Do bardzo niebezpiecznego zdarzenia doszło w sobotę, 29 sierpnia, w rejonie ul. Maneżowej na osiedlu Wyszogrodzka w Płocku. Z relacji Płocczanina wynika, że psy rasy Pitbull czy Amstaf (opisujący nie zna się na rasach) uciekły z posesji położonej właśnie przy ul. Maneżowej. Zwierzęta okazały się bardzo groźne, doszło do ataku na psa, z którym spacerowała para. To nie pierwsze takie zdarzenie z udziałem tych czworonogów. Wszystkie służby oraz płocki ratusz znają sprawę.
Niedzielny poranek, czyli już 30 sierpnia, w Płocku zdominował temat dwóch groźnych psów, które uciekły z posesji położonej na osiedlu Wyszogrodzka. Dość szybko się okazało, że zwierzęta samopas przemieszczały się po ulicach miasta, docierając do osiedla Międzytorze. Z informacji przekazanych poprzez Płocczan, komentujących post w mediach społecznościowych wynika, że groźne psy biegały po ulicach Płocka od sobotniego popołudnia aż do niedzieli. Pozostawały bez nadzoru prawie 20 godzin. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że płockie służby mają wiedzę na temat groźnych zwierząt. Podobny incydent zdarzył się w marcu tego roku. Mieszkańcy dopytują w komentarzach, czy naprawdę musi dojść do tragedii, aby służby coś zrobiły?
Informacje o ataku groźnych zwierząt potwierdziła kom. Monika Jakubowska, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Płocku: – 29 sierpnia (sobota) około godz. 17 płoccy funkcjonariusze podjęli interwencję przy ul. Maneżowej. Ze zgłoszenia wynikało, ze w okolicy biegają psy, które są agresywne. Funkcjonariusze na miejscu zastali patrol Straży Miejskiej oraz świadków zdarzenia. Policjanci w rozmowie z właścicielem zwierząt ustalili, iż psy uciekły z posesji podczas jego nieobecności. Mundurowi sporządzili dokumentację o ukaranie do sądu.
Policjantka zaznacza, że chodzi o art. 77 Kodeksu wykroczeń. Wymieniony artykuł dotyczy kar za niezachowanie zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierząt.
§ 1. Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 złotych albo karze nagany.
§ 2. Kto dopuszcza się czynu określonego w § 1 przy trzymaniu zwierzęcia, które swoim zachowaniem stwarza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia człowieka, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny albo karze nagany.
W niedzielę, 30 sierpnia, rzeczniczka Straży Miejskiej w Płocku Jolanta Głowacka poinformowała płockie media: – Od godz. 10.00 do 12.00 dwa patrole walczyły z psami. Trzeci patrol musiał włączyć sygnały, żeby syn właścicielki raczył wyjść z domu – relacjonuje strażniczka. Jak podkreśla rzeczniczka, syn właścicielki nie chciał nawet podjąć współpracy z municypalnymi, tłumacząc, że psy należą do matki, a jej nie ma.
– Były pisane wnioski do sądu, były mandaty, było pismo do Urzędu Miasta Płocka o czasowe odebranie psów – takie sformułowanie jest w ustawie czasowe odebranie. Urząd Miasta Płocka odmówił. Będziemy pisać ponownie do UMP – zaznacza. – Ile w granicach prawa możemy, to robimy – podkreśla w rozmowie z nami Jolanta Głowacka. Jak dowiedzieliśmy się w rozmowie z rzeczniczką psy w książeczkach mają wpisane, że są… mieszańcami.
Sobotnie zdarzenie z psami z ul. Maneżowej (tak nazywają je internauci) nie jest pierwszym w tym roku. Te same psy uciekły właścicielce również 17 marca. Wówczas też doszło do ataków na inne zwierzęta. Straż Miejska w Płocku informowała: – Do Sądu trafi wniosek o ukaranie właścicielki dwóch psów rasy Stafford, która wczoraj tj. 17.03.26 r. zgodnie z art. 77 kw „nie zachowała zwykłych i nakazowych środków ostrożności przy trzymaniu zwierząt”, przez co wydostały się one z posesji przy ul. Maneżowej i biegając po terenie całego miasta stwarzały realne zagrożenie dla innych zwierząt oraz ludzi. Jako Straż Miejska skierujemy również w najbliższych dniach pismo do Urzędu Miasta Płocka o czasowe odebranie zwierząt właścicielce – informowała w marcu Jolanta Głowacka.
Kluczowe dziś wydaje się jednak zdanie z ówczesnej informacji, że „wobec 58-letniej właścicielki psów podejmowane były już przez strażników miejskich interwencje, które kończyły się wystawianiem jej mandatów karnych w związku z naruszeniem art. 77 Kw oraz art. 85 ust. 1a Ustawy o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczania chorób zakaźnych zwierząt.
Mamy zatem już kilka wniosków, kilka mandatów, pogryzione inne zwierzęta i strach mieszkańców. Nie wspomnimy o traumie i kosztach leczenia, którą przeżywają i ponoszą opiekunowie zaatakowanych dotychczas zwierząt. Pytanie jest dość proste. Co musi się wydarzyć, aby groźne psy odebrano nieodpowiedzialnym właścicielom? Czy naprawdę musi dojść do potwornej tragedii? Kto weźmie na siebie odpowiedzialność?
Dodamy jeszcze dokładne brzmienie art. 431 Kodeksu cywilnego – [Szkoda wyrządzona przez zwierzęta]
§ 1. Kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy.
§ 2. Chociażby osoba, która zwierzę chowa lub się nim posługuje, nie była odpowiedzialna według przepisów paragrafu poprzedzającego, poszkodowany może od niej żądać całkowitego lub częściowego naprawienia szkody, jeżeli z okoliczności, a zwłaszcza z porównania stanu majątkowego poszkodowanego i tej osoby, wynika, że wymagają tego zasady współżycia społecznego.
Jutro dzieci wyruszą do szkół, na osiedlu Wyszogrodzka znajduje się Szkoła Podstawowa nr 12. W świetle kilku ucieczek groźnych psów, których właściciele czują się bezkarni, kto zagwarantuje dzieciom bezpieczeństwo?
Sprawę groźnych zwierząt terroryzujących mieszkańców miasta będziemy pilnie śledzić.
Fot. Pixabay

