Wojenka polsko-polska trwa? Posłowie stanęli przeciwko sobie w płockim Sądzie

image_pdfimage_print

– Z racji wykonywanych funkcji powód winien liczyć się z ryzykiem ze strony społeczeństwa, tudzież innych polityków zwłaszcza podczas kampanii wyborczej – uzasadniała wyrok sędzia w płockim Sądzie Okręgowym. –  Powód powinien liczyć się z tym, że ludzie będą interesowali się jego życiem politycznym, zawodowym i osobistym – mówiła dalej.

Sprawa ma swój początek jesienią 2015 roku, czyli kampania wyborcza do parlamentu. Wtedy to poseł Robert Kołakowski oskarżył posłankę Annę Cicholską o umieszczenie na forach internetowych niepochlebnych wpisów, które naruszałyby jego dobre imię, a także narażały na utratę zaufania społecznego.  Posłanka oczywiście wszystkiemu zaprzeczyła i… sprawa trafiła do sądu. Kołakowski domagał się oficjalnych przeprosin oraz 5 tys. zł, które Cicholska miałaby przekazać na cele charytatywne, w tym przypadku na Instytut Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.

Dziś w Sądzie Okręgowym w Płocku zapadł wyrok w sprawie – powództwo zostało oddalone. A poseł Robert Kołakowski ma zwrócić poseł Anny Cicholskiej koszty zastępstwa procesowego w kwocie 1,097 zł. I pewnie w sprawie nie byłoby nic nadzwyczajnego i każdy przeszedłby nad nią do porządku dziennego, gdyby nie jeden mały “drobiazg”. Są to parlamentarzyści z okręgu płocko-ciechanowskiego i obydwoje reprezentują tę samą partię, czyli Prawo i Sprawiedliwość. No cóż – bywa. Niby głosują w tych samych sprawach bardzo zgodnie, zasiadając w sejmowych ławach, a jednak szara rzeczywistość wygląda zgoła inaczej – na linii porozumienia między tymi parlamentarzystami mocno zgrzyta.

Według Kołakowskiego przeprosiny, które Cicholska miałaby do niego skierować, miały brzmieć następująco: “Niniejszym, ja Anna Cicholska przepraszam Roberta Kołakowskiego za to, iż umieszczałam na portalach internetowych nieprawdziwe treści dotyczącego jego osoby. Wszelkie treści zamieszczane przeze mnie, poniżające Roberta Kołakowskiego w oczach opinii publicznej i narażające go na utratę zaufania społecznego niezbędnego do działalności parlamentarnej, były nie prawdziwe i krzywdzące”.

Miały być one następstwem wpisów zamieszczonych na portalach internetowych. Było ich kilka np. “Temu panu już podziękujemy za to, że zniszczył ciechanowski PiS” czy ” Panie Kołakowski proszę nie wieszać banerów bez pozwolenia pod osłoną nocy, bo zgłoszę na policję. Człowiek rano wstaje i ogrodzenia nie poznaje”. W innym wpisie autor zarzucał posłowi, że dorobił się na dwóch sejmowych kadencjach samochodów i że rodzina X i Y jest mu wdzięczna za pracę. Ten ostatni bardzo dotknął Kołakowskiego, który uważa, że autor oskarża go o nepotyzm i kumoterstwo.

Sędzina uzasadniając wyrok, zasugerowała, że powód (Robert Kołakowski) powinien wykazać jakie dobra osobiste zostały naruszone we wpisach. Czy te wpisy faktycznie naruszyły dobra osobiste powoda? – zadawała pytanie. Zdaniem Sądu nie były to wpisy ani obraźliwe, ani wulgarne. A z racji sprawowanej funkcji poseł powinien liczyć się z ryzykiem krytyki. – Pana zwolennicy będą pisać pozytywnie, natomiast przeciwnicy negatywnie – tłumaczyła. – Wpisy – zdaniem Sądu – mieszczą się w ramach debaty publicznej i dopuszczalnej krytyki zwłaszcza, że politycy w naszym kraju używają niewybrednego języka. Używają go publicznie pod adresem swoich oponentów politycznych czy też innych, określonych grup zawodowych – uzasadniała Sędzia. – Jest to język ostry i niejednokrotnie poniżający inne osoby – podkreślała.

Obecni na sali sądowej dowiedzieli się także, że Anna Cicholska (pozwana) zakwestionowała swój udział w całej tej aferze. Jednak najciekawsze jest to, że do dokonywania wpisów, przyznał się oficjalnie syn posłanki – Łukasz Cicholski. Jednak wiarygodność tego świadka okazała się dla Sądu bardzo wątpliwa. Dodamy jedynie, że wpisy były dokonywane z różnych urządzeń i różnych adresów IP, w tym z laptopa Cicholskiej. Z tym, że pozwana twierdzi, że w tym czasie kilka osób miało dostęp do jej laptopa. Poseł Robert Kołakowski stwierdził, że od wyroku płockiego Sądu się odwoła.

Fot. Dziennik Płocki.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*