Napięcie i emocje do ostatnich sekund. Orlen Wisła Płock pokonała VIVE Kielce!

Po świetnym widowisku Orlen Wisła Płock pokonała PGE VIVE Kielce 27:26 i została samodzielnym liderem PGNiG Superligi. Nafciarzom zwycięstwo zapewnił, rzutem równo z syreną, Niko Mindegia.

To był nerwowy początek w wykonaniu płockiej drużyny, czego nie można było powiedzieć o ekipie PGE VIVE Kielce. Na pierwszą bramkę Nafciarze musieli czekać blisko pięć minut, ale w tym momencie goście mieli na swoim koncie już trzy trafienia. Kielczanie bez większych problemów dochodzili do czystych sytuacji rzutowych, w których bezradny był Adam Morawski i po trafieniu Blaza Janca na 2:5 na boisku zameldował się Ivan Stevanović.

Po dosyć spokojnym początku wydarzenia na boisku zaczęły nabierać tempa, tym bardziej, że dla ORLEN Wisły Płock kontaktową bramkę zdobył Renato Sulić. Emocje zaczęły udzielać się również zawodnikom na boisku i sędziowie coraz częściej musieli uspokajać gorące głowy karami dwóch minut. Wreszcie na boisku zaczęliśmy oglądać więcej walki, niż efektownych bramek. W 22.min. po przestrzelonym rzucie Kulesha z kontry trafił Mateusz Góralski i tablica świetlna pokazała remis 9:9, a goście pozostawali bez trafienia przez ponad pięć minut. Trzeba przy tym dodać, że obrona Nafciarzy wyglądała dużo lepiej, niż na początku spotkania, co również potrafił wykorzystać Stevanović, co i rusz odbijając nieprzygotowane rzuty kielczan. Pod koniec pierwszej połowy worek z bramkami się nieco poluźnił, co lepiej wykorzystali gospodarze i na przerwę zeszli z prowadzeniem 14:12.

Druga połowa rozpoczęła się od wymiany ciosów i…czerwonej kartki dla Arcioma Karaleka (gradacja kar). W 40 min. stan meczu wyrównał z rzutu karnego Julen Aguinagalde, ale wystarczyło niespełna sześćdziesiąt sekund, aby przewaga wicemistrzów Polski ponownie urosła do dwóch oczek. W tym momencie jednak nie miało to większego znaczenia, gdyż można było w ciemno założyć, że decydujące akcje rozegrają się dopiero w ostatnich minutach tego pojedynku. Tym bardziej, że przypomniał o sobie Andreas Wolff, który dwukrotnie w efektowny sposób obronił między innymi rzut Igora Źabicia. Równo w 50.min. w ORLEN Arenie ponownie się zagotowało. W przy kontrze sam na sam Blac Janc trącił Lovro Mihicia, za co otrzymał czerwoną kartę, na chorwacki skrzydłowy trafił na 22:22. Nafciarze jednak nie wykorzystali tej okazji i dwie kolejne bramki powędrowały na konto mistrzów Polski. Ostatnią minutę pojedynku przy stanie 26:26 zaczęła efektowna parada Stevanovicia i czas trenera Xaviera Sabate. Po wznowieniu karę otrzymał Guillo, a szarpany atak rzutem w samo okienko równo z syreną zakończył Niko Mindegia. Nafciarze zostali samodzielnym liderem PGNiG Superligi.

Orlen Wisła Płock – PGE VIVE Kielce 27:26 (14:12)

Źródło i fot: SPR Wisła Płock.




Wisła Płock poszła na całość. Z Arką Gdynia wygrała 4:1

To się dopiero nazywa iść na całość. Nafciarze strzelali dziś bramkę za bramką. W rezultacie spotkanie zakończyło się wynikiem 4:1 dla Wisły. Takiego wyniku pewnie nikt się nie spodziewał – ani kibice, ani sami zawodnicy. Brawo! Po prostu – brawo! Jest to czwarte zwycięstwo Wisły Płock z rzędu.

W meczu otwierającym 11. kolejkę PKO Ekstraklasy Wisła Płock podejmowała Arkę Gdynia. Nafciarze po świetnym spotkaniu pokonali gości 4:1. Bramki zdobyli dziś dla nas Ricardinho, Damian Michalski, Piotr Tomasik oraz Mikołaj Kwietniewski.

Już od pierwszego gwizdka oba zespoły pokazały, że interesuje je w tym meczu tylko komplet punktów, stąd też zgromadzeni na stadionie kibice byli świadkami naprawdę ciekawej pierwszej połowy. Choć to w drugiej minucie Nafciarze pierwsi zagrozili swoim rywalom za sprawą lekkiego strzału głową Ricardinho, to do głosu szybko doszli później goście. Pod polem karnym Wisły faulowany był Davit Skhirtladze i z rzutu wolnego mocno uderzył Michał Nalepa. Piłka po bloku Damiana Michalskiego wyszła jednak na rzut rożny. Po tym stałym fragmencie szczęścia szukał także Azer Bušuladžić, ale piłka po jego uderzeniu nieznacznie minęła dalszy słupek bramki Thomasa Dähne. Po tej akcji w końcu odpowiedzieli Nafciarze, a konkretnie za sprawą Dominika Furmana, którego zaskakującą próbę z rzutu wolnego dobrze obronił Pāvels Šteinbors.

Po kwadransie gry mieliśmy z kolei sytuację Arkowców. Świetnie z rzutu wolnego uderzył z daleka Marko Vejinović, ale w tej sytuacji jeszcze lepszą interwencją popisał się wtedy Dähne, Przy kolejnej okazji gdynian Niemiec musiał co prawda wyjmować piłkę z siatki po dośrodkowaniu Nalepy i wykończeniu Damiana Zbozienia, ale arbiter odgwizdał wówczas pozycję spaloną tego ostatniego. I po tym zdarzeniu inicjatywę już na dobre przejęli podopieczni Radosława Sobolewskiego. Najpierw po podaniu Furmana dobrze w główkował Damian Michalski, ale na raty piłkę złapał wtedy Šteinbors. Szansy na skuteczną interwencję nie dał już Łotyszowi Ricardinho, który po wrzutce Furmana wyprowadził nas po niespełna pół godzinie gry na prowadzenie. Po zdobytej bramce Nafciarze nie spuścili z tonu i dalej napierali na przeciwników.

O mały włos prowadzenia nie podwyższył Furman, gdy piłka po jego strzale minimalnie minęła okienko bramki Arki. Okazji na strzelenie swojej debiutanckiej bramki nie wykorzystał również Suad Sahiti, który dostał futbolówkę z lewego skrzydła i, mając sporo miejsca, uderzył wprost w bramkarza. Drugą bramkę dla Wisły udało się za to zdobyć Damianowi Michalskiemu! Po wrzutce z prawej strony i przedłużeniu przez Piotra Tomasika nasz młody obrońca piekielnie mocno uderzył z pierwszej piłki, która w mgnieniu oka zatrzepotała już w bramce gości. Przed zamianą stron byliśmy w stanie jeszcze dwukrotnie zagrozić bramce gdynian. Najpierw z nieprzygotowanej pozycji strzelał Alan Uryga, a na sam koniec bombę z dystansu posłał w swoim stylu Furman i Šteinbors z dużymi problemami odbił ją prosto przed siebie.

Po zamianie stron byliśmy świadkami nieco spokojniejszej gry z obu stron. Pierwszym wartym odnotowania zdarzeniem był bardzo, bardzo nieprecyzyjny rzut wolny w wykonaniu Vejinovicia. Nafciarze poczuli się tym urażeni i od razu ruszyli do ataku. Efektem tego było najlepsze, co mogło nas spotkać, bo trzeci gol! Mniej więcej godzinę od rozpoczęcia spotkania fantastycznym prostopadłym podaniem popisał się w środku pola Furman, który wypatrzył wybiegającego za linię obrony Tomasik. Grający na skrzydle piłkę piłkarz najpierw przegrał pojedynek ze Šteinborsem, ale przy dobitce już się nie pomylił i umieścił piłkę w siatce. Niedługo potem zapachniało już za to czwartą bramkę dla Nafciarzy. Niestety najpierw w dogodnej sytuacji przeciwnego bramkarze nie pokonał Uryga, przy dobitce Tomasik uderzył dokładnie tam, gdzie w ciemno poszedł Šteinbors, a na koniec łotewski bramkarz ładnie wybronił techniczne uderzenie Michalskiego z linii pola karnego.

Goście otrząsnęli się dopiero kilka chwil później, kiedy przed polem karnym z piłką znalazł się Vejinović. Próba Holendra z dystansu została jednak w porę zblokowana. Niestety na kwadrans przed końcem spotkania Arkowcy zdołali już pokonać naszego bramkarza. Stało się to po strzale z ostrego kąta Michała Nalepy, który dostał wcześniej dobre podanie od Marcina Budzińskiego. Ogólnie goście zaczęli się prezentować znacznie lepiej i niedługo potem doszli do kolejnej sytuacji, kiedy po krótkim roku zaskoczyć Dähne starał się Vejinović. Dosłownie chwilę po tym z linii bramkowej piłkę wybił Damian Michalski i mieliśmy naprawdę dużo szczęścia, że gdynianie nie strzelili wtedy kontaktowego gola. Później z dalszej odległości próbował także szczęścia między innymi Nalepa, ale piłka ponownie wpadła w rękawice Dähne.

Na sam koniec meczu Nafciarze ruszyli ze swoim ostatnim atakiem w tym spotkaniu i przypieczętowali jeszcze pewne zwycięstwo. Świetną akcję lewą stroną przeprowadził Mateusz Szwoch, który dorzucił do wprowadzonego Mikołaja Kwietniewskiego, który ustalił pewnym strzałem wynik meczu na 4:1. Płocczanie odnieśli tym samym już czwarte ligowe zwycięstwo z rzędu!

Kolejne ligowe spotkanie Wisła Płock rozegra dopiero po drugiej w sezonie 2019/2020 przerwie reprezentacyjnej, w której szansę na występy w reprezentacji Polski będzie miał nasz kapitan Dominik Furman. Sobota 19 października godz. 15:00 – to termin naszego kolejnego pojedynku z Koroną Kielce na wyjeździe.

Wisła Płock – Arka Gdynia 3:1 (2:0)

1:0 – Ricardinho 29′
2:0 – Damian Michalski 35′
3:0 – Piotr Tomasik 59′
3:1 – Michał Nalepa 74′
4:1 – Mikołaj Kwietniewski 90′

Wisła: 30. Thomas Dähne – 20. Cezary Stefańczyk, 25. Jakub Rzeźniczak, 18. Alan Uryga, 2. Damian Michalski – 44. Suad Sahiti (65′, 14. Mikołaj Kwietniewski), 6. Damian Rasak, 8. Dominik Furman, 9. Mateusz Szwoch, 7. Piotr Tomasik (90′, 28. Maciej Ambrosiewicz) – 21. Ricardinho (81′, 16. Oskar Zawada).

Arka: 1. Pāvels Šteinbors – 33. Damian Zbozień, 3. Christian Maghoma, 17. Adam Marciniak, 46. Jakub Wawszczyk – 27. Marcin Budziński, 10. Marko Vejinović, 14. Michał Nalepa, 22. Azer Bušuladžić (81′, 16. Adam Deja) – 9. Dawit Schirtladze, 7. Maciej Jankowski (63′, 77. Nando García).

Żółte kartki: Rasak, Sahiti – Jankowski, Marciniak, Nalepa, Zbozień.
Sędzia: Paweł Gil (Lublin).
Widzów: 4 003.

Źródło i fot: Wisła Płock.




Raków też pokonany. Kolejne trzy punkty na koncie Nafciarzy

– W pierwszej połowie, trzeba przyznać, Raków był lepszy, a my chcieliśmy kontrolować grę poprzez obronę średnią – mówił trener Wisły Płock Radosław Sobolewski podczas pomeczowej konferencji prasowej. Zdaniem szkoleniowca drużynie brakowało fazy przejściowej, czyli przejścia z obrony do ataku. – Zobaczyliśmy to w drugiej połowie, gdy byliśmy już zespołem o wiele groźniejszym niż przed przerwą. Chwała za decyzje zawodników o strzałach, które zakończyły się bramkami – podkreślił.

W meczu 10. kolejki PKO Ekstraklasy Wisła Płock rywalizowała w minioną sobotę w Bełchatowie z Rakowem Częstochowa. Nafciarze w dramatycznych okolicznościach pokonali gospodarzy 2:1, a decydującą bramkę w ostatnich sekundach meczu zdobył Piotr Tomasik!

Podopieczni Radosława Sobolewskiego szybko przeprowadzili dwie akcje, ale żadnej z nich nie udało się zakończyć strzałem na bramkę gospodarzy. Najpierw akcję rozprowadził do Grzegorza Kuświka Mateusza Szwoch, który potem sam nie dał rady zamknąć płaskiego podania od naszego wspomnianego napastnika. W okolicach kwadransa gry nikt nie doszedł z kolei do dośrodkowania z rzutu wolnego Dominika Furmana. Od tego momentu inicjatywę w meczu zdecydowanie przejęli zawodnicy Rakowa Częstochowa. W trakcie jednego z kontrataków początkowo źle piłkę rozegrał Petr Schwarz, ale ostatecznie i tak doszedł do niej jeszcze Bryan Nouvier. Jego dobrą centrę niecelną główką zakończył jednak Miłosz Szczepański. Chwilę potem od utraty bramki uchronił nas Jakub Rzeźniczak, który w ostatniej chwili wybił na rzut rożny piłkę spod nóg Felicio Browna Forbesa.

Z tego stałego fragmentu gry gola mógł zdobyć za to Tomáš Petrášek, ale jego uderzenie głową w porę zostało zablokowane. W kolejnej akcji ten sam piłkarz znakomicie odegrał piłkę do wychodzącego za linię naszej defensywy Browna Forbesa. Kostarykanin znalazł się w sytuacji sam na sam z Thomasem Dähne, ale na szczęście pojedynek ten wygrał nasz golkiper. Później świetną interwencją popisał się Alan Uryga, który odważnym wślizgiem odebrał piłkę Brownowi Forbesowi. Niestety pod koniec pierwszej połowy aktywny napastnik dopiął w końcu swego i wyprowadził Raków na prowadzenie. Z prawej strony bardzo dobrą centrę wykonał Michał Skóraś i Brown Forbes popisał się skuteczną główką. Tuż przed przerwą swoim skrzydłem ruszył jeszcze Cezary Stefańczyk, ale po jego wrzutce nieskutecznie główkował Ángel García Cabezali.

Zaraz po zamianie stron gospodarze mogli podwyższyć prowadzenie, ale wprowadzony w przerwie Sebastian Musiolik mimo tego, że ładnie obrócił się w naszej szesnastce z obrońcą na plecach, to ostatecznie swoim strzałem nie trafił nawet w bramkę. W odpowiedzi podobnie jak przed przerwą główkował Cabezali, lecz znów nieskutecznie. Tym razem piłkę złapał bowiem Michał Gliwa. Kilka minut później Nafciarzom udało się jednak doprowadzić do wyrównania. Przed polem karnym świetnym, niesygnalizowanym uderzeniem z pierwszej piłki popisał się Szwoch, który zdobył tym samym swoją pierwszą bramkę w tym sezonie. W ramach odwetu szczęścia z dalszej odległości spróbował Skóraś, ale powtórzyć wyczynu naszego pomocnika mu się już nie udało. Do sytuacji doszedł za to po drugiej stronie Damian Michalski, ale jego główka była niestety niecelna.

Nieskuteczny był także kolejny dobry strzał z dystansu Szwocha. W tym przypadku Gliwie udało się jednak dobrze interweniować i odbić futbolówkę. Podobnie kilka chwil później, kiedy po ładnej zespołowej akcji Nafciarzy dobrze zatrzymał strzał głową Grzegorza Kuświka. Parę sekund wcześniej napastnik nieczysto trafił w piłkę po świetnej akcji Giorgiego Merebashvilego. W kolejnych fazach meczu mieliśmy sporo walki w środku pola, po czym z daleka raz zaskoczyć Gliwę postarał się Furman, lecz jego próba została zblokowana. Bezskuteczna okazała się także szarża wprowadzonego wcześniej Piotra Tomasika. Grający na skrzydle piłkarz trafił bowiem jedynie w boczną siatkę przeciwnej bramki. Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem, ponownie swoją stroną ruszył Tomasik i tym razem dopiął swego! Piłka po jego uderzeniu odbiła się od dalszego słupka i w ostatnich sekundach meczu wpadła do bramki bezradnego Gliwy. Sędzia zaraz potem zagwizdał po raz ostatni.

Następne ligowe spotkanie Wisła Płock rozegra już w piątek 4 października o godzinie 18:00. Wówczas na Stadionie im. Kazimierza Górskiego Nafciarze będą podejmować Arkę Gdynia.

Raków Częstochowa – Wisła Płock 1:2 (1:0)

1:0 – Felicio Brown Forbes 42′
1:1 – Mateusz Szwoch 53′
1:2 – Piotr Tomasik 90′

Raków: 1. Michał Gliwa – 77. Dawid Szymonowicz, 2. Tomáš Petrášek, 14. Kamil Kościelny – 22. Michał Skóraś, 18. Rusłan Babenko, 17. Petr Schwarz, 11. Bryan Nouvier (46′, 9. Sebastian Musiolik), 30. Miłosz Szczepański (90′, 7. Maciej Domański), 27. Daniel Bartl (70′, 13. Piotr Malinowski) – 91. Felicio Brown Forbes.

Wisła: 30. Thomas Dähne – 20. Cezary Stefańczyk, 25. Jakub Rzeźniczak, 18. Alan Uryga, 2. Damian Michalski – 6. Damian Rasak, 8. Dominik Furman – 10. Giorgi Merebashvili (88′, 14. Mikołaj Kwietniewski), 9. Mateusz Szwoch, 24. Ángel García Cabezali (72′, 7. Piotr Tomasik) – 11. Grzegorz Kuświk (74′, 21. Ricardinho).

Żółta kartka: Babenko.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Frekwencja: 2 578

Źródło: Wisła Płock
Fot: Paweł Piotrowski/400mm.pl (Wisła Płock)




Wisła Płock nabiera wiatru w piłkarskie żagle. Nafciarze pokonali Białą Gwiazdę

Wisła Płock po zwycięstwie z Legią podąża za ciosem. Dziś Nafciarze powtórzyli sukces z poprzedniego meczu, który odbył się kilka dni temu na płockim stadionie. Drużyna Radosława Sobolewskiego pokonała swoją imienniczkę z Krakowa. Bramki dla nas strzelili Dominik Furman oraz Damian Michalski.

W jednym z niedzielnych spotkań 9. kolejki PKO Ekstraklasy Wisła Płock podejmowała Wisłę Kraków. Nafciarze pokonali gości 2:1. Bramkę dla Białej Gwiazdy zdobył Paweł Brożek, a dla nas trafili Dominik Furman oraz Damian Michalski.

Od pierwszych minut przewagę starali się osiągnąć goście, przez co już w piątej minucie mogli wyjść tak naprawdę na prowadzenie. Wówczas po świetnej koronkowej akcji Maciej Sadlok dograł płasko w pole karne do wbiegającego Michała Maka, który a bliskiej odległości minimalnie chybił. Nafciarze na tę akcję odpowiedzieli najlepiej jak mogli, bo po kwadransie gry otworzyli wynik spotkania. Giorgi Merebashvili minął na prawej stronie jednego z rywali i odegrał do Cezarego Stefańczyka. Pierwsze jego próba została zablokowana, a drugą było podanie do Dominika Furmana. Kapitan Wisły zdecydował się na uderzenie z dystansu lewą nogą, czym zaskoczył Michała Buchalika i zdobył swoją czwartą bramkę w tym sezonie.

W następnych fazach meczu dominowali już niestety przede wszystkim krakowianie, czego efektem były ich kolejne akcje. Za pierwszym razem w ostatniej chwili skutecznym wślizgiem popisał się Stefańczyk, a zaraz potem Chuca przytomnie wycofał do Sadloka, którego uderzenie zostało jednak w porę zblokowane. Zatrzymany został na szczęście także Kamil Wojtkowski, który dostał wówczas podanie od Sadloka po kolejnej koronkowej akcji Białej Gwiazdy. Duża przewaga gości przyniosła im efekt w postaci bramki po prawie pół godziny gry. Błąd w ustawieniu popełnił wtedy Stefańczyk, dzięki czemu w pole karne wbiegł dynamicznie Mak. Ten idealnie dograł do Pawła Brożka i doświadczony snajper doprowadził do wyrównania.

Po tej akcji kilka razy z dobrej strony pokazał się Thomas Dahne. Niemiecki golkiper najpierw wybronił sytuację sam na sam z Makiem, którego dobrze dostrzegł z głębi pola Brożek, a niedługo potem nasz bramkarz złapał strzał głową Brożka po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Wojtkowskiego. Dahne wyciągnął się jeszcze jak struna przy technicznym uderzeniu Maka, kiedy to do skrzydłowego dobrze przed polem karnym odegrał piłkę Vukan Savićević. Nafciarze odgryźli się jako dopiero na kilka chwil przed końcem pierwszej połowy, gdy w drybling na prawym skrzydle wszedł Merebashvili. Reprezentant Gruzji zagrał potem płasko w pole karne, gdzie całą akcję zamykał Angel Garcia Cabezali. Techniczny strzał Hiszpana przeleciał jednak obok dalszego słupka bramki Buchalika. Tuż przed ostatnim gwizdkiem swoją szansę miał jeszcze Chuca, który przeniósł jednak piłkę nad bramką po tym, jak ładnie w tempo dograł mu Mak.

Po zamianie stron od razu z przodu pokazał Ricardinho, który dostał piłkę gdzieś na dwudziestym metrze i ładnie uderzył z dalszej odległości. Piłka jednak po minimalnym rykoszecie przeleciała nad bramką rywali. Ogólnie w drugiej części meczu większą ochotę do gry wykazywali Nafciarze, bo najpierw mieliśmy też zły strzał Merebashvilego, a potem celną próbę zza pola karnego Damiana Rasaka. Na posterunku był w tej sytuacji Buchalik. Z akcją ruszył później także Cabezali, który ładnie minął rywala i zagrał do Furmana. Piłka przeszła jeszcze do Olafa Nowaka, ale jego próba była bardzo nieudana.

Optyczna przewaga podopiecznych Radosława Sobolewskiego dała pożądany efekt na kwadrans przed końcem spotkania. Wówczas na skrzydle sfaulowany został wprowadzony w przerwie Mikołaj Kwietniewski. Do rzutu wolnego podszedł tradycyjnie Furman i celnie dośrodkował w pole karne. Tam najlepiej odnalazł się Damian Michalski i wyprowadził nas na ponowne prowadzenie! Po tej akcji swojej szansy na bramkę szukał jeszcze Nowak. Młody napastnik padł na murawę po wejściu w szesnastkę, ale sędzia nie dopatrzył się jednak żadnego faulu. Niedługo potem arbiter skończył to spotkanie i zawodnicy Wisły Płock dowieźli prowadzenie do końca!

Następne spotkanie Nafciarze rozegrają już w najbliższy wtorek 24 września o godzinie 16:00, gdy w I rundzie Totolotek Pucharu Polski 2019/2020 naszym rywalem na wyjeździe będzie Chemik Moderator Bydgoszcz.

Wisła Płock – Wisła Kraków 2:1 (1:1)

1:0 – Dominik Furman 16′
1:1 – Paweł Brożek 28′
2:1 – Damian Michalski 76′

Wisła P.: 30. Thomas Dähne – 20. Cezary Stefańczyk, 25. Jakub Rzeźniczak, 18. Alan Uryga, 2. Damian Michalski – 6. Damian Rasak, 8. Dominik Furman – 10. Giorgi Merebashvili (90′, 28. Maciej Ambrosiewicz), 9. Mateusz Szwoch, 24. Ángel García (72′, 14. Mikołaj Kwietniewski) – 21. Ricardinho (63′, 88. Olaf Nowak).

Wisła K.: 22. Michał Buchalik – 5. Lukas Klemenz, 27. Marcin Wasilewski, 2. Rafał Janicki, 4. Maciej Sadlok (7′, 21. Marcin Grabowski) – 28. Vukan Savićević, 10. Vullnet Basha – 18. Chuca (67′, 15. Jean Carlos Silva), 26. Kamil Wojtkowski, 7. Michał Mak – 23. Paweł Brożek (45′, 11. Krzysztof Drzazga).

Żółte kartki: Drzazga, Mak, Wasilewski.
Sędzia: Łukasz Szczech (Warszawa).
Widzów: 4 317.

Źródło: Wisła Płock
Fot. Jakub Gruca / 400mm.pl (Wisła Płock)




Nafciarze wyszli zwycięsko z meczu z Legią. Trzy punkty odrobione!

Legia Warszawa jechała do Płocka po zwycięstwo i tytuł lidera w tabeli. Okazało się jednak, że po dotkliwej porażce z Zagłębiem Lubin Nafciarze szybko się ocknęli i ruszyli do ataku. Bez szczególnej przewagi co prawda ale Wiśle Płock udało się dziś wygrać. Jako kibice płockiej drużyny będziemy czekać na więcej tak ważnych zwycięstw.

W zaległym meczu 4. kolejki PKO Ekstraklasy Wisła Płock rywalizowała z Legią Warszawa. Pierwsze w sezonie 2019/2020 Derby Mazowsza zakończyły się zwycięstwem Nafciarzy 1:0, a decydującą bramkę zdobył Grzegorz Kuświk!

Trzeba przyznać, że tempo meczu od początku niespecjalnie porywało, ponieważ ewidentnie żadna z drużyn nie chciała popełnić jakiegoś błędu. W niezłej sytuacji jednak niespodziewanie znalazł się Luquinhas, który uciekł Damianowi Michalskiemu. Brazylijczyk jednak źle przyjął sobie piłkę po podaniu z prawej strony i zamiast uderzyć z pierwszej piłki, posłał ją w rękawice Thomas Dähne. Niedługo później szansę na bramkę miał czyhający na błąd przeciwnej defensywy Jarosław Niezgoda. Snajper Legionistów doszedł do dobrego dośrodkowania z głębi pola od Pawła Stolarskiego, jednak pod naciskiem Cezarego Stefańczyka jego strzał głową okazał się niecelny. Zaraz potem ponownie pokazał się Luquinhas, który świetnie wybiegł do prostopadłego podania i wychodził już sam na sam z naszym bramkarzem, jednakże w ostatniej chwili piłkę spod jego nóg wybił wślizgiem Alan Uryga.

Przez kolejne fazy spotkania mieliśmy sporo gry w środku pola i niepotrzebnych, ostrych fauli. W okolicach pół godziny, podobnie jak wcześniej Uryga Luquinhasa, Stefańczyk zatrzymał Niezgodę. Na pierwszą bramkę musieliśmy więc czekać aż do czterdziestej minuty. I był to gol dla Wisły Płock! Do stałego fragmentu gry podszedł wówczas Dominik Furman. Kapitan Nafciarzy swoim stylu mocno uderzył z rzutu wolnego. Bardzo niepewnie futbolówkę odbił przed siebie Radosław Majecki, wobec czego błyskawicznie dopadł do niej Grzegorz Kuświk i wyprowadził nas swoją dobitką na prowadzenie.

W przerwie meczu wśród przyjezdnych nastąpiły dwie zmiany i jeden z wprowadzonych piłkarzy nieco ożywił poczynania gości. Najpierw Arvydas Novikovas, o którym mowa, dobrze urwał się na prawej stronie i zacentrował w stronę Niezgody. Piłka po jego strzale głową wylądowała jednak prosto w rękawicach Dähne. Kilka chwil później ponownie pokazał się wspomniany Litwin, który dostał krótkie podanie od Pawła Stolarskiego. Były piłkarz Jagiellonii zszedł z piłką do środka, ale jego uderzenie z lewej nogi było bardzo niecelne. Jeszcze mniej precyzyjnie główkował Igor Lewczuk po wrzutce Valeriana Gvilii. Lewym skrzydłem ruszył następnie również wprowadzony w przerwie Dominik Nagy. Reprezentant Węgier ściął akcję do środka i uderzył po krótkim słupku, lecz nasz golkiper był na posterunku. Sporo szczęście mieliśmy w okolicach siedemdziesiątej minuty. Najpierw w dogodnej sytuacji niecelnie przymierzył sprzed pola karnego Domagoj Antolić, a zaraz potem jeszcze lepszą szansę na bramkę miał Nagy, który spudłował w sytuacji sam na sam z Dähne po tym, jak walkę o piłkę stoczył z Niezgodą Jakub Rzeźniczak. Źle w naszym polu karnym zachował się także Stolarski, który nie potrafił skorzystać z centry Gvilii z rzutu rożnego. Ponownie piłkę złapał wtedy stojący w naszej bramce Niemiec. Na sam koniec spotkanie prawdziwą piłkę meczową miał na nodze Novikovas, który z kilku metrów uderzył na naszą bramkę równie potężnie, co niecelnie. Po tej sytuacji podopieczni Radosława Sobolewskiego dowieźli prowadzenie do końca i odnieśli ostatecznie arcyważne trzy punkty!

Następne ligowe spotkanie Wisła Płock rozegra już w niedzielę 22 września o godzinie 12:30. Wówczas na Stadionie im. Kazimierza Górskiego Nafciarze będą podejmować Wisłę Kraków.

Wisła Płock – Legia Warszawa 1:0 (1:0)

1:0 – Grzegorz Kuświk 40′

Wisła: 30. Thomas Dähne – 20. Cezary Stefańczyk, 25. Jakub Rzeźniczak, 18. Alan Uryga, 2. Damian Michalski – 6. Damian Rasak, 8. Dominik Furman – 44. Suad Sahiti (76′, 10. Giorgi Merebashvili), 9. Mateusz Szwoch (81′, 28. Maciej Ambrosiewicz), 24. Ángel García Cabezali (86′, 7. Piotr Tomasik) – 11. Grzegorz Kuświk.

Legia: 1. Radosław Majecki – 41. Paweł Stolarski, 5. Igor Lewczuk, 55. Artur Jędrzejczyk, 16. Luís Rocha – 24. André Martins, 7. Domagoj Antolić (71, 20. José Kanté), 26. Cafú (46, 18. Arvydas Novikovas) – 82. Luquinhas (46, 21. Dominik Nagy), 8. Valeriane Gvilia – 11. Jarosław Niezgoda.

Żółte kartki: Merebashvili, Rzeźniczak, Szwoch, Tomasik – Jędrzejczyk.
Żółtą kartką został także napomniany trener gości – Aleksandar Vuković.
Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom).

Źródło i fot: Wisła Płock.




Zaległy mecz Wisły z Legią jeszcze we wrześniu. Drużyny zagrają w Płocku

Zaległe spotkanie 4. kolejki PKO Ekstraklasy Wisła Płock – Legia Warszawa rozegrane zostanie w środę 18 września o godzinie 18:00 na Stadionie im. Kazimierza Górskiego. ​

Mecz pomiędzy Wisłą, a Legią pierwotnie miał odbyć się 11 sierpnia o godzinie 17:30, ale w związku z występami wicemistrzów Polski w europejskich pucharach został przełożony.

– W przypadku, gdyby Legii nie udało się uzyskać awansu, wystąpiliśmy do UEFA o zgodę na rozegranie tego meczu 17 lub 18 września o godz. 19:00, co dałoby klubom dodatkowy dzień lub dwa na przygotowania. Ponieważ jest to termin, w którym rozgrywane będą mecze Ligi Mistrzów, zgodę na wykorzystanie tej daty musi wyrazić UEFA, co wynika z treści porozumienia lig zawodowych z europejską federacją – tłumaczy Marcin Stefański, dyrektor operacyjny Ekstraklasy S.A.

UEFA wyraziła zgodę na rozegranie meczu w innym terminie, dlatego też drużyny Radosława Sobolewskiego i Aleksandara Vukovicia ostatecznie spotkają się w środę 18 września o godzinie 18:00. Warto dodać, że będzie to pierwsze w tym sezonie Derby Mazowsza.

Fot. Wisła Płock (Michał Łada)




Czy to początek dobrej passy? Nafciarze wygrali u siebie z ŁKS Łódź

Ponad 6 tysięcy widzów obejrzało z trybun drugie z rzędu zwycięstwo niebiesko-biało-niebieskiej drużyny. Tym razem Wisła podejmowała na stadionie im. Kazimierza Górskiego ŁKS Łódź. W tym starciu Nafciarze okazali się lepsi i trzy cenne punkty dopisali do swojego konta. Bramki dla naszej drużyny zdobyli Grzegorz Kuświk i Giorgi Merebashvili, a dla gości Łukasz Sekulski. W spotkaniu rozgrywanym dziś w Płocku w ramach 7. kolejki PKO Ekstraklasy Wisła Płock pokonała ŁKS Łódź 2:1!

Nafciarze od pierwszych minut starali się przejąć inicjatywę w tym spotkaniu i dało to najlepszy możliwy efekt. Już w drugiej minucie rajd lewą stroną przeprowadził Giorgi Merebashvili, który wywalczył tym samym dla nas rzut rożny. Ze stałego fragmentu gry w stronę Damiana Michalskiego w swoim stylu dośrodkował Dominik Furman. O ile przy strzale stopera Michał Kołba popisał się jeszcze instynktowną interwencją, tak przy dobitce Grzegorza Kuświka nie miał już żadnych szans. W trzeciej minucie wyszliśmy zatem na prowadzenie. Goście chcieli jak najszybciej się podnieść po szybkim ciosie Nafciarzy i wyprowadzili w odpowiedzi dwie bardzo groźne akcje.

Najpierw płaskie uderzenie Daniego Ramíreza świetnie nogami obronił Thomas Dähne, a w jeszcze w tej samej akcji dobitkę Bartłomieja Kalinkowskiego w ostatniej chwili zablokował Alan Uryga. Niestety łodzianie na tym jednym kontrataku nie poprzestali. Niedługo potem wewnętrzną częścią stopy zaskoczyć naszego bramkarza starał się z dystansu Patryk Bryła. Dähne wybił jednak piłkę na tyle niepewnie, że zdążył do niej dopaść dobrze ustawiony Łukasz Sekulski, który doprowadził do wyrównania. W ramach odwetu z akcją ruszył ponownie Merebashvili. Gruzin zakręcił na lewym skrzydle Janem Grzesikiem i zszedł do środka, lecz ostatecznie jego płaski strzał okazał się zbyt lekki.

Swojej szansy nie wykorzystał także Bryła. Skrzydłowy ŁKS-u przejął futbolówkę po złym rozegraniu Dähne, ale jego próba została dobrze zblokowana przez Urygę. Po rzucie rożnym Niemiec wyłapał za to strzał Ramírez. Tuż przed końcem pierwszej połowy o mały włos na ponowne prowadzenie nie wysunął nas Furman. Środkowy pomocnik został sfaulowany w okolicach dwudziestego piątego metra od bramki gości, a do podyktowanego rzutu wolnego podszedł oczywiście sam poszkodowany. Świetnie uderzona piłka trafiła niestety jedynie w słupek i wyszła w pole gry. Na koniec kolejną akcję przeprowadził jeszcze Merebashvili, lecz znów na posterunku stał Kołba.

Po zamianie stron tempo gry spadło i żadna ze stron nie potrafiła osiągnąć większej przewagi. Z dwoma atakami ruszyli Nafciarze, ale najpierw pod presją obrońców do podania z lewej strony nie doszedł Kuświk, a następnie w polu karnym gości niezbyt dobrze odnalazł się Jarosław Fojut. W odpowiedzi piłkarze ŁKS-u wyszli z dobrą kontrą, która mogła i być może nawet powinna zakończyć się golem. Świetnie w naszej szesnastce górnym podaniem Sekulskiego wypatrzył Ramírez. Wychowankowi Wisły Płock przy strzale głową zabrakło jednak precyzji.

Jakiś czas później nie zabrakło jej jednak Merebashvilemu. Na kwadrans przed końcem meczu po rzucie rożnym źle piłkę wybił Jan Sobociński i ta trafiła do wspomnianego Gruzina. Reprezentant swojego kraju świetnie przymierzył lewą nogą i tym samym Wisła Płock ponownie wyszła w dzisiejsze popołudnie na prowadzenie. Tuż przed końcem meczu w znakomitej sytuacji znalazł się jeszcze Ricardinho. Z rzutu wolnego dobrze wrzucił Furman i choć Brazylijczyk popisał się świetną główką, to jeszcze lepszą interwencję zanotował Kołba. Bardzo bliski zdobycia gola po uderzeniu głową był również chwilę później Fojut.

Kolejny mecz ligowy Wisła Płock rozegra w sobotę 13 września o godzinie 18:00. W ósmej serii gier Nafciarze zmierzą się na wyjeździe z Zagłębiem Lubin.

Wisła Płock – ŁKS Łódź 2:1 (1:1)

1:0 – Grzegorz Kuświk 3′
1:1 – Łukasz Sekulski 18′
2:1 – Giorgi Merebashvili 75′

Wisła: 30. Thomas Dähne – 20. Cezary Stefańczyk, 23. Jarosław Fojut, 18. Alan Uryga, 2. Damian Michalski (82, 7. Piotr Tomasik) – 6. Damian Rasak (76, 28. Maciej Ambrosiewicz), 8. Dominik Furman – 21. Ricardinho, 9. Mateusz Szwoch, 10. Giorgi Merebashvili – 11. Grzegorz Kuświk (71, 44. Suad Sahiti).

ŁKS: 25. Michał Kołba – 21. Jan Grzesik, 24. Kamil Juraszek, 2. Jan Sobociński, 8. Kamil Rozmus – 14. Guima (76, 6. Maciej Wolski), 28. Łukasz Piątek, 23. Bartłomiej Kalinkowski (79, 88. Rafał Kujawa) – 7. Patryk Bryła (67, 20. Pirulo), 22. Łukasz Sekulski, 11. Dani Ramírez.

Żółte kartki: Rasak – Guima, Juraszek, Sobociński.
Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Frekwencja: 6 019.

Źródło: Wisła Płock
Fot. PIOTR KUCZA / 400mm.pl (Wisła Płock)




Wystąpił z Nafciarzami tylko raz. Riccardo Grym odchodzi z klubu

Riccardo Grym nie będzie już reprezentował Wisły Płock. 20-letni środkowy pomocnik rozwiązał umowę z naszym klubem za porozumieniem stron i został wolnym zawodnikiem – poinformował płocki klub.

Grym do Wisły Płock trafił 31 sierpnia 2018 roku z Wisły Kraków. W niebiesko-biało-niebieskiej koszulce oficjalnie zadebiutował 25 września w meczu I rundy Pucharu Polski z Siarką Tarnobrzeg (4:1). Był to jego jedyny występ w pierwszej drużynie Nafciarzy.

Fot. Wisła Płock.




Radosław Sobolewski o wygranej Nafciarzy: Można się jedynie cieszyć

– Jak można skomentować mecz, w który włożyło się niesamowicie dużo sił i energii i który na koniec się wygrywa? Można się jedynie cieszyć z konsekwencji, o którą prosiłem i z całego serca gratuluje drużynie wyniku oraz postawy – skomentował mecz Radosław Sobolewski, trener niebiesko-biało-niebieskich.

W wyjazdowym spotkaniu rozgrywanym w ramach 6. kolejki PKO Ekstraklasy Wisła Płock pokonała Pogoń Szczecin 2:1 i odniosła tym samym pierwsze zwycięstwo w sezonie 2019/2020. Bramki dla Nafciarzy zdobyli Ricardinho oraz Dominik Furman, a dla gospodarzy trafił Srđan Spiridonović.

Od pierwszych minut piłkarze Pogoni Szczecin grali wysokim pressingiem i starali się narzucić naszym zawodnikom swój styl gry. Już w szóstej minucie na zaskakującą próbę z woleja zdecydował się Adam Buksa, lecz nie miała ona szans powodzenia. Niecelne było także mocne uderzenie z lewego skrzydła Ricardo Nunesa. Na te dwa ataki Nafciarze odpowiedzieli najlepiej, jak mogli, bo strzeloną bramką. Dobrze na prawym skrzydle pokazał się Jakub Rzeźniczak, który płasko podał w stronę Ricardinho. Brazylijczyk potężnym strzałem z pierwszej piłki nie dał szans Dante Stipicy na skuteczną interwencję. Niestety podopieczni Radosława Sobolewskiego nie cieszyli się z prowadzenia długo, bo już po kilku minutach mieliśmy wyrównanie. Prosty błąd techniczny w przyjęciu piłki popełnił Michał Marcjanik, który niecelnie przez to rozegrał piłkę. Ta, przez Marcina Listkowskiego, szybko została dostarczona w stronę Srđana Spiridonovicia i Austriak bez problemów umieścił futbolówkę w siatce pod interweniującym Thomasem Dahne.

Po bramce tempo meczu się uspokoiło, ale i tak wykazać musiał się nasz niemiecki bramkarz, który spokojnie obronił strzał z dystansu Jakuba Bartkowskiego. Po ponad pół godzinie gry i dłuższej chwili bez akcji z obu stron, dobrze piłkę wyprowadził Marcjanik, który wypatrzył wybiegającego głębi pola Damiana Rasaka. Niestety strzał z ostrego kąta naszego pomocnika okazał się niecelny – podobnie jak kilka minut wcześniej próba z dystansu Mateusza Szwocha. Pod koniec pierwszej połowy bardzo ładną i zespołową akcję przeprowadzili gospodarze. Sebastian Kowalczyk dobrze odegrał piłkę do Buksy, a ten przepuścił ją do Spiridonovicia. Mocny strzał skrzydłowego przeleciał jednak nad bramką Nafciarzy.

Tuż po zamianie stron duży błąd popełnił Konstantinos Triantafyllopoulos, który podał właściwie piłkę Dominikowi Furmanowi. Ten popędził na bramkę Stipicy i pod naciskiem Igora Łasickiego oddał potężny strzał, którym wyprowadził Wisłę Płock na prowadzenie w tym meczu. W odpowiedzi akcję lewym skrzydłem przeprowadził Nunes, gdzie tuż przy linii końcowej sfaulował go Cezary Stefańczyk. Dośrodkowanie lewego obrońcy z tego rzutu wolnego trafiło do Buksy, lecz jego strzał głową przeleciał nad naszą bramką. Kilka minut później ponownie mieliśmy akcję tego samego duetu, bo znów z lewej strony w nasze pole karne zacentrował Nunes i znów niecelnie główkował Buksa. Jeśli w drugiej połowie coś się działo po stronie Portowców, to własnie za sprawą pierwszego z tych piłkarzy. Po ponad godzinie gry raz jeszcze wykazał się bowiem Dähne, który nieco niepewnie, ale jednak instynktownie, odbił niesygnalizowane uderzenie z rzutu wolnego Nunesa.

Defensor raz jeszcze pokazał się w okolicach siedemdziesiątej minuty kiedy ładnie przyjął na klatkę górną piłkę, ściął do środka i strzelił po krótkim słupku. Na posterunku znów był jednak nasz niemiecki golkiper. W ostatnich kilku minutach bramkarz jeszcze dwukrotnie uratował nas od straty bramki. Najpierw niespodziewanie przed znakomitą szansą na bramkę stanął Iker Guarrotxena. Płaski strzał Hiszpana fantastycznie obronił jednak Dähne. Następnie swoją okazję zmarnował za to kolejny raz Buksa, który z ostrego kąta przymierzył w to miejsce, gdzie znajdował się Thomas. W doliczonym już czasie gry prosto w bramkarza trafiali niestety także Maciej Ambrosiewicz i Szwoch. Ostatecznie Wiślacy dowieźli prowadzenie do końca, odnosząc tym samym swoje pierwsze zwycięstwo w sezonie 2019/2020!

Kolejny mecz ligowy Wisła Płock rozegra w sobotę 31 sierpnia o godzinie 15:00. W 7. serii gier Nafciarze będą podejmować ŁKS Łódź, a bilety na pojedynek z beniaminkiem w przedsprzedaży możecie nabywać już od dłuższego czasu!

Pogoń Szczecin – Wisła Płock 1:2 (1:1)

0:1 – Ricardinho 11′
1:1 – Srđan Spiridonović 14′
1:2 – Dominik Furman 49′

Pogoń: 1. Dante Stipica – 2. Jakub Bartkowski, 13. Kóstas Triantafyllópoulos, 55. Igor Łasicki, 77. Ricardo Nunes – 28. Tomás Podstawski (64′, 34. Iker Guarrotxena), 8. Damian Dąbrowski – 27. Sebastian Kowalczyk (C), 29. Marcin Listkowski (68′, 64. Kacper Kozłowski), 10. Srđan Spiridonović (76′, 7. Michális Maniás) – 18. Adam Buksa.

Wisła: 30. Thomas Dähne – 25. Jakub Rzeźniczak (24′, 20. Cezary Stefańczyk), 3. Michał Marcjanik, 18. Alan Uryga, 2. Damian Michalski – 6. Damian Rasak, 8. Dominik Furman (C) – 21. Ricardinho (77′, 7. Piotr Tomasik), 9. Mateusz Szwoch, 10. Giorgi Merebashvili – 11. Grzegorz Kuświk (61′, 28. Maciej Ambrosiewicz).

Żółte kartki: Ricardo Nunes, Maniás – Szwoch, Rasak.
Czerwona kartka: Nunes (89′, za drugą żółtą).
Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).
Frekwencja: 3 894.

Źródło: Wisła Płock
Fot: Krzysztof Cichomski/ 400mm.pl (Wisła Płock)




Wisła Płock nie chce Serba w swojej drużynie. Zawinił zawodnik

– Wisła Płock SA złoży wniosek do Izby ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych o rozwiązanie kontraktu z Alenem Stevanoviciem z winy zawodnika – informuje płocki klub.

Powodem decyzji podjętej przez klub są rażące naruszenia podstawowych obowiązków zawodniczych określonych kontraktem i innymi przepisami związkowymi, których dopuścił się Serb – Wisła Płock uzasadnia swoją decyzję.

Fot: Michał Łada (Wisła Płock)