Giorgi Merebashvili piłkarzem rundy jesiennej. Zdeklasował innych zawodników Wisły

Dość blado przy Giorgi Merebashvili wypadli zawodnicy Wisły Płock w głosowaniu na najlepszego piłkarza rundy jesiennej sezonu 2017/2018. Aż 65 proc. uczestników głosowania postanowiło oddać na zwycięzcę swój głos. Tym samym zdeklasował innych płockich piłkarzy.

Wisła Płock 4 stycznia 2018 roku zaprosiła kibiców do wzięcia udziału w głosowaniu na najlepszego jesienią 2017 roku piłkarza rodzimego klubu. W pierwszej tegorocznej edycji plebiscytu zwyciężył Giorgi Merebashvili!

Wybór piłkarza rundy jesiennej sezonu 2017/2018 nie należał to najłatwiejszych. Waszym zdaniem zwycięzcą okazał się jednak Mereba. 31-letni skrzydłowy jesienią 2017 roku zagrał w 21 meczach, w których zdobył trzy bramki i zanotował cztery asysty. Dobra gra Gruzina spowodowała, że Wisła Płock już pod koniec października postanowiła przedłużyć kontrakt z doświadczonym pomocnikiem do 30 czerwca 2019 roku. Dzięki temu kibice Nafciarzy w dalszym ciągu będą mogli cieszyć się jego grą. 

Wyniki głosowania na piłkarza jesieni 2017:
1. Giorgi Merebashvili – 65 proc. głosów
2. Nico Varela i Damian Szymański – po proc. głosów
4. José Kanté Martínez – 5 proc. głosów
5. Seweryn Kiełpin, Cezary Stefańczyk, Dominik Furman, Kamil Biliński, Semir Štilic, Przemysław Szymiński – 1,5 proc. głosów

Tym samym Mereba dołączył do innych jesiennych triumfatorów, którymi w ostatnich latach byli: Bartłomiej Sielewski, Krzysztof Janus, Fabian Hiszpański, Arkadiusz Reca czy Dominik Furman.

Fot. Wisła Płock




Coraz więcej płockich sportowców wspiera WOŚP

Powiększa się grono tegorocznych darczyńców Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wśród płockich sportowców.

Kolejnym, który dołączył to grona wspomagających ten szczytny cel jest Piotr Maślanka – doskonale znany czytelnikom wieloletni zawodnik kickboxingu i taekwondo oraz jednocześnie trener klubu LKS ”Puncher” Płock. Piotr przeznaczył dla WOŚP dwie ciekawe i niepowtarzalne pamiątki sportowe. Są to: oryginalna koszulka t-shirt z Mistrzostw Polski Taekwondo zorganizowanych w Skawinie w roku 2006. Jak nadmienił jest to pamiątka z jego pierwszego startu w zawodach taekwondo.

Druga z pamiątek to duże zdjęcie oprawione w efektowną ramkę i passe-partout, przedstawiające ubranego w dres reprezentacji narodowej z zawieszonym na szyi złotym medalem Mistrzostw Europy w Taekwondo International, które odbyły się w Cork w Irlandii w 2008 roku. Jak się dowiedzieliśmy, ta mająca już 10 lat fotografia, ma swoją historię –  przedstawia pierwszego w historii Płocka – jak dotychczas jedynego, złotego medalistę Mistrzostw Europy w dyscyplinie taekwondo w kategorii wiekowej seniorów.

Obydwie pamiątki zawierają autentyczne autografy darczyńcy co podkreśla ich wyjątkowość. Dla zainteresowanych ewentualnym wzięciem udziału w licytacji informujemy, że obydwie pamiątki są wystawione do licytacji przez płocki sztab WOŚP na aukcjach allegro do których linki zamieszczamy poniżej.

http://aukcje.wosp.org.pl/piotr-maslanka-koszulka-z-autografem-i5945662

http://aukcje.wosp.org.pl/piotr-maslanka-zdjecie-z-autografem-i5945782

Piotr gorąco zachęca innych sportowców, i nie tylko, do otwarcia się na pomoc WOŚP i wsparcie tej szczytnej idei.

 




Jacek Jasion radzi. Zasady walki

Od wielu już lat sporty walki cieszą się ogromną popularnością. W Polsce szczególnie dużo osób interesuje się boksem zawodowym, walkami w ramach mieszanych sztuk walki, natomiast relatywnie w odniesieniu do takich odmian sportów walki jak judo, karate czy kich-boxing ta popularność nie jest ogromna. Imprezy mają swoją wierną widownię, ale wciąż nie na taką skalę jak w wieku innych krajach.

Czy powodem jest mała znajomość tych form walki lub też mniejsza ich „widowiskowość”? Oczywiście trudniej ogląda się tradycyjne szkoły walki aniżeli bardzo widowiskowy boks czy walki w klatce, gdyż te tradycyjne szkoły wymagają również umiejętności i wiedzy w zakresie zasad walki jak i punktacji sędziowskiej.

Postaram się w miarę krótkim opisie przybliżyć kilka istotnych faktów i informacji. Wedle definicji książkowej kick-boxing to dyscyplina sportowa (sport walki), w której walczy się przy pomocy pięści jak i przy pomocy nóg – stosując kopnięcia. W zasadzie do zadawania ciosów rękoma używa się określenia ciosy bokserskie, choć nie jest to jedyna prawda. Sport ten wszechstronnie rozwija u trenującego umiejętności fizyczne takie jak: siła, szybkość, wytrzymałość, gibkość, poczucie rytmu (choć to nie oznacza, że można być również zwinnym tancerzem). Dodatkowo rozwija cechy psychiczne m.in.: panowanie nad stresem, poczucie własnej wartości, czy pewność siebie ale również umiejętność taktycznego i strategicznego rozplanowania walki.

Najprościej ujmując słowo kick oznacza po angielsku “kopnięcie” lub “kopać”, a boxing oznacza “boks”. Stąd też przyjęła się w świecie ta bardzo skrótowa nazwa, stosowana w większości krajów, zwykle dostosowana fonetycznie i ortograficznie do danego języka, określając w ten sposób ogół dyscyplin sportowych, w których walczy się głównie za pomocą kopnięć oraz ciosów bokserskich (jedynie we Francji w tym znaczeniu używa się określenia boxe pieds-poings). Jak wspomniałem jest to jednak duże uproszczenie, gdyż boks tajski, chińskie sanshou, savate, boks birmański, a także niektóre odmiany taekwondo (głównie ITF) i karate, mimo że jest między nimi wiele podobieństw z kick-boxingiem, , są jednak odrębnymi sportami walki.

Historycznie określenie “kick-boxing” odnosi się do dyscyplin rozwiniętych przez Japończyków (kick-boxing japoński) i przez Amerykanów (kick-boxing amerykański) w latach 60. i 70. XX wieku. Na określenie amerykańskiego kick-boxingu używa się też nazwy full-contact karate lub w skrócie “full contact”. W początkowym okresie rozwoju kick-boxingu istniały właściwie te dwa nurty tego sportu: japoński i amerykański.

Kick-boxing japoński
Japońska forma kick-boxingu powstała z połączenia technik boksu tajskiego i karate. Rozwijała się od drugiej połowy lat 60., kiedy to promotor bokserski Osamu Noguchi, zainspirowany walkami widzianymi w Tajlandii, postanowił zaszczepić boks tajski w Japonii. Do Japonii przybyło z Tajlandii trzech tajskich bokserów, aby stanąć do walki przeciwko trzem karatekom ze szkoły Oyamy (którą później nazwano Kyokushin). Japończycy wygrali wówczas 2 z 3 walk. Przy okazji Noguchi i Kenji Kurosaki (obaj instruktorzy Kyokushin) przestudiowali boks tajski i opracowali nowy sport, łączący obie sztuki walki, który Noguchi nazwał “kick-boxingiem”. Początkowo dozwolone były kopnięcia, uderzenia pięściami, kolanem, łokciem, rzuty z judo, a także właściwe dla karate ciosy głową, jednak z czasem te dwie ostatnie techniki zabroniono.

Kick-boxing wkrótce stał się bardzo popularny w Japonii, był transmitowany w telewizji, a Tadashi Sawamura został jedną z największych gwiazd tej dyscypliny. Kiedy zakończył swą karierę, popularność kick-boxingu w Japonii zaczęła jednak maleć. Dopiero wraz z założeniem organizacji K-1 w 1993 roku, nastąpił renesans tego sportu.

Kick-boxing amerykański
W połowie lat 70. XX wieku amerykańscy karatecy, ograniczeni zasadami walki nakazującymi podczas zawodów zadawanie ciosów z ograniczoną siłą, poszukiwali systemu walk, w którym mogliby zadawać ciosy z pełną siłą, a tym samym uczynić rywalizację bardziej zbliżoną do realnej walki. Tak powstało karate full-contact gdzie dopuszczalne były uderzenia pięścią oraz kopnięcia w głowę, a najbardziej wymiernym i pożądanym pożądanym zakończeniem walki był nokaut przeciwnika. Zawodnicy wzorem bokserów zakładali rękawice. Poczatkowo pojedynki odbywały się na typowych dla karate matach i nie obowiązywał podział na kategorie wagowe. Z czasem jednak standardem stał się ring bokserski oraz wprowadzono limity wagowe. Największe gwiazdy pierwszej generacji kick-boxerów to Bill Wallace, Benny Urquidez oraz Joe Lewis.

Formuły
Walki rozgrywane są w oparciu o różnorodne regulaminy (jest kilka federacji Kick-boxingu o czym innym razem) ale możemy wyróżnić kilka najbardziej charakterystycznych formuł:
– full contact, gdzie dopuszczalne są wszystkie techniki nożne i bokserskie powyżej pasa, z minimalną liczbą 8 kopnięć podczas rundy, jeśli zawodnik nie zada 8 kopnięć traci 1 punkt; nie wolno kopać kolanem ani uderzać łokciem; walka odbywa się na ringu bokserskim i standardowo trwa 3×2 min.
– low kick: dozwolone są wszystkie techniki bokserskie oraz kopnięcia do wysokości głowy, nie ma minimalnej liczby kopnięć na minutę, nie wolno kopać kolanem ani uderzać łokciem; walka odbywa się na ringu i standardowo trwa 3×2 min.
– K-1: formuła wprowadzona i spopularyzowana przez japońską organizację K-1, dozwolone są wszelkie techniki bokserskie, obrotowe uderzenia pięścią, kopnięcia oraz ciosy kolanami, bez względu na wysokość; nie wolno uderzać łokciem; walka odbywa się na ringu i standardowo trwa 3×3 lub 5×3 min.
– thai boeing – jest to złagodzona wersja tradycyjnego muay thai; dozwolone są wszelkie techniki bokserskie, obrotowe uderzenia pięścią, kopnięcia oraz ciosy kolanami, bez względu na wysokość zadawanych ciosów, a także rzuty, podcięcia i walka w klinczu; nie wolno uderzać łokciem; walka odbywa się na ringu i trwa zwykle 5 rund po 3 minuty
semi contact – formuła nastawiona głównie na szybkość zawodników; walka jest przerywana i punktowana po każdym czystym trafieniu przeciwnika; dozwolona jest ograniczona siła uderzeń; walka odbywa się na tatami, wyjątkowo na ringu i standardowo trwa 3×2 min.
– light contact – to forma walki ciągłej w której zawodnicy muszą wykazać się umiejętnością walki technicznej; walka odbywa się na ringu, parkiecie lub tatami, standardowo trwa 3×2 min.
– light kick: forma walki ciągłej z kopnięciami od uda w górę oraz ograniczoną siłą uderzeń; walka odbywa się na ringu, parkiecie lub tatami.

Jak każda sztuka walki kick-boxing posiada ustalone zasady treningu i zdobywania stopni wtajemniczenia. Oczywiście wiele elementów nie jest tożsamych z innymi dyscyplinami jak karate czy judo, ale tu również istnieją stopnie mistrzowskie czy też oznaczenia, które wskazują na poziom zaawansowania lub wyszkolenia zawodnika.

Stopnie szkoleniowe w kick-boxingu dzielą się na:
– Uczniowskie:
10. biały pas
9. biały pas z żółtym zakończeniem pasa
8. żółty pas
7. żółty pas z pomarańczowym zakończeniem pasa
6. pomarańczowy pas
5. zielony pas
4. niebieski pas
3. brązowy pas z niebieskim zakończeniem pasa
2. brązowy pas
1. brązowy pas z czarnym zakończeniem pasa
– oraz mistrzowskie:
1. czarny pas.

Na początek tyle na temat kick-boxingu, dyscypliny uprawianej przeze mnie przez tak wiele już lat. W następnych wpisach postaram się podzielić z Wami wiedzą oraz ciekawostkami na temat sportów walk – oczywiście głównie na temat kick-boxingu – oraz wskazówkami o charakterze praktycznym. Szczególnie dla tych, którzy chcieliby uprawiać lub też już uprawiają sporty walki.

Jacek Jasion




Jerzy Brzęczek trenerem miesiąca. Prestiżową nagrodę odebrał drugi raz

W głosowaniu szkoleniowców drużyn LOTTO Ekstraklasy, trenerem miesiąca grudnia został Jerzy Brzęczek. Konkurs organizowany jest wspólnie przez Ekstraklasę S.A. oraz firmę SEGA. To drugie wyróżnienie dla szkoleniowca Wisły Płock w sezonie 2017/2018. Wcześniej trener Brzęczek najlepszy okazał się we wrześniu.

Rok 2017 Nafciarze zakończyli w świetnym stylu. Nie przegrali żadnego z czterech pojedynków (trzy zwycięstwa + remis), a do tego Seweryn Kiełpin trzykrotnie zachował czyste konto w meczach z Arką Gdynia, Wisłą Kraków oraz Legią Warszawa. Nie można zapomnieć, że wygrana z Wisłą w Krakowie była pierwszą po wielu latach, a zwycięstwo przy Łazienkowskiej z mistrzem Polski było pierwszym w ligowej historii!

Oprócz płocczan ani jednej porażki w tym okresie nie poniosły Zagłębie Lubin Mariusza Lewandowskiego i Lech Poznań Nenada Bjelicy, ale oba kluby zgarnęły dwa punkty mniej niż Wiślacy. Dziewięć oczek zgarnęła Jagiellonia Białystok Ireneusza Mamrota. Najlepiej w lidze punktowała jednak Wisła Płock, dzięki czemu Jerzy Brzęczek po raz drugi w obecnych rozgrywkach sięgnął po statuetkę dla najlepszego trenera miesiąca w LOTTO Ekstraklasie!

Źródło i fot. Wisła Płock.




Puchar Amber Cup 2018 przyjechał do Płocka. Wisła Płock triumfuje!

Oby cały sezon Nafciarzom poszedł tak, jak Amber Cup 2018. Podczas turnieju płocka drużna szła jak burza – wprost po zwycięstwo. Nafciarze po wyjściu z grupy pokonali Lechię Gdańsk i awansowali do finału. Tam wygrali z Miedzią Legnica 4:2. Najlepszym bramkarzem rozgrywek został wybrany nowy bramkarz płockiej drużyny, Niemiec Thomas Dähne.

Rozpoczęcie turnieju zaplanowano na niedzielę na godzinę 14:00. O 14:10 rozbrzmiał pierwszy gwizdek, a Miedź Legnica rozpoczęła spotkanie z Drutex-Bytovią Bytów. Legniczanie nie dali szans swoim rywalom wygrywając 4:1. Zaraz po nich swój pierwszy mecz rozegrała Wisła Płock.

Pomimo optycznej przewagi piłkarze Jerzego Brzęczka w starciu grupy B ulegli Fabryce Futbolu aż 4:0. Już w 3. minucie nieporozumienie płockiej defensywy wykorzystał Bartosz Ława. Strzałami z dystansu starali się odpowiedzieć Patryk Stępiński i Arkadiusz Reca, niestety nieskutecznie. Pod koniec meczu Wiślacy mocno się otworzyli, co wykorzystali doświadczeni rywale. Najpierw po dwójkowej akcji Thomasa Dähne pokonał Michał Janota, a chwilę potem po stracie w defensywie na listę strzelców wpisał się Seweryn Michalski. Praktycznie równo z końcowym gwizdkiem ostatnią bramkę zdobył Ława, który popisał się fantastycznym uderzeniem z dystansu.

W kolejnym spotkaniu będąca gospodarzem Lechia Gdańsk podejmowała Drutex-Bytovię Bytów. Choć gdańszczanie dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, to ostatecznie niespodziewanie przegrali z pierwszoligowym przeciwnikiem 2:3.
O 15:50 na środek hali ponownie wybiegli Nafciarze. By móc dalej myśleć o awansie, płocczanie musieli koniecznie zdobyć w tym starciu punkty. W 7. minucie wynik otworzył Damian Piotrowski. Niedługo potem wrocławianie wyrównali po świetnym strzale Adriana Młynarskiego. Wisła odpowiedziała pięknym strzałem Jakuba Łukowskiego. Tuż przed końcem meczu wynik ustalił Konrad Michalak, który posłał futbolówkę między nogami Maksyma Wadacha. Po spotkaniu Nafciarze udali się na trybuny, gdzie czekali na rozstrzygnięcie decydującego o awansie spotkania pomiędzy Śląskiem Wrocław a Fabryką Futbolu.

Tymczasem nadszedł czas na starcie Lechii Gdańsk z Miedzią Legnica. Gospodarze gładko pokonali z pierwszoligowca aż 5:1. Dzięki tak przekonującemu zwycięstwu zawodnicy Adama Owena zapewnili sobie pierwsze miejsce w tabeli grupy A, z której udało się także wyjść legniczanom.

W ostatnim meczu fazy grupowej Śląsk Wrocław uległ Fabryce Futbolu 1:2. Taki wynik oznaczał, że wraz z drużyną Ławy z grupy wychodzą Nafciarze. Wrocławianie zaś kończą turniej bez zdobyczy punktowej.

W półfinale Wisła zmierzyła się z Lechią Gdańsk. Niezwykłe widowisko zakończyło się wynikiem 4:3 dla Nafciarzy. Choć pierwszą bramkę zdobył Adam Chrzanowski, Wisła odpowiedziała golami Damiana Rasaka i Łukowskiego. Gdańszczanie nie złożyli jednak broni, czego dowodem było skutecznie uderzenie Mateusza Żukowskiego. Niedługo potem świetną akcję Recy dobrze wykończył Rasak. Odpowiedź gospodarzy była błyskawiczna – z rzutu wolnego trafił Patryk Lipski. Koniec końców to Nafciarze przechylili szalę na swoją korzyść. Do ataku świetnie podłączył się Igor Łasicki, a po jego zagraniu piłkę do siatki skierował Michalak. W drugim półfinale Miedź Legnica spotkała się z Fabryką Futbolu. Również w tym spotkaniu tłumnie zebrani w Ergo Arenie kibice z pewnością nie narzekali na nudę. W 9. minucie Fabian Pasiecki wyprowadził legniczan na prowadzenie, a po kwadransie gry mieliśmy już 3:0 dla drużyny z Legnicy. Tuż przed końcem spotkania gole dla Fabryki zdobyli Olgierd Moskalewicz oraz Ława, a mecz zakończył się wynikiem 3:2 dla pierwszoligowca.

W meczu o trzecie miejsce Fabryka Futbolu spotkała się z Lechią Gdańsk. Gospodarze, podobnie jak z Wisłą, zagrali bardzo otwarty futbol, a mecz zakończył się hokejowym wręcz wynikiem 4:6. Brąz dla Fabryki!

Nadszedł czas na wielki finał, w którym Wisła Płock zmierzyła się z Miedzią Legnica. Wystarczyły cztery minuty, by Nafciarze pokazali, kto w tym roku będzie się cieszył ze zdobycia pucharu. Pierwsza minuta? Bramka Łukowskiego. Druga? – Recy. Czwarta? Reca do Michalaka i 3:0! Potem tempo gry nieco spadło, a Miedź zdołała strzelić dwie bramki. Ekipa Jerzego Brzęczka nie dała sobie jednak wydrzeć wygranej. Pod koniec meczu Łukowski potężnie uderzył z rzutu wolnego i wszystko stało się jasne – Wisła Płock zdobywcą Amber Cup 2018!

Po ostatnim gwizdku nadszedł czas na dekorację zwycięzców i medalistów oraz wspólną radość z płockimi kibicami. Najlepszym strzelcem turnieju został weteran Bartosz Ława, zaś najlepszym bramkarzem okrzyknięto Thomasa Dähne! Lepszego początku przygody z Wisłą Niemiec chyba nie mógł sobie wymarzyć.

Kadra Wisły Płock na Amber Cup 2018:
1. Thomas Dähne
2. Bartłomiej Gradecki
3. Patryk Stępiński
4. Arkadiusz Reca
5. Igor Łasicki
6. Adam Dźwigała
7. Paul Pirvulescu
8. Damian Rasak
9. Jakub Łukowski
10. Damian Piotrowski
11. Krystian Ogrodowski
12. Konrad Michalak.

Źródło: Wisła Płock




W barwach Wisły Płock będą walczyć bokserzy. Reaktywacja sekcji bokserskiej [FOTO]

Na przestrzeni lat w Wiśle Płock działało kilkanaście sekcji sportowych. Przez ostatnie kilka lat klub był jednosekcyjny. Rok 2017 okazał się jednak pod tym względem dla rodzimego klubu przełomowym. Oprócz sekcji piłki nożnej Wisła Płock wzbogaciła się o eSport oraz bokserską. 

Dokładnie w czwartek, 28 grudnia, wiceprezes Wisły Płock Tomasz Marzec oraz Konrad Kowal – trener II klasy boksu olimpijskiego podpisali bezterminową umowę o powstaniu sekcji bokserskiej. – Po 55 latach reaktywujemy sekcję bokserską, która działała w latach 1947-1962, czyli na początku funkcjonowania klubu – mówił podczas konferencji prasowej Tomasz Marzec.

Reaktywacja to nic innego jak mecenat powołanego 21 stycznia 2011 roku Uczniowskiego Klubu Sportowego Gedeon Płock. Od teraz zawodnicy „Gedeona” będą występować w barwach Wisły Płock. Rok 2017 Wisła Płock zakończyła jako klub trójsekcyjny.

– Trzeba pamiętać, że Wisła Płock nie powinna kojarzyć się jedynie z dwoma wiodącymi dyscyplinami, jakimi przez laty była piłka ręczna i piłka nożna. To także kilkanaście innych dyscyplin, które działały w klubie w przeszłości. Cieszymy się, że w roku 70-lecia klubu udało nam się powołać sekcję e-Sport oraz reaktywować jedną z pierwszych wiślackich sekcji – tłumaczył dziennikarzom Tomasz Marzec.

Za rozwój nowo utworzonej sekcji w barwach niebiesko-biało-niebieskich odpowiedzialny będzie Konrad Kowal – trener II klasy boksu olimpijskiego. Pomagać mu będzie instruktor boksu olimpijskiego i jego były podopieczny Filip Koper. Na treningi bokserskie uczęszcza około 40-50 i tyle też liczyć będzie sekcja, która nie zamyka się na żadnego chętnego w wieku od 10 do 23 lat. Zajęcia dla dzieci i młodzieży z boksu olimpijskiego będą bezpłatne. – Zabiegamy o sponsorów zewnętrznych nie po to, aby dzieci i młodzież płacili za zajęcia – podkreślał Konrad Kowal. 

– Cieszę się, że od nowego roku moi podopieczni będą występować w barwach Wisły. To wielki zaszczyt, ponieważ właśnie w ten sposób stajemy się częścią największego płockiego klubu, w którym niegdyś istniała sekcja bokserska. Od teraz możemy pisać jej dalszą historię – mówił, nie ukrywając zadowolenia trener młodych bokserów. 

Szczegóły na temat nowo utworzonej sekcji, czyli przesłaniu, strategii szkolenia dzieci i młodzieży ze szkół podstawowych, kadrze trenerskiej oraz planie działania sekcji bokserskiej “Wisła Płock” na 2018 rok znajdziecie tutaj.

Fot. Michał Łada – Wisła Płock




Zaskakujące zmiany, zwycięstwa i sporo porażek. Co dalej w Orlen Wiśle Płock?

Grudzień to czas podsumowań, refleksji i zadawania pytań – co przyniesie przyszłość?  Postaram się przeanalizować zatem dokonania piłkarzy ręcznych Orlen Wisły Płock w rundzie jesiennej oraz zastanowić się, jak może wyglądać przyszłość płockiego klubu?

Przed rozpoczęciem sezonu 2017/2018 w płockiej drużynie doszło do kilku znaczących zmian. Zresztą nie tylko wśród zawodników, bo prezesem klubu został Adam Wiśniewski, zastępując na tym stanowisku Artura Zielińskiego. Ta nominacja niektórych kibiców bardzo zdziwiła, ale pojawiały się też głosy, że to zagrywka polityczna prezydenta Andrzeja Nowakowskiego. Dyrektorem sportowym został Michał Zołoteńko. I ci dwaj, wielce zasłużeni zawodnicy dla Wisły, mają przywrócić Wiśle tytuł Mistrza Polski.

Jeżeli chodzi o kadrę zawodniczą to najbardziej szkoda odejścia Dimy Zhytnikova. Gracz, który w tym sezonie gra w Pick Szeged, był przez dwa lata rozgrywającym w sposób niekonwencjonalny. Potrafił zagrać do partnerów tak, że wielu kibiców i zawodników drużyny przeciwnej zadawało sobie pytanie: jak ta piłka dotarła? Poza tym, kiedy trzeba było, to po prostu rzucał. Oprócz tego zawodnika odeszli także Rodrigo Corrales – PSG, Miljan Pusica – TSV GWD Minden, Zbigniew Kwiatkowski – MKS Kalisz, Tiago Rocha – Sporting Lizbona, no i wspomniany już wcześniej Adam Wiśniewski.

Nie obyło się oczywiście od transferów do klubu. Nie usatysfakcjonowały one jednak praktycznie nikogo, głównie z powodu braku pozyskania środkowego rozgrywającego w miejsce Dimy. Marko Tarabochia został na tej pozycji praktycznie sam. Dopiero tuż przed początkiem sezonu został potwierdzony oficjalnie transfer Nemanji Obradovica z Metalurga Skopje, po wielkich perypetiach stworzonych głównie przez macedoński klub. Do Płocka trafili również, bramkarz Ádám Borbély z węgierskiego Vesprem, skrzydłowy Przemysław Krajewski z Puław i obrotowy ze Sportingu Lizbona Igor Źabić.

Rozgrywki w sezonie ’17/18 można w zasadzie podzielić na ligę polską i Ligę Mistrzów. W rodzimej PGNiG Superlidze Orlen Wisła trafiła do grupy pomarańczowej z Puławami, Stalą Mielec, Piotrkowianinem, MKS Kalisz, Gwardią Opole, Wybrzeżem Gdańsk i szczecińską Pogonią. Faworyt oczywiście tej grupy był i jest tylko jeden. Nie mniej strata punktów na wyjeździe we wrześniu z Azotami pokazała, że płocka drużyna nie funkcjonuje jeszcze tak jak trzeba. W trakcie tego meczu Wisła prowadziła nawet trzema bramkami w drugiej połowie (doskonale grał Sime Ivić – zdobywca 9 goli), a jednak puławianom udało się doprowadzić do remisu i rzutów karnych. W tych już lepsza była płocka drużyna, ale ten mecz pokazał ile jeszcze pracy przed nimi.

Poza tym wspomnianym remisem, Wisła generalnie kroczyła od zwycięstwa do zwycięstwa i jedynie w październiku uległa – po pasjonującym meczu – odwiecznemu rywalowi z Kielc 30:31 – prowadząc dwoma bramkami na kilka minut przed końcem. Być może o porażce świadczyła krótsza ławka rezerwowych bo kilku zawodników było kontuzjowanych i zmęczenie po prostu musiało dać znać o sobie. Nie zagrali przecież leczący urazy Lovro Mihić, Dan – Emil Racotea czy Marko Tarabochia. Nie mniej, za ten mecz należał się Wiśle szacunek, a klasą samą w sobie był Valentin Ghionea, który rzucił aż 11 bramek.

Praktycznie na koniec roku do Płocka przyjechał Górnik Zabrze. Przez wielu kibiców w Polsce drużyna wskazywana jako ewentualny kandydat do drugiego miejsca. Takie przedsezonowe głosy należy jednak traktować z przymrużeniem oka, bo Górnik wyjechał w drogę powrotną z bagażem ośmiu straconych bramek. O ile do przerwy jakoś ten wynik jeszcze wyglądał, to w drugiej połowie dominacja Nafciarzy była bezwzględna. Można by rzec, z dużej chmury mały deszcz. Wisła rundę jesienną zakończyła na 1 miejscu w tabeli i jest mało prawdopodobną rzeczą, żeby je straciła na koniec rundy zasadniczej.

Dużo więcej emocji było w trakcie rozgrywek Velux EHF Champion’s League. Płocka drużyna trafiła do grupy z obrońcą tytułu Vardarem Skopje, Rhein-Neckar Löwen, FC Barceloną, Pickiem Seged, HC PPD Zagrzeb, HBC Nantes i IFK Kristianstad. Grupa trudna, ciekawa, ale zdecydowanie do zapewnienia sobie awansu z minimum szóstego miejsca. Optymiści liczyli na coś odrobinę więcej.

Rozgrywki w Europie zaczęliśmy z wysokiego C. Rywalami Wisły byli bowiem Vardar (Płock, 22 – 26), Rhein – Neckar (Manheim, 31 – 27) i FC Barcelona (Płock, 30 – 37). Ciężko było liczyć na jakiekolwiek punkty w tych spotkaniach, ale Nafciarze starali się jak mogli i momentami pokazywali, że nie wolno ich absolutnie lekceważyć. W każdym z tych trzech spotkań były momenty gry, za które trzeba było Wiślakom bić brawa. Ostatecznie trzeba było szukać tych punktów gdzie indziej.

Kolejnym rywalem był chorwacki Zagrzeb. Mecz rozegrany na wyjeździe, arcyważny, bo dwa punkty ustawiłyby w jakiś sposób tabelę i dawały minimalny ale jednak margines błędu. Niestety. Tylko remis! Albo aż remis, bo w jaki sposób Adam Morawski odbił rzut Mandalinica z rzutu wolnego po zakończonych już 60 minutach gry, to wie tylko on sam. Wisła mogła ten mecz jednak wygrać, bo prowadziła 23 – 20, miała rzut karny, a mimo to zremisowała.

Następne spotkania to mecze z Pick Szeged i francuskim Nantes. Obydwa spotkania rozegrane zostały w Płocku. Analizując terminarz pewnie wielu kibiców liczyło właśnie na to, że przynajmniej dwa z czterech punktów zostaną w Płocku. Niestety… Pick już w pierwszej połowie pokazał swoją moc, prowadząc bodajże siedmioma bramkami w pierwszej połowie. I mimo ambitnej postawy gospodarzy, dojścia na remis, goście ten mecz wygrali pewnie i zasłużenie (33:27). Z kolei mecz z Nantes był zdecydowanie bardziej wyrównany, walka o dwa punkty trwała niemal do ostatniej minuty. Ostatecznie to goście wygrali 32:30 i Nafciarze musieli szukać szans w kolejnych spotkaniach. A przed nimi był dwumecz z IFK…

To co się działo w tych dwóch meczach to było wręcz niepojęte! Dramaturgii i zwrotów akcji było mnóstwo. W Szwecji, gospodarze od początku meczu konsekwentnie budowali swoja przewagę, w pewnym momencie było już nawet 14:7 i wszyscy przecierali oczy ze zdumienia. A zaczęli jeszcze bardziej z powodu gry Wisły w drugiej połowie, bo goście dogonili IFK i wyszli na prowadzenie 19:17! To był koncert, to była ta drużyna, którą znamy z tej najlepszej strony. Niestety, porażka (25:24) strasznie zabolała.

No ale był jeszcze rewanż w Płocku. Obie drużyny szły łeb w łeb, Wisła w końcu prowadziła (17:15) i wydawało się, że dwa punkty trafią na konto Nafciarzy. Po kolejnych paru minutach gry nastąpiła konsternacja na trybunach – Szwedzi prowadzili 23:18! Szok! Wtedy jednak chyba dotarło do zawodników Wisły jaka szansa im ucieka, zmienili defensywę i doprowadzili do remisu (25:25). Po końcowym gwizdku był jeszcze rzut wolny z 9 metra, piłka wpadła nawet do bramki, ale sędziowie słusznie uznali, że Jose de Toledo przekroczył przerywaną linię. Minimalnie ale jednak.

Ostatnie dwa mecze w tym roku miały zostać rozegrane w Nantes i Szeged. Biorąc pod uwagę z kim i gdzie, to nikt nie myślał o jakichkolwiek punktach. We Francji, gospodarze szybko pokazali kto tu rządzi i nawet dojście Wisły w drugiej połowie na dwie bramki nie zmieniło tak naprawdę obrazu gry i mecz zakończył się identycznym wynikiem jak w Płocku – 32:30. Tak więc ostatnią szansą na punkty w tym roku w Lidze Mistrzów był mecz w Szeged. I udało się. Po kapitalnym meczu, pełnym zwrotów akcji, Wisła wygrała (25:24) i tym samym przedłuża niejako swoje szanse na awans do TOP16.

Sporo się działo na parkietach, ale wielu kibiców czeka na kształt drużyny już w nowym sezonie. Pojawiły się też pierwsze potwierdzone informacje. Nowym Nafciarzem zostanie Ziga Mlakar, prawy rozgrywający zawodnik przychodzi do Płocka z Celje. W tym sezonie to najlepszy strzelec słoweńskiej drużyny w LM. Jego przyjście oznacza, że z drużyną pożegna się ktoś z dwójki Sime Ivic/Jose de Toledo lub nawet obydwaj gracze. W ostatnim czasie dało się jednak zauważyć wzrost formy de Toledo, który być może dobrą dyspozycją pracuje na nowy kontrakt. Odejdą za to na pewno Mateusz Piechowski – BM Logrono La Rioja, Igor Źabić i… Valentin Ghionea. Rumun bez wątpienia zasłużył na status klubowej legendy, przez 6 lat gry rzucił prawie 1100 bramek. Zastąpić może go podobno Mateusz Góralski. Odejdzie także Dan – Emil Racotea do Veszprem, ale dopiero w 2019 roku.

Nie wiadomo także, kto dołączy do drużyny jako środkowy rozgrywający. Marzeniem wielu jest Miha Zarabec z THW Kiel, który gra tam niewiele i podobno chce odejść. Wisła interesowała się także Aidenasem Malasinskasem z Motoru Zaporoże, jednak ten odmówił. Na koło przymierzany jest Alexis Borges z FC Barcelony, słyszy się też o Marku Daćce z Górnika Zabrze.

Prezes Adam Wiśniewski jakiś czas temu mówił, że chciałby do końca grudnia mieć podpisanych zawodników, którzy wzmocnią płocki klub. Chciałby również podać ich nazwiska. Dzisiaj jednak okazało się, że to nie nastąpi, a optymalnym terminem na dziś jest połowa stycznia 2018. Tylko, że wtedy są ME… Osobiście stawiam na luty!

Łukasz Zieliński

Fot. Zdjęcia poglądowe Dziennik Płocki.




Marcin “Różal” Różalski: Zmierzę się w ringu z prawdziwą legendą kickboxingu

– W końcu ziści się jedno z moich wielkich sportowych marzeń. Już w 2012 roku dwa razy miało dojść do mojej walki z Le Bannerem w formule MMA, ale z powodów ode mnie niezależnych musiałem obejść się smakiem – wspomina „Różal”

Najważniejsze starcie w historii kickboxingu w Polsce będzie miało miejsce 13 kwietnia 2018 roku na DSF Kickboxing Challenge 14, w walce wieczoru zmierzą się dwie legendy sportów walki. Na warszawskim Torwarze przeciwnikiem Marcina „Różala” Różalskiego będzie Francuz Jerome Le Banner.

Gdy 9 grudnia na DSF Kickboxing Challenge 12 w Restauracji Champions Sports Bar ogłoszono datę wyczekiwanego debiutu „Różala” w federacji, w mediach od razu zaczęły się spekulacje na temat nazwiska jego rywala. Żaden fan K-1 nie może czuć się zawiedziony! 13 kwietnia 2018 roku w Warszawie dojdzie do wielkiej ringowej wojny z legendarnym Francuzem. Walka roku?!

Mierzący 190 cm wzrostu i ważący około 120 kilogramów „Geronimo” to prawdziwa legenda sportów walki. Od początku kariery 44-letni Francuz nieprzerwanie utrzymuje się w ścisłej czołówce w formułach K-1, Muay Thai oraz Oriental Rules. Walczył na całym świecie, wygrywał z najlepszymi i wielokrotnie zdobywał tytuły mistrza świata ISKA oraz WKN. Do dziś Le Banner prezentuje kapitalną formę. Wygrał 9 z ostatnich 10 walk, a jego zawodowy rekord to 81 zwycięstw – w tym 65 przed czasem. Na walkę z Różalskim przyjedzie w pełni sił i zapowiada wielkie zwycięstwo.

Wiążąc się z DSF Kickboxing Challenge, Marcin Różalski zaznaczył bardzo wyraźnie, że interesują go wyłącznie walki na wysokim poziomie sportowym – z międzynarodowymi gwiazdami K-1. Pojedynek ze słynnym „Geronimo” jest więc dla płockiego „Barbarzyńcy” spełnieniem dwóch marzeń: o powrocie do kickboxingu oraz o starciu z prawdziwą legendą.

– W końcu ziści się jedno z moich wielkich sportowych marzeń. Już w 2012 roku dwa razy miało dojść do mojej walki z Le Bannerem w formule MMA, ale z powodów ode mnie niezależnych musiałem obejść się smakiem – wspomina „Różal”. – Teraz jesteśmy zabezpieczeni i nic nie stanie nam na przeszkodzie. Zmierzę się w ringu z prawdziwą legendą kickboxingu i nie mam wątpliwości, że damy świetny pojedynek pełen ekscytujących wymian ciosów i kopnięć. Dziękuję federacji DSF Kickboxing Challenge za tę możliwość i 13 kwietnia zapraszam wszystkich kibiców do Warszawy. Nie wiem, jak Torwar to wytrzyma! – kończy podekscytowany Różalski.

– Negocjacje nie trwały długo. Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości w jakiej formie jest „Geronimo” to zapewniam, że nie jeden mężczyzna w wieku 44 lat marzyłby o tym by tak się ruszać i walczyć. Jerome zapowiada zwycięstwo. Powiedział mi, że ma nadzieję, że nie będzie to jego pierwsza i ostatnia walka na DSF kickboxing Challenge. Co jest ważne podkreślenia to jego zaangażowanie w promocję – będzie naszym gościem na gali we Wrocławiu, która odbędzie się 3 lutego w hali „Orbita”. Jeśli chodzi o „Różala” to cieszę się, że możemy spełnić jedno z jego sportowych marzeń. Jestem pewien, że ten pojedynek przejdzie do historii polskiego K-1 i odbije się szerokim echem na całym świecie  – powiedział Sławomir Duba, Prezes DSF Kickboxing Challenge.

Gala DSF Kickboxing Challenge 14 odbędzie się 13 kwietnia w hali Torwar w Warszawie. Zobaczcie na żywo wielki powrót Marcina Różalskiego do K-1. 

Źródło: DSF Kickboxing Challenge
Fot. Materiały prasowe.




Czego życzy płockiej drużynie Lars Walther? Rozmowa w świątecznym klimacie…

To właśnie dzięki niemu Orlen Wisła Płock zdobyła Mistrzostwo Polski w 2011 roku – ostatnie, które płocki klub miał w swoim posiadaniu. Po odejściu z Wisły, trenował m.in rumuńskie Baia Mare oraz szwajcarskie Kadetten Schaffhausen. Z obydwoma klubami również świętował zdobycie tytułów mistrzowskich. Od lipca 2017 jest trenerem FC Porto.

Lars Walther – bo o nim mowa, był szkoleniowcem płockiego klubu piłki ręcznej Orlen Wisła. Do Płocka trafił w 2010 roku z niemieckiego klubu TV Emsdetten, który trenował w 2. Bundeslidze. Tuż przed świętami udało nam się chwilę porozmawiać z byłym szkoleniowcem płockich szczypiornistów.

Dziennik Płocki: Na początku zapytam, jak Ci się mieszka w Portugalii?
Lars Walther: Porto jest pięknym miejscem. Mieszkam w apartamencie nad samym morzem.

DP: W ciągu kilku lat mieszkałeś w Polsce, Szwajcarii i teraz w Portugalii. Dlaczego w Płocku żyło się najlepiej?
L.W: Myślę, że Płock to piękne miasto, m.in z powodu ludzi, którzy tu żyją i poza tym, Wisła znana jest w całej Europie jako dobry klub z fantastycznymi kibicami.

DP: Tęsknisz za Płockiem?
L.W: Tak. Płock przynosi mi wiele dobrych wspomnień, szczególnie maj 2011.

DP: Mistrzostwo można traktować w kategorii cudu czy naprawdę mieliśmy tak dobry zespół?
L.W: Myślę, że inni mieli wiele gwiazd, ale my mieliśmy drużynę! Spójrz na PSG, oni naprawdę nie wygrali jeszcze Ligi Mistrzów!

DP: Czy to nie jest aby zespół zbudowany tylko za pieniądze?
L.W: Tak, ale oprócz tego potrzebujesz też pewnej filozofii, żeby coś wygrać. Myślę, że taka była różnica między nami i Kielcami. Wygraliśmy wszyscy. Miasto, klub i kibice. Miałem grupę piłkarzy, która pracowała dla klubu a nie tylko i wyłącznie dla siebie.

DP: Czyli mieliśmy wszystko w 2011 roku?
L.W: Co masz na myśli?

DP: Trenerów, zawodników, prezesa.
L.W: Myślę, że mieliśmy bardzo dobrą ekipę, która trzymała się razem.

DP: A jaka była przyczyna Twojego odejścia z Wisły?
L.W: Klub zaczął się zmieniać, wielu zawodników odeszło z klubu i zacząłem mieć wrażenie, że te zmiany nie będą dobre ani dla mnie ani dla klubu.

DP: Może za dużo polityki?
L.W: Tak, to też. Mam jednak ogromną nadzieję, że klub się odrodzi. Bardzo kocham Wisłę.

DP: Nadchodzi czas Świąt Bożego Narodzenia. Jak Lars Walther je spędzi?
L.W: Święta spędzę w Danii z całą moją rodziną.

DP: To czego Ci życzyć z okazji Świąt?
L.W: Żeby być zdrowym i odnosić sukcesy. Bardzo bym chciał zobaczyć szczęśliwych kibiców Wisły w maju 2018. Oni na to zasługują!

DP: Dziękuję za rozmowę. To była przyjemność!
L.W: Wzajemnie! Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia dla wszystkich mieszkańców Płocka.

Z Larsem Waltherem rozmawiał Łukasz Zieliński

 

Fot. Archiwum SPR Wisła Płock




Valentin Ghionea i Igor Źabić odejdą z Orlen Wisły Płock

– Nie są to łatwe decyzje, nie są to łatwe rozmowy. Ale dziękuję, zwłaszcza Valentinowi, za to co przez te wszystkie lata zrobił dla Orlen Wisły – mówi prezes Adam Wiśniewski.

Już prawie wszystko jasne, przynajmniej jeśli chodzi o trzy nazwiska. Po sezonie z klubem pożegnają się rumuński skrzydłowy Valentin Ghionea  i słoweński kołowy Igor Źabić. A nowym graczem będzie Žiga Mlakar, który dwuletni kontrakt z Nafciarzami podpisał kilka tygodni temu. Reprezentant Słowenii i do końca sezonu zawodnik Celje Pivovarna Laško, występuje na prawym rozegraniu.

I właśnie z tą ostatnią pozycją wiążą się kolejne dwie niewiadome. – Od dawna rozmawiamy z menedżerami i zawodnikami, ale nie są to łatwe rozmowy. Dlatego sprawa drugiego zawodnika, który będzie grał na prawej połówce, wciąż pozostaje otwarta – przyznaje prezes SPR Wisła Płock Adam Wiśniewski. – Myślę jednak, że wkrótce będziemy tu finiszować.

Podobnie sprawa ma się z ostatecznym „wyborem” zawodnika, który wzmocni  ORLEN Wisłę na środku rozegrania. W kręgu graczy bliskich podpisania kontraktu jest trzech zawodników. – Nie chcemy na razie zdradzać konkretnych nazwisk. Zobowiązaliśmy się do zachowania tajemnicy – pełniący obowiązki dyrektora sportowego Michał Zołoteńko. – Ale i w tym wypadku do dogrania zostały szczegóły.

Ponieważ z klubem po sezonie pożegnają się także Igor Źabić i Mateusz Piechowski, który będzie zawodnikiem Naturhouse La Rioja, „dziura” robi się też na kole. Kto wesprze Macieja Gębalę? – Jeden z dwóch bardzo doświadczonych obrotowych – dodaje Zołoteńko.

Lada chwila klub podpisze też kontrakt ze skrzydłowym, który wypełni lukę po Ghionei. Będzie to Polak. – Oficjalnie nie możemy zdradzić jeszcze nazwiska. A nieoficjalnie kibice już pewnie wiedzą – mówi Adam Wiśniewski. Prezes SPR-u zdaje sobie sprawę, że kadra na przyszły sezon miała być dopięta nawet w 90 proc. już w grudniu. – Taki był ideał, do tego dążyliśmy. Ale w rozmowach zawsze biorą udział dwie strony. Stąd poślizg. My czekaliśmy na stanowisko, druga strona czekała na sygnał. Cieszę się jednak z tego, że pomału kończymy. Choć na razie wygląda to dość tajemniczo, wiem, że będzie dobrze.

Źródło: SPR Wisła Płock
Fot. SPR Wisła Płock