Więcej klas, większa liczba uczniów. Efekty podwójnego rocznika w płockich szkołach

image_pdfimage_print

– Chcę powiedzieć rodzicom, że jeżeli będą jakieś zastrzeżenia do tego, co się dzieje w różnych miastach, to one powinny być kierowane do ministerstwa. Tymczasem pan minister umył ręce, uciekł od odpowiedzialności i próbuje obarczyć odpowiedzialnością samorządy – mówiła poseł Elżbieta Gapińska podczas konferencji prasowej, która dziś odbyła się w płockim ratuszu. A dotyczyła bardzo gorącego tematu – rekrutacji do szkół średnich.

– Kiedy powstał pomysł zmiany systemu kształcenia i, że będą wyeliminowane gimnazja ostrzegaliśmy, że podwójny rocznik bardzo źle się skończy zarówno dla uczniów, jak i dla szkół. Wiadomą rzeczą jest, że szkoły nie są z gumy, nie rozciągną i nagle podwójny rocznik, który wiadomo było, że w szkołach się nie pomieści. Mówiliśmy o tym, że to będzie tragedia dla wielu dzieci, a w centrum każdego nauczania powinno być dziecko i jego marzenia – tłumaczyła Gapińska. Poseł wspomniała o zapewnieniach ówczesnej minister edukacji Anny Zalewskiej, która mówiła, że reforma jest “świetnie policzona, dobrze zorganizowana”.

– Po kilku wynikach rekrutacji w kilku województwach, okazało się, że nasze obawy nie były bezpodstawne, ponieważ duża grupa dzieci nie dostała się do wybranych przez siebie szkół – podkreśliła poseł. – To jest bardzo istotne, aby dziecko mogło spełniać swoje marzenia, żeby dziecko mogło realizować swoje aspiracje. Niestety w wielu przypadkach będzie to zupełnie niemożliwe. Oczywiście dziecko dostanie się do jakiejś szkoły, ale nie dostanie się do szkoły, którą sobie wymarzyło – tłumaczyła. Dodała, że jest to tragedią zarówno dla uczniów, jak i ich rodziców.

Elżbieta Gapińska słusznie zauważyła, że koszty reformy edukacji zostały przerzucone na samorządy. – Teraz pan minister Piontkowski, próbuje wmawiać samorządowcom, że to jest ich wina, że nie ma wystarczającej ilości miejsc w tych szkołach, które dzieci sobie wymarzyły – mówiła. – Przerzucanie winy na samorządy, jest niezrozumiałe – stwierdziła. – To nie samorządy odpowiadają za “deformę” edukacji, to ministerstwo za nią odpowiada i resort powinien dzieciom zagwarantować, aby mogły się realizować – podkreśliła.

Dziś o godz. 12 dzieci i młodzież dowiedziały się o tym czy dostały się do upragnionych szkół. Jak wygląda sytuacja w Płocku?

– Do reformy przygotowywaliśmy się bardzo mocno – zaczął prezydent Andrzej Nowakowski. Przy okazji podziękował wydziałowi edukacji, wiceprezydentowi Romanowi Siemiątkowskiemu oraz wszystkim osobom, które przygotowywały szkoły do rekrutacji. – Przygotowaliśmy miejsca dla około 4,5 tys absolwentów, którzy biorą udział w rekrutacji do szkół ponadpodstawowych, aż 6,2 tys miejsc. Mamy zatem więcej miejsc niż samych absolwentów, nie ma zagrożenia, że jakiś uczeń nie znajdzie się w szkole – mówił prezydent. – Natomiast inną kwestią jest to, czy uczeń znajdzie się w szkole, w której chciałby się uczyć. W tym przypadku nie jest już tak dobrze, ponieważ w wyniku tej rekrutacji, wiemy dzisiaj, że osób niezakwalifikowanych do żadnej szkoły będzie około 450 – zaznaczył włodarz miasta.

Szczególnie „obłożone” były trzy płockie licea – Jagiellonka, Małachowianka i III LO, nie było miejsc także w Technikum Elektrycznym. Natomiast w pozostałych szkołach miejsca jeszcze były. – Dokonując analizy, postanowiłem, umożliwić dyrektorom zwiększony nabór do poszczególnych klas, bowiem prezydent zarządzeniem określa liczbę uczniów w klasach – ogłosił Nowakowski.

Liczba uczniów dotychczas wynosiła 30, dziś prezydent podpisał zarządzenie normy liczebności do 36 uczniów. Dyrektorzy po ocenie warunków lokalowych mogą dopuścić do takiej właśnie liczby dzieci w jednej klasie. W efekcie tej decyzji więcej osób zostanie zakwalifikowanych do poszczególnych szkół. Już dziś te listy, które poznali uczniowie i ich rodzice uwzględniają zarządzenie prezydenta Płocka. Rekrutacja uzupełniająca nadal trwa.

– Ten rocznik z racji reformy wymusza bardzo trudne decyzje – mówił prezydent. Nie chcąc zamykać drogi kariery przed młodymi ludźmi, została podjęta przez Andrzeja Nowakowskiego decyzja, umożliwiająca rozwój młodym ludziom, natomiast dalej będą decydować dyrektorzy poszczególnych szkół, oceniając warunki lokalowe. – Jakość nauczania będzie trudniejsza. W naszych szkołach właściwie podwoiliśmy liczbę klas i to nie jest decyzja, którą dyrektorzy przyjęli z radością, niestety muszą się z tym zmierzyć – podkreślił prezydent.

Fot. UMP.