Pomoc daje… moc!

image_pdfimage_print

Po awansie do ekstraklasy zamartwiania się stanem posiadania w pomocy raczej nie było. Z tej formacji na zapleczu dobrze prezentowali się przede wszystkim skrzydłowi Arkadiusz Reca i Damian Piotrowski, którzy w sumie w klasyfikacji kanadyjskiej zgromadzili aż 31 punktów. To pozwalało myśleć, że w elicie też mogą dać radę. Nie można jednak zapominać, że w pierwszej lidze bramki zdobywali wtedy również ich dwaj zastępcy Jakub Bąk oraz Piotr Darmochwał, a także czterej inni pomocnicy: Dimitar Iliev, Wojciech Łuczak, Piotr Wlazło i Maksymilian Rogalski.

Skupiając się tylko na trafieniach. W ubiegłym sezonie 10 zawodników zdobyło dla Wisły 48 bramek z czego 33 (69%) padły łupem sześciu graczy drugiej linii, a sami skrzydłowi strzelili 50% całości. Sporo. Uzależnianie gry od boków pomocy klasę wyżej nie musiało przynieść podobnych efektów i w Płocku doskonale o tym wiedzieli. Skupili się więc na wzmocnieniu środka pola, bo ktoś tym wszystkim musiał zarządzać. Wybór padł na Dominika Furmana, który okazał się transferowym strzałem w dziesiątkę, oraz Giorgiego Merebaszwili (Gruzin początkowo przedstawiany był jako ofensywny pomocnik) i w końcu Siergieja Kriwca – także ostatnimi czasy bardziej zawodnika środka pola niż skrzydłowego. Oprócz nich w centrum może grać ostatni nabytek Ivica Vrdoljak. To znaczy mógłby grać, bo póki co trenuje. Ciekawe jak długo. W każdym razie jego godzina się zbliża. Uzupełniając listę letnich transferów o pomocników – na skrzydła wzięto w ciemno Ukraińca Witalija Hemehę i młodzieżowca Jakuba Łukowskiego. Drugiego wypożyczono, pierwszego już nie ma. W międzyczasie płocki klub opuścili gracze zbędni, jak Bąk, Darmochwał, Łuczak, Fabian Hiszpański i Dawid Jabłoński.

Wiosną w pierwszoligowej kadrze znajdowało się 12 pomocników (wliczając Patryka Szczepańskiego) i jesienią już w ekstraklasie ta liczba została utrzymana (wliczając Vrdoljaka). Marcin Kaczmarek mógł więc korzystać z 11 zawodników w tej formacji, przy 5 wystawianych – optymalnie.

Pomoc zaczęła sezon od mocnego uderzenia. W roli głównej nowo pozyskany Furman z asystą i bramką z rzutu karnego (wywalczonego przez Kuna). Drugi mecz to gol Recy, trzeci dwie asysty Furmana, wreszcie czwarty to świetna postawa Merebaszwilego (asysta i bramka – przy sporym udziale Kriwca). W piątym o wyniku przesądza Iliev – najlepiej odnajdujący się w zamieszaniu po wrzutce z rożnego Furmana. Dalej w siódmym Bułgar trafia po raz kolejny (z dogrania rezerwowego Wlazło), ale nie starcza to nawet na remis. W ósmym błyszczy Kriwiec, który najpierw „zrobił” karnego (zmarnował go Furman, ale dobitkę do bramki skierował Mereba), a później asystował przy trafieniu Kuna. Dziewiąty to niby koncert z dubletem Kante, ale gdyby nie wejście Ilieva (podanie do asystującego Furmana i asysta przy drugiej bramce wtedy jeszcze Hiszpana) to pewnie nie byłoby niczego.  W jedenastej serii gier pogoń za wynikiem rozpoczęła się od gola z karnego Furmana (po faulu na Wlazło), a zakończyła na trafieniu Mereby, co… i tak nie pomogło. Dwunasta kolejka mogła zakończyć się inaczej, ale już drugi raz w sezonie z wapna pomylił się Furman (faulowany był Iliev). Tyle w pierwszej rundzie.

Rewanże rozpoczęły się od pięknego i celnego uderzenia Mereby (dogrywał Wlazło) z Lechią w Gdańsku, by przez fantastyczne trafienie Furmana (podał Rogalski) i szczęśliwe Sylwestrzaka (po rzucie wolnym egzekwowanym oczywiście przez Furmana, głową strzelał Kante, a Malarz nabił obrońcę gości), dojść do najlepszego indywidualnego występu przy Łukasiewicza 34 od lat. Wlazło z Ruchem Chorzów walnął hat-tricka: po odbiorze piłki, karnym (po faulu na Kriwcu) oraz petardzie z 52 metrów. Czwartą bramkę w tym meczu zdobył Reca po dośrodkowaniu Mereby. Jesień zakończyła się w Białymstoku, gdzie wynik ponownie otworzył Wlazło wykorzystujący zgranie Kante po centrze Kriwca. To tyle.

W kolejkach: 6, 10, 15 i 17 padały remisy 0-0, a 12 i 14 odpowiednio 1-0 i 2-0 wygrywali rywale. Poza tym był tylko jeden mecz bez bramkowego udziału pomocników. Trzynasty w sezonie z Górnikiem Łęczna. Naciąganą asystę notuje Stępiński (podawał mu Kriwiec), a gola strzela Kante. Nie można jednak zapomnieć, że w pierwszej połowie tego spotkania trzy „setki” miał sam Mereba. Oprócz tego jeszcze w Białymstoku przy trafieniu Sylwestrzaka (asystował Cezary Stefańczyk, do którego podał Wlazło), bezpośredniego udziału (bramka lub asysta) nie mieli pomocnicy. W pozostałych przypadkach – można wyłączyć drugiego gola przy Łazienkowskiej – a więc 22 z 25 (88%) druga linia odgrywała znaczącą rolę. Złożyło się na to 16 bramek i 6 asyst (pomijając 5 pomocnik do pomocnika, bo w sumie uzbierali ich 11 z 16). I właśnie dlatego z pełnym przekonaniem można stwierdzić, że pomoc daje moc, a to tylko na podstawie podstawowych statystyk.

CZYTAJ DALEJ

Fot. Z perspektywy kominów