Trzymajmy kciuki za młodziutkie siatkarki z Płocka. Właśnie rozpoczęły sezon

Pod patronatem Kinder+ Sport najmłodsze grupy siatkarskie w całej Polsce rozpoczęły rozgrywki w mini siatkówce. Stawką jest oczywiście Mistrzostwo Polski. My trzymamy kciuki za dziewczynki z MUKS Volley Płock.

Rozgrywki naszej najmłodszej grupy mini siatkówki, w której znajdują się trzy kategorie: dwójek, trójek i czwórek, rozpoczęły się 30 listopada 2019 roku od turnieju rozstawieniowego w Ciechanowie. Wystąpiły w nim drużyny dwójek i trójek. Był to turniej decydujący o lidze, w której zagra dana kategoria. W samym województwie mazowieckim, w kategoriach dwójek i trójek jest prawie 200 zespołów.

– W sumie odbyły się dwa turnieje, ale płocki klub występował w Ciechanowie i z tego co mi wiadomo, na pewno jeden zespół w dwójkach zagra w pierwszej lidze, dwa kolejne zagrają w 2 lidze – wyjaśnia Jerzy Chęciński, wiceprezesem ds. sportu w MUKS Volley Płock.

Chcąc uczestniczyć w rozgrywkach niezbędne jest wsparcie sponsorów. Klub MUKS Volley Płock jest finansowany przez Urząd Miasta Płocka, a jak to jest z mini siatkówką? – Dzięki PKN Orlen już drugi sezon możemy uczestniczyć w rozgrywkach w tej kategorii. Trzeba zauważyć, że każda grupa wiekowa, praktycznie w każdej dyscyplinie potrzebuje, oprócz treningów, meczów kontrolnych. I właśnie dzięki wsparciu finansowemu płockiego koncernu, jesteśmy w stanie wysyłać na ogólnopolskie turnieje towarzyskie najmłodsze adeptki siatkówki – mówi Jerzy Chęciński.

Wiceprezes po raz kolejny zaprasza wszystkie dziewczynki na treningi do Szkoły Podstawowej nr 22. Odbywają się one w poniedziałki, środy i piątki od godz. 16:30. Trwają 90 minut. Treningi prowadzone są przez trenerów: Marzenę Wakułę i Michała Parzucha. – Każda dziewczynka, która chce spróbować swoich sił w siatkówce jest mile widziana, ponieważ grupy w danej kategorii są otwarte i w każdej chwili można do nich dołączyć – zachęca Chęciński.

Na treningach mogą pojawiać się także chłopcy z klas 4-6. A to wszystko w związku z utworzeniem sekcji siatkarzy, która od tego sezonu występuje w rozgrywkach IV Ligi Mazowieckiej. Wiceprezes podkreśla, że być może w przyszłości będziemy cieszyć się z sukcesów kolejnego płocczanina. I wspomina Bartosza Kwolka, który w kategoriach: kadetów, juniorów i seniorów był mistrzem Świata.

Łukasz Zieliński




Damian Rasak z trzyletnim kontraktem w Wiśle Płock

Pomocnik Nafciarzy Damian Rasak zdecydował się podpisać nowy trzyletni kontrakt z Wisłą Płock – informuje płocki klub.

23-letni Rasak piłkarzem Wisły został 1 lipca 2017 roku. W niebiesko-biało-niebieskiej koszulce dwa tygodnie później zadebiutował w ekstraklasie, gdy zagrał w inaugurującym sezon 2017/2018 meczu z Lechią Gdańsk (0:2). Od tamtej pory wystąpił w 74 spotkaniach.

Tylko w rozgrywkach 2019/20 pochodzący z Torunia Damian pojawiał się na boisku w 16 z 17 dotychczasowych kolejek. Pauzował jedynie raz z powodu nadmiernej liczby żółtych kartek. Każdy możliwy mecz rozpoczynał w podstawowym składzie, co pokazuje, że jest kluczowym zawodnikiem drużyny trenera Radosława Sobolewskiego.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni, że Damian zdecydował się zostać z nami na dłużej. To jeden z naszych kluczowych zawodników, a przedłużenie umowy było jednym z naszych priorytetów. Liczymy, że nasz pomocnik nadal będzie się rozwijał i święcił wspólnie z nami kolejne sukcesy. Teraz czas na rozmowy z innymi zawodnikami, którym w czerwcu wygasają kontrakty – skomentował prezes Wisły Płock Jacek Kruszewski.

Środkowy pomocnik związał się z klubem umową obowiązującą do 30 czerwca 2023 roku.

Fot. Wisła Płock.




To był istny pogrom. 19 punktów przewagi Nafciarzy robi wrażenie! [FOTO]

Podczas sobotniego meczu Nafciarze nie mieli litości dla Chrobrego Głogów. W meczu 13. serii PGNiG Superligi zwyciężyli aż 42:23.

Początkowe minuty miały spokojne tempo. Wiślacy nie rzucili się na rywali, ale systematycznie i konsekwentnie powiększali swoją przewagę. Uwagi można było mieć do postawy w obronie, która dużo swobody pozostawiała rozgrywającym Chrobrego. Ci wiedzieli, jak z tego faktu zrobić użytek i nie pozwalali Nafciarzom odskoczyć na bezpieczną dla nich różnicę bramek. Taka sytuacja utrzymywała się do 15.min. Później wystarczyło dosłownie kilka minut, aby na konto gospodarzy powędrowały cztery kolejne bramki (13:7). O czas poprosił trener Vitalij Nat. Po powrocie na parkiet dwiema znakomitymi interwencjami popisał się Ivan Stevanović, a prowadzenie Nafciarzy podwyższył Renato Sulić.

Trzeba przy tym dodać, że bramkarze Chrobrego mieli poważne problemy, aby zderzyć się z piłką, przez co licznik zdobytych bramek Wiślaków był znacznie wyższy od średniej. Już w 25.min. Orlen Wisła Płock prowadziła 19:9, co zwiastowało pogrom w tym spotkaniu. Kibiców pod koniec pierwszej części meczu pobudzili sędziowie, a konkretnie decyzja o trzeciej karze dwóch minut dla Mateusza Piechowskiego i w konsekwencji czerwonej kartce. Nie miało to jednak większego znaczenia dla przebiegu pojedynku, gdyż wynik do przerwy 24:12 mówił sam za siebie.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Przewaga Nafciarzy nad Chrobrym nieustannie rosła i nic nie zwiastowało, że sytuacja mogłaby ulec zmianie. Kibice zebrani w ORLEN Arenie co i rusz oklaskiwali efektowne akcje swoich pupili. Na pochwały zasługiwał w bramce Adam Morawski, który często odbijał piłki po rzutach graczy Chrobrego, chociaż w ich w przypadku to nie Loczek był największym problemem, tylko defensywa gospodarzy. Liczne przechwyty i kontry były dla gości zabójcze. Dzisiaj Nafciarze nie mieli dla głogowian litości i ostatecznie zwyciężyli 42:23.

ORLEN Wisła Płock – Chrobry Głogów 42:23 (24:12)

Źródło i fot: SPR Wisła Płock.




Wisła uległa Lechowi. I odnotowuje stratę trzech punktów [FOTO]

Tym razem na boisku znacznie lepsi i skuteczniejsi okazali się goście. W piątkowym meczu, który odbył się ramach 17. kolejki PKO Ekstraklasy Wisła uległa na własnym stadionie Lechowi (0:2).

Od pierwszych minut żadna z drużyn nie chciała się narazić rywalom na kontrę, więc mecz toczył się w dość spokojnym tempie. Szybko jednak z dystansu bardzo groźnie uderzył João Amaral, lecz piłka przeleciała minimalnie nad bramką. Chwilę potem znów szczęścia próbował Portugalczyk, ale jego strzał został zblokowany na rzut rożny. Kilka minut później z rzutu wolnego dośrodkowywał Dominik Furman, lecz do piłki nie zdołał w polu karnym dojść Damian Michalski. Zaraz potem bardzo niecelnie z dalszej odległości kopnął Karlo Muhar. Precyzji zdecydowanie zabrakło także Giorgiemu Merebashvilemu. Gruzin próbował zaskoczyć Mickeya van der Harta wolejem sprzed pola karnego.

W okolicach trzydziestej minuty o mały włos nie straciliśmy gola, kiedy na naszej połowie piłkę skutecznie odebrał Pedro Tiba i od razu oddał ją do Amarala. Skrzydłowy mocno wstrzelił w pole karne, szukając tam Christiana Gytkjaera, ale reprezentant Danii nie zdołał zamknąć akcji. Parę chwil potem poznaniacy niestety dopięli już swego. Po złym wyprowadzeniu piłki i stracie pod własnym polem karnym futbolówkę otrzymał Amaral, który szybko wypuścił lewą stroną Tymoteusza Puchacza. Młodzieżowy reprezentant Polski potężnym uderzeniem w okienko bramki nie dał szans na skuteczną interwencję Thomasowi Dähne i wyprowadził Kolejorza na prowadzenie. Na sam koniec pierwszej połowy z dalszej odległości odpowiedzieć na straconego gola starał się Furman, lecz jego strzał okazał się bardzo niecelny.

Po zamianie stron intensywność spotkania dalej nie porywała. Dopiero po dziesięciu minutach mieliśmy zalążek jakiejś konkretnej akcji. Przeprowadzili ją Lechici. Ponownie jednak strzał z dystansu nie przyniósł żadnego rezultatu. Po ponad godzinie gry poznaniacy przeprowadzili następny atak. Najpierw w ostatniej chwili po dograniu Volodymyra Kostevycha płaską próbę Gytkjaera zdążył zablokować Alan Uryga. Zaraz potem z dystansu znów pokonać naszego bramkarza starał się Tiba, lecz Dähne był na posterunku. W krótkim odstępie czasu czujność Niemca została jeszcze sprawdzona dwukrotnie. Najpierw po faulu na Tibie z rzutu wolnego strzelał Darko Jevtić i wówczas nasz bramkarz obronił to uderzenie, ale dość niepewnie. Prawdziwym kunsztem bramkarskim wykazał się później, kiedy znakomitą prostopadłą piłkę dostał Gytkjaer, a jeszcze lepszą obroną przy jego strzale popisał się nasz golkiper.

Nafciarze poważniej odpowiedzieli na kwadrans przed końcem spotkania. Po akcji Ricardinho rzut rożny wykonywał Furman, a strzałem głową nieznacznie pomylił się Michalski. W odwecie od razu ruszyli piłkarze Kolejorza. Lewą stroną ruszył jeden z gości i dobrze dograł w pole karne do Amarala. Portugalczyk niesygnalizowanym strzałem końcem buta przeniósł jednak piłkę nad poprzeczką bramki van der Harta. Na kilka minut prze końcem meczu świetnie sprzed pola karnego w swoim stylu kropnął Furman, lecz jeszcze lepszą interwencją popisał się holenderski golkiper. Niestety, mimo że na sam koniec meczu Nafciarze wyraźnie przejęli inicjatywę i przycisnęli gości, to poznaniacy w doliczonym czasie gry zadali ostateczny cios. Znakomicie piłkę wyprowadził spod własnej bramki van der Hart, który dostrzegł pozostawionego bez opieki na prawym skrzydle Tibę. Portugalczyk na skraju pola karnego zachował się jednak jeszcze lepiej, zagrywając idealnie piłkę do Gytkjaer, który spokojnie umieścił piłkę w naszej siatce i ustalił wynik spotkania. Chwilę później arbiter główny zagwizdał po raz ostatni.

Kolejne spotkanie Wisła Płock rozegra w sobotę 7 grudnia, gdy o 20:00 zmierzy się na wyjeździe z Lechią Gdańsk.

Wisła Płock – Lech Poznań 0:2 (0:1)

1:0 – Tymoteusz Puchacz 33′
2:0 – Christian Gytkjaer 90′

Wisła: 30. Thomas Dähne – 20. Cezary Stefańczyk, 3. Michał Marcjanik, 18. Alan Uryga, 2. Damian Michalski – 6. Damian Rasak, 8. Dominik Furman – 10. Giorgi Merebashvili, 9. Mateusz Szwoch (63′, 11. Grzegorz Kuświk), 7. Piotr Tomasik (73′, 44. Suad Sahiti) – 21. Ricardinho (82′, 88. Olaf Nowak).

Lech: 1. Mickey van der Hart – 37. Ľubomír Šatka, 13. Tomasz Dejewski, 4. Thomas Rogne, 22. Volodymyr Kostevych – 6. Karlo Muhar, 25. Pedro Tiba – 24. João Amaral (89′, 15. Jakub Moder), 10. Darko Jevtić (84′, 36. Filip Marchwiński), 27. Tymoteusz Puchacz (77′, 38. Jakub Kamiński) – 9. Christian Gytkjaer.

Żółte kartki: Kuświk – Kostevych, Puchacz.
Sędzia: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Frekwencja: 4 501.

Źródło: Wisła Płock
Fot: DR.




Jakub Rzeźniczak wrócił do treningów. Czterech zawodników Wisły nadal kontuzjowanych

Po przeszło 3-tygodniowej przerwie do treningów wrócił Jakub Rzeźniczak. Przed piątkowym meczem z Lechem Poznań do gry niezdolnych będzie najprawdopodobniej czterech innych zawodników – informuje Wisła Płock.

Sportowcy, których kibice prawdopodobnie nie zobaczą na boisku podczas najbliższego spotkania to: Angel Garcia Cabezal, Bartłomiej Sielewski, Mikołaj Kwietniewski oraz Hubert Adamczyk. Hiszpan doznał kontuzji mięśnia przywodziciela. Istnieje jednak szansa, że do treningów wróci jeszcze przed spotkaniem z Lechem Poznań.

Bartłomiej Sielewski z kolei podczas jednego z treningów doznał złamania nosa, co automatycznie wyklucza go z gry przeciwko Kolejorzowi. Kontuzjowany jest również Mikołaj Kwietniewski. 20-latek przeszedł zabieg artroskopii kolana i rozpoczął już proces rehabilitacji. Podobnie sytuacja rysuje się również w przypadku Huberta Adamczyka. Pomocnik jest w trakcie rehabilitacji po zabiegu szycia łąkotki w prawym kolanie, który przeszedł na początku października.

Pozostali zawodnicy są do dyspozycji trenera Sobolewskiego. Klub stwierdza, że “bardzo dobrą wiadomością jest powrót do treningów Jakuba Rzeźniczaka, który wrócił do siebie po zapaleniu opon mózgowych. W tym momencie stoper trenuje jeszcze indywidualnie, ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, niebawem powinien wrócić do zajęć z drużyną”.

Fot. Wisła Płock.




Ten awans po prostu im się należał. Orlen Wisła Płock ‘rzutem na taśmę’ ograła GOG

Kiedy w 45.min. płocka drużyna przegrywała 16:21, już tylko najwięksi optymiści wierzyli w awans. Nafciarze jednak kapitalnie rozegrali ostatni kwadrans. To oni cieszą się z awansu do fazy pucharowej Ligi Mistrzów.

Bohaterem pierwszych minut sobotniego spotkania i całej pierwszej połowy był bramkarz gości Viktor Hallgrimsson, który obronił rzuty Nafciarzy w kilku dobrych sytuacjach strzeleckich, stąd też wynik 2:2 w 7.min. pojedynku. Płocczanie mieli szczęście o tyle, że gracze GOG również nie mogli się wstrzelić w bramkę strzeżoną przez Adama Morawskiego. Z biegiem czasu wydarzenia na boisku nabierały tempa, ale żadna z drużyn nie mogła zbudować przewagi większej, niż jedna bramka. W szeregach GOG wciąż najwięcej braw zbierał bramkarz Hallgrimsson, który w 19.min. obronił rzut karny Jerko Matulicia i mógł się pochwalić skutecznością na poziomie bliskim 50 proc.

Ponadto obydwa zespoły wyraźnie postawiły przede wszystkim na mocne defensywy, stąd ataki pozycyjne były długie, a bramek niewiele. Orlen Wiśle Płock w trudnych momentach skórę ratował indywidualnymi akcjami Niko Mindegia, gdyż wyjątkowo trudno było zawiązać składną akcje zespołową. W końcówce I części meczu wicemistrzowie Danii wykorzystali błędy w ataku płocczan i na kilka sekund przed zejściem do szatni trafili na 13:11. To oznaczało, że drugą połowę Nafciarze muszą wygrać różnicą czterech trafień.

Zaraz po zmianie stron sytuacja płockiej drużyny stała się już bardzo trudna – goście dorzucili jeszcze dwie bramki i stan meczu wynosił 11:15. Wiślacy rozpoczęli heroiczny wyścig z czasem, a impuls do odrabiania strat poszedł od Ivana Stevanovicia, który wybronił dwie ważne piłki, a jego koledzy zmniejszyli straty do dwóch oczek. Niestety w kolejnych próbach uparcie Nafciarze obijali bramkarza GOG, co z każdą uciekającą sekundą oddalało płocki klub od awansu. W 42.min. Hallgrimsson obronił rzut Mlakara, goście podwyższyli wynik na 20:15, a dwie minuty kary otrzymał Philip Stenmalm. Taki obrót spraw stawiał płocczan w bardzo trudnym położeniu. W tym momencie o awansie Orlen Wisła Płock mogła mówić w kategoriach cudu. No i… się zdarzył.

Nafciarze zaliczyli nieziemski kwadrans, w którym zdobyli 11 bramek przy tylko trzech straconych. Między słupkami bezbłędny był Stevanović, a w ataku Mindegia robił, co do niego należało. Goście byli bezradni również wobec “naszej” kapitalnej postawy w obronie. Czas leciał, straty do GOG topniały i gdy w 55.min. Mindegia trafił na 24:22, ORLEN Arena ‘odleciała’. Wcześniej fantastycznym rzutem za plecami popisał się Ruiz, co wlało w płocki zespół wiele pozytywnej energii, a bramki Matulicia i Mihicia w ostatniej minucie przypieczętowały nasz awans. Brawo ORLEN Wisła Płock!

ORLEN Wisła Płock – GOG Håndbold 27:24 (11:13)

ORLEN Wisła: Morawski, Stevanović – Stenmalm, Matulić 5(2k), Ruiz 5, Szita, Krajewski, Źabić 1, Mihić 4, Sulić, Mindegia 7(2k), Mlakar 5

GOG: Andreasen, Hallgrimsson – Rikhardsson 2, Arnarsson, Nilsen 3, Pujol 4, Laerke, Bergendahl 2, Gidsel, Kronborg, Tilsted, Jakobsen 6(3k), Jacobsen, Moller 7, Clausen

Źródło: SPR Wisła Płock
Fot: Piotr Augustyniak




Emocjonujące, ciekawe spotkanie. Wisła Płock zremisowała z Górnikiem Zabrze

– Ten mecz mógł podobać się kibicom, był bardzo emocjonujący – stwierdził Radosław Sobolewski, trener Wisły Płock na pomeczowej konferencji prasowej. Dodał, że nie do końca spotkanie mogło być tak postrzegane przez trenerów. – Ze swojej strony jestem zadowolony z pierwszej połowy. Drugą połowę zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dwie akcje, żeby zamknąć mecz i podwyższyć wynik. W końcówce zabrzanie pokazali jednak charakter i tak naprawdę zepchnęli nas do głębszej defensywy, raz po raz stwarzając groźne sytuacje – mówił selekcjoner.

W pierwszym meczu rewanżowym w sezonie 2019/2020 Wisła Płock w ramach 16. kolejki PKO Ekstraklasy mierzyła się na wyjeździe z Górnikiem Zabrze. Ciekawe spotkanie zakończyło się remisem 2:2. Obie bramki dla gospodarzy zdobył Igor Angulo, a dla Nafciarzy trafili Ricardinho oraz Giorgi Merebashvili.

Obie drużyny podeszły do tego spotkania dość spokojnie. Pierwszą groźniejszą akcję przeprowadzili gospodarze, a miało to miejsce dopiero w jedenastej minucie. Jak się okazało, od razu zakończyła się ona bramką. Z dalszej odległości kopnął Szymon Matuszek, a pod nogi Igora Angulo piłkę wybił Alan Uryga. Wspomniany Bask idealnie przymierzył lewą nogą i piłka, odbijając się jeszcze od słupka, wylądowała w siatce Thomasa Dähne. Nafciarze od razu odpowiedzieli dwoma dośrodkowaniami Dominika Furmana. Najpierw o mały włos własnego bramkarza nie pokonał Matuszek, ale później mieliśmy już wyrównanie. Wrzutkę naszego kapitana przedłużył Mateusz Szwoch, a futbolówkę do środka zgrał z dalszego słupka Michał Marcjanik. Ta spadła pod nogi Ricardinho i Brazylijczyk nie miał problemów ze zdobyciem czwartego gola w bieżącym sezonie.

Zabrzanie do głosu doszli kilka minut później, kiedy znakomitą okazję po kontrze i dograniu Angulo zmarnował David Kopacz. Precyzji zabrakło także Ricardinho, który po akcji Furmana i Piotra Tomasika zdecydował się na płaski strzał z daleka. Po ponad pół godziny gry gospodarze ponownie mogli wyjść na prowadzenie. Angulo kapitalnie wypatrzył wybiegającego za naszą defensywę Kopacza, lecz na nasze szczęście młody piłkarz przegrał pojedynek z Dähne. Na kilka minut przed końcem pierwszej połowy świetne prostopadłe podanie dostał Giorgi Merebashvili. Gruzin przebiegł sam długi dystans i choć najpierw trafił prosto w Martina Chudego, to przy dobitce spisał się już bez zarzutu i umieścił piłkę w bramce Górnika. Co prawda weryfikacja VAR trwała dość długo, ale sędzia główny zdecydował się ostatecznie uznać bramkę. Tuż przed gwizdkiem arbitra od utraty bramki uratował nas jeszcze Marcjanik, który po rzucie rożnym wybił piłkę z linii bramkowej.

Po zamianie stron szybko znakomitą interwencją popisał się Dähne, który wyciągnął się jak struna, gdy główkował Kopacz po świetnym dośrodkowaniu Erika Janžy. Niedługo potem groźnie było już pod bramką gospodarzy, gdzie podobnie jak w pierwszej połowie Marcjanik, tak teraz z linii bramkowej swojej drużyny futbolówkę wybił Mateusz Matras. Wszystko za sprawą dobrej akcji Merebashvilego i strzału głową Piotra Tomasika. Dłużni wobec tego nie pozostawali zawodnicy Górnika, a konkretnie Ishmael Baidoo z Jesúsem Jiménezem. Ostatecznie zaskoczyć z dalszej odległości naszego bramkarza starał się drugi z nich, ale zrobił to niecelnie. W sześćdziesiątej minucie w swoim stylu okazji do bramki szukał w polu karnym Uryga, ale tym razem jego uderzenie głową było niedokładne. Niestety kilka minut później gospodarza przeprowadzili kolejną ładną akcję. Boris Sekulić przytomnie minął Furmana i odegrał do Łukasza Wolsztyńskiego. Ten bez przyjęcia oddał piłkę do Angulo, który znakomicie wykończył całą akcję i doprowadził do remisu.

W dalszej części meczu to zabrzanie osiągnęli optyczną przewagę, która co jakiś czas przeradzała się w kolejne sytuacje. Szczególnie groźnie było po dośrodkowaniach Janžy. Najpierw nieznacznie strzałem głową pomylił się Wolsztyński, a pod koniec meczu do centry nie doszedł Paweł Bochniewicz. Szansę na hat-tricka zmarnował za to Angulo. Najbliżej bramki był jednak Matras, który uderzeniem głową po kolejnej znakomitej wrzutce Janžy obił jedynie słupek naszej bramki. Tuż przed ostatnim gwizdkiem z dystansu postanowił jeszcze huknąć Mateusz Szwoch, ale piłka przeleciała wysoko nad bramką. Ostatecznie Nafciarzom udało się przetrwać ataki Górnika i drugi ligowy remis z rzędu Wisły Płock stał się faktem.

Kolejne spotkanie Wisła Płock rozegra już za tydzień – w piątek 29 listopada o godzinie 20:30 – gdy na Stadionie im. Kazimierza Górskiego zmierzy się z Lechem Poznań. Gdzie kupić bilety na to spotkanie? Odpowiedź znajdziecie na stronie Wisły Płock.

Górnik Zabrze – Wisła Płock 1:2 (1:2)

1:0 – Igor Angulo 11′
1:1 – Ricardinho 16′
1:2 – Giorgi Merebashvili 40′
2:2 – Igor Angulo 71′

Górnik: 84. Martin Chudý – 3. Boris Sekulić, 23. Mateusz Matras, 5. Paweł Bochniewicz, 64. Erik Janža – 22. Szymon Matuszek, 44. Filip Bainović (59′, 8. Alasana Manneh) – 7. David Kopacz, 9. Jesús Jiménez, 11. Ishmael Baidoo (59′, 10. Łukasz Wolsztyński) – 17. Igor Angulo.

Wisła: 30. Thomas Dähne – 20. Cezary Stefańczyk, 3. Michał Marcjanik, 18. Alan Uryga, 2. Damian Michalski – 6. Damian Rasak, 8. Dominik Furman – 10. Giorgi Merebaszwili (90′, 88. Olaf Nowak), 9. Mateusz Szwoch, 7. Piotr Tomasik (55′, 44. Suad Sahiti) – 21. Ricardinho (67′, 11. Grzegorz Kuświk).

Żółte kartki: Baidoo, Kopacz, Sekulić – Uryga, Rasak.
Sędzia: Paweł Gil (Lublin).
Frekwencja: 8201.

Źródło: Wisła Płock
Fot: Michał Chwieduk/400mm.pl (Wisła Płock).




Czy Wisła Płock zmieni swój herb? [OŚWIADCZENIE]

– W związku z pojawiającymi się informacjami na temat możliwości zmiany herbu Klubu, informujemy, że zaawansowane rozmowy na ten temat z naszym Sponsorem Strategicznym – firmą PKN ORLEN S.A. wciąż trwają – czytamy w oświadczeniu Wisły Płock, które wydał klub.

W dalszej części pisma klub wyjaśnia: “Wisła Płock S.A. od wielu lat czyni starania o zgodę Koncernu na wykorzystanie logotypu tzw. “Petki” (symbol w kształcie naczynia chemicznego zwanego retortą), która była elementem dawnych herbów klubowych. Informujemy, że negocjacje na temat wymienionego motywu do Klubu nie zostały jeszcze sfinalizowane.

Jeżeli właściciel symbolu – PKN ORLEN S.A. oraz Klub dojdą do porozumienia, przeprowadzona zostanie dodatkowa ankieta ze stosownym pytaniem, skierowana do wszystkich Kibiców Wisły Płock. W przypadku woli większości fanów do powrotu do herbu ZKS WISŁA z “Petką”, nastąpią przygotowania do procesu rebrandingowego. Ewentualna, oficjalna zmiana emblematu, którym posługiwać miałby się Klub, nastąpić może najwcześniej przed startem sezonu ligowego 2020/21.

Podkreślamy jednak, że w pierwszej kolejności musi dojść do sfinalizowania rozmów pomiędzy Klubem, a Koncernem i podpisania umowy licencyjnej na wykorzystanie logotypu “Petki”.




To nie będzie łatwy mecz, ale jest do wygrania. Orlen Wisła Płock zagra w Szwajcarii

Tak wypadło, że Orlen Wisła Płock musi najważniejszy mecz roku 2019 rozegrać w Szwajcarii. W niedzielę, w Szafuzie płocka drużyna zagra z miejscowymi “Kadetami”. Tylko wygrana przedłuży szanse na awans do play-off Ligi Mistrzów. Przedłuży, bo parę tygodni temu wydawało się, że ich kompletnie nie ma.

Każdy kibic w Płocku mógł tak sądzić. Porażka w Rumunii 29:20 wydawała się przysłowiowym gwoździem do trumny. Pech chciał, że przed rumuńskim spotkaniem dopadły płocki zespół… kontuzje. Kapitalnie spisujący się, nie tylko, w obronie – Philip Stenmalm nie gra do dziś. W niedzielę też nie zagra. Michał Daszek w tym roku raczej nie zagra. Kosta Igropulo jest w trakcie rehabilitacji. Pocieszający jest fakt, że do gry wrócili Alvaro Ruiz i Ziga Mlakar. No i Ondrej Zdrahala, który może grać na lewym rozegraniu lub na środku. W Kwidzynie zagrał na tyle skutecznie, że rzucił 2 bramki. Jego obecność to plus dla Wisły, bo skoro zdrowy, w pełni sił, to na pewno się przyda. Pytanie, w jakim wymiarze skorzysta z niego trener Sabate?

Powrót, Alvaro, Zigi i Ondreja daje dużo więcej możliwości trenerowi niż np. w meczu z Dynamem, tym przegranym 29:20. Umówmy się, w tym meczu grało tylko dwóch rozgrywających. Zoltan Szita to kapitalny gracz, ale tego meczu w Rumunii zwyczajnie ‘nie udźwignął’.

A co przed meczem w Szwajcarii sądzi były szkoleniowiec płockiego klubu piłki ręcznej Lars Walther?

– “Kadeci” są drużyną znakomicie grającą na swoim boisku. Jestem pewny, że wszyscy w Płocku pamiętają porażkę z 2016 roku. Pamiętam ten dym na hali i mój prezes, Giogrio Behr był wręcz wściekły. Ostatecznie, atmosfera była znakomita – wspomina Wahter. Dodaje, że: – Gabor Czaszar i Zarko Sesum to dwaj gracze, którzy, jeżeli trafią z formą na ten mecz, mogą zrobić wiele krzywdy Wiśle. Ostatnio jednak, mieli dość duże wahania formy. “Kadeci” to jednak bardzo groźna drużyna na własnym boisku, co potwierdza wygrana z GOG. Jeżeli Wisła zagra na 100 proc. skoncentrowana to ten mecz może wygrać.

Lars Walther jest od dwóch lat trenerem Ribe – Esbjerg. Jak mówi, w jego drużynie jest co najmniej dwóch zawodników, którzy mogą „za chwilę” stać się topowymi zawodnikami w Europie.

Mecz Orlen Wisły Płock w Szwajcarii już w niedzielę, 17 listopada, o godz. 19:00. Transmisja Canal+ Sport od 18:55.

Łukasz Zieliński

Fot. Archiwum Dziennik Płocki.




Xavier Sabate: Graliśmy na granicy naszych możliwości. Ważne zwycięstwo Orlen Wisły Płock [FOTO]

– Dziś w ataku Niko dał lekcję, jak grać. Pokazał, jak być liderem drużyny. Jego rolą nie jest zdobywanie bramek, ale w obliczu tylu kontuzji pokazał, że jest świetnym zawodnikiem i wziął na siebie tę odpowiedzialność. W obronie cały zespół wykonał niesamowitą pracę – graliśmy na granicy naszych możliwości. Dziękuję również kibicom za stworzenie w hali gorącej atmosfery – komentował Xavier Sabate, trener ORLEN Wisły Płock na pomeczowej konferencji prasowej.

Z kolei Vladimir Maksimov trener Chekhovskie Medvedi przyznał, że ORLEN Wisła Płock walczyła dziś lepiej, niż my. – Gra była agresywna, co mogło spowodować kontuzje. Nasza gra była niezorganizowana, traciliśmy dużo piłek, akcje były indywidualne – podsumował.

W niedzielnym spotkaniu ORLEN Wisła Płock w 7. kolejce VELUX EHF Ligi Mistrzów pokonała Chekhovskie Medvedi ( Czechowskie Niedźwiedzie) 34:28. Zwycięstwo tym cenniejsze, że odniesione w bardzo okrojonym składzie.

Trener Xavier Sabate pod nieobecność kilku kluczowych graczy zdecydował się na rozwiązanie, które testował w poprzednich spotkaniach. Podwyższona, agresywna obrona mocno od pierwszej minuty utrudniała grę rozgrywającym Niedźwiedzi i to gospodarze szybko przejęli inicjatywę. Na środku obrony znakomicie ze swoich obowiązków wywiązywał się Mateusz Piechowski, a w ataku na swoim wysokim poziomie rozgrywał Niko Mindegia, po którego asystach i bramkach ręce same składały się do oklasków. Zaskakiwał również nasz prawoskrzydłowy…Przemek Krajewski, który na trzy swoje próby wykorzystał wszystkie. Wiślacy grali szybko, chętnie wyprowadzali kontrataki i po kwadransie gry prowadzili 10:7. Po stronie gości dobrze dysponowani byli Dmitrii Santalov i przede wszystkim Kiril Kotov, który często umiejętnie wykorzystywał naszą podwyższoną obronę i zbiegał na szósty metr. Kilkukrotnie w pomocą przychodził nam Adam Morawski, ale i tak przed przerwą rosyjski rozgrywający uzbierał aż pięć bramek. Pod koniec tej części meczu obie ekipy poszyły na wymianę ciosów i w efekcie po pierwszych trzydziestu minutach mieliśmy wysoki wynik i prowadzenie ORLEN Wisły Płock 18:15.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie, a kibice mogli oglądać prawdziwą wymianę ciosów z obu stron. Wyborną dyspozycję utrzymywali Mindegia i Krajewski, którzy byli bezbłędni w ataku, a w dodatku Krajek wykonywał olbrzymią pracę w obronie. To po ich dwójkowej akcji w 40.min. Nafciarze prowadzili już 25:20. Trzeba przyznać również, że goście nie byli w takiej formie, jak w naszym pierwszym meczu i gdy trafili kolejno Renato Sulić i z kontry Krajewski na 27:20, o czas poprosił trener Vladimir Maksimov. To był jednak dzień Nafciarzy, a przede wszystkim Niko Mindegii, który był klasą samą dla siebie – rozgrywał, trafiał i asystował na poziomie niedostępnym dla przyjezdnych. Do tego wielka praca w obronie całego zespołu przyniosły efekt w postaci prowadzenia 31:23 w 49.min. Chwilę później przy stanie 32:25 trener Niedźwiedzi poprosił o czas, ale losów tego spotkania nie było już szans odwrócić. Gospodarze mając dwa punkty w kieszeni nie forsowali już tempa, choć obrona do ostatniego gwizdka sędziego nie pozwalała mistrzom Rosji nawet na kosmetykę wyniku. Zwieńczeniem meczu była dwójkowa akcja Mindegii i Źabicia, która na koniec jeszcze raz poderwała publiczność zebraną w ORLEN Arenie.

ORLEN Wisła Płock – Chekhovskie Medvedi 34:28 (18:15)

ORLEN Wisła: Morawski – Matulić 3, Góralski, Piechowski, Szita 5, Krajewski 8, Źabić 1, Mihić 2, Sulić 5, Czapliński, Mindegia 10(2k)

Medvedi: Grushko, Pavlenko – Gumarov 1, Santalov 5, Kiselev, K.Kotov 6(2k), Andreev, Pavlenko, A.Kotov 4, Ostashchenko 2, Karlov 1, Kornev 1, Vasilev 1, Furtsev 3, Maslennikov 1, Kamenev, Kosorotov 3

Źródło: SPR Wisła Płock
Fot. DR.