Tysiące słów i gestów nie zastąpi tych trzech: Kocham Cię Mamo

Wszystkim Mamom w dniu ich święta życzymy zdrowia, dobroci od losu i ludzi oraz nieustającej miłości okazywanej przez dzieci na co dzień. Życzymy Wam Kochane Mamy, aby każdy dzień w Waszym życiu był świętem…

Zespół redakcyjny “Dziennika Płockiego”

 




Dramatyczny apel płocczanki: Beze mnie dzieci nie będą miały nikogo

– Piszę przez łzy, czując się bezradna i opuszczona. Moje dzieci: Zbyszek i Ada mają tylko mnie. A teraz nowotwór chce im i to zabrać, a mnie zabrać dzieci – to jest w tym wszystkim najgorsze – brzmi dramatyczny apel Magdaleny Hińcz, 34-letniej mieszkanki Płocka. 

I kiedy trafia się na taki apel na dzień przed świętem wszystkich mam, trudno nie zwrócić na niego uwagi. Łzy same napływają do oczu, serce rozrywa się z żalu, a w mózgu zapala się lampka – pomóż! Bo dzieci zostaną bez matki, a to najgorszych dramat. Wpis płocczanki przepełniony jest bezradnością i trwogą.

– Jestem po dwóch operacjach, po chemioterapii, którą przetrwałam z myślą, że wyzdrowieję – wyznaje. – Niestety, pojawiły się nowe ogniska choroby. Przetrwam każde leczenie – dla moich dzieci. Do tej pory wystarczały moje siły, ale już nie wystarczą – potrzebuję leku, na który mnie nie stać. Proszę Was, pomóżcie mi! 

Magdalena Hińcz jest mieszkanką Płocka, ma zaledwie 34 lata, choruje na nowotwór złośliwy, który zagnieździł się w esicy, czyli esowatej części jelita grubego. Stwierdzono także u pani Magdy nowe ogniska choroby – wtórny nowotwór otrzewnej i przestrzeni zaotrzewnowej. Może pomóc 6-miesięczne leczenie lekiem Stivarga. Koszt leczenia to ponad 100 tys. zł. Lek ten nie jest też, jak wiele innych, refundowany.  

Pani Magdalena skazana jest sama na siebie i pomoc ludzi o wspaniałych sercach. Mamy świadomość, że Polacy mają wielkie serca, potrafią pomagać i jednoczyć się, jak ktoś potrzebuje pomocy. Może to jest właśnie ten moment! Pomóżmy płocczance i pamiętajmy, że karma wraca…

Jak pomóc pani Magdalenie? Szczegóły znajdziecie tu: Ratunek dla matki! “Beze mnie dzieci nie będą miały nikogo…”.

Fot. scren ze strony Fundacji SiePomaga.

 




Niebawem po ulicach Płocka będzie można jeździć rowerem miejskim

– Bardzo ważnym elementem systemu roweru miejskiego jest fakt, że się on sam rozwija – mówił prezydent Andrzej Nowakowski, na chwilę przed podpisaniem umowy na budowę płockiego systemu roweru miejskiego.

Umowę podpisali w czwartek, 25 maja, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg Tomasz Żulewski z prezesem zarządu Nextbike Polska Tomaszem Wojtkiewiczem na powstającej właśnie magistrali rowerowej w rejonie wiaduktu kolejowego w al. Piłsudskiego.

– Cieszę się, że przetarg na rower miejski wygrała sprawdzona firma, która prowadzi taką działalność nie tylko w wielu miastach w kraju, ale na całym świecie – mówił prezydent Płocka. Tomasz Wojtkiewicz przyznał z kolei, że sprawdził, iż w 2011 roku w Płocku było 11 km dróg rowerowych. – Dziś jest 70 km. Gratuluję miastu takiego rozwoju – podkreślił.

System Płockiego Roweru Miejskiego będzie składał się z 250 rowerów, 25 stacji rowerowych, 25 terminali z panelem sterującym i informacyjnym, 375 stojaków rowerowych. Na każdej stacji będzie po 10 rowerów. W przypadku awarii roweru Nextbike będzie miał 6 godzin na naprawę jednego z nich. System będzie działał w sposób ciągły przez całą dobę we wszystkie dni tygodnia. Użytkownicy będą mogli korzystać z roweru przez pierwsze 20 minut bezpłatnie, następnie do jednej godziny koszt wypożyczenia roweru wyniesie złotówkę, a w dalszym czasie – od 2 do 5 zł za każdą godzinę.

Niewykluczone, że liczba stacji rowerowych się zwiększy, bo powstaną stacje patronackie, fundowane przez prywatne firmy. System roweru miejskiego będzie funkcjonować od kwietnia do listopada każdego roku.

Źródło: UMP.
Fot. UMP.




Jarmark Tumski zapowiada się imponująco. Atrakcja za atrakcją…

Ponad 500 zgłoszeń od wystawców z całego kraju i zza granicy wpłynęło do biura Jarmarku Tumskiego. Także oferta jubileuszowej X edycji imprezy zapowiada się imponująco. Będzie w czym wybierać. Oprócz stoisk propozycja organizatorów obfituje w różnego rodzaju atrakcje.

Podczas tegorocznego Jarmarku Tumskiego (1-3 czerwca) pojawi się 77 stoisk kolekcjonerskich. Jak podkreślał podczas konferencji prasowej wicedyrektor Muzeum Mazowieckiego Tomasz Kordala – staną one obok jego placówki, która odpowiada m.in. właśnie za strefę kolekcjonerską. Wszystkim będzie towarzyszyć – z racji setnej rocznicy odzyskania niepodległości – akcent patriotyczny.

Ponieważ dziesiąty Jarmark Tumski zbiega się z Dniem Dziecka – cały szereg imprez będzie dedykowanych właśnie najmłodszym. – Będzie to trzydniowy Dzień Dziecka – podkreślał z kolei Roman Siemiątkowski, wiceprezydent Płocka.

Co będzie się działo w ramach tego wydłużonego Dnia Dziecka?

Piątek, 1 czerwca, Stary Rynek
– godz. 13 – 16.30 – występy grup tanecznych i muzycznych z płockich szkół
– godz. 16 – Teatr Rozrywki TRÓJKĄT – średniowieczno-jarmarczny spektakl plenerowy pt. „Za siedmioma wiekami”. Jest to spektakl uliczny, oparty na tradycji średniowiecznych, wędrownych aktorów ze wschodnich rejonów Europy – skomorochów. W przedstawieniu wykorzystano wątki legendarne, jak np. podanie o kwiecie paproci, a także całkowicie fikcyjne. Ciekawa i niebanalna jest warstwa inscenizacyjna, wykorzystująca tradycyjny sposób grania lalkami przez skomorochów, a także przeplatanie planu lalkowego, gry w masce i dużych form, animowanych przy pomocy specjalnego żurawia.
– godz. 18 – koncert SPIRITUALS SINGERS BAND
Koncert ma formę spektaklu, w którym krasnal Szomol opowiada bajkę. Wiersze Juliana Tuwima oprawione zostały w piękną i melodyjną muzykę kompozytora Włodzimierza Szomańskiego. Na scenie w barwnych światłach tańczy i śpiewa sześcioosobowy zespół. Całości dopełnia drobna scenografia i kolorowe kostiumy. Sobota, 2 czerwca, Stary Rynek
– godz. 11 – 14 – prezentacja Kataryniarzy oraz występy: Grupy Wokalnej z MDK-u, Zespółu Tanecznego i Teatrzyku Tańca „Niesforne wróbelki” oraz Marchewkowego Pola

Niedziela, 3 czerwca, Stary Rynek
– godz. 12.30 – 16 – występy płockich dziecięcych i młodzieżowych grup artystycznych
– godz. 16 – koncert zespołu Vataha
– godz. 17 – TEATR VAŚKA – bajka dla dzieci
Przedstawi „Tajemnicę cyrkowego klauna”. Jest to pogodny, pełny humoru spektakl o perypetiach wędrownej grupy cyrkowej. Postacie występujące na scenie są barwne, tak jak barwna jest scenograficzna oprawa przedstawienia. Piosenki są rytmiczne, proste, a muzyczne brzmienia zmieniają się bardzo melodyjnie. Przedstawienie zaczyna się jak w prawdziwym cyrku – fanfary, uroczyste powitanie, występ egzotycznej tancerki. Lecz po pewnym czasie okazuje się, że nie wszystkie popisy mogą być pokazane publiczności. Dlaczego? To właśnie stanowi tytułową tajemnicę klauna Lolo, gorącego miłośnika zwierząt.

Na Starym Rynku nie zabraknie również Romów. XV Międzynarodowy Festiwal Romów w Płocku „Cygańska Noc” odbędzie się w sobotę 2 czerwca na Starówce. Początek – godz. 14.00. Wystąpią: Gypsy Boys, Romengo, Gipsy Band (teatr z Białorusi) oraz Romen.

Dyrektor Płockiego Ośrodka Kultury i Sztuki Radosław Malinowski przypomniał, że po raz trzeci na Jarmarku Tumskim zorganizowana zostanie strefa militarna. Zobaczymy ją na placu Narutowicza. W tym roku działania poświęcona będzie ona historii II wojny światowej.

Stowarzyszenie Historyczne im. 11 Grupy Operacyjnej NSZ zaprezentuje wystawę „Żołnierze Wyklęci Mazowsza”. Grupa Historyczna „Zgrupowanie Radosław” przygotuje pokaz uzbrojenia, wyposażenia, pamiątek i historii związanych z Powstaniem Warszawskim. A Grupa Rekonstrukcji Historycznej 44 Division Hoch und Deutschmeister zaprezentuje uzbrojenie wojsk niemieckich podczas II wojny światowej (uzbrojenie Wehrmacht oraz Policji Granatowej). Nowością będzie inscenizacja pod tytułem „Warszawska ulica podczas okupacji” prezentująca – w niedzielę 3 czerwca – życie codzienne stolicy podczas okupacji niemieckiej. Tego dnia odbędzie się również w strefie militarnej Zjazd Motocykli Dawnych.

Nie jedyny to zjazd zapowiadany przez organizatorów Jarmarku. Dzień wcześniej (2 czerwca) zobaczymy pojazdy militarne. W sobotę o godz. 12 odbędzie się ich parada. Pojazdy ruszą ze Słupna właśnie w kierunku pl. Narutowicza, gdzie odbędzie się ich pokaz. Będą się tu prezentować do godz. 15.

Nowością będzie również pokaz mody. Odbędzie się on w sobotę o godz. 18, na ul. Grodzkiej, przy pubie Zachęta (potrwa ok. godziny). Zobaczyć można będzie siedem pokazów mody w różnym stylu: od sportowego i casualowego, przez awangardowy, po prezentację eleganckich sukni wieczorowych. Odbędzie się także pokaz kostiumów kąpielowych oraz piżam. Na wybiegu zobaczymy także małych modeli i modelki w codziennych oraz szykownych, wyjściowych stylizacjach. W pokazie udział weźmie 14 modelek i 17 dzieci.

Wiele będzie się działo na patio Muzeum Mazowieckiego. Od wystaw (otwarcie pierwszej w piątek o godz. 12.30) przez odczyty (sobota, godz. 12), promocję 13. numeru „Naszych Korzeni” przez finisaż wystawy przygotowanej przez ambasadora Jarmarku Tumskiego Bohdana Kowalczyka „Świadkowie tamtych lat” (otwarta została w piątek 18 maja). – Wystawa ta jest hołdem środowiska kolekcjonerskiego dla tych wszystkich, którzy przyczynili się do odzyskania niepodległości – mówił Bohdan Kowalczyk.

Ambasador Jarmarku przyznał też, że z okazji jubileuszu imprezy przygotowana została okolicznościowa moneta. Została wybita tylko w 200 egzemplarzach, z których 10 zostanie dodatkowo ponumerowanych. – Będzie to Płocki Złoty Tumski – zdradził Bohdan Kowalczyk. – Będzie rarytasem kolekcjonerskim. Monetę można będzie kupić w punktach informacyjnych (jej cena nie została jeszcze ustalona). Na imprezie staną cztery takie punkty (informacyjne i medyczne jednocześnie).

Znajdziecie je przy: Nowym Rynku, na rogu ul. Tumskiej i Sienkiewicza, w Muzeum Mazowieckim (w biurze Jarmarku Tumskiego) oraz na Starym Rynku. Czynne będą w piątek od godz. 06.00 do 16.00, a w sobotę od godz. 09.00 do 14. 00. Biuro Jarmarku Tumskiego zaś (w Muzeum Mazowieckim przy Tumskiej 8) pracować będzie w czwartek (Boże Ciało) od godz. 17.00 do 20.00, w piątek 1 czerwca od godz. 6.00 do 19.00, w sobotę – 6.00 – 19.00 oraz w niedzielę – 9.00 – 14.00.

Organizatorami Jarmarku Tumskiego są: Miasto Płock, Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki oraz Muzeum Mazowieckie w Płocku. Partnerami zaś: Książnica Płocka, Agencja Rewitalizacji Starów, PLOT, spółka Inwestycje Miejskie, a także Płocka Spółdzielnia Mieszkaniowa Lokatorsko-Własnościowa w Płocku.

Źródło:UMP
Fot. Archiwum “Dziennika Płockiego”




Jakimi kwotami “grają” kluby w polskiej Ekstraklasie? Gdzie plasuje się Wisła Płock?

Przychody klubów Ekstraklasy w 2017 r. wyniosły 550,4 mln zł, a transfery zagraniczne zapewniły dodatkowo 145,2 mln zł. Legia Warszawa kolejny rok na czele finansowej Ekstraklasy, a gdzie w raporcie znalazła się Wisła Płock? 

Przychody klubów grających w rozgrywkach LOTTO Ekstraklasa wyniosły w 2017 roku 550,4 mln zł. Gdyby jednak doliczyć do tej sumy wpływy z transferów zagranicznych, kwota ta wzrosłaby do 695,6 mln zł. Z raportu firmy doradczej Deloitte „Piłkarska liga finansowa” wynika, że w 2017 roku przychody klubów z działalności transferowej wyniosły 152,6 mln zł, z czego transfery zagraniczne wygenerowały 145,2 mln zł. Liderem rankingu pod względem przychodów pozostaje niezmiennie Legia Warszawa.

– Kolejny rok z rzędu roczne przychody klubów Ekstraklasy przekraczają poziom 0,5 mld zł. Ubiegłoroczny wynik był co prawda nieco gorszy niż w 2016 roku, ale trzeba uwzględnić fakt, że ze względu na śladowy udział polskich drużyn w rozgrywkach europejskich znacznie zmniejszyły się wpływy z tytułu praw telewizyjnych wypłacane przez UEFA – mówi Marcin Diakonowicz, partner, Lider Sports Business Group Deloitte. To spowodowało, że łączne przychody klubów Ekstraklasy zmniejszyły się o 5 proc. rok do roku. Wyłączając jednak ze statystyk wpływy z Ligi Mistrzów, które w 2016 roku wyniosły 93,2 mln zł, a w 2017 r. 25 mln zł, przychody klubów Ekstraklasy wzrosły o 39,6 mln zł i wyniosły w ub. roku 525,4 mln zł.

Odnotowany wzrost wyników na rynku krajowym w 2017 r. był efektem rekordowych przychodów komercyjnych w wysokości 269,7 mln zł i z kategorii „dzień meczu”, które wyniosły 95,7 mln zł. – Przychody z dnia meczu wzrosły dzięki awansowi do rozgrywek Ekstraklasy Górnika Zabrze oraz wzrostowi przychodów w tej kategorii w Lechu Poznań. Wzrost przychodów komercyjnych wynikał głównie z dobrej współpracy Śląska Wrocław z władzami tego miasta oraz zwiększenia przychodów komercyjnych Jagiellonii Białystok – mówi Przemysław Zawadzki, dyrektor w Dziale audytu, ekspert Sports Business Group Deloitte.

Po raz pierwszy w historii raport Deloitte zawiera również informacje na temat przychodów z tytułu transferów. W ubiegłym roku wyniosły one 152,6 mln zł, z czego 145,2 mln zł był to efekt transferów zawodników do klubów zagranicznych. W roku 2017 najwyższe przychody z tytułu transferów krajowych i zagranicznych zanotował Lech Poznań. W przypadku Kolejorza było to 56 mln zł. Na drugim miejscu znalazła się Legia Warszawa z wpływami na poziomie 34 mln zł. Trzecia w kolejności Lechia Gdańsk może się pochwalić 22,7 mln zł.

Na pozycji lidera bez zmian pozostaje Legia Warszawa – pod względem finansowym dominuje w Ekstraklasie od 2011 roku. Tym razem tegoroczny Mistrz Polski osiągnął w 2017 roku łączne przychody na poziomie 138,3 mln złotych. W 2016 roku było to 207,4 mln zł. Spadek wynika przede wszystkim z braku awansu do fazy grupowej UEFA Champions League.

Drugie miejsce pod względem przychodów zajął ponownie Lech Poznań. Klub ten odnotował w 2017 r. wzrost wpływów do 65,8 mln zł, czyli o 19 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Różnica ta wynika przede wszystkim z gry w rundach kwalifikacyjnych Ligi Europy i walki o mistrzostwo Polski, co znacząco zmieniło strukturę przychodów Lecha na korzyść przychodów z tytułu transmisji oraz dnia meczowego. Trzecie miejsce w rankingu przychodów Deloitte należy do Lechii Gdańsk. Łączne analizowane przychody w 2017 roku wyniosły w przypadku drużyny z Gdańska 39,9 mln złotych. Kluczową kategorię przychodów klubu z Trójmiasta stanowią przychody komercyjne.

A gdzie jest nasza Wisła Płock? Otóż – według raportu – rodzimy klub uplasował się dopiero na… 14 miejscu z 14 milionami. Zatem do czołówki finansowej jest płockiemu klubowi bardzo, bardzo daleko, a jednak w tabeli jesteśmy bardzo wysoko – przyp.red. 

Coraz silniejsza Ekstraklasa

W ubiegłym roku dziewięć klubów poprawiło swoje wyniki finansowe. Największe wzrosty zanotowały Jagiellonia Białystok (15 mln zł), Śląsk Wrocław (12 mln zł) oraz Lech Poznań (11 mln zł). Jak długą drogę w tym czasie przebyła najlepsza polska liga piłki nożnej pokazuje fakt, że w 2007 roku jej przychody wyniosły zaledwie 202,5 mln zł, czyli prawie dwa i pół razy mniej niż obecnie. – Przychody wypracowywane przez kluby Ekstraklasy charakteryzuje trend wzrostowy. Systematycznie rosną wpływy uzyskiwane na rynku krajowym i już pracujemy nad rozwiązaniami, które pozwolą lidze zwiększać przychody w kolejnych latach. Najważniejszym projektem będzie proces sprzedaży praw mediowych, który rusza w tym roku. Dodatkowe wpływy ma nam przynieść także nasza autorska aplikacja wpisująca się w nowy trend second screen experience oraz rozgrywki e-sportowe Ekstraklasy, do uruchomienia których intensywnie się przygotowujemy – mówi Marcin Animucki, prezes Zarządu Ekstraklasa S.A.

Rezerwy w przychodach komercyjnych

W porównaniu do lig zagranicznych pod względem finansowym polska Ekstraklasa z przychodami na poziomie 129 mln euro w roku 2017 prezentuje się na poziomie porównywalnym np. do ligi szkockiej ze 149 mln euro przychodów oraz austriackiej – 161 mln euro przychodów w sezonie 2015/2016. Wpływy z dnia meczowego w LOTTO Ekstraklasa są wyższe niż w lidze duńskiej, a z transmisji są wyższe niż w lidze szkockiej, austriackiej i szwedzkiej. Różnicę widać w kategorii przychodów komercyjnych. Przed Ekstraklasą stoją możliwości pozyskania dodatkowych środków dzięki większemu zaangażowaniu firm w promowanie swoich marek poprzez sponsoring klubów piłkarskich. Otwarta jest też droga do osiągania większych przychodów z wykorzystania stadionów poza dniem meczu.

Pod względem frekwencji rok 2017 był porównywalny do poprzedniego. Średnio wynosiła ona 9,4 tys. kibiców na mecz ligowy, podczas gdy rok wcześniej było to 9,6 tys. osób. Sześć z szesnastu klubów zanotowało wzrost w tej kategorii. Liderem poprzedniego roku został Lech Poznań, który mógł się pochwalić obecnością średnio ponad 20 tysięcy kibiców na mecz. Na drugim i trzecim miejscu uplasowały się Górnik Zabrze i Legia Warszawa. Frekwencja na meczach Ekstraklasy jest porównywalna do frekwencji w lidze belgijskiej czy rosyjskiej, a znacznie wyższa niż w wysoko notowanej w rankingu UEFA lidze ukraińskiej czy lidze czeskiej.

O raporcie

Raport Deloitte został sporządzony w oparciu o przychody klubów Ekstraklasy, pochodzących z trzech źródeł: z dnia meczu (wpływy ze sprzedaży biletów, karnetów i cateringu), praw do transmisji (uwzględniające również premie za udział w europejskich pucharach) oraz komercyjnych (wpływy reklamowe, sponsoring, sprzedaż gadżetów). Ranking analizuje przychody klubów, które w roku 2017 grały w rozgrywkach Ekstraklasy. Dane pochodzą ze sprawozdań finansowych za rok kalendarzowy 2017. Zostały one dostarczone przez kluby i nie były weryfikowane przez Deloitte. Do porównań z klubami oraz ligami zagranicznymi wykorzystano dane z brytyjskiego raportu Deloitte „Annual Review of Football Finance”.

Źródło: www.deloitte.com/pl/sport
Fot. scren z raportu Deloitte.




Darmowy bilet do ZOO, a do tego paka słodyczy. Ciekawy pomysł na Dzień Dziecka

Kto chce bezpłatny bilet do Miejskiego Ogrodu Zoologicznego ręka w górę? Możecie go mieć, wystarczy że 28 maja (poniedziałek) między godz. 9:00 a 15:00 zgłosicie się do Biura Promocji i Marketingu Szkoły Wyższej im. Pawła Włodkowica w Płocku przy alei Kilińskiego 12, budynek A, pokój nr 7.

Otóż na ciekawy pomysł wpadł płocki Włodkowic. Tegoroczny Dzień Dziecka świętować będzie wspólnie z płockim zoo. Z tej okazji właśnie rozdawać będzie bezpłatne wejściówki dla dzieci do Miejskiego Ogrodu Zoologicznego, które będzie można zrealizować 1 czerwca.

Do odbioru bezpłatnej karty wstępu upoważniony jest rodzic lub opiekun prawny osoby niepełnoletniej, dla której wydawana jest bezpłatna karta wstępu. Jednorazowo mogą być wydane maksymalnie dwie wejściówki.

Dystrybucja bezpłatnych kart wstępu odbędzie się w 28 maja (poniedziałek) w godz. 9:00 – 15:00. – Wszystkich zainteresowanych zapraszamy do Biura Promocji i Marketingu Szkoły Wyższej im. Pawła Włodkowica, z siedzibą  w Płocku, al. Kilińskiego 12, budynek A, pokój nr 7. Ilość karnetów jest ograniczona – czytamy w informacji z płockiej uczelni. Zasady akcji dostępne są na www.wlodkowic.pl

To jednak nie wszystkie niespodzianki przygotowane przez Włodkowica. Dodatkowo zaprasza wszystkich odwiedzających ZOO do udziału w konkursie fotograficznym „Słodka paka dla dzieciaka”. Wystarczy zrobić w ogrodzie zoologicznym zdjęcie z orłanem, którym opiekuje się Szkoła Wyższa im. Pawła Włodkowica w Płocku i wysłać je 1 czerwca 2018 roku na adres: promocja@wlodkowic.pl. – Liczy się inwencja twórcza i pomysłowość, a zwycięzca otrzyma paczkę pełną słodkości – zachęcają organizatorzy.

Fot. Szkoła Wyższa im. Pawła Włodkowica w Płocku.




Płockie dylematy. Tyle już straciliśmy, o resztę trzeba walczyć

– Zostało niewiele przestrzeni ważnej dla rozpoznania historii miasta. Miasta niezmiernie istotnego w dziejach Polski, z najstarszymi zabytkami o wartości ogólnonarodowej. To wartość, której się nie kupuje. Ją się ma – mówił w piątek w Towarzystwie Naukowym Płockim archeolog Andrzej Gołembnik. – Jeśli komuś leżałoby na sercu pełne rozpoznanie historii, powinien dbać o każdą pięść ziemi. Niestety ta przestrzeń historyczna, mająca w sobie oryginalną wartość naukową, znika…

– Zniknęły węzłowe punkty dla rozpoznania historii miasta. Szkoda, bo macie niebywałą historię – twierdził archeolog, który spędził w Płocku 10 lat swojego życia. W piątek był jednym z prelegentów podczas konferencji pt. „Rewitalizacja a strategia rozwoju – płockie dylematy”.

Bujna wyobraźnia?

– W latach 50. XX w. prof. Jerzy Gąsowski, wówczas młody magister, doszedł do wniosku, że gród w Płocku powstał w XI w., natomiast ślady budowli murowanych pochodzą najprawdopodobniej z XII w. – mówił jeden z prelegentów, archeolog z Instytutu Archeologii i Etnologii Państwowej Akademii Nauk, dr Maciej Trzeciecki. Po badaniach Włodzimierza Szafrańskiego wydawało się, że wszystko zostało wyjaśnione. Jego sugestywna wizja na długie lata zaciążyła na postrzeganiu tego najwcześniejszego okresu historii Płocka.

Kolejne badania przeprowadzono w latach 80. i 90. Te drugie prowadził Andrzej Gołembnik. – Pozwoliły odtworzyć pierwotną topografię terenu, na którym Płock się rozwijał, a która była kompletnie inna od tego, co teraz widzimy. Ta topografia dyktowała warunki życia. Nastąpiła także weryfikacja starszych badań – kontynuował Trzeciecki. Chociaż archeolodzy wyjechali, to jak sami stwierdzili w piątek w TNP, badania miasta z kilkuwiekową historią nigdy się nie kończą. – Każdy centymetr kwadratowy powierzchni starówki powinien być traktowany z szacunkiem – zgodnie podkreślali prelegenci.

360 stopni w 11 minut

Współczesna archeologia różni się od tej sprzed dwóch czy trzech dekad. – Niestety wśród decydentów pokutuje stereotyp, że archeologia zatrzymuje, spowalnia, uniemożliwia prace. Zapomnijmy o tym – prosił Andrzej Gołembnik. – Przy zastosowaniu nowoczesnej technologii nie dochodzi do zatrzymania robót nawet na minutę. Stawiam skaner, ten obraca się o 360 stopni w 11 minut i wszystko rejestruje. Bez tej technologii prace trwałyby nie 1,5, tylko 4 miesiące. Jest jedno zagrożenie. Archeolog może znaleźć coś istotnego. Przy odkryciu cmentarzyska, wymaga się dokładnego zbadania szkieletów, co jest już pracochłonne – przyznał.

Przekonywał, że bez nowoczesnej technologii nie da się przeprowadzić sensownych badań archeologicznych. Rezultaty robią wrażenie. Wyniki nie są już stertą dokumentacji papierowej, tylko mogą przybrać formę ruchomych obrazów przedstawiających konkretny obiekt w przestrzeni, łącząc go z wykopaliskami i odkryciami. Dzięki stosowanej technologii każde znalezisko staje się częścią przestrzeni historycznej. Skaner wykonuje pomiary z dokładnością 1 milimetra. – W ten sposób tworzy się wirtualne rekonstrukcje czy modele umożliwiające dokonanie inwentaryzacji zabytków z zachowaniem szczegółów. Na takiej bryle można dokonywać dowolnych przekroi pod dowolnym kątem, na dowolnym poziomie.

Chcą wskrzesić dawną tradycję

Płock należy do grona miast, w których był klasztory zakładali dominikanie. Do Sandomierza przybyli w 1226 r., powstał wówczas klasztor św. Marii Magdaleny przy kościele św. Jakuba. Na mocy carskiego nakazu po powstaniu styczniowym klasztor został zniszczony. Dominikanie powrócili jednak w 2001 r. – Rozpoczyna się okres walki o przywrócenie tego miejsca miastu – opowiadał Andrzej Gołembnik na spotkaniu. Wspomniał także o tym, że bracia już kilka wieków temu byli na tyle operatywni, że założyli winnicę. W 1238 r. uzyskali certyfikat handlowy Książąt Piastowskich na dystrybucję wina w Europie. Tworzą teraz centrum winiarskie, wskrzeszając dawną tradycję. Równie istotną częścią ich zamierzeń jest stworzenie wyjścia z piwnicy romańskiej do lokalu z wyjściem na taras widokowy. Plan odbudowy winnic stał się podstawą pomysłu odbudowy, opierając się na pomiarach przestrzennych, dawnego klasztoru. Zeskanowano już cały kościół św. Jakuba. Miłość do miejsca i zabytku wygenerowały siły i pomysły, które stały się podstawą ambitnego programu. Czy w Płocku nie mogłoby być podobnie?

Jak twierdził kierownik działu archeologii w Muzeum Historii Miasta Stołecznego Warszawa, Zbigniew Polak, na razie nie ma dowodów na osadnictwo przed pojawieniem się dominikanów w miejscu, w którym znajduje się płocki kompleks. W dodatku pierwsze wzmianki o dominikanach w Płocku wiązano raczej z kościołem św. Trójcy na skarpie, czyli późniejszym teatrem, zresztą rozebranym w 1940 r. , a nie z kościołem św. Dominika, zwanym często przez mieszkańców kościołem na Górkach.

Nie ma pewności, kiedy dokładnie dominikanie osiedlili się w Płocku. Mogło to nastąpić w 1225 lub w 1235 r. – Nie dostali też kościoła, tylko musieli go sobie sami zbudować w formie najprostszej z możliwych – informował Polak. – Całą świątynię, łącznie z fundamentami, wzniesiono z cegły. Sadzę, że zaczęli budować kościół bardzo szybko po przybyciu. Zależało im na funkcjonalności. Nie do końca wiemy, w którym miejscu zaczynała się nawa i kończyło prezbiterium. Brakowało efektownych elementów zdobniczych. Architektonicznie najciekawszy miejscem jest zakrystia. Być może znajduje się w niej najwcześniejsze sklepienie krzyżowo-żebrowe, jakie mamy na Mazowszu – dodał. Z czasem powstał też klasztor z wirydarzem pośrodku i ozdobiony krużgankami.

Zdaniem Zbigniewa Polaka cały kompleks wymaga działań konserwatorskich. Zaznaczył, że jest to teren nierozpoznany zarówno archeologicznie, jak i architektonicznie. Jerzy Skarżyński przypominał, że ściana południowo-wschodniego narożnika pęka. Widać duże szczeliny. – Zabytek wart jest każdego wysiłku, aby utrzymać go w pejzażu historycznym Płocka – uważał z kolei Andrzej Gołembnik. – Nie można wyzbywać się części tradycji.

Przykład Sandomierza dowodzi, iż można wiele zdziałać. Obecny na sali wiceprezydent Piotr Dyśkiewicz dopytywał o finansowe zaangażowanie miasta w przedsięwzięcie. Gołembnik odpowiadał: – Miasto tworzy atmosferę, ułatwia prace. Konserwator zabytków pozostaje bardzo aktywny. Pierwsze pieniądze pojawiły się na wniosek dominikanów z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Z rezerwy budżetowej sfinansowano całą inwentaryzację. Pojawili się sponsorzy. Zawiązała się współpraca między polskimi i norweskimi instytucjami.

Z racji, iż od dawna brakuje programu badawczego, Gołembnik doradzał, aby powstał przynajmniej dla Wzgórza Tumskiego. Padły pytania o koszty badań z wykorzystaniem skanera laserowego. – Wykonanie całej dokumentacji dla kościoła i otoczenia kosztowała 120 tys. zł – odpowiadał archeolog. – To nie miliony, natomiast zysk może być liczony w milionach.

Tłumaczył też, że należy zacząć od inwentaryzacji, badań geologicznych i architektonicznych. – Nie jest to ani drogie, ani czasochłonne. Wydaje mi się również, że muzyka house robi więcej spustoszenia skarpie niż nacisk samego klasztoru – dodał. Na kolejnej sesji w ratuszu, jak zapewniał wiceprezydent Dyśkiewicz, miałoby dojść do przekazania kwoty pieniędzy na rozeznanie problemu geologicznego. Wraz z poprzednią kwotą, łącznie będzie to 70 tys. zł. – Spróbujcie w okresie przedwyborczym uaktywnić władze na tym polu – sugerował Gołembnik, podobnie jak kontakt z pogotowiem konserwatorskim w Międzyuczelnianym Instytucie Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki przy warszawskiej ASP. – Gromadzi specjalistów dysponujących nowoczesnym sprzętem. Nie sądzę, aby odmówili wsparcia.

Tracimy szansę?

Poruszono również problem braku nadzoru archeologicznego przy pracach na ul. Rybaki. Przypomniano, że zgodnie z tłumaczeniem płockiego Ratusza, jest to teren osuwiskowy, dlatego warstwy historyczne mogą się na siebie nakładać. – Czy to jest to dobra okazja, aby przebadać teren? – dopytywał mieszkaniec Paweł Stefański. – To nie jest okazja, tylko obowiązek wynikający z litery prawa – podkreślał Gołembnik. – Teren wpisany do rejestru zabytków podlega pewnym rygorom. Jednym z nich jest obowiązek sprawowania nadzoru archeologicznego nad inwestycjami budowlanymi. Nie znam skali i budżetu inwestycji na nabrzeżu, ale przypuszczam, że to przynajmniej kilkanaście milionów złotych. Nadzór archeologiczny kosztowałby 15 tys. zł. To niewielkie pieniądze, biorąc pod uwagę koszty całej inwestycji.

Gołembnik przyznał, że po przyjeździe do Płocka zrobił „obchód”. – Jest takie młodzieżowe powiedzenie „po ptakach”. Należałoby wyciągnąć wniosek, aby więcej takich błędów nie popełniać. A kiedyś tak nie było. Spędziłem w Płocku 10 lat, wówczas nawet rozkopanie ul. Grodzkiej, aby położyć kable, miało nadzór archeologiczny. Do moich obowiązków należało sporządzenie dokumentacji i zaniesienie jej do urzędu miasta – stwierdził, na co Mariusz Nowak wspomniał o zaniesieniu konserwatorowi artefaktów zebranych przy wyjeździe z placu budowy na ul. Rybaki. – Zostały zlekceważone. Skoro urząd nie chce prowadzić badań, to chociaż niech zdradzi, na które wysypisko wywożą ziemię, żebyśmy mogli ją zbadać – mówił płocczanin. – W przypadku ul. Rybaki nie przesądzam, czy konieczne są badania, czy nadzór. Może nadzór wykaże, że nic tam nie ma. Zgodnie z prawem konieczna jest przy takiej inwestycji obecność archeologa – powtarzał Andrzej Gołembnik.

Karolina Burzyńska

Fot. KB.

 

 




Jerzy Brzęczek otwarcie krytykuje sędziów i przebieg meczu

– Nigdy nie krytykuję sędziów, bo wiem, że jest to trudny zawód, ale myślę, że przychodzi taki czas, że cierpliwość też się kończy i jeżeli przypomnę sobie teraz, co działo się w tym półroczu, jeżeli przypomnę sobie dzisiejszą sytuację, kiedy zdobyliśmy bramkę po cudownej akcji, a wraca się sytuację wcześniej. Nie widziałem jeszcze dokładnie powtórki, ale z tego co słyszę to jest to skandaliczne i trzeba to otwarcie powiedzieć – nie ukrywał ostrych słów Jerzy Brzęczek na konferencji prasowej po meczu z Jagiellonią Białystok. 

Zanim jednak padły gorzkie słowa trenera Nafciarzy, serdecznie dziękował drużynie i całemu sztabowi. – Dla nas był to fantastyczny sezon, pomimo problemów w szczególności na jesieni. Wiosna pokazała jednak, że ta drużyna indywidualnie i zespołowo zrobiła bardzo duży postęp. Na pewno to my zasługiwaliśmy na to, żeby po dzisiejszej kolejce być na czwartym miejscu i grać w europejskich pucharach podkreślał.

Jesteśmy my jako trenerzy i piłkarze krytykowani, ok może jesteśmy słabi, może tak jest, nie wiem. Myślę, że później są jeszcze inni odpowiedzialni za to, żeby nam nie przeszkadzać. Jeżeli pomyślę sobie, że my jako Wisła Płock – mały klub z małym budżetem – nie mamy tego szczęścia, że przyznają nam walkower lub sędziowie często mylą się na naszą niekorzyść czy też VAR w różny dziwny sposób nam “pomaga”, a wręcz przeszkadza. Muszę w którymś momencie wylać swoje żale, ponieważ żal mi tych chłopaków, żal mi tego, że wykonali fantastyczną pracę, a nie zostali za to wynagrodzeni. To najbardziej boli.

Myślę, że wszyscy państwo byli dzisiaj na meczu i powinni mieć takie samo zdanie, ponieważ jeżeli Taras Romanczuk robi pięć fauli taktycznych i nie dostaje żadnej żółtej kartki, przerywając nasze akcje ofensywne, a Dominik Furman – wiem, że nie jest lubiany przez sędziów, przez osobowość, on się nie boi walczyć, mieć swojego zdania – za praktycznie każdy faul otrzymuje żółtą kartkę – wytykał sędziowskie błędy.

Tak więc musimy wszyscy zastanowić się co zrobić, żeby ta piłka była lepsza, bo jeżeli patrzymy również na to co się dzieje na trybunach, co się dzieje później przez frustrację, nie tylko nas piłkarzy, ale wszystkich, którzy są przy tej piłce to jeżeli chcemy gonić Europę, to każdy musi stanąć przed lustrem i zastanowić się czy tak mamy postępować czy musimy coś zmienić.

Jeśli chodzi o mecz o ja bardzo krótko. Celem było zwycięstwo – nie chcę opisywać meczu, bo mecz nie jest dzisiaj najważniejszy – to się udało zrealizować, natomiast nie oszukujmy się pod koniec meczu było mocno, sprawdzaliśmy wynik spotkania Lecha z Legią. Nie poukładało się jednak tak jakbyśmy chcieli. Na pewno dla mnie osobiście jest to bardzo duży sukces, ale z drugiej strony nie ukrywam też, że odczuwam niedosyt – to z kolei słowa Ireneusza Mamrota, trenera Jagiellonii Białystok.

Polecamy: Emocje sięgnęły zenitu. Wisła Płock przegrała z Jagiellonią.

Źródło: Wisła Płock.

Fot. Wisła Płock – zdjęcie poglądowe.

 




Płockie zabytki na kolację, a na deser Beksiński. Noc Muzeów za nami [FOTO]

Ulice miasta do późnych godzin nocnych tętniły życiem. Grupki osób przemieszczały się od jednego muzeum do drugiego, po trasie “załapując” się na obejrzenie wystawy czy zwiedzanie katedry. Popularność Nocy Muzeów nie słabnie, a chętnych do nocnego zwiedzania zabytków, i nie tylko, wciąż przybywa.

Płocka Lokalna Organizacja Turystyczna już po raz piąty zaprosiła na jedyną taką noc w roku. Oferta, tradycyjnie już, była ogromna. I wręcz w nieludzkiej możliwości było, aby zobaczyć wszystkie przygotowane na ten wieczór i noc atrakcje. Ponieważ Małachowianka, Książnica Płocka, Ratusz i Muzeum Mazowieckie są zawsze oblegane, postanowiliśmy w tym roku, pójść trochę inną drogą. Odwiedzić miejsca gdzie kolejek nie ma i swobodnie można wchodzić. Ciekawostką jest to, że i tam zastaliśmy mnóstwo osób, które chciały posłuchać ciekawych historii i zobaczyć niebywale wspaniałe kolekcje i zabytki.

W tym roku podczas Nocy Muzeów nie można było przejść obojętnie obok Płockiej Galerii Sztuki. Instytucja zaprosiła na projekcje „De Profundis – Beksiński VR”, która przenosiła widza w wirtualną rzeczywistość, wykreowaną z obrazów Zdzisława Beksińskiego. Można było także zobaczyć wystawy: „Zdzisław Beksiński – malarstwo i rysunek”, prac rzeźbiarskich z ŚDS w Choszcznie – „Beksiński – Inspiracje”  oraz „Fantasmagorie. Damian Leszczyński – rysunek”.

Z kolei w Spichlerzu królowała sztuka buddyjska na wystawie “Sztuka Dalekiego Wschodu. Płockie skarby buddyjskiej Azji”. Nie brakowało też chętnych do oglądania stałej wystawy „Kultura Mazowsza w ludowej wizji świata”.

Do oglądania “skarbów” ukrytych w Katedrze Kościoła Starokatolickiego Mariawitów też specjalnie nie trzeba było namawiać. W programie do zwiedzania była prelekcja na temat historii mariawityzmu i Świątyni Miłosierdzia i Miłości w Płocku, zwiedzanie katedry i katakumb, a także występy Chóru Młodzieżowego Kościoła Starokatolickiego Mariawitów oraz galerię zdjęć archiwalnych. Skoro już jesteśmy przy katedrach, nie ominęliśmy tej najsławniejszej w naszym mieście, czyli Bazyliki Katedralnej, po której oprowadzał ks. Stefan Cegłowski.

Odwiedziliśmy także Muzeum Historii Medycyny, które na co dzień jest zamknięte. Ale na Noc Muzeów co roku otwiera swoje podwoje dla zwiedzających. W tym wyjątkowym miejscu znajduje się prywatna kolekcja zgromadzona przez doktora Włodzimierza Nowatorskiego. Muzeum mieści się w dwóch salach, w których znajduje się około 2 tys. eksponatów. W jednej z nich mieści się nazywany przez właściciela “pokój starego doktora”- odwzorowany wygląd dawnego gabinetu lekarskiego. Druga sala wypełniona jest sprzętami medycznymi. Od tych używanych w chirurgii, ortopedii poprzez narzędzia okulistyczne, laryngologiczne, aż po stomatologiczne.

Coraz większą popularnością cieszy się Regionalne Muzeum Poczty przy ulicy Pięknej. Tym razem Paweł Mieszkowicz, twórca muzeum i właściciel kolekcji zaprosił na „podróż dyliżansem” po ziemi płockiej, gdzie obejrzeć można było stare listy – dokumentację pocztową od XVIII w. z pieczęciami tuszowymi i lakowymi poczty płockiej oraz wszystko co związane pocztą. A wśród nich między innymi: stare przepisy pocztowe, tabele opłat, rozkłady jazdy dyliżansów, stare mapy pocztowe, znaczki, pieczęcie, wagi, skrzynki pocztowe, mundury, odznaczenia, plomby ołowiane, plombownice, znaczki telegraficzne oraz aparaty telegraficzne i telefoniczne. To była prawdziwa podróż w czasie… Warto dodać, że jest to jedyne w Polsce muzeum poczty, po którym oprowadza sam właściciel kolekcji, tworzonej przez ponad 50 lat.

Po drodze jeszcze weszliśmy do Czerwonego Atramentu na pyszną kawę, czasu na czytanie już nie wystarczyło. Zaszliśmy do Muzeum Mazowieckiego, oczywiście idąc ulicą Tumską, wprost na Stary Rynek, gdzie chętni do spaceru z PLOT mogli spotkać … duchy, które “towarzyszyły” zwiedzającym zakamarki płockich uliczek…

Fot. DR. oraz Jacek i Bartek Łukaszewscy. 

 




Piękną galą weszli w etap… drugiej młodości. 40 lat płockiego WOPR [FOTO]

Uroczysta gala z tej okazji odbyła się w miniony piątek w sali koncertowej Państwowej Szkoły Muzycznej. Na widowni zasiedli wspaniali goście – przyjaciele Rejonowego Płockiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Jak to bywa podczas urodzin, nie mogło zabraknąć wspomnień i dokonań na przestrzeni lat. Z tej okazji płoccy woprowcy przygotowali specjalne wydawnictwo, w którym zawarto historię organizacji. – Książka powstała w zaledwie trzy tygodnie. Z drukarni przywieźliśmy ją wprost na galę – mówił nam Cezary Obczyński, prezes WOPR w Płocku.

Oprócz tego uczestnicy wydarzenia mogli obejrzeć film, w którym można było zobaczyć płockich ratowników w akcji. Był to jednak zaledwie mały ułamek ich działalności. WOPR znany jest w naszym mieście z akcji ratowniczych, w których biorą udział, przeprowadzanych szkoleń, w trakcie których uczą, jak ratować ludzkie życie, różnego rodzaju pokazów ratownictwa wodnego czy organizowanych Mistrzostw Polski w Skuterach Wodnych – największej imprezie na otwartej wodzie w naszym mieście. Zatem w piątkowy wieczór w sali koncertowej szkoły muzycznej miniony piątek było… bardzo bezpiecznie. Sala bowiem wypełniona była ratownikami oraz osobami, które pomagają i wspierają płocki WOPR.

Jubileusz był okazją do odznaczeń, nagród, gratulacji i podziękowań. Podczas gali Zbysław Kuś, otrzymał najwyższe woprowskie odznaczenie, czyli Order Błękitnego Krzyża WOPR. Jest to bardzo rzadkie wyróżnienie. Były prezes WOPR jest siódmą osobą w naszym kraju, która może pochwalić się wyjątkowym orderem. Przypomnijmy. Zbysław Kuś w 2004 roku objął funkcję prezesa płockiego WOPR. Zanim jednak tak się stało, był młodszym ratownikiem, potem instruktorem ratownictwa. Z zawodu jest nauczycielem. Swoją prezesurę w pogotowiu przepracował pod hasłem “WOPR szkoli, pomaga, ratuje, wychowuje”. Obecnym prezesem woprowców jest Cezary Obczyński, który z sukcesami na koncie prowadzi niezwykle dzielną, wspaniałą i zgraną drużynę, jaką są płoccy ratownicy wodni.

W imieniu mieszkańców Płocka i powiatu płockiego, a także naszym własnym mówimy płockim woprowcom – Dziękujemy!

Fot. “Dziennik Płocki”.