Karetka może nie dojechać. Kłopoty kadrowe w stacjach pogotowia ratunkowego

image_pdfimage_print

Wiadomość brzmi co najmniej złowieszczo. – Może zabraknąć kierowców dla karetek pogotowia – podaje Radio dla Ciebie.

Coraz więcej osób rezygnuje z pracy, w ich miejsce trudno kogokolwiek znaleźć. Powodem są przede wszystkim niskie zarobki. W Warszawie, w czerwcu zwolniło się kilku kierowców – ratowników. Problem dotyczy również Płocka.

W stolicy zdarzały się dyżury, gdzie karetka nie wyjeżdżała, ponieważ nie było pełnego składu. – Na miejsce zwalniających się kierowców trudno kogokolwiek znaleźć. Powodem są przede wszystkim niskie zarobki i wymogi, które należy spełniać – mówi na antenie radia rzeczniczka stacji pogotowia w Warszawie, Elżbieta Weinzieher.

– Nigdy się nie zdarzyło, że nie mieliśmy w karetce ratownika ani lekarza. Zawsze staramy się to zabezpieczyć, aby żaden z pojazdów nie stał bezczynnie. Są jednak trudności – tłumaczy z kolei dyrektor płockiej stacji pogotowia ratunkowego, Lucyna Kęsicka. – Musimy zatem tych ratowników i lekarzy “kupować” – dodaje. – Stawki musimy windować do góry – przyznaje.

Zespoły podstawowe karetek pogotowia obsługują dwie osoby, w karetkach z oznaczeniem S pracują trzy osoby. W płockiej stacji pogotowia jest zatrudnionych blisko 300 pracowników medycznych.