Nafciarzom zabrakło odrobinę szczęścia. Ale to był bardzo dobry mecz

image_pdfimage_print

Trzeba przyznać, że Sandecji podczas tego meczu dopisało szczęście, bo Nafciarze są w bardzo dobrej formie. Co prawda Wiślacy nie zaczęli spotkania najlepiej, ale później wyprowadzali bardzo ładne akcje, które mogły doprowadzić do wygranej. Co zresztą podczas konferencji prasowej podkreślił szkoleniowiec Wisły. – W czasie gry stworzyliśmy kilka sytuacji, podczas których mogliśmy pokusić się o dobicie trzeciej bramki – mówił po spotkaniu Jerzy Brzęczek.

To był ostatni w tym roku mecz na płockim stadionie. Wisła Płock podejmowała Sandecję Nowy Sącz. Po ostatnich dwóch wygranych spotkaniach w środę wieczór Nafciarze zremisowali (2:2). Wszystkie bramki padły w pierwszej połowie. Dla Nafciarzy zdobyli je pomocnicy Giorgi Merebashvili oraz Damian Szymański.

Środowe spotkanie o wiele lepiej rozpoczęli goście, którzy już w 2. minucie wyszli na prowadzenie. Przyjezdni na bramkę zamienili… swoją pierwszą ofensywną akcję. Patrik Mraz otrzymał dobre podanie z głębi i z lewej strony zagrał w pole karne, gdzie czyhał Aleksandar Kolev, który nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce.

Minęło kilka minut zanim Nafciarze otrząsnęli się po tym szybkim ciosie, ale z czasem podopieczni Jerzego Brzęczka zaczęli coraz częściej gościć przed szesnastką Sandecji. W 23. minucie groźnie z około 16. metrów uderzał Arkadiusz Reca, a cztery minuty później Giorgi Merebashvili doprowadził do wyrównania! Gruzin huknął bez zastanowienia i pewnie pokonał Michała Gliwę. Nie minęło zbyt wiele czasu, a Gliwa został zaskoczony po raz drugi. Tym razem – po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Nico Vareli – w polu karnym najlepiej odnalazł się Damian Szymański, który mocno uderzył pod poprzeczkę.

Z wypracowania sobie przewagi Wiślacy nie cieszyli się jednak zbyt długo. W 36. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Grzegorz Baran, futbolówka trafiła w Koleva i trochę przypadkowo spadła pod nogi Adriana Danka, który uderzył nie do obrony i zrobiło się 2:2. Po przerwie nieco lepiej zaczęli poczynać sobie Sączersi. Z dystansu próbowali Maciej Małkowski i Wojciech Trochim, a raz niezłej akcji nie potrafił wykończyć Kolev.

Płocczanie w drugiej części mocniej do głosu doszli około 70. minuty. Wówczas Adam Dźwigała nieznacznie pomylił się uderzając po wrzutce z narożnika boiska, a w 73. minucie blisko szczęścia był José Kanté, który po kolejnej centrze również chybił o centymetry. W końcówce swoje szansę miał jeszcze Szymański, ale najpierw w 85. minucie Gliwa fantastycznie zatrzymał strzał naszego pomocnika, a już w doliczonym czasie po świetnej zespołowej akcji Semir Štilić nie trafił nawet w światło bramki i mecz zakończył się podziałem punktów.

Kończący ligowe zmagania pojedynek w 21. kolejce LOTTO Ekstraklasy Nafciarze rozegrają w stolicy, gdzie w sobotę 16 grudnia o godzinie 20:30 zmierzą się z Legią Warszawa w Derbach Mazowsza.

Wisła Płock – Sandecja Nowy Sącz 2:2 (2:2)

Giorgi Merebashvili 27′, Damian Szymański 30′ – Aleksandar Kolev 2′, Adrian Danek 36′

Wisła Płock: 87. Seweryn Kiełpin – 20. Cezary Stefańczyk, 18. Alan Uryga, 14. Adam Dźwigała, 9. Arkadiusz Reca – 6. Damian Rasak (76, 8. Dominik Furman), 4. Damian Szymański – 10. Giorgi Merebashvili, 23. Semir Štilić, 7. Nico Varela (70, 77. Konrad MIchalak) – 29. José Kanté (83, 19. Kamil Biliński).

Sandecja Nowy Sącz: 1. Michał Gliwa – 17. Adrian Basta, 28. Michal Piter-Bucko, 5. Dawid Szufryn, 22. Patrik Mraz – 7. Grzegorz Baran, 33. Bartłomiej Kasprzak – 20. Adrian Danek (62, 37. Bartłomiej Dudzic), 10. Wojciech Trochim (90, 3. Lukáš Kubáň), 8. Maciej Małkowski (77, 26. Filip Piszczek) – 92. Aleksandar Kolev.

Żółte kartki: Varela, Kante – Danek, Małkowski.
Sędzia: Łukasz Szczech (Warszawa).
Widzów: 1 719.

Źródło i fot:Wisła Płock