Zderzyli się z urzędniczą ścianą. Wniosków i dokumentów wciąż za mało. A chodzi tylko o… śmieci

image_pdfimage_print

Urzędnicze absurdy przyprawiają mieszkańców wielokrotnie o palpitacje serca i nieprzebraną ilość nerwów. Czasami płocczanom przychodzi zderzyć się ze ścianą – dosłownie i w przenośni. – Mam do odebrania wypełniony big-bag, który zamówiłem podczas remontu nowo zakupionego mieszkania. Od kilku dni nie mogę się doprosić, aby ktoś go zabrał sprzed bloku – opowiada nam pan Grzegorz.

Chociaż historia brzmi jak dobry żart, niestety nim nie jest. Małżeństwo właścicielami nowego mieszkania jest od kilku dni. Rodzina rozpoczęła w nim remont, aby jak najszybciej się wprowadzić. – Kontaktowaliśmy się z firmą SUEZ kilka razy w sprawie odbioru gruzu. Słyszymy, że nie ma takich możliwości, ponieważ nie ma zlecenia od urzędu miasta na nowy adres. A za przetrzymanie big-baga grożą nam kary, które nakłada ratusz – nie ukrywa zdenerwowania pan Grzegorz. – Przyjdzie nam w wiaderkach ten gruz ponosić pod nasz stary adres – mówi, a dalej ciągnie się potok niecenzuralnych słów. 

– Jeżeli otrzymamy od miasta zlecenie na nowy adres tych państwa, big-bag odbierzemy w ciągu dwóch godzin – tłumaczy nam wiceprezes SUEZ-u, Tomasz Junkiert. Póki co zlecenia nie ma. Big-bag stoi przed blokiem od kilku dni, gotowy do wywiezienia. Firma nie odbierze go, bo nie ma “zielonego światła” od urzędników. – Nie możemy  zabrać śmieci z innego miejsca niż jest w deklaracji – wyjaśnia Junkiert. Żona płocczanina w płockim ratuszu dopełniła formalności, składając zamówienie na wywóz gruzu spod nowego adresu.

Co na to Referat Gospodarowania Odpadami Urzędu Miasta Płocka? – Jeśli jest to osoba, która złożyła w maju wniosek o ustawienie big-baga przy ul. Królowej Jadwigi to problem polega na tym, że jest to źle złożony wniosek – czytamy w odpowiedzi z biura prasowego ratusza. – Big-Bag przysługuje tej osobie w miejscu zamieszkania. Jeśli osoba ta chciałaby big-baga na ul. Królowej Jadwigi musi do wniosku dołączyć zaświadczenie ze spółdzielni mieszkaniowej o tym, że ponosi opłaty za ten ostatni lokal.

Niestety nikt nabywców mieszkania o tym “drobiazgu” nie poinformował. – Chyba z logiki wynika to, że ponosimy opłaty za mieszkanie. Kupiliśmy je nie po to, aby za nie płacić i je zadłużać, a na dodatek robić w nim remont – denerwuje się pan Grzegorz. 

Ciekawostką jest, że całe zamieszanie trwa od kilku dni. Płocczanka kilka razy kontaktowała się z ratuszem, ale nikt z referatu nie powiedział jej, aby… pobiegła do spółdzielni, następnie przybiegła do ratusza i wrzuciła do urny potrzebne zaświadczenie. W urnie dokument przeleży trzy dni, ze względu na panującą pandemię – dokumenty papierowe muszą przebyć wymaganą kwarantannę – potem wniosek zostanie rozpatrzony, następnie wydane stosowne zlecenie dla firmy SUEZ. – Takie są przepisy, że bez zlecenia na dany adres nie możemy tego zrobić – zaznacza Tomasz Junkiert. – Oczywiście chcielibyśmy pomóc – dodaje.

Ktoś nie dopilnował swoich obowiązków, ktoś się nie dopatrzył, jeszcze ktoś coś przeoczył. – Płacimy podatki, czynsze i nagle zderzam się z problemem… śmieci, za które również płacę. Urzędnicy traktują nas jak zło konieczne. Czy ktoś poniesie za to odpowiedzialność? – pyta nas pan Grzegorz. – Mnie w pracy za niedopatrzenie moich obowiązków obniżono by stawkę, albo zupełnie podziękowano za pracę.

Fot. Pixabay/olx.