Mój pierwszy raz. Wojtek Bógdał: Trzymam cię kolanami [FOTO]

image_pdfimage_print

Jest bardzo młody, a na jego kartach życia już widnieje napis… Mistrz Świata. Oczywiście to nie jedyny tytuł, który zdobył, jednak ten uważa za swój największy sukces. Kiedy na gali Tygodnika Płockiego, wyczytano jego imię i nazwisko, jako nominowanego do nagrody głównej w kategorii „Sport”, siedząca koło mnie Jola Marciniak, dziennikarka sportowa „TP”, powiedziała – Widzisz, Wojtuś taki młodziutki, a tyle ma już na swoim koncie, po prostu tylko podziwiać.

Wojciech Bógdał jest absolwentem płockiej Jagiellonki. W tej chwili studiuje na Politechnice Warszawskiej. Z ważniejszych nagród, które zdobył w swojej dyscyplinie to złoty medal na I Slalomowych Motoparalotniowych Mistrzostwach Europy w Couhé we Francji oraz tytuł indywidualnego Mistrza Świata w rozgrywanych w Legnicy II Motoparalotniowych Slalomowych Mistrzostwach Świata, w klasie wózków jednoosobowych.

Pod dyktando… jasnowidza

Korzystając z okazji naszego spotkania w piątkowy wieczór w Domu Technika, postanowiłam ze sportowcem porozmawiać o jego pierwszych…”razach”. Wojtek jest bardzo skromny i niezwykle grzeczny, wydaje się, że aż za grzeczny jak na tak młodego człowieka. Zapytałam go zatem czy pamięta pierwszą rzecz, którą zrobił wbrew woli rodziców?

– Wolałbym na to pytanie nie odpowiadać – śmiał się – lepiej żeby się o tym nie dowiedzieli – skończył zdanie z tajemniczym uśmiechem na ustach i błyskiem w oku. Nie drążyłam zatem tematu, żeby nie wprowadzać mojego rozmówcy w zakłopotanie. W takim razie zapytałam z kompletnie innej beczki: Jak zarobiłeś swoje pierwsze pieniądze?

– Zabawna sytuacja. Moje pierwsze pieniądze zarobiłem… latając. Wziąłem udział w poszukiwaniach skradzionej koparki. Latałem w kilku miejscach i rozglądałem się, czy nie stoi gdzieś na podwórku lub w krzakach. Najlepsze było to, że właściciel koparki poprosił o pomoc wróżbitę. Zadawał pytania magowi przez telefon i przekazywał mi przez radio. „a gdzie to jest? Po prawej czy po lewej stronie ulicy? W lesie? Czy na podwórku! Wróżbita mu tłumaczył, a ja leciałem gdzie wskazali – głośno śmiał się bohater rozmowy. – Oczywiście znalazłem kilka koparek, ale nie tą, której szukaliśmy. Rozumiem też postawę właściciela, który wyszedł z założenia, że jeśli ma się szukać zupełnie po omacku, to lepiej skontaktować się z jasnowidzem, a może pomoże… Taka sytuacja… – Wojtek uśmiechał się z niedowierzaniem, że miało to miejsce.

Lot pełen grozy z…Tuwimem

Skoro już o lataniu mowa. Poprosiłam aby Mistrz Świata dokończył zdanie: Mój pierwszy lot motoparalotnią był…- Wstrząsający – odpowiedział bez zastanowienia. – Tata ruszył w Polskę kupić skrzydło tandemowe, a wrócił z całym zestawem, wlokąc na haku ogromny wózek motoparalotniowy, aaaa kupił bo to okazja była… cenowa. Silnik znakomity, natomiast wózek przypominał wychodek za stodołą, na dodatek ciężki jak kowadło, zespawany z czarnej stali. Tata dokonał oblotu, wszystko było ok. Widział mój głodny wzrok. „Lecimy?” zapytał. Oczywiście!

Kiedy zaczęliśmy kołować okazało się, że moja masa to już troszkę za dużo dla tego zestawu. Oderwaliśmy się na samym końcu łąki, tuż przed rowem melioracyjnym, a później zaczęliśmy się z mozołem wznosić, oj ledwo, ledwo, a przed nami drzewa… w całym tym łomocie silnika i śmigła docierały do mnie jakieś brzydkie słowa taty. Ale jakoś wyrzeźbił między gałęziami. Później było już pięknie… Jak u Tuwima – opowiedział obrazowo o locie i tacie, Darku Bógdale, który jak wiemy, że oprócz latania jego pasją jest także fotografia z nieba. Czy syn również fotografuje i czy był taki pierwszy lot fotograficzny?

– Pojechaliśmy z tatą na ujście Wisły fotografować foki. Tata skonstruował wózek dla operatora… bez ram, żeby nic w kadr nie „wchodziło”. Siedziałem z przodu z aparatem w miękkiej uprzęży na wąskim siedzeniu, które kiwało się na boki. Kiedy wziąłem aparat do obu rąk, aby utrzymać równowagę, musiałem zapleść nogi pod siedzeniem. To tak jakbym siedział na gałęzi, nie mogąc się niczego złapać. Krzyczałem do taty, że się boje! A on „nie marudź! rób zdjęcia! trzymam Cię kolanami!” – śmiał się wspominając fotograficzną przygodę. – Teraz Pani rozumie, dlaczego odnoszę sukcesy w tej dyscyplinie sportu. Po takiej szkole niektóre konkurencje na zawodach , to bułka z masłem – dodawał z uśmiechem.

Kółka od taczek z…Irakiem w tle

A właśnie, a pierwsze zdobyte „trofeum” w Twojej dziedzinie sportowej. Jak wspominasz ten moment? – Na moje pierwsze zawody pojechaliśmy do Pisza. Byliśmy tam nowi, bo tata nigdy nie brał udziału w zawodach, ponieważ każdą lotną godzinę wykorzystywał na latanie komercyjne. Pamiętali go tylko najstarsi kadrowicze.

Zawodnicy z uśmiechem politowania patrzyli na mój wózek, który był dość ciężki, ale bezpieczny, na kółkach od taczek ze wzmacnianymi oponami. Taki sprzęt był konieczny do latania zarobkowego, bo czasami trzeba startować z miejsc, z których normalnie startować się nie powinno. Właściciele „wypasionych” wózków na kołach od BMXów, troszkę się podśmiewali z mojego sprzętu, robiąc sobie przy nim zdjęcia. Tak było do wieczora, do momentu ogłoszenia wyników, kiedy okazało się, że wygrałem pokonując trzech zawodników kadry narodowej – opowiedział z dumą w głosie.

Wiem, że mój rozmówca często wyjeżdża poza granice kraju. Jak wspomina swój pierwszy zagraniczny wyjazd? – To był Irak. Wspaniała przygoda, trochę z dreszczykiem emocji, bo poruszaliśmy się po kraju w asyście antyterrorystów, ale latając nad All Hillach, miastem porównywalnym do naszego Trójmiasta nic nas nie chroniło przed przypadkową kulką… a wiadomo, że broń jest tam dostępna.

Byliśmy tam w kwietniu, a w czerwcu zaczęła się wojna z ISIS. Jednak loty nad kolebką cywilizacji Babilonem, rzeką Tygrys, wiszącymi ogrodami Semiramidy, to przygoda o jakiej nie zapomnę do końca życia. Doświadczyliśmy dużo dobrego od Irakijczyków. Oczywiście inna kultura, byli nami bardzo zaciekawieni, ale też bardzo otwarci. Mimo pewnych zagrożeń, ciekawe doświadczenie, choć wracając do Polski mieliśmy tę radość, że wracamy do naszego pięknego kraju, pełnego zieleni i pokoju. Irakijczycy tego powiedzieć nie mogli.. smutne – podsumował Wojtek swoją opowieść.

Czy masz jakieś marzenie, które przeżyłbyś pierwszy raz? Uśmiech pojawił się na twarzy młodziutkiego sportowca. Chwilkę się zastanowił. – Moim marzeniem jest żyć z latania. Bo ten kto robi to co lubi, nigdy nie pracuje…- wprawił mnie w osłupienie swoją mądrą i dojrzałą odpowiedzią.

Fot. Archiwum prywatne Wojtka Bógdała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*