Paweł Wojtunik: Przykro jest patrzeć na władzę, która oszukuje własnych obywateli

image_pdfimage_print

“Polityka czasami jest podobna do sportu – w najbliższą niedzielę – 26 maja – wszyscy możemy być selekcjonerami reprezentacji Polski – wystarczy pójść na wybory. Nie możemy zdecydować, czy w ataku zagra Milik czy Piątek, ale możemy wytypować kadrę, która będzie grała o coś znacznie ważniejszego – o przyszłość naszą, naszych dzieci, wnuków, kolejnych pokoleń Polaków” – napisał w poście na Facebooku Paweł Wojtunik.

Porównanie wydało nam się tak trafne, że postanowiliśmy porozmawiać chwilę z Pawłem Wojtunikiem, który kandyduje do Parlamentu Europejskiego z listy Koalicji Europejskiej z piątej pozycji. I chociaż to jego pierwsza w życiu kampania wyborcza, to “rasowi” politycy mogliby uczyć się od byłego szefa CBA, jak to się robi.

Dziennik Płocki: – Jak się Pan czuje na ostatniej prostej przed wyborami do Europarlamentu?

Paweł Wojtunik: – To moje pierwsze wybory. Jestem bezpartyjny, jeden z niewielu na listach KE. I dlatego czuję się całkiem dobrze, bo nie brałem i nie biorę udziału w politycznych przepychankach. Zwyczajnie nie lubię politykierstwa. Wierzę, że mamy mądre społeczeństwo, które chce wybierać także ludzi w miarę kompetentnych, z doświadczeniem zawodowym. I takich, którzy nie boją się patrzeć władzy na ręce. A nie tylko tych, którzy mają usta pełne frazesów, obietnic i pudełko wazeliny pod ręką. Ja nie mamię kiełbasą wyborczą. Jedyne co mogę obiecać to to, że będę uczciwie pracować dla naszej ojczyzny.

DP: – Z polityką od zawsze miał Pan do czynienia, poprzez zawód, który Pan wykonywał, jednak nie jest Pan typem rasowego polityka. Bije z Pana szczerość i ogromna otwartość na ludzi. Czy sądzi Pan, że Polacy oczekują właśnie takich polityków, którzy kłamstwo pozostawiają za sobą, a stawiają na bezpośredni kontakt z człowiekiem, nie unikając trudnych pytań?

PW: – Dziękuję za te miłe słowa. Tak, z racji tego, że byłem szefem CBA, instytucji, która ma pilnować uczciwości i przejrzystości życia publicznego musiałem pracować także z politykami. Ale polityka mnie nie pociąga. Za dużo w niej knucia. Wolę działać z podniesioną głową i szczerze rozmawiać. A w polityce zawsze znajdą się jacyś kłamcy i nieuczciwi ludzie. I to wyborcy właśnie mogą ich z tej polityki usuwać. Wystarczy na takich nie głosować. Ja kłamstwem się brzydzę. Dlatego spotykając się z ludźmi mogę patrzeć im prosto w twarz i odpowiadać uczciwie nawet na trudne pytania.

DP: – Pana hasło wyborcze brzmi – „W imię zasad”. Proszę wyjaśnić o co dokładnie chodzi z tymi zasadami?

PW: – Jestem człowiekiem, który całe życie przepracował na rzecz bezpieczeństwa naszego państwa, w policji i CBA. Może się to komuś wydawać niebywałe, ale są ludzie, którzy służą państwu z poczuciem misji. Można to nazwać rodzajem patriotyzmu. Budowałem apolityczne, niezależne od wpływów partyjnych służby. Nigdy też nie splamiłem honoru munduru. W wielkim skrócie – trzeba kierować się w życiu przyzwoitością i honorem. Dbać o słabszych i nie bać się walczyć w słusznej sprawie, nawet z silniejszymi od siebie. Teraz te zasady zostały zgwałcone. Króluje fałsz i obłuda. Przykro jest patrzeć na władzę, która oszukuje własnych obywateli. Rozumiem oczywiście, że demokracja zdecydowała, ale styl tej władzy jest po prostu prostacki.

DP: – Był Pan kilka razy w Płocku w ostatnim czasie. Jakie problemy płocczan Pan dostrzegł?

PW: – Oprócz typowych, z którymi borykają się też mieszkańcy innych miast w Płocku niestety wyraźnie widać wpływ największego truciciela, PKN Orlen. Wśród mieszkańców jest znacząco więcej zachorowań na raka niż w innych rejonach Polski. I tu widać kolejną kompromitację PiSu. Z ich obietnic onkologicznych nie zostało nic. Mało tego. Zdążyli już zepsuć to, co zaczynało dobrze funkcjonować. Dziś z leczeniem nowotworów jest dużo gorzej niż było 4 lata temu. I gdzie się podziewa ich troska o ludzi? Mają to gdzieś.

Brakuje też połączenia, szybkiego połączenia kolejowego z Warszawą, a władze państwa i Orlenu lekceważą miejscowy samorząd, bo jest z innej opcji. Można się różnić, ale trzeba współpracować. A o ni zachowują się tak: kto nie jest z nami ten przeciwko nam. Tym samym są na wojnie ze wszystkimi ludźmi, którzy na nich nie głosowali. Zgodnie z zasadą – jedna partia, jeden naród. To chore.

DP: – Jeżeli wygrałby Pan wybory i zasiadł w ławach Parlamentu Europejskiego co byłoby według Pana najważniejsze dla Polski? Co chciałby Pan uzyskać dla ojczyzny?

PW: – Koniecznie trzeba wprowadzić mechanizmy, które będą hamowały demontaż demokracji w krajach Wspólnoty. Przykład Węgier i niestety naszego kraju pokazuje, że nawet w UE może do tego dochodzić. To muszą być mechanizmy, które nie pozwolą zrobić tu drugiej Białorusi. Nie ma się co czarować, tylko nasze członkostwo w UE hamuje PiS przed władzą totalną. Jedną z najważniejszych spraw jest bezpieczeństwo publiczne. A zagrożenia są naprawdę poważne. Wynikają one z sytuacji geopolitycznej, agresywnej postawy Rosji. Terroryzm też przecież dotrze do Polski. Nie jesteśmy na to odporni. I trzeba temu szybko przeciwdziałać. Konieczna jest tu współpraca wszystkich krajów UE. Jestem specjalistą właśnie od bezpieczeństwa.

DP: – Widział Pan niejedną kampanię. Czy nie wydaje się Panu, że obecna jest bardzo agresywna, bo takie sygnały otrzymujemy od Czytelników. Jeżeli tak, to Pana zdaniem, czemu się tak dzieje?

PW: – To PiS sprowadza wszystko do agresji. Manipulując i kłamiąc na każdym kroku. Taką mają strategię. I o dziwo części społeczeństwa to się podoba. Stosuje się państwowe represje wobec osób, które myślą inaczej niż pisowcy. Wiem, o czym mówię. Sam jestem ofiarą takich prześladowań. Cierpi też na tym moja rodzina, przyjaciele, a nawet dawni współpracownicy. Próbują ze mnie zrobić drania, zniszczyć mnie w akcie jakiejś chorej zemsty, ale przez 4 lata zaangażowane w to służby nic nie znalazły. Kampania jest agresywna, bo to przygrywka do wyborów jesiennych. Proszę spojrzeć obiektywnie skąd ta agresja wypływa i kto dzieli społeczeństwo na lepszych i gorszych. Kto, nawet gdy złapie się go za rękę, wrzeszczy, że to nie jego ręka.

DP: – Panie Pawle i tak na koniec, proszę powiedzieć Czytelnikom, dlaczego te wybory są takie ważne?

PW: – Bo populiści strasznie się rozpanoszyli. Te wybory zdecydują też o kształcie UE, bo wspólnota będzie się zmieniać. Jesteśmy w momencie wielkich przemian. Dla Polski być może najważniejszych w historii. Wkrótce też wybory parlamentarne i prezydenckie. Władza nie powinna się znajdować w rękach jednej partii, bo widać, że puszczają wszelkie hamulce etyczne. Niedługo zdecydujemy czy wybieramy przyszłość i nowoczesność, czy też chcemy skończyć z ręką w nocniku, w jakiejś średniowiecznej pseudorepublice. Dlatego trzeba patrzeć w przyszłość i w imię zasad pracować dla Polski, a nie tylko dla siebie. Wierzę, że Polacy będą wybierać odpowiedzialnie, a nie kierując się emocjami.

Z Pawłem Wojtunikiem rozmawiała Lena Rowicka.