrywania tego –  wręcz przeciwnie. W momencie, w którym to zrobiliśmy poczuliśmy ulgę – podkreślał Dimon. Od coming outu muzyka minęło 2,5 roku. O to, czy coś zmieniło od tego czasu, będą mogły zapytać perkusistę osoby, które 25 kwietnia wezmą udział w akcji „Przez żołądek do serca – o związkach partnerskich ze smakiem” w Domu Darmstadt.

Związki partnerskie – z czym to się je?

– Nasze spotkanie będzie formułą nawiązywało do Żywej Biblioteki. Oznacza to, że osoby, które przyjdą do Domu Darmstadt będą miały możliwość przeprowadzenia indywidualnej rozmowy z zaproszonymi przez nas gośćmi – mówi Magdalena Świder z KPH i dodaje: To wyjątkowa okazja, aby zadać wszystkie nurtujące nas pytania osobom, dla których temat związków partnerskich jest bardzo ważny, jak np. dla mamy geja, która marzy o tym, by jej syn miał możliwość sformalizowania związku z osobą, którą kocha, czy dla pary gejów, którzy nie chcą dłużej żyć na kocią łapę.

Na miejscu będzie też dostępne stoisko KPH z bezpłatnymi publikacjami i broszurami dotyczącymi osób LGBT. Będzie też kącik dla dzieci z wielkoformatową kolorowanką, co pozwoli na udział w spotkaniu rodzicom maluchów.

Na związki partnerskie czekają już 14 lat

– Poparcie dla związków partnerskich w Polsce stale rośnie i obecnie wynosi ponad 50 proc. Oznacza to, że coraz więcej Polek i Polaków rozumie, że związki partnerskie to nie jest kwestia światopoglądowa,  że chodzi tu o miłość. Miłość dwóch osób, które chcą sformalizować swój związek i stawanie im na drodze jest zwyczajnie nieludzkie – stwierdza z kolei Cecylia Jakubczak z KPH.

Tymczasem od momentu, gdy ustawa o związkach partnerskich pojawiła się w polskim sejmie po raz pierwszy, czyli w 2004 roku, w kwestii formalizacji związków par osób tej samej płci nie zmieniło się nic.  – Obecnie już 20 krajów Europy uznaje związki partnerskie. Są to takie kraje jak np. sąsiadujące z nami Czechy, Węgry, Estonia czy Francja. W 15 krajach Unii pary osób tej samej płci mogą zawrzeć małżeństwo. Czas na Polskę! – komentuje Jakubczak.

„Przez żołądek do serca – o związkach partnerskich ze smakiem” już jutro 25 kwietnia (środa) godz. 17:00 – 19:00 – Dom Darmstadt przy ulicy Stary Rynek 8. 




Tajemnica ukryta w filmie o Płocku. Czego na nim nie zobaczymy? [FILM/FOTO]

– Mija osiem lat mojej pracy, zobaczcie jak zmienia się Płock – tymi słowami rozpoczyna się pięciominutowy filmik, który w ekspresowym i dynamicznym tempie pokazuje efekty pracy prezydenta Andrzeja Nowakowskiego. Włodarz miasta jest też lektorem w filmie.

Spotkanie wielkanocne w ratuszu z dziennikarzami rozpoczęło się od prezentacji ekranizacji dokonań dwóch kadencji Andrzeja Nowakowskiego. Co można zobaczyć w filmiku? Kawał dobrej roboty – mówiąc wprost i bez ogródek. Na kolejnych kadrach widzimy zmieniający się w nowoczesne miasto nasz, stary, piękny Płock. Film ogląda się kilka minut, ale jeżeli głębiej się zastanowić… Na myśl przychodzi jedno pytanie: ile za tym wszystkim stoi ludzkiej pracy, zaangażowania, wypełniania dokumentów?

Na filmie widzimy jedynie efekty. A tak naprawdę za tymi wszystkimi inwestycjami kryją się setki trudnych rozmów i decyzji, kilkanaście bardzo długich Sesji Rady Miasta Płocka, podpisywanie niezliczonej ilości umów, kilkadziesiąt ogromnych projektów, mnóstwo ogłaszanych przetargów, starań o środki unijne. Tego na próżno szukać w filmowych kadrach, a to właśnie poza nimi działo się to, czego efekty widzą dziś płocczanie na drogach, ulicach, skwerach, szkołach czy przedszkolach. 

Co udało się zrobić przez te – bez mała – osiem lat? Nie tak dawno pobudowany wiadukt na ulicy Piłsudskiego, nowoczesny dworzec autobusowo – kolejowy, mnóstwo wyremontowanych dróg wjazdowych do Płocka. – Metamorfozę przeszło też wiele ulic osiedlowych. W sumie to kilkadziesiąt kilometrów takich dróg – brzmi komentarz w filmie. Ale to oczywiście zaledwie mały ułamek inwestycji, które udało się zrealizować przez te wszystkie lata.

Prezydent opowiada w nim także o pracach, które prowadzą “Wodociągi Płockie”. – Zakopaliśmy kilkaset milionów złotych, ale dzięki temu ulewy nie są nam już straszne – słychać głos z monitora. Z filmiku dowiadujemy się także, o nowych autobusach komunikacji miejskiej, drogach rowerowych, powstającej magistrali rowerowej i stacjach roweru miejskiego. Miastu przybyło także mnóstwo miejsc do aktywnego spędzania czasu takich jak skwery, place zabawa, siłownie pod chmurką czy Centrum Aktywności Seniora. Prezydent wspomina także o pozyskanych środkach finansowych z Unii Europejskiej, które pozwoliły na realizację kolejnych zadań.

Zresztą zobaczcie sami…

Podczas spotkania włodarz miasta zaprezentował wynik konkursu na opracowanie “Koncepcji urbanistyczno-architektonicznej zagospodarowania placu Gabriela Narutowicza w Płocku”. Plac nabierze zupełnie innego wyglądu. A przede wszystkim zostanie mu przywrócona funkcjonalność i dawna świetność. Znajdzie się na nim miejsce na ciekawą fontannę – parową. A także stanie na nim pomnik ku czci obrońców Płocka 1920 r.

Z okazji zbliżających się świąt Wielkiej Nocy na koniec spotkania włodarz miasta złożył dziennikarzom życzenia. A każda redakcja otrzymała bardzo ciekawy prezent świąteczny. Jest to sadzonka dębu, którą ozdabia wizytówka z napisem: “Dąb to symbol siły, mądrości, odwagi i prawdy. Niech te cnoty towarzyszą Państwu w pracy i życiu osobistym każdego dnia – Andrzej Nowakowski Prezydent Miasta Płocka”.

Film – źródło: Urząd Miasta Płocka
Fot. Dziennik Płocki




“Nad Wisłą o Europie”. Kto odwiedzi Płock i weźmie udział w debacie?

Nie możecie jechać do Brukseli, aby spotkać i porozmawiać z europarlamentarzystami? To oni przyjadą do Płocka. Już 23 marca (piątek) w auli płockiego ratusza odbędzie się debata pt. „Nad Wisłą o Europie” z udziałem posłów do Parlamentu Europejskiego. Przedmiotem debaty będzie tocząca się dyskusja o przyszłości UE i jej konsekwencje dla Polski.

Biuro Parlamentu Europejskiego w Polsce organizuje Regionalne Forum Dyskusyjne (RDF). Będzie to niepowtarzalna okazja do osobistego spotkania z polskimi posłami do Parlamentu Europejskiego i możliwość uczestniczenia w dyskusji dotyczącej kształtowania polityki europejskiej.

W płockiej debacie wezmą udział: Jarosław Kalinowski (EPL, PSL), Bogusław Liberadzki (S&D, SLD) oraz Julia Pitera (EPL, PO); zaproszenie otrzymał również Mirosław Piotrowski (EKR, Niezależny). Europosłowie odpowiedzą na pytania dotyczące sytuacji Polski w UE. Zastanowią się nad priorytetami UE oraz płynącymi z nich konsekwencjami dla Polski. Debata skupi się również na aktualnych wyzwaniach, jakie stoją przed Parlamentem Europejskim i całą UE w związku np. z Brexitem, migracjami ludności, ochroną środowiska i bezpieczeństwem wewnętrznym UE. W dyskusji parlamentarzyści nawiążą również do roli obywateli, jaką powinni odgrywać w kształtowaniu przyszłość Europy. Debatę poprowadzi Barbara Włodarczyk – dziennikarka TVP. Osoby, które chcą wziąć udział w debacie proszone są o rejestrację:

– on-line https://goo.gl/forms/WMOKdbNGfcqOVham2
– mailowo EPwarszawa@europarl.europa.eu
– telefonicznie 22 595 24 78.

W ramach wydarzenia odbędą się również specjalnie przygotowane warsztaty dla uczniów pod tytułem „Parlament Europejski – Twój głos w Europie”. Zajęcia na temat demokracji parlamentarnej, Unii Europejskiej i jej wartości zostaną przeprowadzone w 6 wybranych szkołach przez trenerów z fundacji Civis Polonus. Uczniowie będą mieli możliwość poszerzenia swojej wiedzy na temat zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz jego roli w strukturach UE. Dla nauczycieli przewidziano natomiast warsztaty – „Europa w polskiej szkole. Jak uczyć o Unii Europejskiej?”. Dodatkowo przedstawiciel Biura Parlamentu Europejskiego spotka się ze słuchaczami Uniwersytetu Trzeciego Wieku na wykładzie, podczas którego postara się odpowiedzieć na pytanie: „Jak działa Unia Europejska i Parlament Europejski?”.

Całemu wydarzeniu towarzyszyć będzie także projekcja filmu „Krew Saamów”, w reżyserii Amandy Kernell, uhonorowanego nagrodą filmową PE LUX PRIZE 2017. Produkcja porusza problem wyobcowania i braku tolerancji w stosunku do Saamów – rdzennych mieszkańców Laponii. Film z jednej strony jest świetnym nawiązaniem do tematu debaty, a z drugiej – znakomitym przykładem działań PE, który przyznając nagrody LUX, wyróżnia filmy poruszające kwestie bliskie Europejczykom. Projekcji filmu będzie towarzyszyć wystawa zdjęć i artefaktów Saamów, zorganizowana we współpracy z Festiwalem Zorza Polarna. Zaproszenia na film będzie można otrzymać bezpłatnie od 10 marca w kasie kina NoveKino Przedwiośnie.

Wszystkie trzy elementy Regionalnego Forum Dyskusyjnego realizowane będą w Płocku w dniach:
– 21 marca – warsztaty dla uczniów
– 22 marca – warsztaty dla uczniów, warsztaty dla nauczycieli, spotkanie ze słuchaczami Uniwersytetu Trzeciego Wieku i pokaz filmu
– 23 marca – debata z posłami do Parlamentu Europejskiego.

Więcej o Parlamencie Europejskim znajdziecie w artykule Tam gdzie bije serce Europy [FOTO].




Pożegnanie z Ligą Mistrzów? [FOTO]

Orlen Wisła Płock przegrała na własnym parkiecie w meczu 13 kolejki Ligi Mistrzów z niemieckim Rhein-Neckar Löwen 27:32 (15:14). Tą porażką Nafciarze praktycznie stracili szansę na awans do TOP16. To znaczy, one jeszcze są, ale w to że tak się stanie, nie wierzy chyba już nikt…

Piłkarze Wisły wiedzieli o co grają. I ta świadomość ich na początku meczu nie sparaliżowała. Wyglądali na pewnych siebie, na takich, którzy wyszarpią te dwa punkty za wszelką cenę. Po pierwszych dziesięciu minutach było 7:3. W bramce dobrze bronił Adam Morawski, pomagało mu też szczęście bo parę razy goście zgubili piłkę w ataku. Obrona generalnie nie ułatwiała rywalom gry. Nafciarze dwie bramki zdobyli rzutami przez całe boisko, bo od początku meczu goście w ofensywie próbowali grać bez bramkarza. Tak łatwe bramki zdobyli Dan Emil Racotea i Valentin Ghionea.

Goście swoje trzy trafienia zdobyli za sprawą kapitalnego dziś Gudjona Valura Sigurdssona i Andre Schmida. Ten drugi również był ważną postacią w tym meczu. Impas strzelecki „reńskie Lwy” przełamały w 13 minucie po golu Madsa Mensaha Larsena. Odpowiedział Ghionea i w 15 minucie było 8:4. Przyjemnie się oglądało Wisłę. Zawodnicy walczyli zawzięcie w obronie i chociaż zdarzały się błędy to tych więcej popełniali goście. Jednak i oni złapali wiatr w żagle. Po dwuminutowej karze Macieja Gębali błyskawicznie doprowadzili do remisu po 8 w 18 minucie. Dwukrotnie trafił Sigurdsson, chociaż pomylił się m.in z rzutu karnego. Obronił go Adam Borbely, jednak dobitka była już skuteczna.

Wisła się otrząsnęła i po paru minutach prowadziła 12:9 a potem 13:10. Nieskutecznego w niedzielnym meczu Tomasza Gębalę (0/3) zastąpił Gilberto Duarte i wspomógł kolegów z drużyny. Bronił, asystował i trafiał jak np. na 12:9. W bardzo krótkim odstępie czasu zdobył dwa gole. Na boisku pojawił się też Marko Tarabochia, ale o całym jego występie w tym meczu lepiej nie wspominać. Stracił gdzieś ten swój błysk, którym nie tak dawno jeszcze się zachwycano. Pięć minut przed końcem znów obudzili się goście i znów doprowadzili do remisu. Schmid, Sigurdsson i Alexander Petersson nie pozwoli Wiśle zejść na przerwę z prowadzeniem wyższym niż jedną bramką. Wynik pierwszej połowy na 15:14 ustalił Duarte.

Można było być optymistą przed następnymi trzydziestoma minutami. Sigurdsson z karnego co prawda szybko wyrównał, ale kolejne trzy bramki rzucili gospodarze. Dwa trafienia Ghionei i Lovro Mihica sprawiły, ze w 36 minucie wściekły wręcz Nicolaj Jacobsen poprosił o przerwę. I nigdy się pewnie nie dowiemy co powiedział swoim graczom, ale od tego momentu to już była inna drużyna. Ta w najlepszym wydaniu. Na 18:16 straty zmniejszył Schmid. Potem przewaga gospodarzy wróciła jeszcze do trzech bramek po golu świetnego Mihica, ale od tego czasu rozpoczęła się istna egzekucja!

W siedem minut goście wyszli na prowadzenie 19:22 i nie oddali tego już do końca. Szalał Schmid, który ma bogaty repertuar rzutów i nijak nie mogła go Wisła powstrzymać. Do kontr ekspresowo biegali Sigurdsson i Patrick Groetzki, bronił też Andreas Palicka. Gospodarze zupełnie nie mieli pomysłu w ataku, zaczęli grać strasznie schematycznie. Goście natychmiast to rozszyfrowali i systematycznie powiększali przewagę. W sercach kibiców na chwilę odżyły nadzieje, ze może coś jeszcze Wiśle uda się w tym meczu coś ugrać. Nemanja Obradovic i Mihic doprowadzili do wyniku 22:23 w 45 minucie, ale to był jedynie łabędzi śpiew gospodarzy.

W dalszym ciągu znakomita defensywa, kontry Sigurdssona, Groetzkiego i gol. Palicki! Zniszczyły marzenia Nafciarzy o jakiejkolwiek zdobyczy punktowej w tym meczu. Ostatnie pięć minut to gra w oczekiwaniu na końcowy gwizdek. Ostatecznie, goście z Manheim wygrywają w Płocku 25:32 i grupowe rozgrywki zakończą na czwartej pozycji. Wiśle pozostaje czekać na cud, bo w obecnej dyspozycji wygrana w Skopje z Vardarem będzie po prostu niemożliwa.

Orlen Wisła Płock – Rhein-Neckar Löwen 25:32 (15:14) Orlen: Borbely, Morawski, Wichary – Duarte 4, Krajewski, Racotea 5, Obradovic 1, Ghionea 6 (1), T. Gębala, Ivic 1, Tarabochia 1, Olkowski, M. Gębala 1, Żabic 1 (1), Mihic 5, De Toledo 2.
Kary: 4 minuty (M. Gębala, Obradovic – po 2 minuty).

Rhein-Neckar: Appelgren, Palicka 1 – Schmid 6, Sigurdsson 10 (5), Radivojevic, Baena, Tollbring, Mensah Larsen 3, Pekeler 3, Groetzki 4, Taleski 2, Petersson 3, Keller.
Kary: 4 minuty (Petersson).

Sędziowie: Ivan Mosorinski, Aleksandar Pandzic (Serbia).
Widzów: 4000.

Łukasz Zieliński

 




Największa motywacja dla drużyny – kibice na trybunach. Macie już bilety?

Od poniedziałku 12 lutego możecie już zaopatrywać się w wejściówki na mecz Wisły Płock z Zagłębiem Lubin, który odbędzie się w ramach 23. kolejki LOTTO Ekstraklasy. Spotkanie rozegrane zostanie w sobotę 17 lutego o godzinie 15:30 i będzie drugim w akcji Zimowy Piątak.

Patrząc w tabelę za pięć ostatnich kolejek, w których pracę w ekstraklasie zaczął szkoleniowiec Mariusz Lewandowski, Nafciarze są na pierwszym miejscu z 13 punktami, a Miedziowi z 8 oczkami znajdują się na pozycji szóstej. Dobre wyniki w ostatnich spotkaniach spowodowały, że płocczanie w klasyfikacji LOTTO Ekstraklasy przeskoczyli lubinian i obecnie obie drużyny są sąsiadami w zestawieniu po 22. seriach gier. Już to powinno zachęcić wszystkich sympatyków Nafciarzy do jeszcze większego dopingu z trybun na stadionie im. Kazimierza Górskiego.

Warto również wspomnieć, że we wrześniu 2017 roku to właśnie w rywalizacji z Zagłębiem w Lubinie zespół Jerzego Brzęczka “wrócił do gry” i po remisie 2:2 zaczął notować coraz lepsze wyniki. Przypomnijmy : 2:0 z Arką Gdynia, 2:2 z Sandecją Nowy Sącz i 4:2 z Górnikiem Zabrze – bez wątpienia jest to powód do dumy i motywacja dla drużyny oraz kibiców.

– W miniony piątek 9 lutego na trybunach było Was 4 367, a w dwóch poprzednich starciach z ekipą z Dolnego Śląska odpowiednio 3432 i 4598. Teraz mamy nadzieję, że będzie Was więcej – czytamy na stronie Wisły Płock.

Wejściówki na mecz Wisła – Zagłębie można nabywać we wszystkich punktach sprzedażowych:

– przez Internet na wislaplock.kupbilety.pl,
– w sklepie klubowym na Stadionie im. Kazimierza Górskiego (poniedziałek – piątek od 8:00 do 16:00),
– na stoisku klubowym w Galerii Mazovia (poniedziałek-sobota w godzinach 9:00-21:00, niedziela w godzinach 10:00-20:00),
– w salonikach prasowych Kolporter (Płock ul. Wyszogrodzka 163 Mila; Płock ul. Chemików 7; Płock ul. Kolejowa 41 Mila; Sierpc ul. Konstytucji 3 Maja 7A; Gąbin ul. Kilińskiego 3 Mila; Płock ul. Otolińska 11 Mila),
– w supermarketach “Piotr i Paweł” (Galeria Wisła – Płock, ul. Wyszogrodzka 144, Galeria Mosty – Płock, ul. Tysiąclecia
2A).

Wszystkie niezbędne informacje dotyczące zakupu biletów znajdziecie tutaj.




Płockie siatkarki wygrały ważny mecz. Była moc!

To spotkanie było bardzo ważne dla układu ligowej tabeli. Tym razem rywalkami płocczanek były zawodniczki z SPS Konstancin Jeziorna. “Nasze” dziewczyny nie dały się ograć. W pięknym stylu zakończyły wczorajszy (8 lutego) mecz na swoją korzyść – wynikiem 3:1.

Bezpośrednio po meczu udało nam się porozmawiać z trenerem, Jerzym Chęcińskim. Jak skomentował mecz?

„Pierwszy set rozpoczęliśmy od prowadzenia 5:1. Co stało się później nie wiem. Być może wpływ na moją drużynę miała późną pora rozgrywania meczu, bo zaczął się on dopiero o 20.30. Nigdy wcześniej tak późno nie graliśmy. W mojej drużynie zapanował chaos, nie funkcjonował żaden element siatkarski i w efekcie przegraliśmy tego seta 16:25.

Drugi set to już zupełnie inna gra. Doskonałe serwy Wiktorii Kowalskiej, która oprócz asów serwisowych sprawiała wielkie problemy z przyjęciem piłki rywalkom. Ani na krok nie odstępowały jej Monika Lubiak czy Aleksandra Koperska. Ich udane zagrywki plus dobra gra w obronie i blokiem dały wygraną 25:18.

O trzecim secie, trener Chęciński mówi, że to istna huśtawka nastrojów. Wynik był praktycznie na styku, ostatecznie płocczanki wygrały 25:23. Czwarty, ostatni set to już popis zawodniczek MUKS Volley – PWSZ Płock. Kapitalną robotę zrobiła Sandra Niedziałkowska, rozgrywająca i jednocześnie kapitan płockiej drużyny. Jej zagrywka sprawiła, że na tablicy wyników zrobiło się 0:8 i mecz był praktycznie rozstrzygnięty. W tym secie funkcjonowało wszystko: oprócz zagrywki także blok i atak oraz obrona”.

Kolejny mecz, siatkarki MUKS rozegrają 25 lutego o godzinie 13 w hali PWSZ. Trener i zawodniczki gorąco zapraszają do wspierania. Okazją będzie mecz z liderem tabeli, NIKE Ostrołęka. Emocje gwarantowane!

Łukasz Zieliński




Moda w PRL. Ludzie stali w gigantycznych kolejkach [FOTO]

W PRL moda stała się przestrzenią zmagań. Projektanci zabiegali o materiały, kształt guzików i kreowanie trendów na wzór tych z Paryża, sklepikarze o towar, a klienci, by w ogóle mieli co kupić, z kolei władza traktowała modę jak kolejny element propagandy. O modzie i luksusie w PRL opowiadała ostatnio w Płocku Aleksandra Boćkowska.

Moda to nie tylko ubrania. To przede wszystkim kontekst, ludzie, twórcy i pożądanie tego, co często jest trudniej dostępne, unikatowe, obezwładniające na tyle, że niektórzy są gotowi długo ciułać grosz do grosza, aby zdobyć upragniony synonim luksusu i tego, co zaspokaja potrzebę posiadania.

Dziennikarka Aleksandra Boćkowska zanurzyła się w świecie mody i luksusu PRL. Efekty przeczytamy w książkach „To nie są moje wielbłądy” i „Księżyc z Peweksu”. Ostatnio opowiadała o tym w trakcie spotkania w księgarnio-kawiarni „Czerwony Atrament”. Jak to się stało, że wzięła na siebie zadanie wyłuskania obiektów pożądania w kolejnych dekadach PRL? Jej koleżanka, która rozpoczęła pracę w wydawnictwie ”Czarne” zwróciła się do niej z propozycją przeprowadzenia cyklu wywiadów z projektantami mody.

– Uważałam, że to się nie sprawdzi. Było ich niezbyt wielu, dlatego wymyśliłam, że napisze reportaż. Tak ściągnęłam na siebie nowe życie i nie żałuję – zapewniała na spotkaniu w Płocku.

Czy posiadanie trzech koszul to mało czy dużo? – Teraz nikt się nad tym nie zastanawia. Nawet par dżinsów mamy więcej – stwierdziła prowadząca spotkanie z Aleksandrą Boćkowską, Sandra Panuś.

– Z pewnością o wiele ciężej było to wszystko zdobyć w PRL – twierdziła Boćkowska. – Trzeba było się nachodzić, aby mieć to, co uchodziło za modne, a jeszcze by miało właściwy rozmiar. To już wymagało zachodu. Zostawała maszyna do szycia lub wizyta u krawcowej – ona jednak nie szyła dla siebie. Kto dysponował czasem, zawsze mógł szukać tkanin na bazarach lub przerabiać stare rzeczy. – Moda dla państwa w PRL-u była zaskakująco ważna, chociaż ja mam trochę zaburzoną perspektywę. Wysłuchałam tylu opowieści, że wydaje mi się, jakby wszyscy się moda interesowali. Ale wystarczy przypomnieć sobie, co się działo w sklepie u królowej mody PRL-u, Barbary Hoff! Jadąc do Warszawy, obowiązkowo szło się do Juniora, czyli do stoiska w jednym z najmodniejszych Domów Towarowych Centrum. No przecież, jeśli stoi kolejka, to musi być coś wartego uwagi. Ciekawe, że ludzie ze szczegółami potrafią opowiedzieć, co wówczas znajdowało się w sklepie. Tak mało było dla nich dostępne, w zasięgu ręki.

Zanim jakiekolwiek ubrania trafiały do sklepów, wcześniej projektanci nie mieli łatwo. Zdarzały się sytuacje odrzucania projektów, które w ocenie jakiegoś dyrektora po prostu nie znajdą zbytu. Miało być przede wszystkim tanio na etapie produkcji, a przy tym dużo i zgodnie z zapisami w ustalonym planie. A czy ubrania odpowiadały potrzebom klientów, tym już tak mocno się nie przejmowano, w przeciwieństwie do wykonania wspomnianego planu. Bywało, że w fabryce zmieniano projekt ubrań, wprowadzając a to inny kolor, a to materiał czy fason (bo tylko taką mieli tkaninę czy możliwości). Produkcja nie nadążała za trendami. Wybawieniem dla ludzi stawały się bazary.

Ewentualnie można było też liczyć na odrzuty z eksportu, rodzinę czy znajomych mieszkających na Zachodzie lub na marynarzy. Prym wiodła Gdynia. – Tam mieszkańcy byli o krok do przodu. Marynarze dostarczali płyty, przywozili rzeczy, na które zbierali zamówienia od dziewczyn, te jednak bywały marnej jakości – przy czym z taka tezą nie zgodził jeden z uczestników spotkania. – Pewna pani mecenas miała narzeczonego kapitana. Statek, którym dowodził, kursował do Japonii – mówił. – A jakie on materiały dostarczał mojej mamie, która od niego te tkaniny kupowała… Jeśli w takiej sukience wychodziła, wszędzie się wyróżniała.

Handel kwitł, bo czy komuś przyszłoby do głowy, że fortunę można zbić na sztucznych kwiatach? – Przekazywano między miastami na terenie kraju obraz Matki Boskiej. Wtedy jeden z prywaciarzy jeździł z tymi sztucznymi kwiatami i sprzedawał. Na Saskiej Kępie mieściła się dyskoteka Nimfa. Dostała numer telefonu do ajentki , a ona mówi, że w czasach PRL to nie był jej i męża jedyny interes. Produkowali lusterka w kształcie stokrotki. Dzierżawili dwa garaże. Towar wagonami wywożono do państw z bloku wschodniego. Jej brat mieszkał w USA. jeździli do niego w latach 80., mając setki dolarów poupychane w kieszeniach. Remontowali i urządzali dom. Ona tego przebiegu prac doglądała ubrana w futro i szpilki.

Kiedy jeszcze odbiorniki telewizyjne nie stały się tak powszechne, pozostawała papierowa prasa, w tym m.in. magazyn „Ty i ja”, w którym podchodzono do tematu mody z pewną dozą ironii. – Jeśli we Wrocławiu były dostępne zagraniczne magazyny, te chowano do szafki, a pani tej szafki pilnowała. Moda Polska była władzy potrzebna niczym wizytówka , aby chwalić się nią odrobinę na Zachodzie, za to bardzo mocno na Wschodzie – opowiadała Boćkowska. – Ponoć każdy sekretarz województwa chciał, aby naprzeciwko jego urzędu znajdował się sklep Mody Polskiej. W gazetach pokazywano ich kolekcje. A jeśli któraś z rzeczy wchodziła później do produkcji, to raczej w krótkich seriach. Na ogół prezentowane ubrania sygnalizowały trendy i służyły do pokazów mody. Długich, trwających nawet do 1,5 godziny, wydarzeń towarzyskich z udziałem żon sekretarzy, gwiazd, aktorów obserwujących nawet kilkadziesiąt wyjść modeli i modelek prezentujących stroje na różne okazje i pory dnia. Ale czy rzeczywiście w tamtym okresie w polskiej modzie powstało coś wybitnego w stosunku do tego, co działo się na Zachodzie, to wątpię.

Na czele Mody Polskiej stała drobna z wyglądu kobieta, Jadwiga Grabowska, nazywana także „polską Chanelką”. Grabowska nie ukrywała swojej fascynacji kobietą, która stworzyła własny styl. Coco Chanel była dla niej synonimem odwagi, kobiety z wyobraźnią. Sama Grabowska była ubrana w garsonkę, czasem od Chanel, w turbanie na głowie. Już w 1945 roku, kiedy Warszawa przypominała gruzowisko, założyła własny sklepik z ubraniami. W asortymencie jej własne rzeczy, znalezione, podarowane, w tym spódnice z koca i pledy z kołdry, apaszki i guziki z przywiezionych paczek, a przede wszystkim papierośnice z napisem „Warsaw lives again”. Kobieta miały znów ładnie wyglądać. Grabowska swój sklep nazwała Feniks. Pracowała później w Cepelii, kierowała domem mody EWA, który pod koniec lat 50. połączono z przedsiębiorstwem Gallux-Hurt i tak powstała Moda Polska. Grabowska, pierwsza dyrektor artystyczna Mody Polskiej, jeździła na pokazy do Paryża, podpatrywała trendy. A kiedy przyszło jej ścierać się z urzędnikami, nie patyczkowała się i potrafiła nawet rzucić w kogoś popielniczką lub wieszakiem. W ministerstwie tak długo potrafiła trzymać dygnitarza za klapę od marynarki, aż ten kapitulował i zgadzał się na to, czego chciała.

Według Boćkowskiej obecny luksus (a może bardziej jego posmak) w świecie mody często sprowadza się do celebrytek pozujących na tle „ścianki’ w pożyczonych ubraniach ze sklepu. – Nie twierdzę, że w modzie nie ma niczego fajnego, ale to trochę absurdalne sytuacje. Jednocześnie wywiera się jakąś presję. Jeśli przyjdziesz w tej samej sukience drugi raz, zaraz ktoś to wytknie w prasie – dodawała dziennikarka i pisarka.

Moda zatoczyła krąg?
Jak postępować? Zapychać szafę bez umiaru? Boćkowska radzi, aby kupować rzadziej, a z lepszej jakości materiałów. A co do PRL-u, to ten okres przezywa swój renesans czy to poprzez wzornictwo, rękodzieło czy wspomnianą modę. Niektóre firmy produkujące porcelanę reaktywują serie sprzed lat. – Teraz to się bardzo dobrze sprzedaje i osiąga wręcz niebotyczne ceny.

Kinga Preiss

Fot. Kinga Preiss