Żeńska piłka ręczna ma się świetnie. Orlen Wisła Płock daleko w… tle

image_pdfimage_print

Miałem niewątpliwą przyjemność być na meczu w niedzielę w Lublinie. To czego doświadczyłem na własnej skórze, to coś, co przypomina czasy płockiego, sławnego blaszaka? Albo zdobycie Mistrzostwa Polski w 2011 roku. 

Podróż była szalona, ale dziś stwierdzam, że warta każdej nieprzespanej minuty. Udało mi się nawet wejść na Zamek w Lublinie, ale to chyba bardziej w celu rozprostowania nóg, że tak zażartuję. Umówiony, oczekiwałem na przybycie kibiców Montexu. W większości ich znam, bo z niektórymi kontakt mam od ponad 15 lat. A gdy jeden z kibiców dowiedział się skąd jestem to zapytał: –  A Ty tak sam? – No tak? – I nie boisz się? – A niby czego, jak tu sami przyjaciele?!

Kiedyś istniała zgoda tzw. oficjalna pomiędzy kibicami Wisły i Montexu. Ta zgoda jest do niczego niepotrzebna, bo pewnych osób nie zapomnę do końca życia. I podejrzewam, że Oni mnie też i nie tylko mnie…

Popularna „10” ryknęła wraz z początkiem meczu. Oczywiście ja z nimi też. W końcu nie pojechałem tam na grilla. Doping przez 60 minut bezustanny, a ostatnie 10 to po prostu… poezja. Prowadzący rzucał hasło i cała hala wiedziała co odpowiedzieć. Łza się w oku kręci, bo jak myślę o dopingu w Płocku….

Warto było nie spać prawie 24 godziny, pojechać, przeżyć to wszystko co się tam wydarzyło. Ogromne gratulacje dla tych pięknych Kobiet za to, że w ciągu doby zdobyły dwa Puchary. Drogie Panie, szacunek.

Radość na twarzach przyjaciół, ludzi, którzy żyją tym i oddają serce sprawiła, że popłynęła łza wzruszenia. Montex rok temu zajął 4 miejsce, dziś panie wróciły z wielkim przytupem. Może My, Wisło odpuśćmy zatem ten sezon. Tylko co tu zmieniać, żeby było przynajmniej dobrze?

Łukasz Zieliński.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.