Płocki szpital coraz lepiej przygotowany do walki z koronawirusem. Dyrektor dziękuje i apeluje

Jest spory odzew na apel Stanisława Kwiatkowskiego, dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Płocku, który dotyczy ogłoszenia o pracę dla pielęgniarek. Do szpitala zaczynają też wpływać pierwsze dostawy sprzętu niezbędnego do walki z epidemią. Dyrektor serdecznie dziękuje za pomoc – samorządom, fundacjom, osobom prywatnym. Apeluje również do mieszkańców: chrońcie swoich bliskich i siebie, zostańcie w domach, nie wprowadzajcie w błąd personelu medycznego.

– Napływają do nas maile, podania, odbieramy telefony w sprawie pracy. Od zaraz są potrzebne przede wszystkim pielęgniarki, salowe i położne – wymieniał Stanisław Kwiatkowski podczas czwartkowej telekonferencji z płockimi mediami. Placówka od zaraz i na stałe może zatrudnić do 15 osób.

Dyrektor, oprócz codziennego raportu, mówił dziennikarzom o kwarantannie, którą objętych jest pięcioro pracowników medycznych – troje pracowników szpitala, którzy niedawno wrócili z zagranicy oraz pielęgniarka i ratownik, którzy mieli kontakt z pacjentem ze szpitalu, u którego wykryto koronawirusa. – Przy wejściu do szpitala wiszą dozowniki z płynem dezynfekującym. Proszę, aby osoby wchodzące do szpitala dezynfekowały dłonie, zakładały maseczki, które od ostatnich zaostrzeń są konieczne na terenie placówki. Każdy wchodzący musi mieć maseczkę. Nie zatajajcie także prawdy przed personelem, który udziela wam pomocy – apelował Kwiatkowski. – Chrońcie swoich bliskich i siebie.

Do placówki na Winiarach zaczął spływać również sprzęt z zamówień składanych do Urzędu Marszałkowskiego, Urzędu Wojewódzkiego, Ministerstwa Zdrowia oraz Narodowego Funduszu Zdrowia.  – Do szpitala przywieziono kombinezony, gogle, fartuchy, maseczki – wyliczał. – Nie ma tego jakichś ogromnych ilości, dlatego staramy się, zamawiać z różnych możliwych miejsc. – Na tę chwilę złożyliśmy do Urzędu Marszałkowskiego i do wojewody zamówienia na łączną kwotę 15 mln zł, po 7,5 mln do każdego z urzędów. Jeżeli za parę tygodni sytuacja związana z epidemią znacznie się pogorszy, to może okazać, że tych pieniędzy będzie jednak za mało. Wszystko bardzo zdrożało – narzekał szef szpitala. Za przykład podał cenę maseczek. – Przed marcem za maseczkę płaciliśmy 16 groszy, w tej chwili za tę samą maseczkę płacimy 4,8 zł – wskazał różnicę.

Oprócz sprzętu i ubrań ochronnych szpital potrzebuje płynu do dezynfekcji, który codziennie zużywany jest w dziesiątkach litrów. – Płyn zużywany jest w ogromnych ilościach. Potrzebny jest wszystkim – osobom przychodzącym do szpitala, pacjentom, personelowi.  Szpital ma umowę z PKN Orlen na dostawę 10 tys. litrów płynu. Spółka nam dostarczyła 400 litrów, czyli dwa razy po 200 litrów. – Dokupujemy środek do dezynfekcji z innych źródeł. Płacimy za 5-litową butelkę 130 zł – mówił dyrektor Kwiatkowski. Na walkę z koronawirusem szpital wydał dotychczas 3 mln zł.

W tym momencie dyrektor Kwiatkowski dziękował samorządom, a szczególnie wójtowi gminy Radzanowo. – Gmina jako pierwsza odpowiedziała na apel szpitala i przeznaczyła konkretną kwotę, aby pomóc placówce. Stanisław Kwiatkowski kierował także podziękowania do fundacji i osób prywatnych. – Szyją maseczki, przynoszą lub przysyłają paczki, w których jest np. kilka przyłbic, ale to bardzo dużo znaczy. Każda pomoc jest ważna. Dziękuję wszystkim ludziom dobrej woli – podkreślał. – Zadziwiająca i piękna jest ta aktywność i solidarność – nie ukrywał wzruszenia.

Każdy, kto chciałby pomóc, cały czas może to zrobić. Jeżeli ktoś chce podarować sprzęt placówce lub przekazać pieniądze, wystarczy zadzwonić pod numery telefonów: 24 364 61 00 lub 24 364 63 09.

Polecamy: Dermatologia w płockim szpitalu przekształcona w oddział zakaźny. Okulistyka też jest brana pod uwagę




Na targowisku przy ul. Rembielińskiego kupcy dostali zielone światło. W hali będą czynne stoiska

– Jestem zatrudniona na jednym ze stoisk tekstylnych w hali na targowisku przy ulicy Rembielińskiego. W czwartek wieczorem zadzwoniła do mnie szefowa, abym w piątek była w pracy. Byłam bardzo zaskoczona, że wszystko pozamykane, bo tak mówią przepisy, a na hali będą czynne stoiska z tekstyliami. Czy jest to prawdą, czy to możliwe? – dopytywała nas pani Joanna.

– Według specustawy z 13 marca zamknięte zostały hale powyżej 2 tys m. kw. Tak też zrobiliśmy. Nadal były czynne jedynie stoiska spożywcze i z chemią – wyjaśnia nam Radosław Bednarski, prezes spółki Rynex, która zarządza targowiskiem przy ul. Rembielińskiego. – 31 marca Rada Ministrów doprecyzowała i rozszerzyła specustawę. Nasza hala ma 2,6 tys m kw. Duża część tej powierzchni to magazyny użytkowane przez kupców, nie są zatem częścią handlową – wyjaśnia. – Bardzo dokładnie to policzyliśmy i wyszło, że część handlowa to znacznie mniej niż 2 tys m. kw. Po konsultacjach z prawnikiem doszliśmy do wniosku, że kupcy mogą otworzyć swoje stoiska.

Prezes spółki tłumaczy, że wprowadzono środki ostrożności, które nakazuje specustwa. – Na całej powierzchni hali nie może znajdować się więcej niż 90 osób, czyli po 3 osoby do stoiska. Przy wejściu do hali są porozwieszane dozowniki z płynem dezynfekującym, podobnie jak na targowisku. – Apeluję także do odwiedzających targowisko i halę, aby zachowali wszelkie środki ostrożności.

Fot. Rynex




Ogromny smutek i strata. Nie żyje płocki fotograf

Wielu płocczan poznało go jeśli nie osobiście, to z widzenia. Zwykle pogodny, uśmiechnięty. Podążał ulicami miasta z aparatem fotograficznym. Chwytał w kadrze wydarzenia z naszego miasta jako fotograf płockiej redakcji “Gazety Wyborczej”. A dziś ta sama redakcja poinformowała, że odszedł od nas i żadnego nowego zdjęcia już więcej nie zrobi. Żegnamy Ireneusza Cieślaka. Miał 66 lat. 

Może nawet nie wiecie, że zrobił zdjęcie, na którym jesteście. Często patrzymy na zdjęcie, a nie na nazwisko samego fotografa. Ireneusz, Irek, dla wielu osób po prostu Maniek, tak bardzo lubił się śmiać podczas rozmowy. Miły, ciepły, dla każdego z dobrym słowem, dzielący się swoim uśmiechem z tyloma osobami. Ciężko zebrać teraz te wszystkie wspomnienia w momencie, kiedy człowieka przepełnia żal, że właśnie taka przypomniana rozmowa między jednym zdjęciem a drugim – zresztą o fotografii – okazuje się właśnie tą ostatnią, bo taki scenariusz napisało życie.

Nikogo nigdy nie obrażał, przeciwnie: był cichy, spokojny, zdyscyplinowany i zawsze dyspozycyjny. Współpracował z naszą redakcją od prawie trzech dziesięcioleci, wykonał tysiące zdjęć – wspominają w płockiej redakcji “Gazety Wyborczej”. – Fotografia była jego pasją. Nawet jeśli nie miał zleconych zadań, i tak był ze swoim aparatem wszędzie tam, gdzie w mieście działo się coś ważnego, ciekawego. Bywało, że jego zdjęcie, uchwycone w kadr zjawisko czy wydarzenie stawało się inspiracją dla dziennikarskiego tekstu. Nasz Maniek był wielkim miłośnikiem przyrody i jeśli na coś się naprawdę wkurzał i dawał temu wyraz, to były to wycinki i okaleczanie drzew.

W domu gromadził kolekcję fajek i związanych z nimi akcesoriów. Jego znakiem charakterystycznym była broda. Do niej również nawiązują w płockiej redakcji “Gazety Wyborczej”: – Z ogromną determinacją bronił swojej charakterystycznej, imponującej długiej brody i tylko machał ręką na czyjąkolwiek wzmiankę, że mógłby się jej w końcu pozbyć. Gładził ją, kiedy czasem opowiadał o swojej młodości, o wyjazdach do odległych egzotycznych krajów. Parę tygodni temu poczuł się gorzej. Jako osoba chora na astmę źle znosił końcówkę zimy, przedwiośnie i towarzyszące temu silne wiatry. Ale i wtedy przyjmował zlecenia na robienie zdjęć. Kiedy wybuchała epidemia koronawirusa, zdecydował się nie opuszczać domu.

Informacja o tym, że nie żyje nadeszła w piątek. Śmierć nie odpuszcza nikomu, ale w momencie, kiedy śledzimy smutne statystyki z racji epidemii, trzymając kciuki by ta skończyła się jak najszybciej, kiedy jesteśmy w domach i mierzymy się z nałożonymi ograniczeniami, jeszcze trudniej dobrać słowa, aby się pożegnać. Zaczynamy szukać fotografii i nagle zdajemy sobie sprawę, że fotograf, który zrobił w swoim życiu tyle zdjęć, aż ciężko wszystkie zliczyć, jest raptem na kilku. Irek przez tyle lat był z nami i dla nas, dlatego zamiast słowa “żegnaj” może lepiej powiedzieć “dziękujemy”.

Zespół redakcyjny “Dziennika Płockiego” składa rodzinie i najbliższym wyrazy głębokiego współczucia.




Dojadą do stacji Płocka. W warszawskim metrze będzie…

Nowa stacja na warszawskiej Woli po południowej stronie skrzyżowania ulicy Płockiej z Wolską powstała w ramach rozbudowy drugiej linii metra. Od kilku dni pociągi już dojeżdżają, chociaż na razie bez pasażerów – ci muszą wysiąść na stacji Rondo Daszyńskiego. W sobotę ma się to zmienić. A kiedy podróżni wysiądą i dotrą do schodów zobaczą logo miasta Płocka.

Stacje Płocka, Młynów i Księcia Janusza zostaną udostępnione podróżnym 4 kwietnia – kilka dni przed 25. rocznicą uruchomienia metra w Warszawie. Zamiast fety przygotowano apel, aby nie wychodzić z domu i tymczasowo powstrzymać się od zwiedzania, jeszcze będzie na to czas. Wolski odcinek podziemnej kolei składa się z trzech stacji, trzech wentylatorni, a także łączących je tuneli, co wydłuża drugą linię metra o 3,4 kilometra.

We wnętrzu stacji Płocka dominują kolory miedzi i brązu, które nawiązują do fabrycznej historii Woli. Płocki Ratuszu postanowił wykorzystać nazwę nowej stacji warszawskiego metra do promocji miasta. W jaki sposób? Będzie to logotyp Płocka (wraz z nazwą miasta) umieszczony na dwóch panelach na tej stacji.

– Rozmowy w tej sprawie prowadziliśmy z władzami Miasta Stołecznego Warszawy, Zarządem Transportu Miejskiego w Warszawie, wykonawcą i projektantem. Z naszej strony padały różne propozycje i przedstawiane były różne projekty graficzne. Projektant, którego opinia była kluczowa w rozmowach, wyraził zgodę na zamieszczenie logo miasta na dwóch panelach stacji. Realizacja była dla miasta Płocka bezkosztowa. Warto podkreślić, że nowe stacje metra powstały według projektu wyłonionego w konkursie zorganizowanym przez warszawski ratusz. Za wystrój nowych stacji metra odpowiada renomowane Biuro Projektów Kazimierski i Ryba. Architekci odnieśli się do najbardziej charakterystycznych miejsc związanych z dziejami Woli. Do przemysłowego dziedzictwa dzielnicy nawiązują wnętrza stacji Płocka. Na ścianach zatorowych pojawiły się miedziane okładziny z domieszkami kilku metali, które nadają im różne odcienie, a na sufitach dwa rodzaje paneli, których kompozycję oparto na geometrii układów scalonych, przywodzących na myśl dawne wolskie zakłady elektroniczne.

Zdjęcia stacji, w tym logotyp Płocka, można zobaczyć na portalu www.transport-publiczny.pl.

Dodajmy, że ta stacja będzie miała jeszcze jeden wyróżnik. Podczas budowy metra operator koparki natrafił na siedem dużych kości sprzed ok. 100-120 tys lat. Specjaliści z Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie uznali, że są to kości ssaka kopalnego, który prawdopodobnie należał do rodziny słoniowatych. Przy wyjściu od strony zachodniej przygotowano miejsce w gablocie umieszczonej w posadzce, aby wyeksponować kopię szczątków słonia leśnego znalezionych w listopadzie 2018 r. (do sierpnia szkielet ma być uzupełniany o kolejne fragmenty). Na ścianie antresoli stacji Płocka znajduje się już pamiątkowa tablica.  

Co jeszcze zaplanował płocki Ratusz? Wstępnie przewidywano inne działania promocyjne w przestrzeni stacji na ogólnie dostępnych nośnikach reklamowych (na zasadach komercyjnych). Epidemia pokrzyżowała te plany. – W obecnej sytuacji najrozsądniejsze było odłożenie naszej kampanii promocyjnej zachęcającej turystów do przyjazdu do Płocka. Ale nie martwcie się! Co się odwlecze to nie uciecze – poinformowano w piątek w mediach społecznościowych.

Fot. ZTM, http://www.um.warszawa.pl, Metro Warszawskie / Facebook




Nietypowa sesja płockich radnych. Przygotowania trwają

Nie udało się zorganizować sesji Rady Miasta Płocka 26 marca, dlatego wyznaczono nowy termin na 9 kwietnia. Nie będzie to jednak typowa sesja.

Zorganizowanie sesji w auli z udziałem wszystkich radnych, prezydenta Płocka, wiceprezydenta, sekretarza miasta, skarbnika, urzędników, przedstawicieli służb miejskich czy też prezesów miejskich spółek, jak odbywało się to dotychczas, z racji epidemii wiązało się – mając na względzie skalę zagrożenia – z dużym ryzykiem. W dodatku w sytuacji wprowadzania przez rząd kolejnych obostrzeń. Ostatecznie zaplanowaną na 26 marca sesję odwołano. Ta wyznaczona na 9 kwietnia (początek o godz. 10.00) będzie zdalna – na podobieństwo obrad Sejmu, kiedy posłowie byli rozmieszczeni w 12 salach, na sali plenarnej zasiadły jedynie niektóre osoby. Uczestnictwo w posiedzeniu z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej stało się możliwe w razie wprowadzenia jednego ze stanów nadzwyczajnych opisanych w konstytucji lub w czasie trwania epidemii (zmiana obowiązuje do 30 czerwca 2020 r.).

– W czwartek spotkałem się z członkami prezydium Rady Miasta Płocka i sekretarzem miasta, który odpowiada za kwestie logistyczno-organizacyjne. Dla mnie najważniejsza była informacja o tym, iż sesja zdalna może się odbyć zgodnie z prawem, ponieważ według opinii prawnych taka sesja jeszcze dwa tygodnie temu odbyć się nie mogła. Sytuację zmieniła specustawa – wyjaśnia przewodniczący Rady Miasta Płocka, Artur Jaroszewski.

Zostanie zachowany wymóg jawności – zainteresowane osoby sesję obejrzą w internecie. A jak te obrady będą wyglądały od strony organizacyjnej? W płockim ratuszu – dla tych radnych, którzy się zjawią wyznaczonego dnia w urzędzie (równie dobrze rajcy mogą również głosować z domu) – wyznaczą pomieszczenia, aby te docelowo były wyizolowane od ludzi postronnych. – Liczba osób obecnych w auli ratusza zostanie ograniczona do minimum – mówi Artur Jaroszewski. Oprócz przewodniczącego, będzie to m.in. prezydent Płocka czy skarbnik, kilkoro radnych. – Nie mam jeszcze informacji którzy radni zamierzają reprezentować kluby w auli. A nawet jeśli w urzędzie zjawią się wszyscy radni, to i tak pozostali zostaną poproszeni o przebywanie w przygotowanych dla nich pomieszczeniach.

Na auli wszyscy usiądą w wyznaczonych miejscach, oczywiście z zachowaniem odpowiednich odległości, aby zapewnić bezpieczeństwo. W razie potrzeby urzędnicy mają być proszeni na salę telefonicznie.

Wstępnie porządek obrad jest zbieżny z tym z 26 marca. Przewodniczący dodaje jednak, że bardzo prawdopodobne są propozycje o rozszerzenie porządku obrad. Liczy na spokojną, merytoryczną sesję.- Już wcześniej zwracałem się do radnych, aby na pewien czas ograniczyli liczbę zgłaszanych interpelacji. Zwłaszcza, że z powodu koronawirusa również Urząd Miasta Płocka pracuje w zmieniony sposób. Przez trzy tygodnie nie wpłynęła żadna interpelacja, co jak sądzę pokazuje, że wszyscy jesteśmy zgodni co do tego, iż obecna sytuacja wymaga specjalnego potraktowania.

Fot. Sesja w lutym 2020 r. / UMP




Dermatologia w płockim szpitalu przekształcona w oddział zakaźny. Okulistyka też jest brana pod uwagę

Oddział dermatologii w płockim Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym przekształcony został tymczasowo w oddział zakaźny. W razie większej ilości osób zakażonych podobnie może stać się z Oddziałem Okulistycznym.

– Pacjenci dermatologiczni, którzy wymagają hospitalizacji, są kierowani na inne oddziały naszego szpitala. Do dyspozycji pacjentów pozostaje również poradnia dermatologiczna, która czynna jest cały czas – tłumaczył dyrektor placówki Stanisław Kwiatkowski, podczas dzisiejszej telekonferencji. Dodał, że pacjenci nie są odsyłani do innych szpitali.

– Na przekształconym oddziale dermatologi przebywać mogą jedynie pacjenci z pozytywnym wynikiem. Nie mamy tam izolatek, są wspólne łazienki, pacjenci mogą leżeć po kilku na jednej sali – mówił Kwiatkowski. Podkreślił, że szpital chce jeszcze coś zrobić w budynku głównym. – Mamy pewne przemyślenia. Na razie niech to jednak pozostanie tajemnicą. Dyrektor chwalił personel z oddziału zakaźnego, który – jego zdaniem – na razie bardzo dobrze sobie radzi.

Kwiatkowski pytany o to czy w razie potrzeby oddział okulistyczny też jest brany pod uwagę na przekształcenie [Okulistyka znajduje się w tym samym budynku co Dermatologia – przy. red], odpowiedział, że jeżeli szpital będzie musiał przyjąć większą liczbę pacjentów zakażonych koronawiarusem, jest w stanie ewakuować również oddział okulistyczny.

Dyrektor szpitala podał również mediom codzienny raport. – Na oddziale zakaźnym Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego z podejrzeniem zakażenia koronawirusem hospitalizowanych jest 8 osób. Potwierdzonych przypadków z COVID-19 są 4 pacjentów. 13 osób jest hospitalizowanych na oddziale zakaźnym, 8 osób czeka na wynik, 1 osoba ma inną chorobę zakaźną, w ciągu ostatniej doby pobrano próbki od 7 osób – wyliczał.




Wyszedł z domu, aby… poszukać skarbów w piasku

Nie jest to spóźniony primaaprilisowy żart – 35-latek wykrywaczem do metalu sprawdzał, co kryje się w piasku na placu zabaw. Inny płocczanin twierdził, że idzie “nad Wisłę zrobić zakupy”. Pomimo zakazów, a nawet konieczności przebywania w kwarantannie, niektórzy kompletnie lekceważą przepisy i obostrzenia.

– Niestety podczas codziennej służby napotykamy na osoby, które nic sobie nie robią z wprowadzonych zakazów – mówi rzeczniczka płockich municypalnych, Jolanta Głowacka.

Obecnie dla strażników miejskich priorytetowe są działania związane z zapobieganiem rozprzestrzeniania się epidemii koronowirusa. Funkcjonariusze sprawdzają m.in. czy mieszkańcy stosują się do wprowadzonych kolejnych obostrzeń, kontrolując m.in. zamknięte strefy np. parki, skwery place zabaw, miejskie siłownie oraz miejsca, gdzie możne gromadzić się młodzież. Jolanta Głowacka podała również przykład lekceważącego stosunku do przepisów. Chodziło o czwartkowe zachowanie  30-letniego płocczanina, który jeszcze przez dobę powinien przebywać w kwarantannie:

– Mężczyzna postanowił wyjść na spacer nad Wisłę. Około godz. 12.30 patrol zauważył młodego mężczyznę ubranego w strój sportowy, który, pomimo zakazu, postanowił zejść schodami przy ul. Kazimierza Wielkiego nad Wisłę. Spytany o powód i cel wyjścia z domu, odpowiedział, że idzie pospacerować, bo jest ładna pogoda. Poinformowany o obostrzeniach stwierdził, że w takim razie on idzie „nad Wisłę zrobić sobie zakupy spożywcze”. Poproszony o dowód tożsamości stwierdził, żeby dać mu spokój, bo jest na kwarantannie i chce sobie  pospacerować, a strażnicy się go czepiają. Patrol, za pośrednictwem dyżurnego SM, potwierdził u dyżurnego Policji informację, czy faktycznie mężczyzna przebywa na kwarantannie. Informacja okazała się prawdziwa. Na miejsce wezwano policyjny patrol.

Kolejny płocczanin wpadł na inny pomysł… – Dla niego ważnym powodem wyjścia z domu, pomimo wprowadzonych zakazów, było szukanie skarbów na zamkniętym placu zabaw. W środę, tj. 1 kwietnia około południa, patrol kontrolujący na terenie miasta place zabaw pod kątem, czy nie gromadzą się na nich dzieci i młodzież,  zauważył na osiedlu Podolszyce Południe mężczyznę. Pomimo informacji wiszącej na ogrodzeniu, iż plac zabaw jest nieczynny, 35-latek postanowił wykrywaczem do metalu szukać w piasku skarbów. Zgodnie z procedurą strażnicy z zaistniałej sytuacji sporządzili notatkę służbową, która zostanie przekazana Policji.

Rzeczniczka płockich municypalnych dodaje, że do dyżurnego SM wpływa kilkanaście różnego typu interwencji począwszy od nieprawidłowego parkowania poprzez spożywanie alkoholu w miejscu publicznym do „nielegalnego gromadzenia” się właścicieli czworonogów wyprowadzających swoje pupile na spacer. – Większość naszych codziennych działań jest teraz nakierowanych na kontrolowanie przestrzegania ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, a także na informowanie i przypominanie mieszkańcom o obowiązujących przepisach. Oczywiście przyjmujemy zgłoszenia dotyczące m.in. wykroczeń parkingowych, jednak dyżurny SM informuje od razu mieszkańców, że realizacja takiego zgłoszenia może potrwać – poinformowała Jolanta Głowacka.

Fot. SM




Egzaminy próbne w formie zdalnej. Sprawdzian z wiedzy i… uczciwości

Szkoły wciąż pozostają zamknięte z powodu epidemii, uczniowie kontynuują naukę w trybie zdalnym i w tej właśnie formie zorganizowano już próbne egzaminy ósmoklasisty i próbny egzamin maturalny z języka polskiego. Równocześnie przybywa obaw i pomysłów.

Komitet Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk zwrócił się do prezydenta Andrzeja Dudy z wnioskiem, aby test dla ósmoklasistów zastąpić konkursem świadectw. Z kolei prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, Sławomir Broniarz uważa, że formuła egzaminów w szkołach wiąże się z “narażeniem zdrowia i życia tegorocznych ósmoklasistów, maturzystów i uczniów przystępujących do egzaminów zawodowych, a także nauczycieli, pracowników oświaty oraz rodzin i najbliższych wszystkich tych osób, czyli milionów Polaków”. Związek zaapelował do premiera Mateusza Morawieckiego i Ministerstwa Edukacji Narodowej o odwołanie egzaminu ósmoklasisty zaplanowanego na 21-23 kwietnia, a także majowych matur i egzaminów zawodowych, które wstępnie mają się odbyć w czerwcu. – Ministerstwo edukacji w porozumieniu z nauczycielami oraz przedstawicielami uczelni wyższych powinno jak najszybciej wypracować adekwatną do obecnych warunków i bezpieczną formę rekrutacji do szkół ponadpodstawowych oraz na studia w roku 2020 – przekonywał Sławomir Broniarz. 

O zmianę terminu egzaminu ósmoklasisty zaapelował m.in. prezydent Ciechanowa, Krzysztof Kosiński. Jego zdaniem  “uczniowie znaleźli się w zupełnie nowej rzeczywistości”, a tym samym zostali “narażeni na ogromny stres, który jest potęgowany strachem przed koniecznością udziału w egzaminie oraz utrzymaniem ich przez pana ministra w stanie niepewności co do tego, czy ten egzamin w ogóle się odbędzie”. 

Pojawiły się argumenty – już ze strony dyrektorów szkół – że nie chodzi wyłącznie o samo przygotowanie uczniów do egzaminów, istotny jest także ich komfort psychiczny. W obecnych warunkach spowodowanych epidemią sporo młodych ludzi, którzy nie uzyskali jeszcze pełnoletności, nie może nawet wyjść z domu bez towarzystwa osoby dorosłej – z tego samego domu, w którym rodzice mogą mieć np. kłopoty z utrzymaniem pracy czy też martwią się o zdrowie członków rodziny. Co więcej, organizacja egzaminów w szkołach, nawet zakładając wykorzystanie większej ilości sal celem zachowania odpowiedniej odległości, wymaga większego udziału nauczycieli. 

Czy dotychczasowe egzaminy pisemne mogłyby odbyć się zdalnie? W tym tygodniu ósmoklasiści zmierzyli się z egzaminem próbnym (22 zadania). Uczniowie, siedząc przed komputerem, rozwiązywali zadania, z kolei wielu rodziców niepokoiło się o przebieg egzaminu (chociaż ten był  nieobowiązkowy). Tata jednego z ósmoklasistów z płockiej szkoły podstawowej dostrzega zarówno plusy, jak i minusy wprowadzonej formy zdalnej. Z jednej strony taki egzamin ma przecież sprawdzić wiedzę i stopień przygotowania do egzaminu u nastolatka, który niebawem będzie starał się o miejsce w szkole ponadpodstawowej, zaś z drugiej strony uczeń w warunkach domowych wciąż miał dostęp np. do pomocy naukowych, ponadto samego przebiegu egzaminu nikt nie nadzorował online. 

– Można było porozumiewać się w grupach w mediach społecznościowych, równie dobrze w pokoju mogło siedzieć rodzeństwo, starszy brat czy siostra świetnie radzące sobie z zadaniami z matematyki – punktuje pan Krzysztof. – Dlatego tak bardzo istotne było, na ile faktycznie dany uczeń uczciwie podszedł do tego próbnego sprawdzianu, chciał przekonać się, na ile ma opanowaną wiedzę. 

Ale w jaki sposób nauczyciel miałby zweryfikować, kto robił te zadania samodzielnie, a kto nie? Akurat w przypadku syna pana Krzysztofa podejście do egzaminu próbnego było dobrowolne, ale… – Syn dostał to jako zadanie do wykonania – mówi płocczanin. – Nie do końca rozumiem celowości. Może chodziło o przymiarkę, czy taka forma ma w ogóle racje bytu podczas faktycznego egzaminu – jednak tu, jak zaznacza, taka metoda może być nietrafiona. Kłopoty pojawiły się pierwszego dnia, w poniedziałek o godz. 9.00. Dezinformacja i nerwy, przede wszystkim na to zwraca uwagę pan Krzysztof. – Nic nie działało, przez około 20 minut  nie można było pobrać zadań ze strony Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Pojawił się problem ile czasu przysługuje na rozwiązanie i odesłanie arkusza z powodu późniejszego pobrania. Okazało się, że Mobidziennik ma bardzo słabą wydolność. Wszystko się zawieszało, trudno było cokolwiek wysłać. Nie wiem kiedy syn otrzyma informację zwrotną o wynikach. 

Z pewnością zainteresowanie testami pojawiło się także wśród obecnych siódmoklasistów. We wtorek i w środę było już spokojniej, udało się sprawnie pobrać zadania z matematyki i z języka angielskiego. 

Pan Krzysztof wraz z żoną uważają,  że metoda nauki zdalnej, wprowadzona z konieczności, nieszczególnie sprawdza się na razie w praktyce (na plus zaliczają jednak możliwość wypożyczenia w szkole komputera). Oboje przekonują też, że egzamin ósmoklasisty powinien odbyć się w innym terminie niż ten planowany, czyli 21-23 kwietnia. – Szkoda, że rodziców trzyma się w niepewności odnośnie terminu egzaminu, ewentualnego przedłużenia roku szkolnego.  Konkurs świadectw? A co z uczniami, którzy chcieli poprawić ocenę, a wcześniej nie mogli tego zrobić z powodu choroby? Coraz bardziej odnosimy wrażenie, że dzieci mogą zostać zakładnikami wyborów, co byłoby mocno nieuczciwe – dlatego wciąż liczą, że zostanie wyznaczona inna data egzaminów, aby mogli być spokojni o swojego syna. Szef CKE, dr Marcin Smolik poinformował w jednym z wywiadów, że faktycznie brany jest pod uwagę konkurs świadectw i odstąpienie od egzaminów, ale jako jeden z wariantów, z kolei minister edukacji Dariusz Piontkowski twierdzi, że decyzji dotyczących dalszego funkcjonowania szkół należy spodziewać się “w okolicach świąt wielkanocnych”. O ewentualnej zmianie terminarza “będzie decydowała sytuacja epidemiczna i wskazania ministra zdrowia, bo przecież minister edukacji wyda rozporządzenie, ale przecież tego typu decyzje są decyzjami całego rządu, pana premiera. A głos ministra zdrowia i głównego inspektora sanitarnego będą decydujące”. Rodzicem pozostaje uważnie śledzić informacje.

W czwartek kolejni rodzice i uczniowie dołączyli do grona wyczekujących na wyniki egzaminów próbnych w formie zdalnej, tyle że tym razem maturalnych. Okazało się, że zamiast nowego arkusza, wykorzystano zadania sprzed pięciu lat jedynie nieco je modyfikując. W dodatku podobnie było z próbnym egzaminem ósmoklasisty z języka polskiego – wówczas czerpano z tego z 2019 r. W rozmowie z dziennikarzem TVN24, dyrektor CKE przyznał: – Mogło się zdarzyć, że była grupa uczniów, która już znała te zadania, ale wtedy nauczyciele mogą porównać wyniki z wtedy i teraz. W tworzeniu próbnych arkuszy ze wszystkich przedmiotów korzystaliśmy z zadań, które już mieliśmy w komisji. 

Próbne egzaminy maturalne potrwają do 8 kwietnia. 




Koalicjant odrzucił ultimatum. Jarosław Gowin nie zgadza się na majowe wybory

– Jarosław Gowin odrzucił ultimatum Jarosława Kaczyńskiego. Nieoficjalnie: szef Porozumienia poinformował swoich ministrów, że mogą zostać wyrzuceni z rządu, bo nie zgodzi się na kopertowe wybory w maju i zdania nie zmieni. Większość rządząca wisi na włosku – napisał na Twitterze Patryk Michalski, dziennikarz RMF FM.

“Koalicja rządowa wisi na włosku. RMF FM ujawnia: Jarosław Gowin odrzucił ultimatum Jarosława Kaczyńskiego. Jak dowiedzieli się nasi reporterzy, prezes PiS dał koalicjantowi wybór: Gowin poprze pomysł wyborów kopertowych, czyli wybór prezydenta tylko w głosowaniu korespondencyjnym, albo wicepremier i jego ministrowie zostaną wyrzuceni z rządu – donosi radio.

Patryk Michalski ustalił, że szef Porozumienia zapewnił posłów z jego ugrupowania, że zdania nie zmieni. – W rozmowie z najbliższymi współpracownikami wicepremier miał powiedzieć, że to wybór “między życiem a śmiercią”, dlatego pod żadnym pozorem nie godzi się na wybory w maju. Jak dowiedział się reporter RMF FM, tę decyzję konsultował z wieloma lekarzami, ekspertami, a nawet ważnymi biskupami – czytamy na stronie radia.

Źródło: RMF FM.
Fot. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (YT).




Sklepy zmieniają godziny otwarcia. Zakupy zrobimy nawet w nocy

Poszczególne sieci handlowe postanowiły zmienić godziny pracy sklepów. Przykładowo sieć Biedronka “wydłuża godziny pracy sklepów, aby móc obsłużyć wszystkich klientów, zapewniając jednocześnie większe bezpieczeństwo i komfort”.

Przypomnijmy, że wprowadzono ograniczenie w liczebności klientów obecnych w sklepach – po trzy osoby na jedną kasę lub stanowisko do płacenia. Do tego w sklepach są przerwy techniczne, od godz. 10.00 do 12.00 wprowadzono tzw. przedpołudnia dla seniorów. Dodajmy też, że najbliższa niedziela, 5 kwietnia to niedziela handlowa w związku ze zbliżającymi się świętami.

Od 2 kwietnia br. sklepy sieci Biedronka wydłużają godziny otwarcia – będą czynne w godz. 6:00 – 24:00. Dodatkowo w tygodniu przedświątecznym, czyli w dniach 7-10 kwietnia, zakupy w sklepach sieci Biedronka mają być możliwe przez całą dobę.

– W przypadku sklepów, w których ze względów operacyjnych godziny otwarcia będą inne, ich klienci zostaną o tym poinformowani. Stosowne informacje będą także dostępne bezpośrednio w placówkach – poinformowano w komunikacie.

W przypadku sklepu Kaufland od 1 kwietnia wprowadzono godziny otwarcia od 6.00 do 23.00 (od 10.00 do 12.00 obsługują wyłącznie osoby powyżej 65 roku życia). 

Od godz. 6.00 do 24.00 mają pozostać otwarte sklepy sieci Lidl, niektóre będą dostępne dla klientów nawet przez całą dobę. Sklepy w Płocku:

Armii Krajowej 86 – całodobowo (od 3 kwietnia),

Kobylińskiego 29 – od 6.00 do 24.00 (od 2 kwietnia).

 

Fot. Pixabay