Wojciech Hetkowski opuścił szeregi SLD. List, w którym nie brakuje gorzkich słów…

image_pdfimage_print

Podjąłem decyzję o opuszczeniu szeregów Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Z takim zamiarem nosiłem się już od dosyć dawna. Kamieniami milowymi na tej drodze była rozmowa z przewodniczącym Sojuszu na krótko przed wyborami parlamentarnymi w 2015 roku – rozpoczyna swój list otwarty Wojciech Hetkowski, były prezydent Płocka, wieloletni radny  miasta z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Wojciech Hetkowski szeroko uzasadnia swoje odejście z szeregów partii, stąd też można się tylko domyślać, że nie była to decyzja łatwa, ani pod wpływem emocji. – W 2015 roku usiłowano nakłonić mnie do udziału w wyborach do sejmiku Województwa Mazowieckiego. Była to rozmowa z jego [Włodzimierza Czarzastego – przyp. red] inicjatywy. Rozmowa bardzo szczera i osobista. Wyszedłem z niej wręcz oszołomiony, z ogromnym niedowierzaniem, że pewne słowa i tezy mogły tam paść – czytamy w liście.

W czwartek, 18 lipca, były prezydent Płocka zdecydował nieodwołalnie, że nie chce już być w SLD. –  Nie mogę dalej legitymizować partii, w której dyskusja tuż przed wyborami nie koncentruje się na programie wyborczym, ale na tym kto z kim i gdzie się da więcej ugrać. Nie chcę być w partii, gdzie podstawą kampanii przedwyborczej nie jest dyskusja o wspólnocie zamierzeń oraz celów politycznych i państwowych, a dywagacje na temat “układania list”. Nie widzę swojego miejsca w partii dla której podstawą rozmów o koalicjach nie jest spór programowy z ewentualnymi partnerami, a ilość “jedynek” na listach i w których okręgach. Upewnił mnie o tym wpis Włodzimierza Czarzastego na jego stronie na FB i kilka innych jego publicznych wypowiedzi.

Nie chcę być w partii, która jeszcze przed rozpoczęciem jakichkolwiek rozmów z innymi partii i ugrupowaniami lokowanymi po lewej stronie sceny politycznej, dawała sygnały o swojej hegemonii wśród tych ugrupowań, ustawiając niejako swoich ewentualnych lewicowych koalicjantów na pozycjach outsidera. Deprecjonując drzemiący tam potencjał i zapał ludzi z tym związany. Teraz widząc w nich mężów opatrznościowych i dojrzałych polityków. Mój sprzeciw budzi to, że dopiero po odrzuceniu Sojuszu przez ugrupowania o innej niż lewica ideologii, gdy okazało się, że zdolność koalicyjna jest wyłącznie teoretyczna, SLD powraca do budowania koalicji lewicowej. Na zasadzie tamci nie godzą się na nasze warunki to spróbujemy z tymi. A przecież SLD jako partia w swoich założeniach lewicowa od takiej lewicowej koalicji powinien zacząć.

W czym zresztą upatruję próbę nieideowej konsolidacji, ale wyłącznie instrument użycia koalicyjnego, wytrycha by zdobyć kilkanaście mandatów. W obawie, że sami nie damy rady. Tak zresztą jak było w przypadku prób dogadania się z PO-KO, gdzie jedynym politycznym spoiwem miała być formuła anty-pis. Nie chcę być w partii, która od lat nie wyciąga żadnych wniosków z mizernych wyników kolejnych wyborów, tkwiąc w przeświadczeniu, że fałszywa zgoda i instytucjonalna lojalność wobec “barw” i kierownictwa wystarczą do tego, aby znowu realnie, a nie propagandowo być rzeczywistą siłą polityczną.

Nie chcę być w partii gdzie nadużywa się wzniosłych słów zamiast dobrego programu. Ilu to nas jest, jaką jesteśmy siłą i, że w każdym powiecie mamy struktury? Chyba, że strukturą jest podobny do mnie starszy pan i kilku jego kolegów przejawiających aktywność o charakterze towarzyskim i okazjonalnym. Z całym szacunkiem dla ich potencjału, dorobku, zasług i doświadczeń.

Źle, że na potrzeby zewnętrznych demonstracji siły było to od lat albo niedostrzegane lub tylko bagatelizowane, a przecież w niektórych instancjach, choćby na referendalnych listach, roiło się od martwych – dosłownie – dusz. Na zasadzie, oby do następnych wyborów… Może tym razem się uda… Jak nie z własnej listy to gdzieś na przyczepkę, żeby potem odtrąbić sukces formacji. Nie jest tak oczywiście wszędzie, ale mam wystarczająco dużo przykładów, aby nie generalizując, taką tezę postawić.

Nie chcę być też w partii, w której w bezprzykładny sposób jest łajana sztandarowa postać polskiej lewicy, człowieka o wielkim dorobku, cieszącego się powszechnym szacunkiem Prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca. Słowa jakie pod Jego adresem padły na forach społecznościowych ze strony rzeczniki Sojuszu, muszą budzić protest i niechęć. Wraz z zapytaniem o delegację do takich sformułowań.

Nie chcę być też w partii, która najpierw nie widzi w swoich szeregach inaczej myślących, choć zawsze na pozycjach lewicowych, zarzucając im rozbijactwo, działanie na szkodę, by potem – gdy taka potrzeba – przypisywać ich sukces osobisty sukcesowi formacji, w której zresztą niekiedy już dawno nie byli.

Podejmuję tę decyzję z trudem. Przecież z SLD związałem się na wiele lat. Zawsze byłem lojalny. Dowodem tego mogą być choćby moje decyzje o udziale w wyborach samorządowych z tej właśnie listy. Pomimo propozycji łatwiejszej i pewniejszej drogi do zwycięstwa. Pomimo próby wyeliminowania mnie z nich na drodze wewnętrznych gierek. Jak choćby w wyborach 2014 roku. Nigdy nie skorzystałem też z propozycji zmiany barw, choć wiele takich się przez lata pojawiało. Choćby wtedy gdy powstawały nowe byty na polskiej scenie politycznej, a moje osobiste poglądy podlegały oczywistym transformacjom. Teraz też nie mam takiego zamiaru, ani tego nie zrobię. Chociaż z pozycji niezależnego politycznie – człowieka – nadal jestem gotów do wspierania wszelkich inicjatyw, dobrze służących ludziom i mojemu miastu. Wspierając także tych, których wizja Polski jest mi bliska.

Dziękuję tym wszystkim Koleżankom i Kolegom, którzy swoją aktywnością przez te lata potwierdzali sens mojej działalności w Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Powstrzymywali mnie także swoją postawą od podjęcia dzisiejszej decyzji już wcześniej. Są to ludzie ideowi, dalecy od pogoni za funkcjami, zaszczytami czy innymi korzyściami. Darzę Ich wielkim szacunkiem. Jeżeli swoją decyzją sprawiłem Im zawód lub zwyczajną przykrość po prostu Ich za to przepraszam.

Dziękuję za wspieranie mnie i dobrą współpracę. Być może po latach nieobecności SLD powróci do polskiego Parlamentu, nie widzę jednak sensu mojego dalszego członkostwa w tej partii.”

Fot. Jan Drzewiecki.