Czy Wioletta Kulpa widzi się na fotelu prezydenta miasta Płocka?

image_pdfimage_print

Co w naszym mieście, według przewodniczącej płockich struktur Prawa i Sprawiedliwości, wydarzyło się dobrego w 2016 roku, a co nie koniecznie radnej się podobało? Jak ocenia budżet miasta, i co myśli o zadłużeniu Płocka? Jak postrzega reformę oświaty i Płocki Projekt Onkologiczny? 

O tym i o wielu innych miejskich sprawach rozmawiamy z Wiolettą Kulpą, znaną płocczanką oraz radną PiS, która w Radzie Miasta Płocka zasiada od 2002 roku. Przygotujcie się na ciekawą lekturę….

Dziennik Płocki: Po tylu latach w Radzie Miasta czy można powiedzieć, że problemy miasta zna Pani od podszewki, albo jak kto woli, jak własną kieszeń?
Wioletta Kulpa: Bez przesady. Znam miasto, znam jego potrzeby ale one się zmieniają. Podobnie jak potrzeby mieszańców. Trzeba być na tyle elastycznym i słuchać cały czas głosu mieszkańców i cały czas to weryfikować. Nie tak, że wysłuchujemy raz na początku kadencji i później na końcu. Tylko staramy się weryfikować pewne tematy w trakcie jej trwania. Nie urywam kontaktu z mieszkańcami czy wyborcami na żadnym etapie. Jak ktoś przychodzi do mnie, to nie rozgraniczam czy głosował na PiS, każdy mieszkaniec jest ważny, jeśli przychodzi do mnie lub do któregoś z moich kolegów czy koleżanki to znaczy, że potrzebuje pomocy. Nie można zatem stwierdzić, że zna się wszystkie problemy, ponieważ te problemy należy weryfikować, zgodnie z oczekiwaniami na przestrzeni całych czterech lat. Nie można jednoznacznie stwierdzić, że dzisiaj znam te wszystkie problemy, a nie będę tego weryfikować bo być może potrzeby się zmienią za miesiąc, za dwa, za rok.

DP: Jak Pani uważa, co w tej chwili jest największą bolączką tego miasta?
WK: To jest właśnie pytanie do mieszkańców. Myślę, że mieszkańcy przede wszystkim stawiają głównie na zdrowie i bezpieczeństwo, bo to są potrzeby najpilniejsze i najpotrzebniejsze, które musimy zaspokoić. Jeżeli nie mamy zapewnionego bezpieczeństwa czy zdrowia to trudno rozmawiać o rozwoju innych potrzeb. Zdaję sobie sprawę, że jeżeli chodzi o kontrakt z NFZ czy rozwój sieci specjalistów to jest to uzależnione nie tylko od naszych możliwości samorządowych ale również od tego co zaplanuje nam Narodowy Fundusz Zdrowia i jak zakontraktuje poszczególne usługi w danym roku. Ale oczywiście trzeba walczyć o to żeby ten wachlarz usług był coraz większy. W moim przekonaniu, tak jak rozmawiam z mieszkańcami – to są jedne z najważniejszych potrzeb. Mieszkańcy także zwracają mi uwagę na potrzeby inwestycyjne, które są realizowane w najbliższym im obszarze czyli osiedla. Zabiegają o kanalizację, realizację drogi, chodnika, ścieżki rowerowej. I jeżeli rozmawiamy o potrzebach, to jest ich całe mnóstwo. Od tych najpilniejszych i najbardziej przyziemnych, które poprawiają codzienny tryb życia, do tych z najwyższych półek kulturalnych – czyli dostęp do koncertów Orkiestry, czy koncertów, które są organizowane przez Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki. Różnorodność jest duża, w zależności do jakiej grupy osób się trafi. Grupy zawodowe mają swoje potrzeby m.in. nauczyciele, czy lokalni działacze rad osiedli. Jeżeli miałabym to oceniać z punktu widzenia samorządowca to najważniejsze bezpieczeństwo i zapewnienie opieki zdrowotnej.

DP: Jaki jest sposób zatem na podniesienie bezpieczeństwa?
WK: W opinii mieszkańców Straż Miejska nie zapewnia nam do końca bezpieczeństwa. Szczególnie po tych zmianach, które teraz zrobił prezydent czyli zabezpieczenie obiektów, które należą do Urzędu Miasta i jednostek budżetowych poprzez Straż Miejską też jest źle oceniane. Ponieważ strażników miejskich powinniśmy widzieć na ulicach – tam gdzie my jesteśmy – powinni pilnować naszego bezpieczeństwa, a nie powinni siedzieć w urzędach i pilnować budynków. To nie jest statutowe zadanie Straży Miejskiej. Tak na dobrą sprawę jest to wypieranie firm ochroniarskich, które się takimi rzeczami zajmują. Jeżeli pan prezydent nie chce przekazywać środków finansowych na firmy ochroniarskie, to niech zatrudni pracowników na stanowisko dozoru. Natomiast Straż Miejska ma przypisane inne cele i przede wszystkim powinna chronić, i bronić naszego bezpieczeństwa. Mieszkańcy nie są zadowoleni z pracy straży miejskiej.

Mamy bardzo dużą ilość aktów wandalizmu, codziennego zakłócania spokoju – to dotyka nas najczęściej. Oczywiście samorząd płocki ma podpisaną umowę z Policją i przekazujemy środki finansowe na wspólne patrole Policji i Straży Miejskiej, a także na etaty dzielnicowych, tylko że w moim przekonaniu – po wszystkich podsumowaniach – tych patroli jest zdecydowanie za mało. Ludzie nie widzą tych patroli na ulicach. Cały czas zgłaszamy miejsca szczególnie narażone na przestępstwa, których ilość się zwiększa. Radni osiedlowi również zwracają uwagę na takie miejsca gdzie występuje wzmożona przestępczość i należałoby zwrócić na te miejsca szczególną uwagę. Wiadomo, że nie są to miejsca szczególnie eksponowane, są to przeważnie miejsca gdzieś za blokami, garaże, miejsca osłonięte. Na to mieszkańcy zwracają uwagę. Miałam często takie interwencje na ulicy Obrońców Westerplatte obok bloków przy dawnym dworcu PKS. Straż Miejska przyjeżdżała, ciągle były tam pouczenia i sytuacja następnego dnia się powtarzała i było od nowa to samo.

DP: Czy sądzi Pani, że brak poczucia bezpieczeństwa powoduje to, że miasto około godziny 18 – 19 , wyludnia się, zamiera. W innych miastach jest trochę inaczej, odnosi się wrażenie, że te miasta żyją. Natomiast Płock w tych godzinach staje się „martwym” miastem? Jaka jest tego przyczyna – czy właśnie ten brak bezpieczeństwa, a może brak pieniędzy?
WK: To pytanie do naszych włodarzy – ilu mieszańców naprawdę liczy nasze miasto? Statystyki podają, że mamy 121 tysięcy mieszkańców. Według podatku śmieciowego mamy około 90 tysięcy. Fakt jest taki, że spada nam ilość mieszkańców z różnych powodów. Z jednej strony jest to sprawa emigracji, z drugiej migracji, trzecia, że młodzież wyjeżdżając na studia już tu nie wraca. Studiują w ośrodkach uniwersyteckich i wtedy mają szansę na znalezienie dobrej pracy w innych, dużych miastach. W dużej mierze ma na to wpływ praca. Jeżeli chcą założyć rodziny muszą mieć zabezpieczenie finansowe. Czy działania, które podejmuje Urząd Miasta – konferencje, wyjazdy, spotkania biznesowe. przynoszą wymierne efekty? Nie dostrzegamy ich, wiele firm jest likwidowanych, a ilość nowych, tworzących miejsca pracy nie jest duża, dodatkowo w bardzo szybkim tempie spada liczba mieszkańców. Czy te działania, które podejmuje Urząd Miasta Płocka przynoszą oczekiwany efekt? Tak naprawdę nie znam określonego celu przy wydatkowaniu tych środków.

W tym roku planuje się również zorganizowanie konferencji, wyjazdów, przeznacza się środki na biznes. Ale na początku powinny zostać postawione cele. Czy ktoś te cele rozlicza? Bo jeżeli te środki są wydawane nieefektywnie lub nie przynoszą zakładanych celów to trzeba się zastanowić czy tych środków nie powinniśmy wydać na coś innego, żeby przyniosły efekt dla ludzi, którzy tutaj mieszkają lub zachęcić mieszańców z innych miast do powrotu do Płocka, którzy tutaj znajdą swoje miejsce. Takich działań w naszym samorządzie nie widzę. Po prostu – wydajemy, wydajemy, wydajemy, nikt nie analizuje tych efektów, przychodzi nowy rok budżetowy znów wpisujemy te pieniądze do budżetu i coś tam sobie zaplanujemy. W plebiscycie Wzgórza Tumskiego w ubiegłym roku w kategorii Gospodarka – Społeczeństwa – Nauka wygrało otwarcie call center w dawnym budynku Cotexu. Tylko, że wszyscy wiemy na jakich zasadach pracują tam pracownicy – czy jest duża rotacja.

Czy bardziej nie powinniśmy skupić się na szukaniu, zachęcaniu przedsiębiorców, którzy w perspektywie mogliby otworzyć zakład produkcyjny, który generowałby różnego rodzaju miejsca pracy. Wówczas firma mogłaby tu zainwestować kapitał, a tym samym znalazłyby się w nim miejsca pracy w różnych obszarach. Nie tylko administracja ale i produkcja. Potrzebujemy, podkreślam, potrzebujemy takiego zakładu produkcyjnego w naszym mieście. Nie daleko jak w Płońsku mamy olbrzymi zakład produkcyjny, który się rozwija, z którego powinniśmy brać przykład. Powinniśmy się starać, ściągnąć podobny zakład produkcyjny. Nie mówię oczywiście, że miałby być o podobnym charakterze działalności, bo to jest akurat działalność cukiernicza ale mówię o fabryce z prawdziwego zdarzenia, która będzie generowała miejsca pracy i będzie siłą napędową rozwoju. W naszym mieście zakłady pracy niestety są likwidowane, a na ich miejsce nie tworzą się nowe. Nie powinniśmy skupiać się wyłącznie na miejscach pracy w handlu. Potrzebujemy również miejsc pracy w produkcji.

DP: Jeżeli tak jest, że ludzie nie mają gdzie pracować, to skąd zatem ten spadek bezrobocia w naszym mieście, który pokazują wszystkie statystyki? Gdzie ci ludzie zatem pracują?
WK: Najczęściej pracują za granicą. Proszę też zwrócić uwagę na to jak prowadzone są statystyki osób bezrobotnych. Jeżeli ktoś spóźnia się jeden dzień z ewidencją, to jest automatycznie wykreślany ze spisu osób bezrobotnych. W związku z tym mamy rzeczywisty stan bezrobocia i mamy ten statystyczny, który przedstawia nam Miejski Urząd Pracy. I de facto stan bezrobocia jest dużo, dużo większy niż nam go przedstawiają urzędy pracy. I tak jest w całym kraju. Ale wskaźniki, wskaźnikami tylko popatrzmy na realny rynek pracy, który mamy u nas, jeśli pan prezydent chwalił się że spada nam bezrobocie, to gdzie realnie mieszkańcy znajdują pracę? Jeżeli nie mamy tworzonych nowych miejsc pracy. Wróćmy może zatem do ilości mieszkańców. Może w końcu naprawdę ustalmy prawdziwą liczbę mieszkańców Płocka.

DP: Może spis powszechny?
WK: Dokładnie. Może to faktycznie zweryfikowałoby liczbę osób. Podatek śmieciowy jest elementem, który gdzieś tam zweryfikował ilość mieszkańców. Jednak nikt się nad tym dokładnie nie zastanowił i nie zadał pytania – co się tak naprawdę stało, i dlaczego mamy tak małą ilość mieszkańców? Nie możemy przyjąć wersji, że mieszkańcy w takiej ilości oszukują czy kombinują, bo to nie tędy droga. Być może jest jakaś liczba osób nieuczciwych, no ale nie na taką skalę.

DP: Na grudniowej Sesji Rady Miasta Płocka, na której głosowany był budżet, radni klubu Prawa i Sprawiedliwości wstrzymali się od głosu. Oznacza to, że nie byliście przeciwko uchwaleniu budżetu, a jedynie wstrzymaliście się. Jest to różnica. Co Pani sądzi o budżecie miasta Płocka na rok 2017?
WK: Budżet jest bardzo ambitny i zakłada bardzo duże plany inwestycyjne. Patrząc przez pryzmat roku 2016 nie wyszło to najlepiej, bo w 2016 roku – jeśli chodzi o inwestycje – mieliśmy 187 milionów planowanych wydatków na inwestycje, a wydaliśmy około 80 milionów. Czyli nie jest to optymistyczna skala wykonania budżetu, który planowaliśmy. Teraz prezydent założył ponad 200 milionów na inwestycje. Oczywiście cieszę się z tego powodu, że są przeznaczone środki na obwodnicę. Jest to inwestycja oczekiwana od bardzo wielu lat. Nie wiem jak będzie ze środkami na nabrzeże wiślane, bo cały czas czekamy na decyzję urzędu marszałkowskiego. Natomiast czy te pieniądze będą wydane – nie wiem.

Jest wiele zapisów w budżecie, które budzą nasze wątpliwości. Na pewno jednym z nich jest, ten irracjonalny dla nas jako radnych PiS, pomysł zlikwidowania wszystkich jednostek budżetowych o charakterze sportowym i utworzenie z nich spółki prawa handlowego. Podjęto decyzję, pracownicy patrzą na to z wielką obawą. W tej chwili zgłosili się do mnie państwo, w sprawie najemców, którzy korzystali z powierzchni, w ramach tych jednostek budżetowych i jest jakiś problem. Nie wiem też, jak będą wyglądały ceny biletów jeśli chodzi o użytkowanie pływalni, stadionu czy innych obiektów sportowych. Na komisji rewizyjnej poprosiłam o analizę wszystkich obiektów sportowych. Poprosiłam o takie dane – ile osób korzystało z tych obiektów i jakie były ceny biletów na przestrzeni lat – od 2013 roku. I np. Podolanka w latach 2015 – 2016. Bilety w 2015 roku kosztował 6 zł na pływalnię, a w 2016 roku już 10 zł. W budżecie wszystko się zgadza. Mamy wzrost dochodów ogólnych jeżeli chodzi o MZOS i wydawałoby się, że wszystko jest w porządku. Chwalą się przychodami i wzrostem dochodów ze sprzedaży biletów. No ale co się dzieje? Popatrzmy na ilość sprzedanych biletów. W stosunku do 2015 roku w roku 2016 sprzedano o ponad 15 tysięcy mniej biletów. Wniosek jest jeden – mniej osób korzysta z tego obiektu. Podwyższono cenę ale patrzmy też na ilość osób, które korzystają z obiektu.

Czy my się nie zamykamy na mieszkańców? W moim przekonaniu i również moich klubowych kolegów, zadaniem samorządu jest to, aby przede wszystkim jak największa ilość mieszkańców korzystała z tych obiektów. Jak można zapewniać o rozwijaniu kondycji fizycznej, czy wpływie na zdrowie płocczan? My przede wszystkim powinniśmy zachęcać do uprawiania różnych form sportu. A tymczasem z analiz wynika, że jednak mniej osób korzysta z obiektów sportowych. Niestety nikt tego nie analizuje. Na komisji rewizyjnej, podczas której omawialiśmy materiał był obecny pan dyrektor Czwartek i zapytałam czy ktoś analizował te dane, czy ktoś zastanowił się, czy nie powinno być jakiejś ingerencji ze strony Urzędu Miasta, jeśli chodzi o tak duży spadek osób korzystających z obiektów sportowych. Z rozbrajającą szczerością pan dyrektor przyznał wtedy, że nikt tego nie analizował. Są więc takie tematy, które w moim przekonaniu dyskredytują te działania, które wprowadza prezydent czy też osoby, które są przez niego upoważnione.

To nie tylko pieniądz, nie patrzmy tylko przez pryzmat dochodów – tylko, w tym wszystkim są jeszcze ludzie. Trzeba patrzeć na ten aspekt ludzki. Po pierwsze, czy jest kogoś na to stać, czy nie powinniśmy zastosować innych metod. Nawet wziąć pod uwagę to, aby obniżyć ceny biletów, bo zwiększy się ilość osób korzystających z obiektu, i przychody z tego tytułu nie zmniejszą się. Idźmy na większą ilość, a nie na podwyższanie cen biletów. W ten sposób moglibyśmy zachęcić większą ilość mieszańców do korzystania z obiektów sportowych. To tak samo jak z wprowadzeniem Płatnej Strefy Parkowania. Zgodzę się, że są różne opinie. Ale wsłuchajmy się też w głos kupców, którzy mówią o swoich obawach. Wracając do obumierania miasta, to jest właśnie ten efekt, że wymiera handel, czy lokale gastronomiczne właśnie w obszarze Starego Miasta.

DP: A co Pani myśli o zadłużeniu miasta Płocka?
WK: Wielokrotnie już wyrażałam swoją opinię na ten temat. To jest przerażające. Te statystyki, które były przekazywane przez nasze lokalne media, mówiące o wielkości zadłużenia miasta w odniesieniu do innych miast bądź w przeliczeniu na jednego mieszkańca, są zatrważające. Zajmujemy miejsce na pudle, czyli trzecie w kraju, jeśli chodzi o jednego mieszkańca. Zajmujemy piątą lokatę jeśli chodzi o zadłużenie wśród innych miast. Pan skarbnik oczywiście będzie nas uspokajał, że jest tak dobrze. Tylko proszę mi powiedzieć, dlaczego po roku 2020 planujemy minimalne zaangażowanie środków inwestycyjnych? Pan prezydent oczywiście chce pokazać do roku 2018 te inwestycje, które będą realizowane kredyt – powiedzmy sobie szczerze. Zaangażowanie środków z samego budżetu, nie jest na dużym poziomie. Nie pamiętam w tej chwili dokładnie, ale jest to około 40 milinów – jeśli chodzi o środki z budżetu miasta. Te 200 milionów na inwestycje to w dużej mierze środki zewnętrzne. Oczywiście wkład własny samorządu musi być w ramach planowanych zadań z dofinansowania środków zewnętrznych.

Żaden samorządowiec, a tym bardziej prezydent nie może myśleć tylko i wyłącznie o jednej kadencji i dalej nic mnie nie obchodzi, np. co będzie po 2018 roku. Trzeba myśleć perspektywicznie. Nie można spowodować sytuacji zablokowania finansowo miasto na następne kadencje, aby nie było możliwości wykonania żadnego ruchu finansowego. Obligują nas do tego m.in. wskaźniki, na co już w ubiegłym roku zwracała uwagę Regionalna Izba Obrachunkowa. Teraz budżet miasta zwiększył dochody o ok. 55 milionów, ponieważ wpływają środki z budżetu państwa na program 500 Plus – czyli ten wskaźnik został podreperowany. Ale RIO w 2015 roku, kiedy przyjmowaliśmy budżet, zwracała uwagę na to, że mamy wskaźnik na granicy. Czyli to nie jest tak, że my się martwimy o cztery lata ale powinniśmy myśleć o następnych kadencjach. Nie ważne kto będzie kierował samorządem w kolejnych latach, chodzi o samorząd, chodzi o dalsze bezpieczne funkcjonowanie. Wydatki bieżące, które związane są z funkcjonowaniem samorządu pochłaniają gro środków, szczególnie jeśli chodzi o oświatę. W zakresie służby zdrowia nie mamy zaproponowanego rozwiązania, jeżeli chodzi o nasz szpital św. Trójcy. Co będzie dalej, jakie widzimy plany na rozwój tego szpitala? W 2013 roku, prezydent podpisał list intencyjny w sprawie budowy nowego szpitala za 100 – 120 milionów, taka kwota została podana do publicznej wiadomości. Decyzja w dużej mierze była oparta na rozporządzeniu ministra zdrowia, które określało nowe standardy funkcjonowania budynków szpitali.

W 2015 roku skierowaliśmy projekt do ministerstwa, który mówił o rozbudowie szpitala św. Trójcy w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Wedle informacji, którą uzyskaliśmy w ubiegłym roku od pana Jacka Terebusa miasto się z tego wycofało, ponieważ nie widziało szans jeśli chodzi udział samorządu w tym całym projekcie czyli generalnie więcej zyskiwał na tym partner prywatny niż my jako miasto. Czyli wydaliśmy pieniądze na projekt i sami się z tego wycofaliśmy. I nie usłyszałam co dalej. Chodzi mi o to aby szpitale nie konkurowały ze sobą. Tylko jaka jest przyszłość szpitala św. Trójcy? Czy będziemy się specjalizować w konkretnej dziedzinie? Czy mamy plan na rozbudowę? A jeśli mamy to skąd środki na ten cel? Kolejnym dylematem jest budowa nowego stadionu. Pan prezydent złożył obietnicę kibicom. Została już opracowana koncepcja nowego stadionu. Koszt budowy nowego stadionu to kwota ok. 100 milionów złotych. Nie usłyszeliśmy koncepcji finansowej realizacji tego przedsięwzięcia.

Do ogólnego zadłużenia miasta trzeba doliczyć jeszcze zadłużenie spółek. Nie wiem jakie ono jest, bo jeszcze nie analizowaliśmy tego. Podejrzewam jednak, że może być wyższe niż w ubiegłym roku. W roku ubiegłym było na poziomie 170 milionów. Do tego dochodzi nam potężny kredyt, który mamy na budowę stadionu zapewne ok.100 milionów złotych. Kto dźwignie odpowiedzialność spłaty tego kredytu. Dziś skarbnik mówi, że ratingi są dobre, wszystko jest dobrze, ale co będzie za 6 – 8 czy 10 lat?

DP: Wrócimy do tematu służby zdrowia, proszę mi powiedzieć, co Pani myśli na temat Płockiego Projektu Onkologicznego, z którym kilka dni temu wyszła Okręgowa Izba Lekarska?
WK: Rozumiem intencje pana prezesa Waneckiego, że chciał dobrze. Ale tak jak rozmawialiśmy w kuluarach i co było podnoszone na tym spotkaniu w OIL, że w projekt muszą być zaangażowani specjaliści, a nie nie politycy, nie samorządowcy, nie osoby, które chciałby pomóc, ale tylko o tym mówią. Nam potrzeba prawdziwych fachowców w danej dziedzinie, w tych obszarach, które prezes podczas spotkania wymienił, które miałyby wypracować konkretny cel. Po pierwsze dochodząc do tego co chcemy osiągnąć, bo de facto, nie zostało to skonkretyzowane. Jedyny konkret jaki usłyszałam na spotkaniu w OIL to była wypowiedź dyrektora szpitala wojewódzkiego, Stanisława Kwiatkowskiego. Podawał konkretne daty, że 1 stycznia 2019 roku może zacząć funkcjonować ośrodek radioterapii. I jest to jakiś cel.

Mieszańcy chcą z prawdziwego zdarzenia oddziału onkologicznego w naszym mieście i tu też jest kwestia, którą należałoby skierować do lekarzy. Czy mamy w ogóle zasób kadrowy specjalistów w dziedzinie onkologii, którzy skutecznie by leczyli, a pacjenci nabraliby zaufania do lekarzy. Ważna rzeczą jest nabranie zaufania do placówki i do lekarzy, a zaufania nie budują maszyny i ściany tylko ludzie. Jeżeli mieszkańcy nie będą mieli zaufania do lekarzy, których będzie zatrudniała dana placówka – nie ważne czy to szpital św. Trójcy czy szpital wojewódzki, to tam nie będzie pacjentów, tam nie będzie kontraktów z NFZ. Natomiast to co powiedział dyrektor Kwiatkowski oczywiście jest najbardziej konkretnym planem do osiągnięcia celu.

DP: Poparłaby Pani pomysł dyrektora Kwiatkowskiego?
WK: Tak, oczywiście. Jak najbardziej. Pan dyrektor z takim trochę żalem wspominał o tym, że dwa lata temu nikt mu nie pomógł w jego działaniach, a teraz prosi o pomoc. Najważniejszy w tej sytuacji wydaje się kontrakt z NFZ – etem i w tym zakresie przede wszystkim należy wspierać działania na rzecz powstania radioterapii w naszym mieście. Pamiętam te rozmowy sprzed dwóch lat, kiedy to partner prywatny wycofał się z tego powodu, że nie dostał gwarancji z NFZ.

DP: Czy nie uważa Pani, że obecnie rządzący – jeśli chodzi o oświatę, nie za wieloma obowiązkami obarczają samorządy? Mieliśmy przykład sześciolatków, którym należało przygotować miejsca w przedszkolach, teraz idzie reforma oświaty i zmiany związane z likwidacją gimnazjów. Znowu obowiązki spadają na samorządy.
WK: Jak mówimy o 6-latkach to rządzący nie słuchali tego co mówią ludzie, mieszkańcy Płocka czy Polacy, którzy wyraźnie stwierdzili, że 6-latki nie powinny iść do pierwszej klasy. Zebrano około 2 milionów podpisów. To, że wróciliśmy do stanu rzeczy sprzed roku czyli, że nie ma obowiązku szkolnego dla 6-latków jest bardzo dobre. Przynajmniej w moim przekonaniu, bo jest to odpowiedź na prośbę, wołanie – przede wszystkim rodziców. Myślę, że niektóre samorządy znalazły sobie takie słowo wytrych, że jak 6 – latki pójdą do szkoły to nie musimy im zapewnić miejsca w przedszkolach. Jak przyszedł początek poprzedniego roku, to z wypowiedzi prezydenta Siemiątkowskiego wynikało, że – teraz będzie problem, bo 3 – latki nie będą miały miejsca w przedszkolu. Ale co się stało? Był to jedynie wielki szum na samym początku. A w konsekwencji dzieci jednak mają miejsca. Zrobiono szum, zamieszanie, wprowadzono nerwową atmosferę, a potem jest cisza. Tak się nie powinno współpracować z mieszkańcami.

Jeżeli chodzi o reformę oświaty. Apelowałam wielokrotnie do naszych władz samorządu, żeby nie traktować tego politycznie. Wszyscy mamy na ustach frazesy i mówimy, że robimy coś dla dobra uczniów, dla dobra rodziców itd. Ale robimy to w ten sposób, aby pokazać – zobaczcie jacy ci rządzący są nie dobrzy. Jeżeli rzeczywiście nam zależy, aby dzieciom i młodzieży dobrze zorganizować ten etap edukacji, poprzez podstawówkę, a później poprzez szkoły zawodowe i licealne no to starajmy się dołożyć wszelkich sił, żeby umieć tę reformę wprowadzić w życie spokojnie. W tej chwili ten nowy podział obwodów, którym został zaprezentowany na okrągłym stole edukacyjnym, w dużej mierze rozwiązuje problem. Podczas spotkania w przedszkolu na ulicy Kossobudzkiego pan prezydent straszył, że część nauczycieli straci pracę. Teraz powiedział, że tak dobrze zorganizowaliśmy połączenie gimnazjów z podstawówkami, i że żadna kadra nauczycielska z tych placówek wokół przedszkola nie straci pracy.

Oczywiście problem przedszkola na Kossobudzkiego nie jest jeszcze rozwiązany. Rodzice proszą aby budować przedszkole na tym miejscu, na którym ono teraz funkcjonuje i żeby tych dzieci nie przenosić do gimnazjum nr 5. Nie widzę trochę zasadności, które w tym obszarze chce wprowadzić płocki samorząd. Rodzice na tym spotkaniu zwracali uwagę na to, że dzieci w szkole podstawowej nr 3 już się nie mieszczą, jest ciasno. Czyli jak dołożymy teraz jeszcze dzieci z gimnazjum nr 5 do szkoły nr 3, skoro gimnazjum nr 5 jest większe i lepiej przystosowane. Nie wchodzi w grę żadna zmianowość nauki, w każdym przypadku kiedy dowiem się o tym, że system zmianowy ma być wprowadzony, będę walczyła o jej zniesienie. W tym wszystkim potrzebny jest zatem zdrowy rozsądek i nie działanie sobie na złość. Powiedzmy sobie szczerze – ilość dzieci nam nie zniknie, zmieni się jedynie organizacja.

DP: Podsumowując rok 2016, niech Pani postara się wymienić trzy rzeczy dobre, który wydarzyły się w mieście i trzy zdecydowanie złe. Tak na szybko…
WK: Zacznę od tych dobrych, chociaż będzie ciężko. Pierwszą to fakt awansowania Wisły Płock do ekstraklasy, następną rzeczą jest budowa przedszkoli, trzecią jest wydarzenie związane z jubileuszem Harcerskiego Zespołu Pieśni i Tańca Dzieci Płocka – jest to nasza duma, że przez tyle pokoleń udaje się z sukcesem prowadzić Zespół . Jeżeli chodzi o złe, no to nie będę oryginalna – Płatna Strefa Parkowania, uważam także, że rok 2016 był nacechowany konfliktami społecznymi, które zupełnie nie były potrzebne, a były podgrzewane i inspirowane przez urząd miasta. Tak jak sprawa przedszkola nr 3, z jednej strony jest negatyw, a z drugiej pozytyw, że rodzice potrafili się tak zjednoczyć i zmobilizować. Czuli potrzebę walki o to przedszkole, że pokazali ogromną siłę. Jednak jest to element, który zupełnie nie powinien się wydarzyć. Były zaplanowane środki finansowe na jego realizację, był projekt, była umowa z wykonawcą i po prostu miasto nie wpuściło wykonawcy na plac budowy. To były zupełnie niepotrzebnie podgrzewane emocje. No i trzecie to umowa z Simensem, która niepotrzebnie została wprowadzona w życie.

DP: Czy Wioletta Kulpa widzi się na fotelu prezydenta miasta Płocka?
WK: Nie odpowiem na to pytanie. Wielokrotnie jak ktoś zadaje mi podobne pytanie, odpowiadam, że bardziej się czuję samorządowcem niż politykiem. Zależy mi na tym mieście i nie ukrywam, że poświęcam mnóstwo czasu na pracę dla Płocka. Oczywiście zupełnie nie żałuję swojego czasu, który poświęcam na rzecz samorządu, bo to lubię. Lubię rozmowy, lubię rozwiązywać problemy, o ile oczywiście da się je rozwiązać. Lubię radość na twarzy ludzi , gdy udaje się problem rozwiązać. W pewnym sensie udaje mi się to robić w obecnej pracy zawodowej, realizując pewne projekty i współpracując z różnymi stowarzyszeniami i organizacjami. Nie ukrywam, żyję samorządem.

DP: Z którym z radnych miasta Płocka najlepiej Pani się współpracuje?
WK: Mam ogromny szacunek do pana Tomasz Korgi, za całokształt jego działalności, a przede wszystkim za pracę na rzecz Hospicjum, którą wykonuje od lat. Podziwiam go za duże zaangażowanie. Bardzo dobrze współpracuje mi się z nowymi radnymi, którzy w tej kadencji weszli do Rady – Andrzej Aleksandrowicz, Adam Modliborski, ale również z doświadczonymi. Zresztą o każdym radnym można powiedzieć dobre słowo, bo starają się na rzecz swoich osiedli wiele spraw załatwiać. Trudno jest wyróżniać konkretnego radnego, ale jeżeli już to właśnie pan Tomasz Korga, do którego żywię niezwykły szacunek.

DP: Na jakim filmie ostatnio była Pani w kinie?
WK: Na „Wołyniu”.

DP: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Z Wiolettą Kulpą rozmawiała Lena Rowicka.