Nafciarze z Poznania wrócili biedniejsi o 3 punkty

Krótko mówiąc, bardzo szkoda, że kolejne trzy punkty musi odpisać ze swojego konta płocka drużyna. Pomimo kilkunastu dynamicznych akcji Nafciarzy, to jednak Kolejorz wygrał to spotkanie. W piłce nożnej chodzi o trafienia piłką do bramki przeciwnika, a nie o akcje na boisku. 

W jedenastej, ligowej próbie zdobycia Poznania Wisła Płock – w pierwszym niedzielnym meczu 17. kolejki LOTTO Ekstraklasy – uległa Lechowi Poznań 1:2 (1:2). Honorowe trafienie dla Nafciarzy zanotował były piłkarz Kolejorza Semir Štilić, dla którego było to pierwsze trafienie w niebiesko-biało-niebieskich barwach.

Początkowa faza spotkania należała do gospodarzy, którzy prowadzili grę. Pomimo tego zawodnicy Nenada Bjelicy nie stwarzali żadnych sytuacji, a Wiślacy umiejętnie się bronili. W 13. minucie na indywidualną akcję zdecydował się jednak Maciej Makuszewski, którzy po zejściu z prawej strony do środka zdecydował się na uderzenie zza pola karnego i zaskoczył Seweryna Kiełpina. Pięć minut później Nafciarze po raz pierwszy zagrozili poznaniakom. Dwójkowa akcja Semira Štilicia z Nico Varelą wywołała spore zamieszanie w polu karnym gospodarzy, ale ostatecznie Wiślacy nie oddali strzału. Kilka chwil później blisko podwyższenia rezultatu był Darko Jevtić, który zmarnował jednak dokładne dośrodkowanie z prawej strony Roberta Gumnego. W 27. minucie Gumny był z kolei o krok od samobójczego trafienia. Młody obrońca Kolejorza przeciął uderzenie z rzutu wolnego Štilicia i o mało nie pokonał Putnockiego.

Trzeci kwadrans rozpoczął się od wybronienia przez Kiełpina sytuacji sam na sam z Christianem Gytkjaerem, w której piłkę z linii bramkowej wybijał jeszcze Cezary Stefańczyk. W 36. minucie coraz aktywniejsi podopieczni Jerzego Brzęczka – po fantastyczniej akcji – doprowadzili do wyrównania! Damian Szymański napędził nasz atak zagrywając do Vareli, który piętą wycofał futbolówkę do José Kanté. Hiszpan natomiast wystawił ją jak na tacy Štilić, a Bośniak bez problemów trafił na 1:1! Doprowadzenie do remisu podziałało na płocczan, którzy nieco mocniej ruszyli do ataku. W 43. minucie blisko szczęścia był strzelający z ostrego kąta Kanté, ale w końcówce pierwszej części to Lechici dwukrotnie skierowali piłkę do siatki. Najpierw sędzia Tomasz Musiał odgwizdał jednak spalonego, na którym znajdował się dobijający próbę Jevticia z dystansu Gytkjaer, ale tuż przed przerwą Duńczyk zmusił Kiełpina do kapitulacji po raz kolejny, wykorzystując błąd Alana Urygi.

Druga odsłona była bardziej wyrównana, a zarówno jedni jak i drudzy długo nie potrafili przebić się przez zasieki przeciwników. W końcu w 61. minucie mocno z dystansu uderzył Volodymyr Kostevych, Kiełpin sparował piłjkę przed siebie, a wszystko wyjaśnili defensorzy w białych koszulkach. Nafciarze odpowiedzieli w 70. minucie, gdy równie mocno strzelał Kanté, ale Putnocky był na tyle dobrze ustawiony, że poradził sobie bez zarzutów. W ostatnich minutach trener Brzęczek postawił wszystko na jedną kartę. Na boisku pojawił się drugi napastnik Kamil Biliński, a lewego obrońcę Kamila Sylwestrzaka zastąpił nominalny skrzydłowy Jakub Łukowski. To ostatecznie nie przyniosło niestety powodzenia i z Poznania po raz jedenasty wracamy bez punktów.

Następnym przeciwnikiem Wisły Płock będzie Arka Gdynia, którą podejmiemy już w sobotę 2 grudnia o godzinie 15:30. Bilety na to spotkanie możecie nabyć w naszych punktach sprzedażowych. Więcej informacji na ten temat znajdziecie tutaj.

Lech Poznań – Wisła Płock 2:1 (2:1)

Maciej Makuszeski 13′, Christian Gytkjaer 45′ – Semir Štilić 36′

Lech Poznań: 30. Matus Putnocky – 2. Robert Gumny, 26. Rafał Janicki, 66. Emir Dilaver, 22. Volodymyr Kostevych – 6. Łukasz Trałka, 7. Maciej Gajos – 17. Maciej Makuszewski, 18. Mihai Radut (84, 23. Nicklas Barkroth), 10. Darko Jevtić – 32. Christian Gytkjaer (62, 14. Nicki Bille Nielsen; 71. 92. Deniss Rakels).

Wisła Płock:  87. Seweryn Kiełpin – 20. Cezary Stefańczyk, 18. Alan Uryga, 14. Adam Dźwigała, 2. Kamil Sylwestrzak (87, 96. Jakub Łukowski)  – 8. Dominik Furman, 4. Damian Szymański – 10. Giorgi Merebashvili, 23. Semir Štilić (81, 19. Kamil Biliński), 7. Nico Varela (70, 77. Konrad Michalak) – 29. José Kanté.

Żółte kartki: Radut – Stefańczyk, Furman.

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków).

 

Źródło i fot: Wisła Płock




Nowy nabytek Wisły Płock. Do Nafciarzy dołączy niemiecki bramkarz

1 grudnia 2017 roku Thomas Dähne zostanie nowym bramkarzem Wisły Płock. Mierzący 193 cm wzrostu Niemiec związał się z naszym klubem dwuipółletnią umową, ale do drużyny Nafciarzy dołączy dopiero po wygaśnięciu obowiązującego do 30 listopada kontraktu z najlepszą ekipą Finlandii – HJK Helsinki. 

Wisła sprawdzała możliwość występów 23-letniego golkipera w LOTTO Ekstraklasie już od meczu 18. kolejki z Arką Gdynia, jednak przepisy na to nie pozwalają i jego pierwszym oficjalnym występem w naszych barwach może być dopiero spotkanie z Górnikiem Zabrze, które rozegrane zostanie w lutym 2018 roku.

Urodzony 4 stycznia 1994 roku Dähne pierwsze piłkarskie kroki stawiał w klubie TSV 1860 Rosenheim, z którego bardzo szybko trafił do Akademii Red Bulla Salzburg. W pierwszym zespole Byków zadebiutował 26 maja 2013 roku, w wygranym 3:0 meczu z Austrią Wiedeń, gdy na chwilę wrócił z wypożyczenia do FC Liefering. W FC Liefering spędził również sezon 2013/2014, ale w następnej kampanii był już zawodnikiem występującego wówczas w 2. Bundeslidze RB Lipsk. Tam nie doczekał się debiutu i 10 sierpnia 2015 przeniósł się do HJK Helsinki.

W drużynie, która ostatnio sięgnęła po mistrzostwo oraz krajowy puchar, zagrał w sumie w 76 spotkaniach we wszystkich rozgrywkach, w których puścił 67 bramek i zachował 32 czyste konta. Tylko w 30 meczach w 2017 roku, trzynastokrotnie wyjmował piłkę z siatki i aż 20 razy nie dał się pokonać. Warto jeszcze wspomnieć, że Thomas ma na swoim koncie kilkanaście występów w juniorskich reprezentacjach Niemiec od U-16 do U-20.

Witamy nowego zawodnika w Płocku i życzymy wielu wspaniałych interwencji oraz jak najdłuższych serii bez straconej bramki! Jednocześnie informujemy, że Seweryn Kiełpin otrzymał od klubu propozycję przedłużenia kontraktu.

Źródło: Wisła Płock.
Fot. Wisła Płock




Sentymentalnie, czyli tęsknota za wspaniałymi czasami płockiej piłki ręcznej

Wiele osób pomyśli, że nie ma na co narzekać. Wisła gra regularnie w Lidze Mistrzów, regularnie zajmuje miejsca na podium polskiej ligi, gra w finałach Pucharu Polski, ale jednak czegoś brakuje…

Bardzo chętnie cofnę się w czasie. 15 lat wstecz, albo 20. Wtedy była Wisła, a rywale “srali w gacie już na moście”. I była też jakość. I doping! Po bilety stało się nocą, żeby tylko być na meczu. Dziś nic z tego nie ma. Gra słabiutko wygląda chociaż … dojście na remis i szansa na wygraną to taki pozytyw, ale co daje? Nic. Doping? Bez komentarza. Krzyczenie: wszyscy wstają, a potem “Wisła grać k…a mać” to nie jest sposób na doping. Na pewno nie! I puste trybuny. Przerażające to jest, jak kibice się odwrócili od tej drużyny. Ja nie, bo kibicem się jest na zawsze, a nie na sezon czy dwa. Bramka Jose z wolnego słusznie nieuznana. Milimetry decydowały o błędzie ale jednak.”

Taki wpis zamieściłem po niedzielnym remisie Orlen Wisły z IFK Kristianstad (25:25). Do wygranej zabrakło jednej bramki, ale gdy prześledzimy drugą połowę, to można zaryzykować stwierdzenie, że to Szwedzi wypuścili wygraną z rąk. Ze stanu 17:15 dla Wisły wyszli na prowadzenie 18:23. I właśnie ta pogoń płocczan przywołała jakże przyjemne wspomnienia, taki swoisty powrót do przeszłości.

27-letnią passę zdobywania medali w polskiej lidze, która trwa do dziś, szczypiorniści Wisły rozpoczęli od brązu w 1990 roku. Moje pierwsze doświadczenie kibicowania w legendarnym “Blaszaku” miało miejsce w roku 1995. Jako prawie 15-latek przeżyłem coś nowego w życiu, co mnie zafascynowało. Można powiedzieć, że z miejsca zakochałem się w płockiej drużynie. A jeszcze pokonanie Iskry Kielce 33:18 w decydującym meczu finałowym to była taka, cytując klasyka “Truskawka na torcie”.

No i zaczęło się. Zrywanie z liceum na wagary żeby kupić bilety, kilkugodzinne stanie w kolejkach po nie przed decydującymi meczami. To wszystko w odniesieniu do teraźniejszości jest tak pięknym wspomnieniem, że gdyby można było je drukować, stało by dziś obok zdjęcia Wisły. Do tego doszły wyjazdy w znakomitej grupie kibiców. A gdy mecze odbywały się w Płocku, to w naszej hali momentami było gorąco jak w przysłowiowym piekle. Pewnego majowego dnia wychodząc na przerwę stwierdziłem, że jest mi zimno. A na dworze było jakieś plus 25 stopni Celcjusza. 

No i ta drużyna…

Na samą myśl aż się łza w oku kręci. Grali w niej płocczanie, a gdy przychodził ktoś z zewnątrz, to taki kogo można było zaakceptować z góry i mieć przekonanie, że będzie dawał z siebie wszystko. Do dziś śmiejemy się ze znajomymi, że Tomasz Paluch nie musi zmieniać rejestracji swojego auta, bo jako jedyny w Płocku może jeździć na kieleckich blachach. Między innymi właśnie On zyskał ogromny szacunek kibiców. Z obecnego składu bezdyskusyjnie trzeba wspomnieć o Marcinie Wicharym. Mam wrażenie, że on nie pochodzi z Zabrza, a właśnie z Płocka.

Z “Blaszak Areną” Nafciarze pożegnali się w 2010 roku brązowym medalem, po porażce w półfinałach z MMTS Kwidzyn. Ten wynik to był cios dla wielu kibiców. Ledwie dwa lata wcześniej Wisła zdobyła szósty tytuł mistrzowski. A we wspomnieniach wracał też m.in. mecz z THW Kiel, który wygraliśmy 32:31 i hala po prostu… odleciała. Grzesiek Szkopek (mój kolega) i ja również, bo darliśmy się wniebogłosy!

Od listopada 2010 roku Wisła grała już w nowej Orlen Arenie. Hala piękna, wielofunkcyjna, ale niestety brakuje czwartej trybuny. O czym nie raz już wszyscy pisali i mówili, potworny błąd projektantów. Nie zmienia to faktu, że na meczach z gigantami światowej piłki ręcznej, takimi jak FC Barceloną, THW Kiel, PSG czy Vardarem Skopje, generalnie komplet publiczności był normą. Prawie 5500 kibiców, tworzących fantastyczną atmosferę. Taka też była na zakończonych siódmym tytułem mistrzowskim w 2011 roku.

Zmiany zachodziły też, co oczywiste, na stanowiskach prezesów czy trenerów. W 2010 roku stery w klubie objął Andrzej Miszczyński. Wszystko wskazywało na to, że Wisła będzie miała prezesa na lata. Już rok później płocka drużyna zdobyła tytuł mistrzowski i wydawało się, że jest pięknie. Lars Walther wydawał się również trenerem, z którym można będzie myśleć tylko o sukcesach. Niestety. W 2013 roku najpierw odchodzi Lars, a w maju rezygnuje z funkcji prezesa Miszczyński. Powody? Szczerze, to sam do końca nie wiem o co chodziło, ale może Miszczyński zaczynał przeczuwać, że polityka zacznie odgrywać coraz większą rolę w Klubie? I chyba coś w tym jest.

Od roku 2013 do chwili obecnej, oprócz pojedynczych sukcesów w meczach ligowych czy pucharowych, nie osiągnęliśmy nic. Wiecznie drudzy. W lidze i Pucharze Polski, zawsze są problemy z wyjściem z grupy Ligi Mistrzów. A w obecnym sezonie to już jest… mission impossible! Nie tak to chyba miało wszystko wyglądać. Zresztą komentarze, które wyrażają różne osoby na różnych forach, świadczą o tym, że polityka jednak na dobre zagościła w Orlen Wiśle Płock. Sukcesy następców Miszczyńskiego po prostu przemilczę…

Gdzieś tak od 2016 roku bronię się przed utratą nadziei, że w Płocku coś jeszcze z płockich szczypiornistów uda się wycisnąć. Gdzie te czasy, gdy idąc na mecz człowiek myślał tylko o tym, iloma wygrają. Kiedy przyjeżdżały do nas Kielce, to ekscytacja przed meczem zaczynała się we czwartek, a opadała w poniedziałek! A dziś? Momentami to autentycznie nie chce się iść na halę, co widać po trybunach. Pustki. Coraz częściej…pustki.

Doping? Ostatnie wydarzenia również nie pozostały bez echa. Zachęcanie wszystkich kibiców do krzyczenia: “Wisła grać, k…a mać!” to jawna kpina. Przypominam, że na hali często są też dzieci! I jeszcze kłótnie między jedną grupą, a drugą, bo ci zrobili tak, a tamci powiedzieli tak. Jest to po prostu bardzo przykre i kiedyś było nie do pomyślenia. Kibice byli jednością, dziś o tym można tylko pomarzyć.

Wielu z kibiców domaga się dymisji Piotra Przybeckiego. Kto za niego? Był Manolo Cadenas, ale komuś nie pasowało, że albo paru zawodników się przy nim rozwinęło, jak np. Kamil Syprzak, który trafił do Barcelony, albo znów nie było Mistrzostwa Polski. Ale jakość była! I drużyna! A dziś mam wrażenie, że pozostało niewiele. 

Prezesowi Adamowi Wiśniewskiemu życzę powodzenia, a nam kibicom cierpliwości, że jeszcze może kiedyś będzie… przepięknie.

Łukasz Zieliński.

Fot. Archiwum Dziennik Płocki.




Piotr Przybecki: Byliśmy trochę za nerwowi na boisku

Nie tak miał wyglądać rewanżowy mecz z IFK Kristianstad. Nafciarzom udało się jedynie zremisować ze szwedzką drużyną (25:25). Rozczarowali nie tylko kibiców ale także trenera i siebie. Na konferencji prasowej, która odbyła się tuż po spotkaniu, zadowolenia ze zdobycia w Płocku jednego punktu, nie ukrywali Szwedzi.

Ola Lindgren (trener IFK Kristianstad): Byliśmy na pięciobramkowym prowadzeniu, więc dwa punkty były jak najbardziej możliwe. Mogliśmy również przegrać. Trudno mi powiedzieć, czy jestem usatysfakcjonowany, czy nie. Myślę, że jest to bardzo istotny punkt, jeśli spojrzymy na dalszą rywalizację w tej grupie. To był mecz fair, obie drużyny grały szybko, chętnie biegały do kontrataków. My staliśmy dobrze w obronie, mieliśmy mocną bramkę, dzięki czemu mogliśmy dużo biegać do kontr. Niestety w końcówce popełniliśmy zbyt dużo błędów technicznych i ORLEN Wisła „wróciła” do meczu. Jednak tak jak powiedziałem, jest to dla nas ważny punkt, zdobyty po uczciwej walce, w fajnej atmosferze na hali.

Helge Freiman (IFK Kristianstad): Zgodzę się z trenerem, że graliśmy bardzo dobrze przez 45 minut. Staliśmy mocno w obronie, bardzo dobrze prezentował się nasz bramkarz. Myślę, że wiele rzeczy zrobiliśmy bardzo dobrze. Potem coś się zacięło. Być może byliśmy już zmęczeni, popełniliśmy bardzo dużo prostych błędów. Szkoda.

Piotr Przybecki (trener ORLEN Wisły Płock): Oczywiście IFK Kristianstad zasłużyło na ten punkt. My jesteśmy rozczarowani. W drugiej połowie mieliśmy przestój, w czasie którego goście wyszli na prowadzenie pięciu bramek. Wówczas zmieniliśmy obronę na 5-1 z wysuniętym Duarte, czym zmusiliśmy przeciwnika do popełnienia błędów. Dzięki temu doszliśmy Kristianstad i mieliśmy ostatnią piłkę. To była już ruletka, bo mogliśmy wygrać, a mogliśmy też przegrać. Ostatecznie zremisowaliśmy. Myślę, że dzisiaj wszyscy widzieliśmy, że być może przez tę presję byliśmy trochę za nerwowi na boisku. Ale na końcu pokazaliśmy charakter, graliśmy z energią i położyliśmy na boisku wszystko, co mamy.

Igor Źabić (ORLEN Wisła Płock): Na pewno jesteśmy rozczarowani. Mieliśmy swoją szansę dzisiaj na samym końcu – można powiedzieć piłkę na „być albo nie być”. Sam mecz obfitował w wiele wzlotów i upadków. Skończyło się remisem 25:25, ale każdy wie, że chcieliśmy więcej. Musimy jednak pozostać optymistami, nie wolno nam zwieszać głów. Jest wprawdzie jeszcze dużo meczów do rozegrania, ale to dzisiaj mieliśmy swoją wielką szansę. Musimy jednak walczyć do końca i zobaczymy, co to nam przyniesie.

Źródło: Orlen Wisła Płock.
Fot. Prywatne archiwum prezydenta Andrzeja Nowakowskiego.




Nafciarze stracili trzy bramki i trzy punkty. Lechia wciąż za mocna dla Wisły

Lechia Gdańsk podejmowała u siebie Wisłę Płock. Ostatnie spotkanie obydwu drużyn zakończyło się przegraną Nafciarzy (2:0). Niestety drużynie Jerzego Brzęczka nie udało się przełamać złej passy. A co gorsze płockiej drużynie nie udało się nawet raz strzelić kontaktowej bramki. Nafciarze stracili kolejne trzy punkty, a Lechia zyskała.

Zatem na sam początek rewanżowej rywalizacji w LOTTO Ekstraklasie Wisła Płock przegrała z Lechią w Gdańsku 0:3 (0:3). Pierwszy strzał w sobotnim spotkaniu oddał Damian Szymański, który w 2. minucie zza pola karnego uderzył nad poprzeczką. Chwilę później to gospodarze prowadzili jednak 1:0. Seweryn Kiełpin nie utrzymał piłki w rękach po przypadkowym odbiciu jej od Igora Łasickiego, a Marco Paixão nie miał problemów z trafieniem do siatki. Po stracie bramki Wiślacy starali się nacierać na miejscowych i w 12. minucie byli blisko doprowadzenia do wyrównania. Szybko rozegrany rzut wolny przyniósł strzał z bliska Arkadiusza Recy, który nieznacznie się pomylił. Pięć minut później kontratak Lechii sfinalizował Miloš Krasić. Serb na bramkę zamienił dokładne dośrodkowanie Flávio Paixão.

Na taki stan rzeczy w 22. minucie ponownie próbował odpowiedzieć Reca, lecz znów trochę się pomylił. Skrzydłowy Nafciarzy dobrze odnalazł się w polu karnym i główkował po centrze Dominika Furmana z rzutu rożnego na bliższy słupek. Aktywny Reca także w 38. minucie chciał zaskoczyć Dušana Kuciaka, ale jego próbę sprzed szesnastki zablokowali gdańscy defensorzy. W doliczonym czasie pierwszej połowy Kiełpina drugi raz pokonał niestety Marco Paixão i zrobiło się 3:0.

Po wznowieniu gry drużyna Jerzego Brzęczka od początku dążyła do zmiany niekorzystnego rezultatu. Sytuację mocno skomplikowała jednak czerwona kartka, jaką w 60. minucie obejrzał Igor Łasicki. Kilka minut później blisko zmiany wyniku był jednak Flávio Paixão, ale z opresji w ostatniej chwili uratował nas Kiełpin. Podobnie było w 74. minucie, gdy Marco Paixão wychodził sam na sam, ale Sewerynświetnie zainterweniował praktycznie na… środku boiska. Do ostatniego gwizdka sędziego Tomasza Kwiatkowskiego żadnemu z zespołów nie udało się już pokonać golkipera rywali i niestety po raz czwarty w ligowej historii wracamy z Gdańska bez punktów.

Kolejne spotkanie Wisła Płock rozegra w niedzielę 26 listopada o godzinie 15:30, gdy zmierzy się na wyjeździe z Lechem Poznań. Już teraz zapraszamy wszystkich kibiców do wspierania naszych piłkarzy z trybun INEA Stadionu!

Lechia Gdańsk – Wisła Płock 3:0 (3:0)

Marco Paixao 3′, 45′, Miloš Krasić 17′

Lechia Gdańsk: 1. Dušan Kuciak – 41. Paweł Stolarski, 23. Grzegorz Wojtkowiak, 26. Błażej Augustyn, 30. Joao Nunes – 6. Simeon Slavchev (82, 9. Patryk Lipski), 35. Daniel Łukasik – 28. Flávio Paixão, 7. Miloš Krasić, 27. Rafał Wolski (73, 21. Sławomir Peszko) – 19. Marco Paixão (80, 8. Romário Baldé).

Wisła Płock: 87. Seweryn Kiełpin – 20. Cezary Stefańczyk, 26. Igor Łasicki, 5. Bartłomiej Sielewski, 2. Kamil Sylwestrzak – 8. Dominik Furman (84, 23. Semir Štilić), 4. Damian Szymański – 10. Giorgi Merebashvili (46, 77. Konrad Michalak), 7. Nico Varela, 9. Arkadiusz Reca – 27. Mateusz Piątkowski (65, 29. José Kanté).

Żółte kartki: Wojtkowiak – Łasicki, Sielewski.
Czerwona kartka: Łasicki (w 60. minucie, za drugą żółtą).
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 7670.

Źródło: Wisła Płock
Fot. Prezydent Andrzej Nowakowski.




Rusza premierowa edycja Młodzieżowej Ligi Sportowej

W najbliższy czwartek odbędzie się inauguracja Młodzieżowej Ligi Sportowej, czyli cyklu zawodów szkolnych dla uczniów płockich szkół. Rozgrywki szkolne przez lata przybierały rożną nazwę i formułę. MLS jest kontynuacją wcześniejszych projektów w nowoczesnej formule.

Inauguracja rozgrywek odbędzie się w czwartek, 16 listopada, o godz. 9 w Orlen Arenie. Organizator główny, czyli Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji, przygotował dla widzów wiele atrakcji m.in. występy artystyczne oraz sportowe. Całe wydarzenie będzie trwało zaledwie godzinę, ale podzielone zostało na osiem dynamicznych części. Po uroczystym otwarciu rozegrane zostaną pierwsze zawody w ramach MLS. Na płycie głównej Orlen Areny odbędzie się turniej piłki nożnej chłopców szkół ponadgimnazjalnych.

Rozgrywki Młodzieżowej Ligi Sportowej zakończą się w czerwcu 2018 roku. Udział w nich weźmie około 3,5 tysiąca uczniów płockich szkół. Organizator przygotował 1900 medali, które otrzymają zawodnicy i drużyny z miejsc I-III. Do szesnastu tradycyjnych dyscyplin rozgrywanych w rywalizacji szkolnej doszły trzy nowe: szachy, ultimate frisbee oraz triathlon. Wyniki i zdjęcia z zawodów w ramach MLS można śledzić na stronie mosirplock.pl w zakładce MLS.

Organizatorem rozgrywek jest MOSiR Płock. Zawody są objęte honorowym patronatem Prezydenta Miasta Płocka. Sponsorem głównym zawodów jest Amabud.




Jedenastki 70-lecia Wisły Płock ciąg dalszy. Przyszedł czas na wybór napastników

Drużynę piłkarską tworzy jedenastu facetów. Wygrywają i przegrywają razem, a rola każdego z nich jest jednakowo ważna.

Nie da się jednak ukryć, że najdłużej pamiętamy i najcieplej wspominamy tych, którzy strzelają bramki. Napastnicy zostają idolami tłumów, są najbardziej pożądani na rynku transferowym,  a o ich zarobkach i popisach na boisku rozpisują się środki masowego przekazu.

W trwającym od kilku tygodni plebiscycie na jedenastkę 70-lecia Wisły Płock przyszedł zatem czas na najlepszych… snajperów. Informowaliśmy już, że drużyna wszechczasów zagra w ustawieniu 1-4-4-2, więc w głosowaniu można wymienić maksymalnie dwóch napastników zasługujących, Waszym zdaniem, na wybór do wyjątkowej ekipy.

Kapituła konkursu wskazała ośmiu wybitnych kandydatów do gry w „ataku siedemdziesięciolecia”.  Poniżej lista napastników, na których możecie głosować:

1. Jan Polańczyk
2. Bogusław Pachelski
3. Rafał Siadaczka
4.  Wojciech Małocha
5. Paweł Sobczak
6. Mariusz Nosal
7. Ireneusz Jeleń
8. José Kanté Martínez

Organizatorzy konkursu czekają zatem na Wasze głosy, a wszyscy uczestnicy plebiscytu wezmą udział w losowaniu atrakcyjnych nagród. Głosowanie na napastników 70-lecia już trwa, a na wasze cenne głosy Wisła Płock czeka do 13 listopada. Swoje typy wysyłacie na adres e-mail: konkurs@wisla-plock.pl.

– Jednocześnie – jak pewnie już wiecie – zakończyły się głosowania na bramkarza, obrońców oraz pomocników 70-lecia, ale na razie nie możemy ujawnić nazwisk zwycięzców. Zdradzimy jedynie, że do wymienionych formacji trafili naprawdę wielcy piłkarze – brzmi tajemniczo wpis na stronie Nafciarzy.

Źródło: Wisła Płock




Królewscy nie bez walki oddali fotel lidera [FOTO]

Po wysokiej, zeszłotygodniowej porażce z drużyną Zamłynia Radom, KS Królewscy Płock zagrali swój ostatni w tym roku mecz o ligowe punkty. Zwycięstwo z zespołem Mazovii Grodzisk Mazowiecki zapewniało pomarańczowym tytuł królowych jesieni i pozwali w bardzo dobrych nastrojach przygotowywać się do rundy rewanżowej.

Po chaotycznym rozpoczęciu, z minuty na minutę Królewscy uspokajali nerwy i ich gra zaczynała przypominać tę z poprzednich, zwycięskich pojedynków. Jednak w 14. minucie błąd w kryciu przy rzucie rożnym rywalek spowodował, że piłka wpadła do bramki Marty Hućko. Stracony gol nie podziałał deprymująco na płocczanki, które zwiększyły wysiłki, aby doprowadzić stan meczu do remisu. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Po 6 minutach Daria Kusa wbiegła między obrończynie Mazovii, w pełnym biegu przyjęła piłkę i posłała ją obok interweniującej bramkarki. Wszystko wskazywało, że pomarańczowe zażegnały kryzys. Kiedy obydwa zespoły myślały już o zejściu do szatni na przerwę, Mazovia zerwała się do ataku i po ładnej akcji strzeliła gola dającego prowadzenie w meczu.

Wydarzenia z końcówki pierwszej połowy nie podziałały dobrze na gospodynie. Wyszły one z szatni nerwowe, co przekładało się na podejmowane decyzje, a także brak dokładności. Co prawda, parę razy miejscowe dostały się w pobliże pola karnego gości, jednak w kluczowych momentach piłka była blokowana przez ofiarnie i nieustępliwie grające piłkarki z Grodziska Mazowieckiego. Dodatkowo przyjezdne bardzo sprytnie przedłużały każdą przerwę czym dodatkowo wybijały zawodniczki Królewskich z rytmu. W ostatnich momentach spotkania Mazovia przypieczętowała swoją wygraną, skutecznie wykorzystując rzut wolny z 25 metrów.

Po tym meczu KS Królewscy Płock stracili fotel lidera i spadli na drugie miejsce w tabeli. Teraz przed piłkarkami długa, zimowa przerwa, a powrót do zmagań ligowych planowany jest w kwietniu 2018 roku.

KS Królewscy Płock – Mazovia Grodzisk Mazowiecki 1:3 (1:2)
Bramka: Daria Kusa (20′)

KS Królewscy Płock: Marta Hućko, Kinga Sławińska, Daria Przybysz, Karolina Ejman, Klaudia Łyzińska, Daria Kusa (K), Julia Mikołajewska, Dominika Janicka, Natalia Borowska (54. Aleksandra Synowiec), Aleksandra Kujawska, Oliwia Gołębiewska (60. Wiktoria Wiączek)

–  Bardzo żałuję tego spotkania, bo mimo wyniku z naszej gry można być zadowolonym. Stworzyliśmy kilka dobrych sytuacji, kontrolowaliśmy spotkanie w pierwszej połowie, jednak podobnie jak tydzień temu, popełniliśmy proste błędy i straciliśmy dwie bramki. Dziewczyny walczyły, zrobiły dużo dobrych i trudnych rzeczy, niestety efekt finalny przysłaniają trzy stracone bramki, po rzucie rożnym, wolnym i błędzie przy wyprowadzeniu piłki. Taka jest piłka, taki jest sport, gratuluję przeciwniczkom wygranej, solidnie na nią zapracowały. Przyda nam się przerwa, musimy ochłonąć i przetrawić dwa ostatnie spotkania, wiemy co zawiodło i wiemy nad czym musimy pracować. Od poniedziałku zaczynamy już pracować na następną rundę, na wiosnę będziemy jeszcze silniejsi, szybsi, bardziej agresywni. Zrobimy wszystko, żeby dojść do celu – skomentował spotkanie Adrian Piankowski, trener Królewskich.

 

Źródło i fot: KS Królewscy Płock




Piotr Przybecki: Nie zasłużyliśmy na punkty tego wieczoru

Płoccy szczypiorniści przegrali z wicemistrzem Francji HBC Nantes 30:32. Jak na konferencji prasowej, która odbyła się tuż po meczu, komentowali spotkanie trenerzy i zawodnicy zespołów? 

Thierry Anti (trener HBC Nantes): Naturalnie jesteśmy bardzo zadowoleni z tego zwycięstwa z dwóch powodów. Po pierwsze Wisła bardzo potrzebowała punktów, a po drugie mieliśmy za sobą przegraną z Chambery i bardzo chcieliśmy dzisiaj tutaj zagrać dobre zawody. Prowadziliśmy przez większość spotkania, ale jednocześnie utrzymaliśmy koncentrację w okresie, kiedy Wisła zanotowała bardzo dobry okres na początku drugiej połowy. To dla nas dobra sytuacja, bo mamy obecnie sześć punktów przewagi nad Płockiem.

Piotr Przybecki (trener ORLEN Wisły Płock): Nie zasłużyliśmy na punkty tego wieczoru. Przede wszystkim ze względu na słaby początek meczu w naszym wykonaniu. Nie byliśmy wystarczająco agresywni i nie potrafię zrozumieć dlaczego. Rozmawialiśmy o tym. Strata szesnastu bramek przed przerwą to za dużo. W drugiej połowie mieliśmy swój lepszy czas, ale przestrzeliliśmy kilka stuprocentowych sytuacji i to nas zabiło. Mogę tylko powiedzieć, że jesteśmy zawiedzeni, ale teraz musimy tylko myśleć, co zrobić następnym razem lepiej, przede wszystkim jak lepiej zaczynać kolejne pojedynki z Lidze Mistrzów. To bardzo ważne.

Rock Felinho (HBC Nantes): Jesteśmy bardzo szczęśliwi z dzisiejszego zwycięstwa. Jesteśmy stosunkowo młodą drużyną w tych rozgrywkach, natomiast Wisła to uznana marka i ma już na koncie kilka sezonów w Lidze Mistrzów. Wiedzieliśmy, że będzie ciężko, bo Wisła na ma koncie tylko jeden punkt, ale wciąż bardzo dobrych zawodników w składzie oraz znakomitą atmosferę w hali. W Lidze Mistrzów nie jest łatwo wygrywać na wyjazdach, dlatego jesteśmy dumni. Zagraliśmy dobry mecz, walczyliśmy do samego końca, a to jest ważne dla naszej pewności siebie, ponieważ potrzebowaliśmy tego po przegranej z Chambery.

Adam Morawski (ORLEN Wisła Płock): Myślę, że zbyt dużo prostych błędów i łatwych bramek przeciwnika było kluczem do dzisiejszego zwycięstwa Nantes. W drugiej połowie zagraliśmy z większą determinacją, wywarliśmy presję na przeciwniku, prowadziliśmy dwiema bramkami i naszym zadaniem było utrzymać to prowadzenie. Jak się jednak okazało, nasz charakter to za mało. Mam tylko nadzieję, że po tym spotkaniu nikt nie będzie zwieszał głów, chwilę odpoczniemy i zaczniemy myśleć o kolejnych ważnych meczach w lidze polskiej, jak i w Lidze Mistrzów, gdyż za tydzień czeka nas ważny mecz w Szwecji.

Drużyny rozegrały mecz w niedzielę, 5 listopada, w Orlen Arenie.  

Źródło: SPR Wisła Płock.
Fot. Archiwum prywatne – Andrzej Nowakowski.




Cztery medale Pucharu Polski zawodników klubu LKS„Puncher”Płock

W Świdniku rozegrany został turniej kickboxingu Pointfighting Grand Prix, mający oficjalną rangę Otwartego Pucharu Polski kadetów i kadetek: młodszych 10-12 lat i starszych 13-15 lat oraz juniorów i juniorek w kickboxerskiej formule pointfigting.

Współzawodnictwo odbywało się na trzech matach jednocześnie. Do turnieju łącznie zgłoszono 182 uczestników reprezentujących 21 klubów z całej Polski. Wśród nich nie byli zawodnicy klubu LKS „Puncher” Płock, kadet młodszy: Olivier Baranowski kat. wag. – 42 kg, juniorzy: Rafał Dobies, kat. wag. -74 kg i 79 kg, Sebastian Denst również kat. wag. -74 kg i 79 kg. Ponieważ była możliwość startu w dwóch kategoriach wagowych w swojej i jednej wyżej zawodnicy skorzystali z takiej możliwości.

Najbardziej doświadczony płocki zawodnik Rafał Dobies w obydwu kategoriach wagowych zajął drugie miejsca, zdobywając dwa srebrne medale. Sebastian Denst zajął dwa miejsca trzecie – musiał zadowolić się dwoma medalami brązowymi. Olivier Baranowski po wygranej walce w 1/8 drabinki, w walce ćwierćfinałowej uległ doświadczonemu zawodnikowi z klubu X-Fight Piaseczno – zwycięzcy dwóch kat. wag. uznanemu za najlepszego zawodnika turnieju w tej kategorii wiekowej. Młody płocczanin w efekcie zajął piąte miejsce.

Dla zainteresowanych treningami w klubie kontakt tel. 601 437 068.