Podaruj bilet, czyli kibice kibicom

To już kolejny, super pomysł Wisły Płock. Obok sezonowych Piątaków, które cieszą się ogromnym zainteresowaniem, w tej chwili klub ogłosił kolejną akcją, która promuje rodzimy klub i ich działania.

Kupujesz bilet dla siebie, rodziny lub znajomych? To świetnie się składa, bo od teraz masz również możliwość podarowania wejściówki młodzieży szkolnej z płockich Domów Dziecka, Świetlic Środowiskowych oraz Świetlic Miejskich. Koszt to jedyne 5,00 zł! Wspierasz Wisłę? Wspieraj młodych kibiców!“.

Tabliczki z taką treścią znajdziecie od czwartku 12 października w sklepie klubowym na Stadionie im. Kazimierza Górskiego przy ul. Łukasiewicza 34 oraz na stoisku klubowym w Galerii Mazovia (ul. Wyszogrodzka 127). To właśnie w tych punktach sprzedaży będziecie mogli ufundować młodzieży – ze wspomnianych placówek – bilety na ekstraklasowe mecze Nafciarzy. Nie ma tutaj żadnych limitów i każdy może zapewnić innym tyle wejściówek ile uzna za stosowne.

Przypomnijmy. Na poprzednie spotkanie rozgrywane w Płocku z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza (1:0) to piłkarze Wisły ufundowali bilety młodzieży szkolnej z płockich Domów Dziecka, Świetlic Środowiskowych oraz Świetlic Miejskich. Zgodnie z ówczesną zapowiedzią, od teraz Wy także możecie to zrobić!

Przypominamy, że mecz Wisła Płock – Śląsk Wrocław odbędzie się w poniedziałek 23 października 2017 roku o godzinie 18:00 i zakończy zmagania w 13. serii gier LOTTO Ekstraklasy. Informacje dotyczące wzięcia udziału w tym wydarzeniu znajdziecie tutaj.

Źródło: Wisła Płock

 

 




O tym jak płocczanie bronili swojego miasta? Promocja książki wkrótce [FOTO]

 Jest to opowieść o płockich dniach chwały. O bohaterstwie wojska i płocczan, którzy nie szczędzili ofiar, by ocalić miasto swoich bliskich przed okrutnym wrogiem. Dzięki ich poświęceniu Płock uhonorowano Krzyżem Walecznych – czytamy w zapowiedzi do książki, której autorem jest Grzegorz Gołębiewski.

Premiera książki “Płock 1920 – Dni krwi i chwały” miała miejsce pod koniec lipca. Teraz przyszedł czas na promocję woluminu w Płocku. Odbędzie się ona 17 sierpnia (czwartek) o godzinie 17 w Towarzystwie Naukowym Płockim przy palcu Narutowicza 8. Wstęp na wydarzenie jest bezpłatny. Dodamy jedynie, że książka wydana została przez wydawnictwo Bellona. Jest bardzo bogata w treść oraz ilustracje. Opowiada o niezwykłym bohaterstwie i poświęceniu płocczan, którzy bronili miasto przed wrogiem. Na pewno warto poznać tę historię…

Na promocję wydawnictwa autorstwa doktora Grzegorza Gołębiewskiego zapraszają prezydent Andrzej Nowakowski oraz prezes TNP Zbigniew Kruszewski.

 

Fot. Lena Rowicka

 




Krzyże i kapliczki gminy Słupno… w jednym miejscu. I na tym nie koniec

W poniedziałek, 19 czerwca, w Gminnym Ośrodku Kultury w Cekanowie zorganizowano spotkanie autorskie połączone z promocją pierwszej publikacji klubu miłośników historii i tradycji działającym przy Gminnym Ośrodku Kultury, zatytułowanej “Krzyże i kapliczki przydrożne ślady historii Gminy Słupno”.

Na spotkanie przybyli w głównej mierze seniorzy – mieszkańcy gminy Słupno – którzy są pośrednimi współautorami tej publikacji, bo jak nie kryli autorzy, to właśnie z długich rozmów z mieszkańcami gminy i seniorami, a nierzadko właścicielami kapliczek, powstała ta książka. W spotkaniu udział wzięli prawie wszyscy autorzy opracowania: Piotr Drzewicki, Michał Korwin Szymański, Teresa Siwanowicz, Marek Siwanowicz, Jan Henryk Waluś, Iza Więcek.

Jednym z gości był, znany mieszkańcom gminy, Andrzej Bieńkowski zastępca dyrektora Centralnej Biblioteki Rolniczej w Warszawie. – Jestem świeżo po lekturze tej książki i jako historyk jestem pod wrażeniem pracy, jaki włożył w nią zespół autorski. Autorzy zachowali i zatrzymali dla potomnych tradycję i historię tej gminy. Książka ta, jako świadectwo zostanie na zawsze w archiwach bibliotek, kiedy nas już nie będzie. To jest duża, godna rzecz. O Aleksandrze Macedońskim też by nikt nie wiedział dziś, gdyby kiedyś o nim nie napisano – powiedział były dyrektor GOK w Słupnie.

Michał Korwin Szymanowski podziękował za pomoc Gminnemu Ośrodkowi Kultury w Słupnie i władzom gminy, które sfinansowały publikację. – Jest bardzo dużo książek historycznych, które gdzieś tam zahaczają o gminę Słupno, ale brakowało do tej pory książki mówiącej o „mikrohistorii” gminy Słupno, o naszej historii, naszych dziadach i pradziadach, którzy tutaj żyli. Dla wielu z Państwa, zwłaszcza starszych, to jest niedaleka przeszłość, ale za pięćdziesiąt, czy sto lat, kiedy nas już nie będzie, to już będzie historia. Tych kapliczek i krzyży też może już nie być. Utrwalenie naszej przeszłości to obowiązek historyka wobec młodych pokoleń – mówił współautor książki.

Z kolei Jan Waluś opowiadał o swoich doświadczeniach z pracy nad książką i o licznych rozmowach z mieszkańcami, które odbywały się przez płot, na ławeczce pod drzewem, a inne przy herbacie. Wiele tych rozmów to były wspomnienia rodzinne związane z historią kapliczek i krzyży, ale również z historią samych rodzin, które często mieszkają tutaj od pokoleń. – Zachęcam do nabycia książki, bo tam jest wasza historia, wasze nazwiska. Historia gminy to także losy waszych rodzin – mówił Jan Waluś. Książki z autografami autorów w cenie 25 złotych rozchodziły się jak przysłowiowe ciepłe bułeczki. W dalszym ciągu książka jest w sprzedaży w GOK-u w Cekanowie.

Historią gminy Słupno nie tylko pasjonują się jej „rdzenni” mieszkańcy. – Jestem mieszkańcem napływowym, chociaż mieszkam tutaj od dwudziestu lat. Jestem dumny i zaszczycony tym, że mogę poznawać i utrwalać jej historię i tradycje – powiedział Piotr Drzewicki, jeden z autorów.

Twórcy „Krzyży i kapliczek” zwrócili się także z apelem do mieszkańców o pomoc w kolejnych publikacjach. Autorzy zdradzili, że zamierzają pracować nad losami pomordowanych ofiar wojennych na terenie gminy, miejscami martyrologii i losami mieszkańców pochowanych w starych przedwojennych grobach.

 

Fot. Materiały prasowe Gminy Słupno




Całe morze endorfiny zaleje Kobiece Imperium. Już w ten weekend

Właściwie nie ma kobiety, a przynajmniej mnie nie było dane, takiej poznać, która nie lubiłaby… zakupów. Kobiety kochają to robić. A torby pełne bielizny, ubrań czy kosmetyków wprawiają panie w cudowny nastrój.

Weekend to czas szczególny kiedy można wybrać się w taką wspaniałą podróż po płockich sklepach czy galeriach. Wtedy na klientki czekają różne promocje, które na pewno każdej z pań poprawią humor i wprawią w euforyczny stan. Specjalny weekend dla klientek przygotował butik z elegancką bielizną Kobiece Imperium, który mieści się na parterze galerii handlowej Atrium Mosty.

W trakcie dwóch weekendowych dni 10 – 11 czerwca ( sobota i niedziela) – w butiku obowiązuje 25 procentowa zniżka na całą kolekcję firmy Sapph. – Oprócz tego na wszystkich, którzy odwiedzą butik, będą czekały słodkie niespodzianki, porady wizażystki oraz mnóstwo upominków – mówi nam pani Magdalena, przemiła właścicielka Kobiecego Imperium.

Także, nie omijajcie w sobotę i niedzielę eleganckiego butiku w Atrium Mosty, bo tam na pewno uda Wam się kupić coś, co poprawi Wasz nastrój i sprawi, że będziecie miały na pewno doskonale dopasowaną bieliznę. To jak, przygotowane na maksymalną dawkę endorfiny?  🙂

Więcej o butiku, kolekcji oraz asortymencie, który proponuje Kobiece Imperium znajdziecie na Facebooku.




“Przymierzanie masek”. Ciąg dalszy nastąpił

W płockiej oficynie Samizdat Zofii Łoś ukazała się zbiorowa książka stanowiąca ciąg dalszy rozważań literaturoznawczych na temat pisarstwa Kazimierza Truchanowskiego, zapoczątkowanych w tomie “Przymierzanie masek” – wydanym z okazji setnej rocznicy urodzin pisarza.

W tym roku ukazał się tytuł “Poprawianie masek. Wokół pisarstwa Kazimierza Truchanowskiego”. Książka będzie miała swoją promocję w Książnicy Płockiej w najbliższy czwartek, 30 marca, o godz. 17.00.

Warto dodać, że wydawnictwo to prawie 300-stronicowy zbiór, który rozpoczyna się rozmową z Bożeną Truchanowską, córką pisarza, o życiu i pracy zawodowej ojca, bogatą w nieznane dotychczas zdarzenia i liczne fotografie z albumu rodzinnego. Książkę ozdabiają barwne ilustracjewykonane przez Stefana Rassalskiego. Redaktor publikacji Zbigniew Chlewiński zapowiada w słowie wstępnym kolejny tom analiz i syntez o intrygującym tytule „Piekło Truchanowskiego”, których przedmiotem niezmiennie będzie twórczość literacka wybitnego pisarza.

Poza wymienionymi, autorami rozpraw są m.in. Bogusław Gryszkiewicz (Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie), Piotr Müldner-Nieckowski (UKSW), Jan Tomkowski (IBL PAN), Bogdan Trocha (UAM), Małgorzata Jokiel (Uniwersytet Opolski). Jedne teksty są mocno zaangażowane w teorie literackie, inne stanowią potoczystą lekturę „dla wszystkich”, jest też analiza translatorskich prac pisarza.

Kazimierz Truchanowski debiutował w 1936 roku powieścią Ulica Wszystkich Świętych, którą kontynuował w “Aptece pod Słońcem” i zamknął “Zmową demiurgów”. W latach 60.-80. opublikował swoje sztandarowe wielotomowe dzieło “Młyny Boże” (7 tomów). Dwie ostatnie powieści pisarza to “Dzwony piekieł” i “Totenhorn”. Kazimierz Truchanowski zmarł w 1994 roku w Warszawie w wieku 90 lat, pozostawiając poza autorskimi utworami literackimi liczne tłumaczenia z beletrystyki obszaru języka rosyjskiego i niemieckiego, m.in. “Zamek” Franza Kafki i Roberta Musila “Człowiek bez właściwości”. Dość zgodnie przez krytykę uważany jest za pisarza wybitnego, ale… zapomnianego, na co odpowiedzią jest seria publikacji wydawnictwa Samizdat Zofii Łoś.

Książka jest bardzo starannie zredagowana, ma estetyczną szatę graficzną, twardą oprawę wieńczy okładka zaprojektowana przez zmarłego niedawno prof. Janusza Stannego, klasyka polskiej grafiki książkowej.

Wstęp na promocję książki jest bezpłatny. 

                                                                                                      




Bilet Komunikacji Miejskiej w Płocku możesz mieć za darmo. Jest promocja!

Od poniedziałku, 6 marca, do każdego setnego biletu długookresowego kupionego w jednym z biletomatów stacjonarnych, dodajemy taki sam za darmo – ogłasza promocję Komunikacja Miejska w Płocku.

– Tak więc, jeśli pasażer wygrał, a kupił np. bilet 30-dniowy na strefę A za 72 zł, kolejny taki sam dostanie za darmo – tłumaczy szczegóły Kinga Wochowska, rzecznik prasowy KM Płock.  – Promocją objęte są bilety długookresowe na wszystkie strefy – dodaje. 

We wrześniu ubiegłego roku pierwszy raz komunikacja miejska ogłosiła biletową promocję. Odzew jaki spowodowała przerósł najśmielsze oczekiwania organizatorów. – Minęło już kilka miesięcy, a my nadal odbieramy telefony i maile z pytaniem kiedy kolejna. Mamy dla naszych pasażerów miłą niespodziankę, już od dziś ruszamy z nową akcją! – informuje rzecznik prasowy. 

Zasady są nieco inne niż  poprzednio, ale promocja nie będzie trwała jeden dzień, a prawie cztery miesiące. Promocja rozpoczyna się dziś, 6 marca, a kończy 30 czerwca 2017 roku. Do każdego setnego biletu długookresowego kupionego w jednym z biletomatów stacjonarnych, pasażer taki sam bilet otrzyma za darmo. O wygranej decyduje data i godzina zakupu. Jeśli podróżujący autobusem miejskim wygrał, a kupił bilet 30 -dniowy na strefę A za 72 zł, kolejny taki sam dostanie za darmo. Promocją objęte są bilety długookresowe na wszystkie strefy.

Obecnie w Płocku są trzy biletomaty stacjonarne:
– W Galerii Wisła ul. Wyszogrodzka 144
– Przy przystanku Jachowicza (Teatr)
– Przy przystanku Skarpa 01
Listę z numerami Kart Komunikacji Miejskiej, które wygrały na bieżąco Komunikacja Miejska będzie publikowała na swoim fanpagu na Facebooku, a także stronie internetowej www.kmplock.eu oraz w info kiosku w biletomatach. Lista dostępna będzie także w Punktach Sprzedaży. Darmowe bilety doładować będzie można w Punktach Sprzedaży (przy ul. Przemysłowej 17 i w Al. Jachowicza 42).

Lista biletów objętych promocją:

W strefie A:
Bilet 15-dniowy – uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów do godziny 23:59 15-go dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.
Bilet 30-dniowy – uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów do godziny 23:59 30-go dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.
Bilet 30-dniowy – ważny od poniedziałku do piątku uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów (od pn. do pt.) do godziny 23:59 30-go dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.
Bilet 90-dniowy – uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów do godziny 23:59 90-go dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.
Bilet 90-dniowy ważny od poniedziałku do piątku uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów (od pn. do pt.) do godziny 23:59 90-go dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.

W strefie B:
Bilet 15-dniowy – uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów do godziny 23.59 piętnastego dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.
Bilet 30-dniowy – uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów do godziny 23.59 trzydziestego dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.
Bilet 30-dniowy – ważny od poniedziałku do piątku uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów (od pn. do pt.) do godziny 23:59 30-go dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.
Bilet 90-dniowy – uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów do godziny 23.59 dziewięćdziesiątego dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.
Bilet 90-dniowy ważny od poniedziałku do piątku uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów (od pn. do pt.) do godziny 23:59 90-go dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.

W strefie C:
Bilet 15-dniowy – uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów do godziny 23.59 piętnastego dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.
Bilet 30-dniowy – uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów do godziny 23.59 trzydziestego dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.
Bilet 30-dniowy – ważny od poniedziałku do piątku uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów (od pn. do pt.) do godziny 23:59 30-go dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.
Bilet 90-dniowy – uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów do godziny 23.59 dziewięćdziesiątego dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.
Bilet 90-dniowy ważny od poniedziałku do piątku uprawniający do nieograniczonej liczby przejazdów (od pn. do pt.) do godziny 23:59 90-go dnia terminu ważności – normalny i ulgowy.

Regulamin promocji dostępny na stronie www.kmplock.eu, w info kiosku w biletomatach stacjonarnych, a także w punktach sprzedaży.

Fot. UMP.




Stary niedźwiedź i wróbel na nitce [FOTO]

Kilka dni temu w Książnicy Płockiej Maria Broniewska-Pijanowska opowiadała o okolicznościach, w jakich powstawała książka o wymownym tytułem “44739 Wspomnienie o Marii Zarębińskiej – aktorce“. Autorka w ciepłych i wzruszających słowach mówiła o tym, co ją skłoniło do napisania wspomnień – wspomnień małej dziewczynki.

Majka czyli Maria Broniewska miała siedem lat kiedy poznała Władysława Broniewskiego, osiem – kiedy wybuchła wojna – a 14 kiedy się skończyła. Wtedy do Polski z Londynu, specjalnie dla jej mamy, wrócił Władysław Broniewski. W depeszy napisał: „Kocham! Wracam!”

Aneta, pomóż mi napisać książkę o mamie
Poznałyśmy się z Anetą w Muzeum Władysława Broniewskiego, na wieczorze autorskim promującym jej tomik wierszy. Aneta pisze piękne wiersze. Bardzo mi się spodobały – i nie mówię tego teraz, bo z Anetą się znamy, bo napisała książkę o mojej mamie, ale dlatego, że tak po prostu uważam. I jak to bywa w żywych, spontanicznych spotkaniach, od słowa do słowa, okazało się, że świetnie nam się ze sobą rozmawia. Potem zostałam zaproszona przez Stowarzyszenie Promocji Sztuki Łyżka Mleka, które raz w oku organizuje w Kaliszu spotkanie, na które przyjeżdżają poeci z całej Polski. Pomysł na książkę dojrzewał wraz z naszą przyjaźnią. Wiedziałam, że Aneta ładnie pisze, potrafi to robić. Kiedy spotkałyśmy się po raz kolejny, powiedziałam do niej: Aneta, pomóż mi napisać książkę o mamie.

Pojechałam do Kalisza. Tam zostały nagrane nasze rozmowy, a potem spisane przez Anetę. Zadawała mi proste pytania, bo zabroniłam zadawać trudne – podkreślała Maria Broniewska, opowiadając historię. Chciałam mówić tylko to, co pamiętam. Chciałam powiedzieć o jej życiu, oczywiście tyle, ile pamiętam, albo tyle, ile ona zdążyła mi o sobie opowiedzieć. – Broniewskiego jest tu mało – zaznaczyła. – Dlatego Aneta wiedziała od początku, jak poprowadzić rozmowę, a potem ustawić całą książkę. Mogła pytać, ale nie rozdrapywać, nie drążyć. Książka podzielona została na trzy części: Moje wspomnienia o mamie oraz jej życie; Fotografie z mojego albumu, który przetrwał Powstanie Warszawskie oraz Opowiadania oświęcimskie.

44739
“Opowiadania Oświęcimskie” są dowodem talentu literackiego mamy. Uważam, że to mój obowiązek, by wydać je po raz trzeci. Pierwszy raz były drukowane w odcinkach, w gazecie “Polska zbrojna” to był rok 1946, a potem w 1964 w tomiku “Ręka umarłej” wraz z wierszami Broniewskiego. W sumie opowiadań jest dziewięć, za mało na pełną książkę. Dlatego i tym razem ukazały się razem z moimi wspomnieniami o mamie. Opisywała swoje przeżycia wojenne, Oświęcim w sposób niezwykle łagodny i szlachetny, co pokazuje, jakim była człowiekiem. Mają w sobie pewną subtelność. Pod względem literackim opowiadania mamy nie ustępują opowiadaniom Tadeusza Borowskiego, chociaż napisane zostały innym głosem. Piękna opowieść o strasznych czasach.

Wspomnienie o Marii Zarębińskiej – aktorce
Moja mama istnieje w poezji Władysława Broniewskiego. Była jego wielką miłością. Czy istniała jako Ona sama, jako osobowość – Maria Zarębińska? To właśnie chciałam uzyskać w książce. Uważam, że powinna zaistnieć, by nie być tylko częścią życiorysu Broniewskiego.

Chciała być aktorką. Tak też się stało. Rodzice nie akceptowali wyboru córki. Dziadek – sędzia grodzki, wraz z babcią prowadzili dom otwarty, bywali u nich sędziowie i wysoko postawieni urzędnicy z Pińska. Mama po maturze pracowała w sądzie jako maszynistka, ale marzyła o aktorstwie. Wyjechała do Warszawy. Tam dostała się do Instytutu Reduty. Dla dziadków był to wielki wstyd, córka – aktorka. Cóż to za zawód? Dużo grała w teatrze objazdowym. Jeździli po Kresach wschodnich, mieszkali w wagonach, występowali w małych miasteczkach. Wszystko zmieniło się, kiedy dojechali do Pińska. Wystawiono wówczas “Sędziów” Stanisława Wyspiańskiego. Dziadkowie nie przyszli na ten spektakl. Następnego dnia prezes sądu osobiście pogratulował mojemu dziadkowi utalentowanej córki. Od tamtej pory dziadek patrzył na mamę bardziej przychylnym okiem. Po skończeniu nauki aktorstwa, grała w teatrze Polskim w Katowicach, w warszawskim Teatrze Ateneum. W czasie wojny razem z Władkiem mieszkali we Lwowie i występowała w miejscowym Teatrze Polskim do 1941, potem wróciła do Warszawy. Po wojnie, ze względu na pogarszający się stan zdrowia występowała coraz mniej. Otrzymywała dużo pochlebnych recenzji. Ostatnią z nich napisał sam Tadeusz Boy – Żeleński.

Stary niedźwiedź mocno śpi
Po tym jak, skutecznie odstraszyłam jednego wielbiciela mamy – pewnego pana starostę – sugerując mu, że jest podobny do szympansa i powinien przejrzeć się w lustrze, mamie zależało chyba na mojej opinii. Zabrała mnie na spacer do Łazienek, uprzedzając, że poznam kogoś, kto nie jest jej obojętny. Przywitał mnie uśmiechnięty, pogodny, bardzo uprzejmy pan. Przedstawił się, ja zrobiłam to samo, podskakując na jednej nodze. Władek nazwał mnie wróblem na nitce, a ja jego starym niedźwiedziem. Od razu nawiązaliśmy kontakt. W domu narysowałam obrazek z podpisem „Stary niedźwiedź mocno śpi”: na łóżku leżał stary niedźwiedź, a nad nim stała dziewczynka z trzepaczką. Podarowałam ten rysunek Władkowi, a on powiesił go właśnie nad łóżkiem.

Rozchodnik i macierzanka
Zaczęło się wspólne życie z Władkiem. Pamiętam ich bardzo szczęśliwych. Jest takie jedno wspomnienie, które ma związek z Płockiem. Miło wspominam ten czas. Mama grała gościnnie w teatrze płockim. Broniewski był tu na miejscu, a ja z dziadkiem przypłynęłam statkiem z Warszawy. Po spektaklu wracałam już z mamą i Władkiem pociągiem do domu. Z tej podróży zachowałam w pamięci obraz ich obojga, zakochanych. Siedziałam w kącie wagonu a oni stali w oknie, wpatrzeni w siebie, radośni. W słońcu mieniły się kasztanowe włosy mamy. Po latach, przeczytałam wiersz „Rozchodnik i macierzanka”. Władek w słowach uchwycił tamtą chwilę. To był dla nich dobry czas, czas małej stabilizacji … a potem przyszła wojna … Każde z nich oddzielnie – próbując, przetrwać to okrucieństwo.

Życie Broniewskiego na 35 mm
Czy będzie film o Władysławie Broniewskim? – Jego życie to gotowy scenariusz na film albo serial – przyznała Maria Broniewska. – Chciałabym, by dotyczył całego życia, nie wybranych momentów – dodawała.
Może niebawem uda się taki zrealizować – stwierdziła, obecna na spotkaniu Eliza Czapska – szefowa Muzeum Władysława Broniewskiego w Warszawie. – Powstał scenariusz. Jego autorem jest Piotr Trzaskalski – mówiła uczestnikom spotkania. Warto dodać, że Trzaskalski nakręcił takie filmy jak: “Edi” czy “Mój rower”. – O scenariuszu, który został złożony do Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej, wspominał mi jeszcze Andrzej Wajda. Miejmy nadzieję, że dojdzie do realizacji filmu – mówiła Czapska.

Pytania, które nie wybrzmiały
Nie znam wielu historii. Byłam dzieckiem, nie przyszło mi do głowy, by zadawać proste, najzwyklejsze pytania – mówiła dalej Maria Broniewska. – Takie niewyszukane, ale ukazujące istotę rzeczy, pozwalające poznać drugiego człowieka. Jakie? Nigdy nie zapytałam mojej mamy, dlaczego chciała zostać aktorką, skąd ten pomysł? Nie zadałam pytań, które dotyczą oczywistych wydarzeń. Gdzie moi rodzice brali ślub? Pytania dotyczące mojego ojca – niewiele o nim wiem. Był oficerem. Kiedyś trafił do mnie notesik, z którego wynikało, że był nauczycielem w szkole męskiej. To jednak wciąż za mało. Nie są to pytania skomplikowane, ale takie, których odpowiedzi pozwoliłyby mi bardziej poznać moich rodziców. Żałuję, że nie pytałam o więcej – podsumowała córka Marii Zarębińskiej.

Maria Broniewska – Pijanowska, znana również jako Maja Broniewska, aktorka teatralna i filmowa, absolwentka warszawskiej PWST. Grała m.in. u Aleksandra Forda i Macieja Ślesickiego. Przybrana córka Władysława Broniewskiego. Do Płocka przyjechała przy okazji promocji książki “44739 Wspomnienie o Marii Zarębińskiej – aktorce”, w której wspomina swoją mamę. Pierwsza część książki to rozmowa Marii Broniewskiej – Pijanowskiej z Anetą Kolańczyk – polonistką, nauczycielką, poetką, autorką kilku książek i kilkudziesięciu artykułów oraz audycji radiowych poświęconych pisarzom związanym z Kaliszem i Wielkopolską.

Renata Jaskulska

Fot. Książnica Płocka im. Władysława Broniewskiego




Cichutki, wygodny i…za darmo. Testy nowego autobusu [FOTO]

Od dziś czyli piątku, 16 września, aż przez dwa tygodnie pasażerowie komunikacji miejskiej będą mogli jednym z autobusów jeździć zupełnie za darmo. Jest to autobus szczególny bo na…baterie czyli całkowicie zasilany energią elektryczną.

Skąd pasażerowie będą wiedzieć, że to własnie ten autobus? – Jest specjalnie oznakowany. Na bocznych ścianach autobusu widnieje ogromny napis – “Jestem bezpłatny i elektryczny” – tłumaczył podczas konferencji prasowej Robert Pawłowski, dyrektor ds. technicznych Komunikacji Miejskiej.

Testy nowego autobusu rozpoczęły się dziś, a skończą 28 września. Pojazd zasilany bateriami wyprodukowała firma Solaris. – Autobus będzie jeździł na różnych liniach. Raz będzie to linia nr 19, następnym razem 22 czy 14 – informował prezes KM, Janusz Majchrzak. – Pojazd jest bardzo cichutki, podobnie jak tramwaj i tak naprawdę najwięcej hałasu robią w nim…drzwi. Kierowca, który dziś jeździł po Płocku autobusem opowiadał nam, że w pojeździe jest tak cicho, że pasażerowie rozmawiają w nim szeptem – uśmiechał się dyrektor ds. technicznych.

Ciekawostki o autobusie, który jest nowością na płockich ulicach: posiada 2 silniki trakcyjne asynchroniczne umieszczone w piastach ZF tylnych kół o mocy 2 x 60 kW (w momencie startu pojazdu osiągają moc do 220 kW); zastosowane baterie są produkcji amerykańskiej firmy A 123 Li-Jon, są żelazowe i mają pojemność 240 kWh – napięcie w bateriach to 600 V; waga baterii to 1800 kg.; pojazd jest ładowany za pomocą systemu PLUG-IN poprzez ładowarkę Ekoenergetyki o mocy 100 kW.; czas ładowania w zależności od mocy dostarczonej do ładowarki wynosi od 30 min do 6 godzin; do uruchamiania systemów wspomagających układ kierowniczy oraz pneumatyczny zastosowane są 3 fazowe silniki elektryczne Tibbes; autobus można przystosować także do ładowania poprzez pantograf jak i poprzez płytę indukcyjną. (Ładowanie poprzez pantograf – w tym przypadku – należy zbudować kilka punktów w wybranych obszarach miasta. Kierowca, naciskając przycisk, podnosi pantograf i łączy się ze stacją ładowania. Połączenie to jest typowo elektryczne poprzez styki. Takie rozwiązania są m.in w Jaworznie oraz w Krakowie); waga pojazdu to 13 000 kg, pojemność pasażerska to 70 osób; minimalny zasięg na jednym ładowaniu to 140 km. Autobus posiada także system odzysku energii z hamowania, gdzie doładowywane są baterie trakcyjne; długość autobusu to 12 metrów.

– Ograniczenie liczby osób, które może przewozić autobus wynika z tego, że same baterie ważą dwie tony, a parametr nacisku na osie nie może przekraczać norm nacisku na nie, a tym samym na drogę, którą się porusza – tłumaczył Pawłowski. Jeśli chodzi o ekonomiczność pojazdu komunikacja miejska właśnie przeprowadza testy w tym kierunku. Jeżeli testy wypadną pomyślnie, być może na płockich ulicach elektrycznych autobusów będzie więcej. – W ciągu dwóch lat, korzystając ze środków przyznanych z RIT -u, planujemy zwiększyć tabor płockich autobusów. Myślimy o zakupie 40 pojazdów za kwotę około 52 mln zł – zapowiedział prezydent Andrzej Nowakowski. Jednak w planach KM nie jest tylko zakup autobusów elektrycznych ale także tradycyjnych, z silnikami spalinowymi oraz o napędzie hybrydowym.

Konferencja prasowa, która odbyła się w piątek, miała na celu nagłośnienie Tygodnia Zrównoważonego Transportu czyli… – Chcemy zachęcić mieszkańców do porzucenia swoich czterech kółek, a wybrania innego środka transportu – zachęcał prezydent Płocka. – Każdy kto w dniach między 16 a 22 września będzie jechał autobusem KM i będzie posiadał dowód rejestracyjny samochodu, będzie podróżował za darmo – podkreślał. Komunikacja Miejska w związku z TZT przygotowała dla swoich najbardziej lojalnych pasażerów niespodziankę. – Jeżeli ktoś z pasażerów kupi w dniu 22 września bilet 90 – dniowy, to od nas otrzyma gratis bilet na dodatkowe 30 dni – czyli łącznie będzie to 120 dni – przybliżył promocję prezes firmy.

 

 

Fot.Lena Rowicka




Zabawa w kolorze…orange [FOTO]

Wata cukrowa, malowanie buziek, trampolina czy gra na konsoli – to tylko kilka atrakcji, z których przy przedszkolu na ulicy Czwartaków mogły, przez dwa dni, korzystać dzieci do woli zupełnie za darmo. A wszystko za sprawą Orange. Tak, tak…nie ma tu pomyłki.

Orange Polska, dystrykt Płock wpadło na pomysł aby trochę inaczej reklamować swoje nowe produkty, a w tym najszybszy Internet, który światłowodem dotrze do nowo powstałych bloków na osiedlu Podolszyce. W czwartek, 1 września, na ulicy Czwartaków, przed przedszkolem Jaś i Małgosia stanął swoisty orangetruck, wokół którego rozstawiono mnóstwo atrakcji dla dzieci.

– Tak tu super. Wczoraj też byliśmy z bratem żeby sobie zjeść watę cukrową – tłumaczyła nam rozweselona mała dziewczynka. – A ja proszę pani to cały czas skaczę na trampolinie i mama zdjęcie mi zrobiła z takim dużym panem, co miał zabawkę na głowie – mówił nam z kolei Adaś. [ Zapewne miał na myśli maskotki Orange, które znamy z telewizyjnych reklam – przyp. red.]. I faktycznie za chwilę naszym oczom ukazał się widok dwóch młodych mężczyzn, którzy na głowie mieli maskotki, kojarzone z tą siecią komórkową czyli serce i rozum. Dzieciaki podbiegały do nich, a rodzice czy dziadkowie robili swoim pociechom zdjęcia.

– Wpadliśmy na pomysł takiego mini pikniku, aby trochę rozreklamować nasz produkt, ale głównie chodziło o dobrą zabawę dla dzieci. Wczoraj było rozpoczęcie roku szkolnego, dziś zaczyna się weekend. Pomyśleliśmy, że uatrakcyjni to dzieciakom powrót do przedszkola czy szkoły – tłumaczył nam Łukasz Pikała, menadżer dystryktu płockiego Orange. – Jest jeszcze konkurs rysunkowy i mamy dla dzieci ekstra prezenty – dodawał.

Czy prezenty dla dzieci noszą na sobie markę firmy? – Nie, nie. To ma być dla nich rozrywka i dobra zabawa – mówił Pikała. I na dowód wyjął z jednej z kolorowych toreb kilka przyborów szkolnych, maskotkę – jakiegoś misia, kredki i farby. – Do tej pory zebraliśmy ponad trzydzieści rysunków dzieci, które przyniosły prace konkursowe. Pod koniec dnia rozdamy nagrody – wtrąciła do rozmowy młoda dziewczyna, która rozdawała maluchom balony. – Robimy takie akcje dość często, bo dzieciaki są zadowolone, a jak przyjdą rodzice czy opiekunowie dzieci i chcą się dowiedzieć czegoś o naszych produktach, to chętnie udzielimy informacji na miejscu. Wczoraj dzieci było trochę mniej ale dziś jest dużo większe zainteresowanie naszą akcją – mówił nam z uśmiechem na ustach menadżer.

W tym miejscu należy powiedzieć tylko jedno. – Można? Można! – prowadzić kampanię reklamową rodem z europejskich ulic.

 

Fot.Mateusz Lenkiewicz




Jak Orlen zakpił z mieszkańców Płocka?

Żenada. Śmiech na sali. Kpina z płocczan. Paliwo w Płocku drogie bo świeże. Frajerze, płacz i płać! Promocja jak się patrzy-ubaw po pachy! Brak słów na ten dziadowski Orlen! Zatruwa nas na miejscu i w dodatku “nagradza” płaceniem za paliwo. Po rabacie litr paliwa w Płocku i tak będzie droższy, niż ten bez rabatu w okolicach.   

Tak oto płocczanie zareagowali na najnowszą kampanię PKN Orlen, którą dumnie nazwano “Lubię Płock”. Mieszkańcy naszego miasta na pewno nie tylko lubią Płock, ale kochają to miasto. Natomiast pomysłodawca akcji, która ma “obniżyć” cenę paliwa na stacjach Orlenu, które znajdują się w granicach miasta, musi tego miasta bardzo nie lubić. A na dodatek ma za nic mieszkańców tego miasta.

Pamiętacie wybory w 2015 roku? Chyba nie było kandydata partii rządzącej, który nie obiecywałby, że po wygranych wyborach – Orlen wróci do Płocka, a wtedy nasze miasto zamieni się – w rzekę miodem i mlekiem płynącym. Po wyborach będzie “płocki” prezes, będzie taniej – bo tak być powinno. Pierwsza “dobra zmiana” przyszła do samego prezydenta Andrzeja Nowakowskiego, kiedy to usłyszał w swoim gabinecie, że pewne rzeczy nie mieszczą się w “strategii spółki” i finansowania wielu inwestycji nie będzie. Rezultat był taki, że po objęciu funkcji prezesa w Orlenie – płocczanina, miasto otrzymało dużo mniej pieniędzy na inwestycje, niż to bywało dotychczas. Pozostały do finansowania przez kombinat – śliwki robaczywki – jak nazwał to kilka miesięcy temu prezydent Płocka. I był to na pewno duży cios dla Płocka. Jednak żyć trzeba dalej, unieść głowę, udawać, że nic się nie stało. Pomimo braku tych pieniędzy, to miasto daje sobie radę i nie spada w ratingach.

Kolejny cios od strony kombinatu przyszedł kilka dni temu w postaci “pilotażowego testu nowego w branży formatu promocyjnego”. Według pomysłodawców akcji promocja ma wyglądać tak, że przez kilka miesięcy płocczanie i goście przejeżdżający przez miasto, posiadający kartę Vitay, zatankują w Płocku paliwo w promocyjnej cenie czyli o 10 gr, słownie – dziesięć groszy – taniej za litr paliwa. Do promocji dołożono kilka warunków – po pierwsze będzie to możliwe tylko od poniedziałku do środy i to w godzinach od 18:00 do 22:00. Po drugie, kierowca maksymalnie może zatankować do 30 litrów paliwa. I w końcu po trzecie – w żadnym wypadku nie można łączyć tej promocji z innymi rabatami.

Tak teraz kpi się z płocczan, którzy 24 godziny na dobę są skutecznie podtruwani “parą wodną” z orlenowskich kominów? Dowody w postaci statystyk lekarskich są niepodważalne. – Płock to miasto wiodące prym w umieralności na raka płuca – o czym pisaliśmy nie raz.

Drogi pomysłodawco “super promocji” nie pluj w twarz mieszkańcom Płocka! Bardziej ośmieszyć się, w smutnym tego słowa znaczeniu, nie można było! Na co żywo zareagowali płocczanie na portalach społecznościowych, wyrażając swoje myśli głośno i dosadnie. W komentarzach od płocczan dostało się nie tylko całej spółce ale także prezesowi Wojciechowi Jasińskiemu czy delegatce ds. społeczności lokalnej Wioletcie Kulpie. – Słabo się starają jako politycy partii rządzącej, skoro nie potrafią jakimś zarządzeniem zrównać cen paliwa z innymi miastami. Czy płocki PiS nie ma na tyle siły żeby po prostu obniżyć cenę paliwa? – pyta na jednym z forum mieszkaniec Płocka. Podsumowując. Akcja Orlenu “Lubię Płock” pokazała siłę, a raczej jej brak, lokalnych struktur partii, która w naszym mieście wygrała wybory i zgarnęła 6 poselskich mandatów, nie licząc senatorskiego. W tym miejscu należy zadać pytanie. Czy polityk powinien pchać się do korporacji typu Orlen, aby robić sobie kampanię kosztem wątpliwych promocji? Na to pytanie zapewne płocczanie odpowiedzą sobie sami.

Mieszkańcy Płocka stojąc przy wyborczych urnach na pewno nie mieli na myśli aż tak “dobrej zmiany”. Wnosząc po wpisach na forach,  nie chodziło płocczanom o takie ich potraktowanie, i nie na taki Płock głosowali. Mieszkańcy naszego kochanego miasta płacą bardzo wysoką cenę za bliskość Orlenu – najwyższą – zdrowie. Dodatkowo płacą bardzo drogo za paliwo. Tak teraz nagradza się swoich pracodawców czyt. wyborców, tak im się dziękuje. Ot… wdzięczność w polskim wydaniu.

Mamy najwyższe ceny paliwa w kraju z czego śmieje się cała Polska. Na dodatek najnowsza “promocja” spółki proponuje ją jedynie posiadaczom karty Vitay. Czyli dodatkowo jest to promocja owej karty, którą nie każdy zresztą posiada. No ale patrząc z drugiej strony. Kto jest płocczaninem? Ten kto się tu urodził, ten kto ma dowód rejestracyjny z WP, a może ten kto ma stały meldunek w Płocku? Przy czym to ostatnie ciężko ustalić, bo w nowych dowodach osobistych tej informacji nie ma. Także, przy wymyśleniu promocji, prawnicy spółki mieli ciężki orzech do zgryzienia. Współczujemy. Zatem nie dziwmy się, że są to posiadacze karty Vitay. – Mając kartę Flota, mam takie same zniżki na paliwo przez 24 godziny, 7 dni w tygodniu – pisze jeden z forumowiczów.

Płocka promocja na orlenowskie paliwo jasno pokazuje, że nie można być społecznikiem, a jednocześnie pracować dla dużej korporacji. I jeżeli płocki PiS chciał strzelić sobie w kolano, to spokojnie mu się to udało. Orlen jako spółka”na swoje” wyjdzie zawsze i nie sądzę aby kombinat pogniewał się na Płock i przeniósł się w inne miejsce. Natomiast co do polityków, już aż tak pewna tego stwierdzenia nie jestem – bo łaska suwerena na pstrym koniu jeździ…

 

 

Fot. Jan Drzewiecki oraz autoforum.pl